Drgnęło?

Drgnęło?

Resort pracy, po serii artykułów prasowych, zadeklarował gotowość do poprawienia ustawy o pracy tymczasowej.

„Gazeta Wyborcza” przypomina, że na łamach „Dużego Formatu” opisała niedawno, jak niektóre hipermarkety i fabryki zwalniają z etatów, a następnie tych samych pracowników za pośrednictwem agencji pracy tymczasowej przyjmują na umowy krótkoterminowe, za niższe wynagrodzenie. Tysiące ludzi są „wiecznymi tymczasowymi”, choć zgodnie z prawem nie powinni pracować tak dłużej niż półtora roku. Jest to możliwe, gdyż pracodawcy chwytają się różnych sztuczek, np. przed upływem ustawowych 18 miesięcy agencje przekazują sobie pracowników (jedynie formalnie, gdyż ich miejsce pracy się nie zmienia).

Dziennik uzupełnia, że „tymczasowi” muszą zostawać w firmie po godzinach, nie mają urlopów, a Państwowa Inspekcja Pracy, która ma pilnować ich praw, jest nieskuteczna. Przeprowadza bowiem za mało kontroli, a jej kary są dla pracodawców śmieszne (maksymalny mandat za recydywę w łamaniu prawa pracy to 5 tys. zł).

PIP informuje, że w 2013 r. przyjrzała się 349 agencjom i firmom korzystającym z ich usług, które zatrudniały prawie 30 tys. osób. – „Nieprawidłowości wykryliśmy w niemal dwóch trzecich przypadków” – mówi Jarosław Leśniewski, dyrektor Departamentu Legalności Zatrudnienia w Głównym Inspektoracie Pracy. Dodaje jednak, że inspektorzy, nawet jeśli widzą patologie, często nie mogą nic zrobić, bo ustawa o zatrudnianiu pracowników tymczasowych, przyjęta 10 lat temu, utrudnia dyscyplinowanie nieuczciwych pracodawców, np. bardzo wąsko określa, za co firma może być ukarana.

GIP od dekady zabiega o zmianę przepisów, nie ma jednak prawa inicjatywy ustawodawczej, a ministerstwo pracy ignoruje jego sugestie. Po publikacjach „Wyborczej” resort zmienił jednak zdanie. – „Jeśli otrzymamy prośbę z Inspekcji Pracy, na pewno zajmiemy się tą ustawą. Nie wykluczamy nowelizacji” – zapewnia Janusz Sejmej, rzecznik ministerstwa.

Aby skuteczniej bronić praw „czasowników”, PIP potrzebuje doprecyzowania przepisów tak, żeby o tymczasowości pracy decydował okres zatrudnienia w konkretnej firmie, a nie to, jak długo zatrudnia jedna agencja. Niezbędne jest też ograniczenie zatrudniania tymczasowego na umowach cywilnoprawnych do osób w wieku 16-18 lat, czyli młodocianych, np. roznoszących ulotki.

Przy okazji gazeta przypomina, że są też inne pozbawione opieki PIP grupy aktywnych zawodowo Polaków. To osoby na umowach cywilnoprawnych i samozatrudnieni. Łącznie około 3 mln ludzi, którzy nie mogą np. walczyć z nieuczciwym pracodawcą przed sądem pracy ani liczyć na wsparcie inspektora, gdy firma im nie płaci. Zgodnie z prawem nie są oni nawet pracownikami, dlatego bez zmian w prawie objęcie ich ochroną nie będzie możliwe.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Klikajmy na złość banksterom

Klikajmy na złość banksterom

Podpisz internetową petycję w sprawie wprowadzenia w Europie tzw. podatku Robin Hooda. Ma on sprawić, by bankierzy ponieśli sprawiedliwą część kosztów kryzysu, a także przynieść korzyści najbiedniejszym.

Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie informuje, że już za kilka dni europejscy przywódcy spotkają się, by zadecydować, czy wesprzeć wprowadzenie wspomnianego podatku. „Będą debatować pod dużą presją ze strony światowych banków i elity finansowej, którzy naciskają na zablokowanie wprowadzenia opłaty. Właśnie dlatego wyrażanie silnego społecznego poparcia dla inicjatywy jest tak ważne” – przekonuje Fundacja.

Dodaje, że podatek w wysokości zaledwie 0,05% wartości transakcji finansowych realizowanych przez banki kupujące lub sprzedające udziały lub obligacje, inwestujące na rynkach walut czy biorące udział w obrocie dobrami, oznaczałby w skali roku 37 mld euro na finansowanie usług publicznych, walkę z ubóstwem i skutkami zmian klimatu. „Ale w tym wszystkim nie chodzi tylko o pieniądze. Jeśli opłata ta zostanie wprowadzona, banki i rynki finansowe będę w końcu ponosiły koszty bałaganu, jaki nam wszystkim zgotowały. Zniwelowałoby to panującą niesprawiedliwość, gdzie największe koszty kryzysu finansowego ponoszą ci, którzy nie mają z nim nic wspólnego” – czytamy w petycji.

Poproś europejskich liderów, żeby wprowadzili podatek Robin Hooda i na zawsze zmienili Europę

Cwani i bezkarni

Cwani i bezkarni

Organy kontroli skarbowej oraz organy podatkowe nie radzą sobie w walce z oszustami – ocenia Najwyższa Izba Kontroli.

Jak wskazuje Izba, dochody z podatku od towarów i usług (VAT) są głównym źródłem dochodów budżetu państwa. W latach 2011-2013 wpływy z tego tytułu stanowiły średnio 42 proc. dochodów publicznych. Spadły one przez ten okres o ponad 6 proc. (7,4 mld zł).

Oszustwa podatkowe – takie jak niezapłacenie VAT przez polskiego nabywcę od towarów sprowadzonych z innych krajów UE, wykorzystywanie faktur dokumentujących fikcyjne transakcje gospodarcze lub wyłudzenie podatku w postaci zwrotów VAT – były istotnym powodem uszczuplenia wpływów do kasy państwa w badanym okresie. Według danych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w 2012 r. tylko w sprawach dotyczących tzw. przestępczości paliwowej (zakończonych aktami oskarżenia) nadużycia opiewały na ponad 1,3 mld zł.

Kontrolerzy NIK wykazali, że w badanym okresie administracja państwowa podjęła intensywne działania w celu ograniczenia skali oszustw – rozwijała się m.in. współpraca pomiędzy Polską a państwami UE w zakresie zwalczania nadużyć w odniesieniu do podatku VAT. Minister Finansów dokonał analizy zagrożeń związanych z występowaniem oszustw na podatku od towarów i usług, wskazał obszary podwyższonego ryzyka (takie jak rynek obrotu paliwami, stalą czy złomem), a wiele kontroli w tych obszarach zakończyło się wykryciem nadużyć. Opracowany został także projekt zmian w ustawie o podatku od towarów i usług oraz w Ordynacji podatkowej (nowelizacja przepisów weszła w życie 1 października 2013 r.).

Zdaniem Izby, skuteczność zwalczania oszustw podatkowych zależy głównie od prawidłowego rozpoznania mechanizmów oszustw, szybkości reakcji organów podatkowych i organów kontroli skarbowej oraz od niezwłocznego karania sprawców – a z tym w badanym okresie niestety nie zawsze było dobrze.

Taką reformę to rozumiemy!

Taką reformę to rozumiemy!

Rządząca w Niemczech koalicja uzgodniła szczegóły reformy emerytalnej. Po jej wprowadzeniu Niemcy, którzy przepracowali 45 lat, będą mogli odejść na emeryturę już w wieku 63 lat.

TVN24 BiŚ wyjaśnia, że propozycja zmiany ustawy to ukłon Angeli Merkel w kierunku SPD. Był to jeden z warunków współtworzenia przez tę partię „wielkiej koalicji” z CDU i CSU, która rządzi Niemcami od grudnia 2013 r. Obniżenie wieku emerytalnego jest flagowym projektem socjaldemokratów.

Według ustaleń na emeryturę w wieku 63 lat będą mogły przejść osoby, które przepracowały 45 lat. To główna zmiana w przygotowanej przez koalicję reformie emerytalnej. – „Partie koalicji doszły do porozumienia w sprawie pakietu zmian w systemie emerytalnym. To dobry przykład, jak wielka koalicja działa w praktyce” – skomentował Volker Kauder z CDU.

W 2007 r. poprzedni rząd Angeli Merkel wprowadził stopniowe podwyższanie wieku emerytalnego o dwa lata do 67. roku życia. Taki wiek miał w pełni zacząć obowiązywać w 2029 r. Jednak zmiany w systemie zakładają, że już w lipcu osoby, które przepracowały 45 lat, będą mogły w wieku 63 lat zakończyć aktywność zawodową. Obecnie muszą one pracować do 65. roku życia.

Niemcy zwykle przechodzą na emeryturę po ponad 37 latach pracy, podczas gdy średnia w Unii Europejskiej to 35 lat. Nie dziwi zatem, że propozycja rządu cieszy się ogromnym poparciem społecznym.