Taka pomoc to nie pomoc

Taka pomoc to nie pomoc

Nocna i świąteczna opieka zdrowotna jest źle zorganizowana. Może to zagrażać bezpieczeństwu pacjentów oraz przynosi stratę finansową dla NFZ – ustaliła Najwyższa Izba Kontroli.

Według opublikowanego na stronie NIK raportu, pełniejsze wykorzystanie tego rodzaju opieki zdrowotnej mogłoby być sposobem na odciążenie pogotowia ratunkowego i szpitalnych oddziałów ratunkowych. Izba już wcześniej podawała, że znaczna część przyjmowanych do SOR w ogóle nie powinna tam trafić, bo kwalifikuje się do opieki podstawowej – pisze RynekZdrowia.pl.

Według NIK tryb pracy zespołów dyżurujących jest niedostosowany do potrzeb. Są bowiem znaczne różnice w liczbie pacjentów zgłaszających się do przychodni w poszczególne dni . „W efekcie w dni powszednie zespołów dyżurujących było za dużo w stosunku do faktycznych potrzeb pacjentów, a w dni wolne od pracy najczęściej za mało” – podkreśla NIK. W ponad 30 proc. kontrolowanych miejscowości było mniej zespołów niż wymagają przepisy i niż opłacił NFZ. Były też placówki, w których w ogóle ich nie utworzono, a pacjentów, niezgodnie z prawem, przyjmowali lekarze niezgłoszeni jako dyżurujący. – „Pełnili oni w tym samym czasie dyżur np. na oddziałach szpitalnych. (…) lekarz, który był zatrudniony na oddziale najpierw zajmował się sprawami oddziału i dopiero potem mógł udzielać świadczeń w ramach nocnej i świątecznej opieki. Ponadto lekarze pełnili dyżury w domach pod telefonem, zamiast w wyznaczonej placówce” – mówi Piotr Wasilewski, dyrektor Departamentu Zdrowia NIK.

Portal podkreśla, że częstą nieprawidłowością było zaniżanie czasu pracy: więcej niż co piąty spośród skontrolowanych świadczeniodawców regularnie skracał czas dyżurowania i dostępności, wyznaczając samowolnie godziny pracy inne niż zapisane w kontraktach, gwarantujących pacjentom podstawową opiekę zdrowotną przez całą dobę. Nieprawidłowo funkcjonował też system wizyt domowych – pacjenci oczekiwali na nie nawet 12 godzin!

Wiele placówek stosuje nieuzasadniony podział na zespół wyjeżdżający i zespół dyżurujący na miejscu, co powoduje nierównomierne obciążenie pracą na niekorzyść zespołu udzielającego świadczeń w przychodni (90 proc. wszystkich porad lekarskich). W efekcie w danej placówce faktycznie przyjmuje mniej lekarzy niż powinno, bo część z nich jedynie oczekuje na wyjazd. Niepotrzebne wydłuża to czas oczekiwania na przyjęcie.

Wątpliwości wzbudziła także obsada dyżurujących zespołów lekarsko-pielęgniarskich (nie wszystkie dyżurowały w składzie deklarowanym przy podpisywaniu kontraktu) oraz fakt, że niektórzy świadczeniodawcy szybko zawierali z Funduszem aneksy, w których zmniejszano liczbę dyżurujących. Zdarzało się także, że zamieniano lekarzy z pożądaną w lecznictwie doraźnym specjalnością na medyków o innej, wątpliwej w tej sytuacji, przydatności. Mocno odczuwalny w wielu placówkach był brak pediatrów.

Te i inne nieprawidłowości świadczą o braku odpowiedniego nadzoru ze strony NFZ. Dlatego Izba wskazuje na konieczność jego wzmocnienia, a ponadto sugeruje m.in. organizowanie nocnej i świątecznej opieki w tych samych placówkach, w których funkcjonują oddziały ratunkowe, co pozwoli zrównoważyć pracę opieki nocnej i ratunkowej oraz odciążyć przeładowane SOR-y. Fundusz powinien też dostosować liczbę zespołów dyżurujących w dni powszednie oraz w dni wolne od pracy do rzeczywistych, lokalnych potrzeb.

– „W nocy i w święta lekarz powinien przyjechać do domu pacjenta i rozstrzygnąć, czy chory może następnego dnia pójść do swojego lekarza pierwszego kontaktu czy też musi natychmiast zgłosić się do szpitala. Takie dyżury nocne winni pełnić lekarze rodzinni, znający swoich pacjentów” – mówił jakiś czas temu w rozmowie z portalem b. szef resortu zdrowia, dr Marek Balicki. Wskazał przykład Danii, gdzie taki system świetnie się sprawdza. Zwrócił jednocześnie uwagę, że obecnie na jednego lekarza przypada 50 tys. mieszkańców, podczas gdy powinno ich być ok. 25 tys. Dodał, że w obecnych warunkach pacjent jest wręcz skazany na zagubienie w systemie. – „Tymczasem wystarczyłby jeden stały numer telefonu, pod którym w określonych rejonach dyżurowaliby lekarze POZ znający lokalną społeczność. Na pewno nie kosztowałoby to więcej niż obecne rozwiązania” – powiedział.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Roznoście obywatelskie wici

Roznoście obywatelskie wici

Zachęcamy do publikowania w Sieci omówień najnowszego numeru „Nowego Obywatela”. Ostatnio do jego lektury publicznie zachęcała m.in. Jadwiga Chmielowska z Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, zasłużona działaczka opozycji demokratycznej.

„Niektórzy nazywają to czasopismo niszowym, może i tak, bo jest ono przeznaczone dla ludzi, którzy chcą czytać i myśleć” – pisze Chmielowska, która od dawna popularyzuje w środowisku dziennikarskim nasz skromny kwartalnik, a wcześnie zgodziła się dołączyć do jego Rady Honorowej. Całe napisane przez nią omówienie numeru 63 (wiosna 2014) przeczytać można tutaj.

Blok tekstów poświęconych ocenie integracji europejskiej z punktu widzenia skutków społecznych dla Polski został także odnotowany przez internetowych komentatorów czy blogerów. Socjobloger pisze o nim tak: „Nie znajdziemy tam zachwytów nad otwarciem unijnych rynków pracy czy budową autostrad, ani też szumnych zapowiedzi kolejnych sukcesów, np. wprowadzenia jednej ładowarki we wszystkich krajach członkowskich. Za to pojawiają się rzeczowe argumenty studzące powszechną euforię oraz pytania, które tak naprawdę powinny towarzyszyć nam już od okresu przedakcesyjnego – pytania o ogólniejszą wizję przyszłości, o miejsce Polski itd.”.

Ty też nas opisz w Internecie! ;-)

Grubymi nićmi szyte

Grubymi nićmi szyte

Opublikowany przez Clean Clothes Polska i Fundację Kupuj Odpowiedzialnie raport pt. „Grubymi nićmi szyte” jest pierwszą publikacją przedstawiającą sytuację osób zatrudnionych w łańcuchach dostaw polskich firm odzieżowych: LPP, Carry i Monnari.

Raport pt. „Grubymi nićmi szyte. Warunki pracy w fabrykach dostawców polskich firm odzieżowych w Bangladeszu” jest do pobrania na stronie Clean Clothes Polska.

Wywiady z prawie 100 pracownicami i pracownikami z trzech fabryk odzieżowych w Dhace przeprowadzone zostały na podstawie kwestionariusza stosowanego przez Clean Clothes Campaign w monitorowaniu przestrzegania podstawowych standardów prawa pracy w fabrykach odzieżowych w krajach produkcyjnych w Azji i Europie. Rozmowy odbywały się poza terenem fabryk, w lokalizacjach wybranych przez badane osoby oraz z zachowaniem ich anonimowości.

Wyniki wywiadów pokazują, że we wszystkich badanych fabrykach pojawiają się naruszenia praw pracowniczych. Według badanych pracownice i pracownicy są zatrudniani bez jakichkolwiek umów, łamane są normy czasu pracy i prawo do urlopu czy zwolnienia w razie choroby. Zdarzały się przypadki przemocy słownej i fizycznej. W żadnej z fabryk nie działał związek zawodowy ani inna forma reprezentacji pracowniczej. Płace we wszystkich fabrykach nie wystarczały pracownicom i pracownikom na godne życie. Zwykle mieszkali oni w slumsach, w bardzo złych warunkach, nie stać ich było na odpowiednie wyżywienie, leczenie czy edukację dzieci.

CCP wysłało streszczenia wyników badań do LPP, Carry i Monnari. Odpowiedzi udzieliły spółki LPP i Monnari. LPP zadeklarowało, że firma „jest obecnie w trakcie budowania długofalowej polityki społecznej odpowiedzialności biznesu, która obejmie także kwestie związane z łańcuchem dostaw oraz tematy środowiskowe. Jednym z jej elementów będzie także aktywna i transparentna komunikacja”. W trakcie przygotowania raportu wciąż nie był jednak publicznie dostępny kodeks postępowania (Code of Conduct) spółki będący podstawą polityki społecznej odpowiedzialności, czy szczegółowe informacje dotyczące metodologii i wyników monitorowania łańcucha dostaw.

Monnari wyjaśniła zaś, że „W związku z trudną sytuacją wewnętrzną oraz redukcją zatrudnienia spółka nie podejmowała kroków w celu sformalizowania działań CSR. Monnari Trade S.A. zamierza stworzyć politykę w zakresie społecznej odpowiedzialności biznesu obejmującą również zagadnienia odpowiedzialnego społecznie łańcucha dostaw”.

– „Nasze badanie wyraźnie pokazuje potrzebę monitorowania dostawców i wdrażania skutecznych programów CSR przez polskie firmy odzieżowe. Dotychczas nie podjęły one widocznych działań w tym zakresie. Mamy nadzieję, że deklarowane przez nie działania na rzecz odpowiedzialnego społecznie łańcucha dostaw przyczynią się do poprawy sytuacji pracownic i pracowników szyjących sprzedawane przez nich ubrania” – mówi Joanna Szabuńko z Clean Clothes Polska.

Przykłady opisane w raporcie ilustrują szerszy problem łamania praw pracowniczych w bangladeskich fabrykach, w których szyje się coraz częściej ubrania polskich marek. Wymaga on kompleksowych rozwiązań. Raport kończą skierowane do polskich firm rekomendacje wskazujące na działania konieczne do podjęcia, by produkcja polskiej odzieży była odpowiedzialna społecznie. Skupiają się one na tworzeniu, wdrażaniu, monitorowaniu i raportowaniu strategii CSR, które w rzeczywisty sposób przyczyniają się do poprawy warunków pracy i życia pracownic i pracowników w fabrykach dostawców polskich firm odzieżowych.

Kontakt:
Joanna Szabuńko, info@cleanclothes.pl, + 48 510 90 77 33
Maria Huma, info@cleanclothes.pl, +48 607 88 80 82

Pełna odpowiedź spółki LPP na zapytanie Clean Clothes Polska dotyczące warunków pracy w łańcuchu dostaw w Bangladeszu

Kampania Clean Clothes Polska zrzesza takie organizacje jak Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie, Koalicja KARAT, Polska Akcja Humanitarna, Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła”, Polska Zielona Sieć i działa na rzecz poprawy warunków pracy w globalnym przemyśle odzieżowym.

_____

Przedruk za stroną Clean Clothes Polska. Tytuł pochodzi od „Nowego Obywatela”.

Nasz wywiad z Marią Humą z Clean Clothes Polska przeczytać można tutaj.

Twoja Stacja Cię potrzebuje

Twoja Stacja Cię potrzebuje

Ruszyła społeczna zbiórka pieniędzy na upiększenie Stacji Wolimierz – centrum kultury alternatywnej funkcjonującego w sercu Pogórza Izerskiego. „Nowy Obywatel” zachęca do włączenia się!

Stacja to zabytkowy dworzec kolejowy, który ponad 20 lat temu ocaliła od rozbiórki grupa aktorów teatru Klinika Lalek. Dzięki społecznemu zaangażowaniu setek osób Wolimierz stał się miejscem na mapie Polski, którego nie sposób porównać z żadnym innym. Każdy może tutaj przyjechać, zaangażować się w życie stacyjne – wspólnie z nami planować, kreować przestrzeń, gotować, pracować w ogrodzie, organizować wydarzenia kulturalne. Stacja działa na zasadach wolontariatu, wymiany międzykulturowej, ekologii… Integruje się tutaj lokalna społeczność i wielcy artyści, okoliczni twórcy, rolnicy i młodzież z wolontariuszami z całego świata, cyrkowcami, aktorami, muzykami, podróżnikami, dobrymi ludźmi – piszą mieszkańcy Stacji.

Jeszcze przed tegoroczną (17-20 lipca) edycją corocznego międzynarodowego festiwalu sztuki, muzyki i ekologii – będącego tym razem jednocześnie Spotkaniem Wiejskich Alternatywnych Społeczności z Polski i Europy – rezydenci Stacji planują ją wzbogacić i upiększyć, m.in. za pomocą małych domków, stołów, ław, huśtawek oraz… plaży. Wsparcie finansowe jest potrzebne, żeby zakupić jakościowe materiały i zapewnić bezpieczeństwo korzystającym z nowych przestrzeni oraz zapewnić komfort pracy – nakarmić spracowanych fachowców i wolontariuszy. Wspierając inicjatywę, inwestujecie pieniądze w swój przyjazd tutaj, współtworzycie miejsce, które będzie Wam służyć. Przyczyniacie się do rozwoju Stacji Wolimierz – miejsca otwartego, do którego, jeśli tylko zechcecie, możecie przyjechać – piszą animatorzy inicjatywy.

Co możesz zrobić, żeby pomóc Stacji?
1) wpłacić za pośrednictwem tej strony choćby symboliczną kwotę;
2) informować o akcji swoich znajomych (np. za pomocą portali społecznościowych), naganiać, nagabywać, głosić dobre imię…

Zbiórka potrwa do 24 czerwca. Zachęcamy!

Artykuł Szymona Surmacza na temat Stacji i powiązanych z nią inicjatyw, które współanimuje Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom” (wydawca „Nowego Obywatela”), przeczytać można tutaj.