Opłaca się dopłacać

Opłaca się dopłacać

Rada Miejska Goleniowa (woj. zachodniopomorskie) uchwaliła wprowadzenie bezpłatnej komunikacji na terenie miasta i gminy od 1 lipca. Nowe postanowienia dotyczą również Zielonej Linii, czyli popularnej, wakacyjnej trasy do Lubczyny.

Na stronie samorządu cytowane jest uzasadnienie decyzji:

„Wprowadzenie bezpłatnej komunikacji jest związane z kolejnym krokiem zmierzającym do ułatwienia życia mieszkańcom, szczególnie tym mieszkającym poza centrum miasta.

Zwiększy dostępność do miejsc edukacji, szkół, kultury, rozrywki i miejsc pracy, a w czasie wakacji umożliwi dzieciom i młodzieży dojazd do Lubczyny. Część kierowców przesiądzie się z samochodu do darmowego autobusu, co będzie miało wymiar ekologiczny. Po to by najefektywniej wykorzystać fakt braku konieczności zapłaty za bilety, trasę przejazdów ograniczono o przystanki, które nie miały frekwencji, a rozszerzono zgodnie z wcześniejszymi wnioskami o przystanki przy cmentarzu i zmieniono przebieg trasy w Helenowie.

Z komunikacji miejskiej korzystają głównie uczniowie i osoby starsze, których nie stać na własne auto, z Zielonej Linii natomiast uczniowie, którzy w okresie letnim korzystają z atrakcji wodnych.

Przedkładana propozycja wychodzi także naprzeciw oczekiwaniom osób o najniższych dochodach, a równocześnie ma na celu zachęcenie do zrezygnowania z samochodu na rzecz komunikacji miejskiej”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polskie wybory – nie tylko parlamentarne

Polskie wybory – nie tylko parlamentarne

5 czerwca w Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi odbędzie się ciekawe spotkanie z historykiem prof. Pawłem Samusiem, poświęcone kulturze politycznej w okresie zaborów.

Wydarzenie będzie elementem promocji książki „Wasza kartka wyborcza jest silniejsza niż karabin, niż armata… Z dziejów kultury politycznej na ziemiach polskich pod zaborami”. Problematyka kultury politycznej, tak kluczowa dla zrozumienia i podtrzymywania procesów i standardów demokratycznych w każdym nowoczesnym państwie, była jak dotąd zaskakujące mało popularnym tematem wśród historyków i politologów. Książka prof. Samusia jest próbą częściowego wypełnienia tej luki.

„Wasza kartka…” przedstawia polską mozaikę polityczną sprzed przeszło stu lat pokazując, jak tamte postaci, wydarzenia i konteksty do dziś wpływają na nasze postawy i postrzeganie świata. Analizuje różne aspekty walki o narodową niepodległość, przejawy aktywności politycznej i społecznej, rozwój świadomości politycznej społeczeństwa polskiego, symptomy procesu demokratyzacji jego kultury politycznej, początki budowy społeczeństwa obywatelskiego. Zwraca uwagę na doniosłość przełomowych wydarzeń, takich jak rewolucja 1905 r. czy I wojna światowa, które miały fundamentalne znaczenie dla ukształtowania współczesnej kultury politycznej naszego społeczeństwa. Ukazuje powstanie masowych ruchów społecznych i nowoczesnych partii politycznych oraz ich rolę w procesie kształtowania się polskiej kultury politycznej, prezentując nowe spojrzenie w obszarze zdominowanym do tej pory przez tradycyjne dziejopisarstwo minionej epoki.

Paweł Samuś jest profesorem zwyczajnym w Katedrze Historii Polski Najnowszej Uniwersytetu Łódzkiego, autorem licznych monografii i artykułów, był kierownikiem tejże katedry, dyrektorem Instytutu Historii UŁ, członkiem Komitetu Nauk Historycznych Polskiej Akademii Nauk.

Spotkanie organizowane jest przez Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi oraz Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego. Poprowadzi je Marcin Giełzak, który wkrótce zadebiutuje jako autor na łamach „Nowego Obywatela”.

Początek o godz. 18.00 w Muzeum, przy ul. Gdańskiej 13. Serdecznie zapraszamy!

Taka pomoc to nie pomoc

Taka pomoc to nie pomoc

Nocna i świąteczna opieka zdrowotna jest źle zorganizowana. Może to zagrażać bezpieczeństwu pacjentów oraz przynosi stratę finansową dla NFZ – ustaliła Najwyższa Izba Kontroli.

Według opublikowanego na stronie NIK raportu, pełniejsze wykorzystanie tego rodzaju opieki zdrowotnej mogłoby być sposobem na odciążenie pogotowia ratunkowego i szpitalnych oddziałów ratunkowych. Izba już wcześniej podawała, że znaczna część przyjmowanych do SOR w ogóle nie powinna tam trafić, bo kwalifikuje się do opieki podstawowej – pisze RynekZdrowia.pl.

Według NIK tryb pracy zespołów dyżurujących jest niedostosowany do potrzeb. Są bowiem znaczne różnice w liczbie pacjentów zgłaszających się do przychodni w poszczególne dni . „W efekcie w dni powszednie zespołów dyżurujących było za dużo w stosunku do faktycznych potrzeb pacjentów, a w dni wolne od pracy najczęściej za mało” – podkreśla NIK. W ponad 30 proc. kontrolowanych miejscowości było mniej zespołów niż wymagają przepisy i niż opłacił NFZ. Były też placówki, w których w ogóle ich nie utworzono, a pacjentów, niezgodnie z prawem, przyjmowali lekarze niezgłoszeni jako dyżurujący. – „Pełnili oni w tym samym czasie dyżur np. na oddziałach szpitalnych. (…) lekarz, który był zatrudniony na oddziale najpierw zajmował się sprawami oddziału i dopiero potem mógł udzielać świadczeń w ramach nocnej i świątecznej opieki. Ponadto lekarze pełnili dyżury w domach pod telefonem, zamiast w wyznaczonej placówce” – mówi Piotr Wasilewski, dyrektor Departamentu Zdrowia NIK.

Portal podkreśla, że częstą nieprawidłowością było zaniżanie czasu pracy: więcej niż co piąty spośród skontrolowanych świadczeniodawców regularnie skracał czas dyżurowania i dostępności, wyznaczając samowolnie godziny pracy inne niż zapisane w kontraktach, gwarantujących pacjentom podstawową opiekę zdrowotną przez całą dobę. Nieprawidłowo funkcjonował też system wizyt domowych – pacjenci oczekiwali na nie nawet 12 godzin!

Wiele placówek stosuje nieuzasadniony podział na zespół wyjeżdżający i zespół dyżurujący na miejscu, co powoduje nierównomierne obciążenie pracą na niekorzyść zespołu udzielającego świadczeń w przychodni (90 proc. wszystkich porad lekarskich). W efekcie w danej placówce faktycznie przyjmuje mniej lekarzy niż powinno, bo część z nich jedynie oczekuje na wyjazd. Niepotrzebne wydłuża to czas oczekiwania na przyjęcie.

Wątpliwości wzbudziła także obsada dyżurujących zespołów lekarsko-pielęgniarskich (nie wszystkie dyżurowały w składzie deklarowanym przy podpisywaniu kontraktu) oraz fakt, że niektórzy świadczeniodawcy szybko zawierali z Funduszem aneksy, w których zmniejszano liczbę dyżurujących. Zdarzało się także, że zamieniano lekarzy z pożądaną w lecznictwie doraźnym specjalnością na medyków o innej, wątpliwej w tej sytuacji, przydatności. Mocno odczuwalny w wielu placówkach był brak pediatrów.

Te i inne nieprawidłowości świadczą o braku odpowiedniego nadzoru ze strony NFZ. Dlatego Izba wskazuje na konieczność jego wzmocnienia, a ponadto sugeruje m.in. organizowanie nocnej i świątecznej opieki w tych samych placówkach, w których funkcjonują oddziały ratunkowe, co pozwoli zrównoważyć pracę opieki nocnej i ratunkowej oraz odciążyć przeładowane SOR-y. Fundusz powinien też dostosować liczbę zespołów dyżurujących w dni powszednie oraz w dni wolne od pracy do rzeczywistych, lokalnych potrzeb.

– „W nocy i w święta lekarz powinien przyjechać do domu pacjenta i rozstrzygnąć, czy chory może następnego dnia pójść do swojego lekarza pierwszego kontaktu czy też musi natychmiast zgłosić się do szpitala. Takie dyżury nocne winni pełnić lekarze rodzinni, znający swoich pacjentów” – mówił jakiś czas temu w rozmowie z portalem b. szef resortu zdrowia, dr Marek Balicki. Wskazał przykład Danii, gdzie taki system świetnie się sprawdza. Zwrócił jednocześnie uwagę, że obecnie na jednego lekarza przypada 50 tys. mieszkańców, podczas gdy powinno ich być ok. 25 tys. Dodał, że w obecnych warunkach pacjent jest wręcz skazany na zagubienie w systemie. – „Tymczasem wystarczyłby jeden stały numer telefonu, pod którym w określonych rejonach dyżurowaliby lekarze POZ znający lokalną społeczność. Na pewno nie kosztowałoby to więcej niż obecne rozwiązania” – powiedział.

Roznoście obywatelskie wici

Roznoście obywatelskie wici

Zachęcamy do publikowania w Sieci omówień najnowszego numeru „Nowego Obywatela”. Ostatnio do jego lektury publicznie zachęcała m.in. Jadwiga Chmielowska z Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, zasłużona działaczka opozycji demokratycznej.

„Niektórzy nazywają to czasopismo niszowym, może i tak, bo jest ono przeznaczone dla ludzi, którzy chcą czytać i myśleć” – pisze Chmielowska, która od dawna popularyzuje w środowisku dziennikarskim nasz skromny kwartalnik, a wcześnie zgodziła się dołączyć do jego Rady Honorowej. Całe napisane przez nią omówienie numeru 63 (wiosna 2014) przeczytać można tutaj.

Blok tekstów poświęconych ocenie integracji europejskiej z punktu widzenia skutków społecznych dla Polski został także odnotowany przez internetowych komentatorów czy blogerów. Socjobloger pisze o nim tak: „Nie znajdziemy tam zachwytów nad otwarciem unijnych rynków pracy czy budową autostrad, ani też szumnych zapowiedzi kolejnych sukcesów, np. wprowadzenia jednej ładowarki we wszystkich krajach członkowskich. Za to pojawiają się rzeczowe argumenty studzące powszechną euforię oraz pytania, które tak naprawdę powinny towarzyszyć nam już od okresu przedakcesyjnego – pytania o ogólniejszą wizję przyszłości, o miejsce Polski itd.”.

Ty też nas opisz w Internecie! ;-)