Koniec cwaniakowania?

Koniec cwaniakowania?

Komputerowy gigant Apple płaci tylko 2 proc. podatku z ogromnych zysków. Unijny komisarz ds. konkurencji wszczyna dochodzenie, które może się skończyć żądaniem zwrotu niezapłaconych należności.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, Joaquin Almunia ogłosił, że wszczyna dochodzenie w sprawie trzech firm, które zdaniem mediów miały się dogadać z rządami państw, w których zarejestrowały biura, co do preferencyjnych stawek podatkowych. Chodzi o Starbucks Manufacturing EMEA BV w Holandii, Fiat Finance and Trade, luksemburską filię włoskiego koncernu motoryzacyjnego, oraz Apple w Irlandii. Największa burza rozpętała się wokół tej ostatniej, której globalne przychody tylko w drugim kwartale tego roku sięgnęły 45,6 mld dolarów.

Koncern nie tylko zarejestrował swoje biuro w Irlandii, bo tu korporacje płacą najniższe podatki w Europie (zaledwie 12,5 proc.), ale dodatkowo – jak ustaliła w zeszłym roku komisja amerykańskiego Senatu – w rzeczywistości nie zapłacił ich na wyspie więcej niż 2 proc. Gazeta pisze, że umożliwił to firmie irlandzki rząd, i właśnie ten wątek ma badać Komisja Europejska. Dodaje jednak, że sama korporacja mistrzowsko wykorzystuje luki prawne, by płacone podatki obniżyć jeszcze bardziej. Podobnie postępują inne amerykańskie koncerny technologiczne o zasięgu globalnym, np. Google.

Częstym „numerem” jest rejestrowanie dwóch spółek-córek w Irlandii. Pierwsza z nich księguje irlandzkie przychody, druga kontroluje prawa własności intelektualnej koncernu. Zarząd tej drugiej spółki formalnie rezyduje w jednym z rajów podatkowych, gdzie podatków nie płaci się wcale, np. na Bermudach. Istnienie trzeciej spółki, zarejestrowanej w Holandii, pozwala wykorzystać preferencyjne traktowanie amerykańskiego kapitału przepływającego przez Antyle Holenderskie. To właśnie przepływ środków z pierwszej irlandzkiej firmy do drugiej przez holenderską sprawia, że płacone podatki są w rzeczywistości niższe niż 12,5 proc.

W zeszłym roku „Wyborcza” ustaliła, że choć wartość rocznej sprzedaży urządzeń Apple’a w naszym kraju sięga miliarda złotych, to w Krajowym Rejestrze Sądowym spółka Apple Poland odnotowała przychody w wysokości zaledwie 13,8 mln zł, od których zapłaciła marne 4 mln zł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Podążaj za flagą

Podążaj za flagą

Z okazji rozpoczynającego się Mundialu przypominamy tekst, który pierwotnie ukazał się w „Obywatelu” 1(21)/2005, poświęcony pozytywnemu wymiarowi kibicowania drużynom narodowym.

* * *

Podążaj za flagą1

Podczas tegorocznych mistrzostw Europy w piłce nożnej Anglia poniosła klęskę, co jedynie potwierdziło odwieczne, głęboko ukryte lęki jej fanów, że niezależnie od wszelkich nadziei i oczekiwań, wszystko i tak skończyć się musi katastrofą. Jednak bardziej interesujące od tego, że Anglia przegrała, jest to, co działo się na kilka tygodni bezpośrednio przed zawodami.

Jeśli spojrzymy na zdjęcia angielskiej jedenastki z okresu Mistrzostw Świata w 19662, angielscy kibice powiewali flagami Wielkiej Brytanii (Union Flag); obecnie prawie się to nie zdarza. Natomiast od rozgrywek o mistrzostwo Europy w roku 19963 niemal wszechobecny stał się widok angielskiej flagi narodowej, Krzyża Świętego Jerzego4. Można to tłumaczyć m.in. tym, że w miarę, jak Szkoci i Walijczycy coraz bardziej stanowczo podkreślają swoją narodową odrębność, a szczególnie wraz z postępami decentralizacji władzy, także sami Anglicy stali się bardziej zdecydowani w kwestii własnej tożsamości narodowej. Domy zaczęto dekorować czerwonym krzyżem i według mojej nieskrywanie subiektywnej oceny najpowszechniej dzieje się tak w dwóch miejscach: na budynkach samorządowych i w osiedlach robotniczych.

Przynajmniej do pewnego stopnia motywacje takiego postępowania są jednoznaczne; niejedna z osób, z którymi rozmawiałem przedstawiła to prosto: „Musimy pokazać, że trzymamy się razem”. Ale być może to tylko część prawdy i istnieją motywacje bardziej ukryte: ludzie szukają poczucia przynależności, wręcz solidarności z czymś, co wykracza poza ich codzienną, rutynową egzystencję.

Dla części osób o lewicowych poglądach nie jest to miły widok, te wszystkie wywieszane w oknach i powiewające z jadących samochodów flagi; wydają się im one być zagrożeniem dla wielokulturowego i wielorasowego społeczeństwa. Nie będę owijał w bawełnę: dla mnie ich podejście to nieledwie snobizm. Oznacza on mniej więcej przekonanie, że głupim masom wydaje się, iż machanie flagą Świętego Jerzego ma jakikolwiek wpływ na złożoną rzeczywistość polityczną. Lord Snooty i jego kompani5 z lewej strony sceny politycznej wydają się mieć niesłabnącą pokusę, by ośmieszać wszystko to, w co wierzą i czym się wzruszają zwykli ludzie – nieważne, czy będzie to reakcja na śmierć Księżnej Diany, czy coś tak zwyczajnego, jak angielska flaga.

O tym, że wymachiwanie flagą [Anglii] może posiadać jakieś rasistowskie czy ksenofobiczne konsekwencje, nie ma mowy odkąd za taką postawę zostali skrytykowani… pakistańscy taksówkarze w Bradford. Indyjscy restauratorzy chętnie wywieszali flagi i oferowali specjalne zniżki na posiłki osobom oglądającym wraz z nimi na wielkich telewizorach mecze narodowej reprezentacji Anglii. Właścicielka mojego lokalnego pubu, Irlandka, ozdobiła go Krzyżami Świętego Jerzego.

Częściowym wytłumaczeniem może być niejednoznaczność naszej tożsamości. Wielu z nas jest czymś więcej niż jedną „narodową osobą”, jesteśmy bowiem jednocześnie Anglikami i Irlandczykami, Anglikami i Azjatami czy Jamajczykami, co zresztą było dobrze widoczne w telewizyjnych relacjach na temat tego, jak społeczeństwo reagowało na występy reprezentacji. Anglicy stali się narodem, w skład którego wchodzą ludzie o wszystkich możliwych kolorach skóry6 i jakimś, nieco dziwacznym sposobem Krzyż Świętego Jerzego stał się symbolem takiego stanu rzeczy, co nigdy nie udało się fladze Korony Brytyjskiej.

Przypomina mi to spostrzeżenie George’a Orwella, że klasy pracujące są wszędzie na świecie patriotyczne, bo nie mają dla siebie żadnego innego miejsca. Tymczasem elita, ludzie społecznie uprzywilejowani, nie są zakorzenieni w żadnym konkretnym narodzie czy społeczeństwie, gdyż są od mas idealnie wyalienowani: mają własne szkolnictwo, system opieki zdrowotnej, ich świat jest całkowicie odcięty od świata ich rodaków, czego najbardziej skrajnymi przykładami są pilnie strzeżone całe osiedla oraz centra handlowe, gdzie osobom bez platynowych kart kredytowych nie wolno nawet przestąpić progów. Ktoś – zdaje się, że był to Arystoteles – opisał kiedyś następującą sytuację: pewnego dnia idąc drogą spotkał nieznajomego, którego nie mógł rozpoznać, zapytał się go więc, z jakiego kraju pochodzi. Mężczyzna odpowiedział na to: „ja nie mam ojczyzny – jestem bogaczem”.

Pete Smith

tłum. Michał Sobczyk


Artykuł pierwotnie ukazał się w angielskim lewicowym dwumiesięczniku „The Chartist”.
Przedruk za zgodą redakcji. Autor jest publicystą, członkiem zespołu redakcyjnego dwumiesięcznika „The Chartist”.

Przypisy tłumacza:

  1. Być może tytuł jest nawiązaniem do wiersza amerykańskiego poety Edgara A. Guesta oraz piosenki Amerykanina Randy’ego Newmana – noszą one takie same tytuły.
  2. Odbyły się one właśnie w Anglii, która zdobyła wtedy swój jedyny jak dotąd tytuł mistrzów świata.
  3. Ich gospodarzem była Anglia.
  4. Czerwony krzyż Świętego Jerzego na białym tle stanowi tradycyjną flagę Anglii.
  5. „Lord Snooty and his pals” (Lord Bufon i jego kompania) – klasyczny brytyjski pasek komiksowy dla dzieci, który ukazywał się w latach 1938-1990. Jego tytułowym bohaterem jest młodociany arystokrata, który otacza się jednak zgrają urwisów o plebejskich korzeniach.
  6. W oryginale „rainbow nation” (tęczowy naród); pojęcie to stworzył południowoafrykański arcybiskup Desmond Tutu, miało ono symbolizować projekt multikulturowego społeczeństwa po zniesieniu apartheidu, w którym żaden „kolor” (grupa etniczna) nie dominuje.

Kraj to nie tylko stolica!

Kraj to nie tylko stolica!

Nowy węgierski rząd zapowiedział przeprowadzkę niektórych ministerstw z Budapesztu do miast na prowincji.

Blog Budapeszter informuje, że zaprzysiężony w piątek nowy gabinet Viktora Orbána chce, by Ministerstwo Rolnictwa zostało przeniesione do Debreczyna, Ministerstwo Obrony Narodowej do Székesfehérváru, a Sekretariat Rozwoju Obszarów Wiejskich do Kecskemétu; ten ostatni do końca tego roku, pozostałe do 15 marca 2016 r.

Plany decentralizacji/deglomeracji powstały już kilka lat temu, ale dopiero teraz mają zostać wprowadzone w życie. Stoi za nimi chęć podniesienia rangi mniejszych ośrodków oraz wzrostu zatrudnienia na szczeblu lokalnym. Blog przypomina, że na Węgrzech istnieją ogromne dysproporcje w rozwoju stolicy i pozostałych miast. Budapeszt ze swoimi 2 mln mieszkańców skupia najważniejsze instytucje państwowe i zapewnia najwięcej miejsc pracy, tymczasem drugie największe miasto, Debreczyn, liczy zaledwie 200 tys. osób (dalej jest Szeged i Miskolc – ok. 170 tys.).

Wyzwaniem będzie zapewnienie sprawnego przepływu informacji, a wśród innych wątpliwości wymienia się duże koszty dojazdów.

Przypominamy nasz tekst o idei deglomeracji.

Europa, czyli Azja

Europa, czyli Azja

Clean Clothes Campaign publikuje dziś nowy raport, który odsłania prawdę o firmach odzieżowych „z wyższej półki” oraz warunkach pracy we wschodnioeuropejskich i tureckich fabrykach, w których szyte są ubrania na rynek Unii Europejskiej.

Raport „Uszyte w Europie. Głodowe płace pracowników przemysłu odzieżowego w Europie Wschodniej i Turcji” jest wynikiem szeroko zakrojonych badań, w tym wywiadów z ponad 300 pracownicami i pracownikami sektora odzieżowego w 10 krajach Europy Wschodniej oraz Turcji. Cały ten region to centrum produkcyjne dla państw Unii Europejskiej, gdyż około połowy importowanych do Unii ubrań wyprodukowano na terenach leżących w geograficznych granicach Europy.

Raport pokazuje, że kraje Europy Wschodniej pełnią rolę zaplecza taniej siły roboczej dla zachodnioeuropejskich marek i firm odzieżowych. W badaniach stwierdzono, że mimo długiej tradycji przemysłu odzieżowego w tych krajach i wysoko wykwalifikowanych pracowników, prawie we wszystkich fabrykach produkujących dla dużych europejskich firm, takich jak Hugo Boss, Adidas, Zara, H&M czy Benetton, pracownicy otrzymują wynagrodzenia poniżej progu ubóstwa, a wielu z nich musi posiłkować się produkcją rolną na własne potrzeby lub drugą pracą, żeby w ogóle się utrzymać. Jak wynika z raportu, ustawowe płace minimalne stanowią jedynie od 14% (Bułgaria, Ukraina, Macedonia) do 36% (Chorwacja) szacunkowej godnej płacy.

Christa Luginbühl, jedna z autorek raportu, mówi: „Te badania pokazują, że na naszym podwórku, tuż za progiem, pracownicy europejskich fabryk odzieżowych pracują po kilkanaście godzin na dobę za wynagrodzenie, które nie pozwala im zaspokoić nawet najbardziej podstawowych potrzeb. Złożone i nieprzejrzyste łańcuchy dostaw nie mogą być pretekstem do odmawiania ludziom prawa do godnej płacy. Podczas gdy takie marki jak Zara i H&M cieszą się rosnącymi zyskami nawet podczas kryzysu, warunki pracy w krajach producenckich w badanym regionie pogorszyły się, szczególnie od 2008 i 2009 roku”.

Sytuację pracowników w tym regionie utrudnia także niezdolność związków zawodowych do walki o ich podstawowe prawa. Jedna z chorwackich działaczek związkowych stwierdziła, że „związki nie mają okazji negocjować wyższych płac, bo ciągle muszą walczyć ze sprzecznymi z prawem praktykami, takimi jak przedłużający się brak płatności za nadgodziny, niezapłacone składki społeczne czy długie zaleganie z wypłatą pensji”. Współautorka raportu Bettina Musiolek podkreśliła natomiast: „Przyzwyczailiśmy się do tego, że pracownicy sektora odzieżowego w Azji są wyzyskiwani, mają niskie płace i złe warunki pracy, ale ten raport pokazuje, że wyzysk ten jest powszechny także w Europie”.

Clean Clothes Campaign domaga się skończenia z mitem mówiącym, wyższe ceny ubrań czy szycie ich w Europie gwarantuje przyzwoite warunki pracy. Firmy odzieżowe muszą podjąć konkretne kroki i pokazać prawdziwe zaangażowanie w działanie w obrębie swojego łańcucha dostaw, aby zapewnić godną płacę wszystkim tym, którzy dla nich pracują, bez względu na miejsce zamieszkania.

Clean Clothes Campaign wraz ze związkami zawodowymi i pracownikami z badanego regionu apeluje do europejskich firm odzieżowych o zagwarantowanie – jako pierwszy, natychmiastowy krok, który powinny podjąć – by pracownicy sektora odzieżowego w tym regionie otrzymywali podstawowe wynagrodzenie netto w wysokości co najmniej 60% średniej płacy krajowej. Ceny płacone dostawcom muszą być obliczane na tej podstawie i umożliwiać wprowadzenie podwyżek wynagrodzeń.

„Uszyte w Europie” to jeden z cyklu raportów opracowanych przez Clean Clothes Campaign w ramach kampanii „Godna Płaca dla Wszystkich“. Elementem tej kampanii jest też petycja „O Godną Płacę dla Wszystkich“. Już ponad 3000 osób z Polski podpisało petycję. Petycję można podpisywać na stronie http://cleanclothes.pl/godna_placa.

Kontakt:
Joanna Szabuńko, info@cleanclothes.pl, + 48 510 90 77 33
Maria Huma, info@cleanclothes.pl, +48 607 88 80 82

Przypisy:
Streszczenie raportu „Uszyte w Europie” w jęz. polskim można pobrać tutaj

Kampania Clean Clothes Polska zrzesza takie organizacje jak: Fundacja Kupuj Odpowiedzialnie, Koalicja KARAT, Polska Akcja Humanitarna, Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła”, Polska Zielona Sieć i działa na rzecz poprawy warunków pracy w globalnym przemyśle odzieżowym.

_____

Informacja prasowa Clean Clothes Polska. Tytuł pochodzi od redakcji „Nowego Obywatela”.

Przypominamy nasz wywiad z Marią Humą – kliknij tutaj.