Kup, przeczytaj i kooperuj

Kup, przeczytaj i kooperuj

Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego wydało właśnie książkę, której współautorem jest redaktor naczelny „Nowego Obywatela”. Mowa o niemal 400-stronicowym wyborze tekstów źródłowych pt. „Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja”.

Wspomniana książka, której Remigiusz Okraska jest współredaktorem i autorem jednego z rozdziałów wprowadzających, to antologia klasycznych tekstów z dorobku polskiego ruchu spółdzielczego. W tomie znalazły się pisma działaczy politycznych związanych z praktycznie wszystkimi stronami sceny ideowej. „Znajdziemy tu teksty dotyczące głównych założeń i ideałów ruchu spółdzielczego w początkach XX wieku, społecznych aspektów funkcjonowania spółdzielni, rozwoju różnorakich gałęzi spółdzielczości – robotniczej, konsumenckiej, kredytowej czy mieszkaniowej, związków między kooperacją a socjalizmem, a także rozwoju spółdzielczości żydowskiej. Wspomniane zagadnienia, składając się na panoramę przedwojennego ruchu spółdzielczego, ukazują doniosłe, acz niedoceniane dziś miejsce kooperatyzmu wśród idei politycznych rozwijanych na ziemiach Polski” – pisze wydawca.

Tom, który jest pierwszą tego typu publikacją w historii – nie licząc przygotowanej samodzielnie przez R. Okraskę w 2013 r. innej antologii, która znajduje się w druku – zawiera także wyczerpującą bibliografię idei kooperatyzmu i historii rodzimego ruchu spółdzielczego. Znaczenie całego przedsięwzięcia, które stanowi część serii „Genealogia współczesności. Historia idei w Polsce 1815–1939”, wykracza jednak poza dokumentowanie myśli prospołecznej. „Dziś, w dobie kryzysu gospodarczego i niepokoju o dalsze losy demokracji, kooperatyzm ma szansę stać się zaczątkiem nowej dyskusji nad relacją między gospodarką i polityką, wspólnotą i rynkiem, konsumpcją i obywatelstwem” – czytamy na stronie publikacji, która umożliwia jej bezpośredni zakup.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Wraca skrócony czas pracy dla niepełnosprawnych

Wraca skrócony czas pracy dla niepełnosprawnych

Senat przyjął jednogłośnie oczekiwaną przez NSZZ „Solidarność” uchwałę w sprawie norm czasu pracy dla niepełnosprawnych.

Przypominamy: w 2012 r. wydłużono czas pracy osoby niepełnosprawnej z 7 do 8 godzin dziennie oraz z 35 do 40 godzin tygodniowo. Pracownicy o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności mogli pracować w skróconych normach czasu pracy tylko na wniosek lekarza. „Solidarność” zaskarżyła przepisy do Trybunału Konstytucyjnego, który uznał zmiany za niezgodne z ustawą zasadniczą i dał ustawodawcy rok na zmianę. Ten termin upływa 10 lipca 2014 r.

Rządowy projekt, przyjęty przez Sejm i teraz przez Senat ma zrealizować ten wyrok. Regulacja przywróci stan sprzed 2012 r., kiedy to siedmiogodzinny czas pracy dla osób ze znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności obowiązywał bez wymogu uzyskiwania zaświadczeń lekarskich.

– „To nasz sukces, na który czekaliśmy aż 4 lata. Dlatego trudno się cieszyć mając świadomość, że w tym czasie wielu ludzi, których państwo powinno wspierać, było w istocie dyskryminowanych” – komentuje wynik głosowania Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Komisji Krajowej NSZZ „S”. – „Cieszę się z tej wygranej. Wielka w tym zasługa naszej koleżanki i autorki skargi Ewy Kędzior z działu eksperckiego. Ta sprawa wcale nie była tak jednoznaczna i oczywista, ale, co udowodniliśmy nie raz, mamy świetnych ekspertów” – dodaje Lewandowski.

_____

Skrócona wersja informacji ze strony NSZZ „Solidarność”.

Koniec cwaniakowania?

Koniec cwaniakowania?

Komputerowy gigant Apple płaci tylko 2 proc. podatku z ogromnych zysków. Unijny komisarz ds. konkurencji wszczyna dochodzenie, które może się skończyć żądaniem zwrotu niezapłaconych należności.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, Joaquin Almunia ogłosił, że wszczyna dochodzenie w sprawie trzech firm, które zdaniem mediów miały się dogadać z rządami państw, w których zarejestrowały biura, co do preferencyjnych stawek podatkowych. Chodzi o Starbucks Manufacturing EMEA BV w Holandii, Fiat Finance and Trade, luksemburską filię włoskiego koncernu motoryzacyjnego, oraz Apple w Irlandii. Największa burza rozpętała się wokół tej ostatniej, której globalne przychody tylko w drugim kwartale tego roku sięgnęły 45,6 mld dolarów.

Koncern nie tylko zarejestrował swoje biuro w Irlandii, bo tu korporacje płacą najniższe podatki w Europie (zaledwie 12,5 proc.), ale dodatkowo – jak ustaliła w zeszłym roku komisja amerykańskiego Senatu – w rzeczywistości nie zapłacił ich na wyspie więcej niż 2 proc. Gazeta pisze, że umożliwił to firmie irlandzki rząd, i właśnie ten wątek ma badać Komisja Europejska. Dodaje jednak, że sama korporacja mistrzowsko wykorzystuje luki prawne, by płacone podatki obniżyć jeszcze bardziej. Podobnie postępują inne amerykańskie koncerny technologiczne o zasięgu globalnym, np. Google.

Częstym „numerem” jest rejestrowanie dwóch spółek-córek w Irlandii. Pierwsza z nich księguje irlandzkie przychody, druga kontroluje prawa własności intelektualnej koncernu. Zarząd tej drugiej spółki formalnie rezyduje w jednym z rajów podatkowych, gdzie podatków nie płaci się wcale, np. na Bermudach. Istnienie trzeciej spółki, zarejestrowanej w Holandii, pozwala wykorzystać preferencyjne traktowanie amerykańskiego kapitału przepływającego przez Antyle Holenderskie. To właśnie przepływ środków z pierwszej irlandzkiej firmy do drugiej przez holenderską sprawia, że płacone podatki są w rzeczywistości niższe niż 12,5 proc.

W zeszłym roku „Wyborcza” ustaliła, że choć wartość rocznej sprzedaży urządzeń Apple’a w naszym kraju sięga miliarda złotych, to w Krajowym Rejestrze Sądowym spółka Apple Poland odnotowała przychody w wysokości zaledwie 13,8 mln zł, od których zapłaciła marne 4 mln zł.

Podążaj za flagą

Podążaj za flagą

Z okazji rozpoczynającego się Mundialu przypominamy tekst, który pierwotnie ukazał się w „Obywatelu” 1(21)/2005, poświęcony pozytywnemu wymiarowi kibicowania drużynom narodowym.

* * *

Podążaj za flagą1

Podczas tegorocznych mistrzostw Europy w piłce nożnej Anglia poniosła klęskę, co jedynie potwierdziło odwieczne, głęboko ukryte lęki jej fanów, że niezależnie od wszelkich nadziei i oczekiwań, wszystko i tak skończyć się musi katastrofą. Jednak bardziej interesujące od tego, że Anglia przegrała, jest to, co działo się na kilka tygodni bezpośrednio przed zawodami.

Jeśli spojrzymy na zdjęcia angielskiej jedenastki z okresu Mistrzostw Świata w 19662, angielscy kibice powiewali flagami Wielkiej Brytanii (Union Flag); obecnie prawie się to nie zdarza. Natomiast od rozgrywek o mistrzostwo Europy w roku 19963 niemal wszechobecny stał się widok angielskiej flagi narodowej, Krzyża Świętego Jerzego4. Można to tłumaczyć m.in. tym, że w miarę, jak Szkoci i Walijczycy coraz bardziej stanowczo podkreślają swoją narodową odrębność, a szczególnie wraz z postępami decentralizacji władzy, także sami Anglicy stali się bardziej zdecydowani w kwestii własnej tożsamości narodowej. Domy zaczęto dekorować czerwonym krzyżem i według mojej nieskrywanie subiektywnej oceny najpowszechniej dzieje się tak w dwóch miejscach: na budynkach samorządowych i w osiedlach robotniczych.

Przynajmniej do pewnego stopnia motywacje takiego postępowania są jednoznaczne; niejedna z osób, z którymi rozmawiałem przedstawiła to prosto: „Musimy pokazać, że trzymamy się razem”. Ale być może to tylko część prawdy i istnieją motywacje bardziej ukryte: ludzie szukają poczucia przynależności, wręcz solidarności z czymś, co wykracza poza ich codzienną, rutynową egzystencję.

Dla części osób o lewicowych poglądach nie jest to miły widok, te wszystkie wywieszane w oknach i powiewające z jadących samochodów flagi; wydają się im one być zagrożeniem dla wielokulturowego i wielorasowego społeczeństwa. Nie będę owijał w bawełnę: dla mnie ich podejście to nieledwie snobizm. Oznacza on mniej więcej przekonanie, że głupim masom wydaje się, iż machanie flagą Świętego Jerzego ma jakikolwiek wpływ na złożoną rzeczywistość polityczną. Lord Snooty i jego kompani5 z lewej strony sceny politycznej wydają się mieć niesłabnącą pokusę, by ośmieszać wszystko to, w co wierzą i czym się wzruszają zwykli ludzie – nieważne, czy będzie to reakcja na śmierć Księżnej Diany, czy coś tak zwyczajnego, jak angielska flaga.

O tym, że wymachiwanie flagą [Anglii] może posiadać jakieś rasistowskie czy ksenofobiczne konsekwencje, nie ma mowy odkąd za taką postawę zostali skrytykowani… pakistańscy taksówkarze w Bradford. Indyjscy restauratorzy chętnie wywieszali flagi i oferowali specjalne zniżki na posiłki osobom oglądającym wraz z nimi na wielkich telewizorach mecze narodowej reprezentacji Anglii. Właścicielka mojego lokalnego pubu, Irlandka, ozdobiła go Krzyżami Świętego Jerzego.

Częściowym wytłumaczeniem może być niejednoznaczność naszej tożsamości. Wielu z nas jest czymś więcej niż jedną „narodową osobą”, jesteśmy bowiem jednocześnie Anglikami i Irlandczykami, Anglikami i Azjatami czy Jamajczykami, co zresztą było dobrze widoczne w telewizyjnych relacjach na temat tego, jak społeczeństwo reagowało na występy reprezentacji. Anglicy stali się narodem, w skład którego wchodzą ludzie o wszystkich możliwych kolorach skóry6 i jakimś, nieco dziwacznym sposobem Krzyż Świętego Jerzego stał się symbolem takiego stanu rzeczy, co nigdy nie udało się fladze Korony Brytyjskiej.

Przypomina mi to spostrzeżenie George’a Orwella, że klasy pracujące są wszędzie na świecie patriotyczne, bo nie mają dla siebie żadnego innego miejsca. Tymczasem elita, ludzie społecznie uprzywilejowani, nie są zakorzenieni w żadnym konkretnym narodzie czy społeczeństwie, gdyż są od mas idealnie wyalienowani: mają własne szkolnictwo, system opieki zdrowotnej, ich świat jest całkowicie odcięty od świata ich rodaków, czego najbardziej skrajnymi przykładami są pilnie strzeżone całe osiedla oraz centra handlowe, gdzie osobom bez platynowych kart kredytowych nie wolno nawet przestąpić progów. Ktoś – zdaje się, że był to Arystoteles – opisał kiedyś następującą sytuację: pewnego dnia idąc drogą spotkał nieznajomego, którego nie mógł rozpoznać, zapytał się go więc, z jakiego kraju pochodzi. Mężczyzna odpowiedział na to: „ja nie mam ojczyzny – jestem bogaczem”.

Pete Smith

tłum. Michał Sobczyk


Artykuł pierwotnie ukazał się w angielskim lewicowym dwumiesięczniku „The Chartist”.
Przedruk za zgodą redakcji. Autor jest publicystą, członkiem zespołu redakcyjnego dwumiesięcznika „The Chartist”.

Przypisy tłumacza:

  1. Być może tytuł jest nawiązaniem do wiersza amerykańskiego poety Edgara A. Guesta oraz piosenki Amerykanina Randy’ego Newmana – noszą one takie same tytuły.
  2. Odbyły się one właśnie w Anglii, która zdobyła wtedy swój jedyny jak dotąd tytuł mistrzów świata.
  3. Ich gospodarzem była Anglia.
  4. Czerwony krzyż Świętego Jerzego na białym tle stanowi tradycyjną flagę Anglii.
  5. „Lord Snooty and his pals” (Lord Bufon i jego kompania) – klasyczny brytyjski pasek komiksowy dla dzieci, który ukazywał się w latach 1938-1990. Jego tytułowym bohaterem jest młodociany arystokrata, który otacza się jednak zgrają urwisów o plebejskich korzeniach.
  6. W oryginale „rainbow nation” (tęczowy naród); pojęcie to stworzył południowoafrykański arcybiskup Desmond Tutu, miało ono symbolizować projekt multikulturowego społeczeństwa po zniesieniu apartheidu, w którym żaden „kolor” (grupa etniczna) nie dominuje.