Prospołeczne pomysły na mobilność

Prospołeczne pomysły na mobilność

Trwa swego rodzaju moda na bezpłatny lub bardzo tani transport publiczny – do jednego z tych rozwiązań przymierza się właśnie Pruszków. Tymczasem Strasburg od czterech lat testuje tzw. taryfę solidarnościową, uzależniającą cenę biletu od dochodów pasażera.

Portal Transport-Publiczny.pl pisze, że w półmilionowym mieście w Alzacji bilet miesięczny pozwalający jeździć komunikacją w granicach aglomeracji kosztuje 46,40 euro. Jeśli pasażer ma minimum 65 lat, albo najwyżej 25, zapłaci o połowę mniej, jednak to nie wszystko. Pasażerowie z rodzin, w których dochód na osobę nie przekracza 750 euro w miesiącu płacą o połowę mniej niż powinni. Jeśli ten dochód nie przekracza 550 euro mają zniżkę w wysokości 75 proc., a jeśli wynosi najwyżej 350 euro na osobę – 90 proc. W efekcie nastolatek z biednej rodziny zapłaci za bilet miesięczny… 2,30 euro. Władze Strasburga tłumaczą, że rozwiązanie polegające na tym, że każdy dokłada się do wspólnego transportu w takim wymiarze, na jaki go stać, jest sprawiedliwe, a jednocześnie buduje społeczną solidarność.

Według danych z grudnia zeszłego roku strasburską komunikacją miejską jeździ zauważalnie więcej osób, a wpływy z biletów… wzrosły. Między 2009 a 2012 r. liczba osób korzystających z kart miejskich zwiększyła się o ponad 20,2 proc. a 54,6 proc. z nich korzysta z jednej z ulg związanych z dochodem. W 2012 r. zanotowano 113,9 mln podróży, czyli o 19,5 proc. więcej niż trzy lata wcześniej, a zyski z biletów w tym czasie wzrosły o 16 proc. To dużo lepsze wyniki niż w stolicy Estonii, o porównywalnej wielkości do Strasburga. Tallinn wprowadził bezpłatną komunikację dla mieszkańców niecałe dwa lata temu, jednak możliwość jazdy bez biletu spowodowała tylko trzyprocentowy wzrost podróży, a pasażerów przybyło zaledwie o 1,2 proc.

W Polsce darmowa komunikacja funkcjonuje m.in. w Ząbkach, Nysie, Żorach czy Gostyniu. Jej wprowadzenie – lub biletów za symboliczną złotówkę – rozważa też Pruszków. W każdym z tych miast powody takiego kroku są nieco inne. Przykładowo, Ząbki chciały zachęcić mieszkańców do meldowania się – w odróżnieniu od Żor darmowe przejazdy przysługują tam jedynie płacącym podatki na miejscu, a nie wszystkim pasażerom. Z kolei Nysa wprowadziła bezpłatną komunikację dla kierowców, bo władzom miasta zależy głównie na ograniczeniu ruchu samochodowego. Urzędnicy w poszczególnych miastach przy okazji podkreślają też, że darmowe autobusy to forma pomocy dla osób, dla których wydanie kilkudziesięciu złotych miesięcznie może stanowić problem.

Przeciwnicy bezpłatnej komunikacji tłumaczą, że tak naprawdę bezpłatna nie jest (czego nie zarobi na biletach, trzeba jej dopłacić z budżetu), a poza tym tego, za co bezpośrednio się nie płaci, specjalnie się też nie szanuje. „Pomysł strasburski nie sprawia takiego kłopotu. Płaci każdy, tyle na ile go stać. Jak wynika ze statystyk, może się to opłacać” – komentuje portal.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kup, przeczytaj i kooperuj

Kup, przeczytaj i kooperuj

Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego wydało właśnie książkę, której współautorem jest redaktor naczelny „Nowego Obywatela”. Mowa o niemal 400-stronicowym wyborze tekstów źródłowych pt. „Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja”.

Wspomniana książka, której Remigiusz Okraska jest współredaktorem i autorem jednego z rozdziałów wprowadzających, to antologia klasycznych tekstów z dorobku polskiego ruchu spółdzielczego. W tomie znalazły się pisma działaczy politycznych związanych z praktycznie wszystkimi stronami sceny ideowej. „Znajdziemy tu teksty dotyczące głównych założeń i ideałów ruchu spółdzielczego w początkach XX wieku, społecznych aspektów funkcjonowania spółdzielni, rozwoju różnorakich gałęzi spółdzielczości – robotniczej, konsumenckiej, kredytowej czy mieszkaniowej, związków między kooperacją a socjalizmem, a także rozwoju spółdzielczości żydowskiej. Wspomniane zagadnienia, składając się na panoramę przedwojennego ruchu spółdzielczego, ukazują doniosłe, acz niedoceniane dziś miejsce kooperatyzmu wśród idei politycznych rozwijanych na ziemiach Polski” – pisze wydawca.

Tom, który jest pierwszą tego typu publikacją w historii – nie licząc przygotowanej samodzielnie przez R. Okraskę w 2013 r. innej antologii, która znajduje się w druku – zawiera także wyczerpującą bibliografię idei kooperatyzmu i historii rodzimego ruchu spółdzielczego. Znaczenie całego przedsięwzięcia, które stanowi część serii „Genealogia współczesności. Historia idei w Polsce 1815–1939”, wykracza jednak poza dokumentowanie myśli prospołecznej. „Dziś, w dobie kryzysu gospodarczego i niepokoju o dalsze losy demokracji, kooperatyzm ma szansę stać się zaczątkiem nowej dyskusji nad relacją między gospodarką i polityką, wspólnotą i rynkiem, konsumpcją i obywatelstwem” – czytamy na stronie publikacji, która umożliwia jej bezpośredni zakup.

Wraca skrócony czas pracy dla niepełnosprawnych

Wraca skrócony czas pracy dla niepełnosprawnych

Senat przyjął jednogłośnie oczekiwaną przez NSZZ „Solidarność” uchwałę w sprawie norm czasu pracy dla niepełnosprawnych.

Przypominamy: w 2012 r. wydłużono czas pracy osoby niepełnosprawnej z 7 do 8 godzin dziennie oraz z 35 do 40 godzin tygodniowo. Pracownicy o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności mogli pracować w skróconych normach czasu pracy tylko na wniosek lekarza. „Solidarność” zaskarżyła przepisy do Trybunału Konstytucyjnego, który uznał zmiany za niezgodne z ustawą zasadniczą i dał ustawodawcy rok na zmianę. Ten termin upływa 10 lipca 2014 r.

Rządowy projekt, przyjęty przez Sejm i teraz przez Senat ma zrealizować ten wyrok. Regulacja przywróci stan sprzed 2012 r., kiedy to siedmiogodzinny czas pracy dla osób ze znacznym lub umiarkowanym stopniem niepełnosprawności obowiązywał bez wymogu uzyskiwania zaświadczeń lekarskich.

– „To nasz sukces, na który czekaliśmy aż 4 lata. Dlatego trudno się cieszyć mając świadomość, że w tym czasie wielu ludzi, których państwo powinno wspierać, było w istocie dyskryminowanych” – komentuje wynik głosowania Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Komisji Krajowej NSZZ „S”. – „Cieszę się z tej wygranej. Wielka w tym zasługa naszej koleżanki i autorki skargi Ewy Kędzior z działu eksperckiego. Ta sprawa wcale nie była tak jednoznaczna i oczywista, ale, co udowodniliśmy nie raz, mamy świetnych ekspertów” – dodaje Lewandowski.

_____

Skrócona wersja informacji ze strony NSZZ „Solidarność”.

Koniec cwaniakowania?

Koniec cwaniakowania?

Komputerowy gigant Apple płaci tylko 2 proc. podatku z ogromnych zysków. Unijny komisarz ds. konkurencji wszczyna dochodzenie, które może się skończyć żądaniem zwrotu niezapłaconych należności.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, Joaquin Almunia ogłosił, że wszczyna dochodzenie w sprawie trzech firm, które zdaniem mediów miały się dogadać z rządami państw, w których zarejestrowały biura, co do preferencyjnych stawek podatkowych. Chodzi o Starbucks Manufacturing EMEA BV w Holandii, Fiat Finance and Trade, luksemburską filię włoskiego koncernu motoryzacyjnego, oraz Apple w Irlandii. Największa burza rozpętała się wokół tej ostatniej, której globalne przychody tylko w drugim kwartale tego roku sięgnęły 45,6 mld dolarów.

Koncern nie tylko zarejestrował swoje biuro w Irlandii, bo tu korporacje płacą najniższe podatki w Europie (zaledwie 12,5 proc.), ale dodatkowo – jak ustaliła w zeszłym roku komisja amerykańskiego Senatu – w rzeczywistości nie zapłacił ich na wyspie więcej niż 2 proc. Gazeta pisze, że umożliwił to firmie irlandzki rząd, i właśnie ten wątek ma badać Komisja Europejska. Dodaje jednak, że sama korporacja mistrzowsko wykorzystuje luki prawne, by płacone podatki obniżyć jeszcze bardziej. Podobnie postępują inne amerykańskie koncerny technologiczne o zasięgu globalnym, np. Google.

Częstym „numerem” jest rejestrowanie dwóch spółek-córek w Irlandii. Pierwsza z nich księguje irlandzkie przychody, druga kontroluje prawa własności intelektualnej koncernu. Zarząd tej drugiej spółki formalnie rezyduje w jednym z rajów podatkowych, gdzie podatków nie płaci się wcale, np. na Bermudach. Istnienie trzeciej spółki, zarejestrowanej w Holandii, pozwala wykorzystać preferencyjne traktowanie amerykańskiego kapitału przepływającego przez Antyle Holenderskie. To właśnie przepływ środków z pierwszej irlandzkiej firmy do drugiej przez holenderską sprawia, że płacone podatki są w rzeczywistości niższe niż 12,5 proc.

W zeszłym roku „Wyborcza” ustaliła, że choć wartość rocznej sprzedaży urządzeń Apple’a w naszym kraju sięga miliarda złotych, to w Krajowym Rejestrze Sądowym spółka Apple Poland odnotowała przychody w wysokości zaledwie 13,8 mln zł, od których zapłaciła marne 4 mln zł.