Bo staż to też praca

Bo staż to też praca

We Francji stażyści mają obowiązkowo dostawać 523 euro miesięcznie. Do tego mają mieć zagwarantowane m.in. płatne wakacje i talony na obiady.

Newsweek.pl pisze, że tamtejszy senat przyjął projekt ustawy, w której znalazł się zapis o obowiązkowym wynagrodzeniu miesięcznym dla stażystów. Ustawa ma zagwarantować francuskim praktykantom także prawo do płatnych wakacji, dodatki na jedzenie i pokrywanie kosztów dojazdu do pracy. Stażyści będą też musieli pracować krócej niż etatowi pracownicy, a inspekcja pracy zyska dodatkowe uprawnienia, by kontrolować, czy firmy stosują się do nowych przepisów. Także dlatego, że procent stażystów w przedsiębiorstwach zostanie ograniczony (zapewne do 10 proc. – o szczegółach zadecyduje Sąd Najwyższy). By przepisy weszły w życie, potrzebna jest jeszcze zgoda Zgromadzenia Narodowego oraz rządu.

Jak można było się spodziewać, projekt został skrytykowany przez koła biznesowe. Jego minusy dostrzega też jednak założona w 2004 r. organizacja Génération Précaire walcząca o prawa stażystów, która uważa wprowadzane przepisy za „zbyt mało odważne”. Chodzi m.in. o to, że wynagrodzenie będzie przyznawane wyłącznie osobom, które pozostaną na stażu dłużej niż dwa miesiące.

Krytyka warunków panujących na stażach oraz oddolna kampania sprzeciwu mają miejsce także w Polsce – przypominamy nasz wywiad na ten temat.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Przełomowe porozumienie związkowców i pracodawców

Przełomowe porozumienie związkowców i pracodawców

Objęcia umów cywilnoprawnych obowiązkową składką na ubezpieczenie społeczne i zmiany prawa o zamówieniach publicznych domagają się od rządu związki zawodowe i organizacje pracodawców. Wspólny apel w tej sprawie podpisały: „Solidarność”, OPZZ, Forum Związków Zawodowych, „Lewiatan”, Związek Rzemiosła Polskiego i Business Centre Club.

To przełomowe porozumienie reprezentatywnych związków zawodowych i organizacji pracodawców. Jego założenia przedstawili 16 czerwca na konferencji prasowej w Warszawie w Centrum PAP Piotr Duda, przewodniczący „S”, Jan Guz, szef OPZZ, Tadeusz Chwałka, szef Forum, Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” i Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego. Wspólny apel adresowany do rządu dotyczy dwóch spraw.

Po pierwsze – ozusować umowy cywilnoprawne

– „To, co pan premier przedstawił razem z ministrem pracy Kosiniak-Kamyszem w lutym na konferencji prasowej, to są właściwie nasze projekty, które w 2012 roku osobiście przekazałem premierowi” – zauważył Piotr Duda, przewodniczący „S”. – „Chodzi o projekt zmiany ustawy o Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i objęcie obowiązkowymi składkami ubezpieczeniowymi umów zleceń i o dzieło, a także dochodów z tytułu zasiadania w radach nadzorczych. Propozycje ministra Kosiniak-Kamysza do końca nas nie zadowalają. To wersja lajtowa, bo ozusowanie będzie tylko od najniższego wynagrodzenia, czyli dziś od 1680 zł, a nie od realnego dochodu. Ale cieszę się, bo także pracodawcy przyznali, że istnieje wielki problem umów cywilnoprawnych, z którym musimy się zmierzyć”.

– „To krok w dobrym kierunku” – podkreślił także Tadeusz Chwałka, szef Forum. – „Wedle oficjalnych danych na umowy zlecenia i o dzieło zatrudnionych jest 1 mln osób. Na umowy o dzieło zatrudnia się już nawet budowlańców i pielęgniarki. A dzięki zamówieniom publicznym wytwarzane jest 8 proc. PKB”.

Prezydent Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” zaznaczyła, że choć Komisja Trójstronna nie działa, to pracodawcy i związkowcy rozmawiają w ramach dialogu autonomicznego. – „Nasze porozumienie jest efektem tych rozmów. Zależy nam na tym, by rynek zatrudnienia był uporządkowany, a pracownicy mieli poczucie bezpieczeństwa” – mówiła Henryka Bochniarz.

Po drugie – zmienić prawo o zamówieniach publicznych

– „Pracodawcy przedstawiają nam ten problem od lat” – przestrzegając Kodeksu pracy i ustawy o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych, uczciwi pracodawcy i przedsiębiorcy nie mają szans na wygrywanie przetargów publicznych. Tylko z tego powodu, że stosując się do prawa polskiego ich koszty pracy, a co za tym idzie oferta cenowa musi być wyższa od tej, którą proponują nieuczciwi konkurenci. I rzetelni przedsiębiorcy przegrywają nawet nie z firmami, a z ludźmi-słupami, którzy stają do przetargu, oferują zaniżoną cenę, a potem szukają podwykonawców – niejednokrotnie wymuszając na nich, by zatrudniali robotników na umowę-zlecenie, a może i na czarno. Przy zamówieniach publicznych jedynym kryterium jest najniższa cena i to trzeba zmienić” – wskazał Piotr Duda.

Przypomniał, że na realizację zamówień publicznych w tym roku przewidziano aż 140 mld zł. – „Przedsiębiorcy mają konkurować nie kosztami pracy, a marżą i kosztami organizacyjnymi. I wygrywający przetarg powinien go realizować bezpośrednio przynajmniej w 50 proc. Bo dziś »słup«, który wygrywa przetarg, później podzleca 99,9 proc. całego kontraktu. I widzieliśmy, co działo się podczas inwestycji związanych z Euro 2012 – ile upadło firm, ilu pracowników straciło pracę realizując zamówienia rządowe!”.

Szef „S” po raz pierwszy pochwalił ministra pracy Władysława Kosiniak-Kamysza. – „Wiele razy go krytykowałem, ale tym razem doceniam, bo rozpisując przetarg na ochronę budynku ministerstwa zdecydował, że kryterium będzie nie tylko cena, a wymogiem zatrudnianie przez oferentów pracowników na umowę o pracę. To pozytywny przykład”.

O tym, że stawianie wymogu zatrudniania pracowników na umowy o pracę nie jest dziś standardem przy zamówieniach publicznych zlecanych przez instytucje państwowe mówił Marek Kowalski z „Lewiatana”. – „Postulowaliśmy to od dawna, a tymczasem ZUS wyłania firmę ochroniarską ze stawką dla pracowników wynoszącą 4,5 zł. Taki proceder należy przerwać”.

Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego, powiedział, że ustawowe określenie minimalnej stawki godzinowej przy zamówieniach publicznych jest ważne dla małych i średnich firm rzemieślniczych. – „W małych gminach są głównymi wykonawcami takich zleceń i nie może być tak, że wygrywa »słup«, który podzleca wykonanie firmie z szarej strefy”.

Komu przekazać apel

– „Może nasze spotkanie powinno odbywać się w luksusowej restauracji, wtedy zostałoby nagrane przez odpowiednie służby i zyskałoby większy zasięg?” – żartował Jan Guz, szef OPZZ, nawiązując do afery taśmowej z udziałem ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza i prezesa NBP Marka Belki. –„Czy nasze porozumienie z pracodawcami ktoś z rządu weźmie na poważnie pod uwagę? Czy będzie realizowane? Trzeba dostrzec społeczną rolę zamówień publicznych. To przekłada się na bezpieczeństwo prowadzenia obrotu gospodarczego”.

– „Zastanawiam się, komu to stanowisko przekazać – premierowi czy może ministrowi Sienkiewiczowi? Bo nie wiemy, kto naprawdę rządzi w naszym państwie” – nawiązał do afery taśmowej także Piotr Duda. – „Ale pan Sienkiewicz potwierdził to, co my mówimy od lat: że polskie państwo funkcjonuje tylko teoretycznie. Dlatego wyszliśmy z Komisji Trójstronnej, nie chcieliśmy utrzymywać fikcji, uznając, że nie ma z kim prowadzić prawdziwego dialogu, bo przedstawiciele rządu nas i pracodawców tylko informowali o planowanych posunięciach. Spotykamy się w dialogu autonomicznym z pracodawcami i są już efekty”.

Krzysztof Świątek, „Tygodnik Solidarność”

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Prospołeczne pomysły na mobilność

Prospołeczne pomysły na mobilność

Trwa swego rodzaju moda na bezpłatny lub bardzo tani transport publiczny – do jednego z tych rozwiązań przymierza się właśnie Pruszków. Tymczasem Strasburg od czterech lat testuje tzw. taryfę solidarnościową, uzależniającą cenę biletu od dochodów pasażera.

Portal Transport-Publiczny.pl pisze, że w półmilionowym mieście w Alzacji bilet miesięczny pozwalający jeździć komunikacją w granicach aglomeracji kosztuje 46,40 euro. Jeśli pasażer ma minimum 65 lat, albo najwyżej 25, zapłaci o połowę mniej, jednak to nie wszystko. Pasażerowie z rodzin, w których dochód na osobę nie przekracza 750 euro w miesiącu płacą o połowę mniej niż powinni. Jeśli ten dochód nie przekracza 550 euro mają zniżkę w wysokości 75 proc., a jeśli wynosi najwyżej 350 euro na osobę – 90 proc. W efekcie nastolatek z biednej rodziny zapłaci za bilet miesięczny… 2,30 euro. Władze Strasburga tłumaczą, że rozwiązanie polegające na tym, że każdy dokłada się do wspólnego transportu w takim wymiarze, na jaki go stać, jest sprawiedliwe, a jednocześnie buduje społeczną solidarność.

Według danych z grudnia zeszłego roku strasburską komunikacją miejską jeździ zauważalnie więcej osób, a wpływy z biletów… wzrosły. Między 2009 a 2012 r. liczba osób korzystających z kart miejskich zwiększyła się o ponad 20,2 proc. a 54,6 proc. z nich korzysta z jednej z ulg związanych z dochodem. W 2012 r. zanotowano 113,9 mln podróży, czyli o 19,5 proc. więcej niż trzy lata wcześniej, a zyski z biletów w tym czasie wzrosły o 16 proc. To dużo lepsze wyniki niż w stolicy Estonii, o porównywalnej wielkości do Strasburga. Tallinn wprowadził bezpłatną komunikację dla mieszkańców niecałe dwa lata temu, jednak możliwość jazdy bez biletu spowodowała tylko trzyprocentowy wzrost podróży, a pasażerów przybyło zaledwie o 1,2 proc.

W Polsce darmowa komunikacja funkcjonuje m.in. w Ząbkach, Nysie, Żorach czy Gostyniu. Jej wprowadzenie – lub biletów za symboliczną złotówkę – rozważa też Pruszków. W każdym z tych miast powody takiego kroku są nieco inne. Przykładowo, Ząbki chciały zachęcić mieszkańców do meldowania się – w odróżnieniu od Żor darmowe przejazdy przysługują tam jedynie płacącym podatki na miejscu, a nie wszystkim pasażerom. Z kolei Nysa wprowadziła bezpłatną komunikację dla kierowców, bo władzom miasta zależy głównie na ograniczeniu ruchu samochodowego. Urzędnicy w poszczególnych miastach przy okazji podkreślają też, że darmowe autobusy to forma pomocy dla osób, dla których wydanie kilkudziesięciu złotych miesięcznie może stanowić problem.

Przeciwnicy bezpłatnej komunikacji tłumaczą, że tak naprawdę bezpłatna nie jest (czego nie zarobi na biletach, trzeba jej dopłacić z budżetu), a poza tym tego, za co bezpośrednio się nie płaci, specjalnie się też nie szanuje. „Pomysł strasburski nie sprawia takiego kłopotu. Płaci każdy, tyle na ile go stać. Jak wynika ze statystyk, może się to opłacać” – komentuje portal.

O wszystkich barwach Zieleni

O wszystkich barwach Zieleni

Klub Dyskusyjny Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej zaprasza 25 czerwca na spotkanie pt. „Ekologia społeczna i aspołeczna”, organizowane we współpracy z redakcjami „Nowego Obywatela” oraz portalu Nowe Peryferie.

Ekologia postrzegana jest często jako dziedzina odległa od problemów zwykłych ludzi. W popularnym ujęciu medialnym szeroko rozumiana troska o środowisko naturalne przedstawiana jest nierzadko jako objaw „oszołomstwa”, które każe stawiać podstawowe interesy lokalnej społeczności, a nawet społeczeństwa jako całości (np. w przypadku sporów o energetykę) niżej od abstrakcyjnie rozumianej przyrody czy zagrożonych gatunków. Argumentom tym przeciwstawia się często słuszną myśl, że przyroda i jej zasoby stanowią dobro wspólne, ponadczasową wartość, która wykracza poza doraźne korzyści materialne. Zbyt rzadko stawiane jest jednak pytanie, jak mówić i myśleć o ekologii, by działać na rzecz ochrony środowiska i przyrody razem z lokalnymi społecznościami, a nie przeciwko nim. Jak połączyć ekologię z prospołeczną polityką – nie tylko na poziomie lokalnym?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy jednak najpierw zadać inne, bardziej ogólne: czym jest ekologia jako postulat polityczny, jak kształtują się jej wizje? Czy istnieje ekologia miejska i wiejska? Czy coraz bardziej popularny „ekologiczny” miejski styl życia to dobry sposób na upowszechnienie szacunku dla środowiska naturalnego, czy raczej budowanie mniejszościowej, klasowej niszy? Jak ma się ekologia uprawiana i rozumiana na sposób „miejski” do klasycznej ochrony przyrody, czyli dążenia do zachowania konkretnych, niepowtarzalnych ekosystemów? Jakie priorytety powinien przyjąć współczesny ruch ekologiczny i na ile mogą one współgrać z projektem zrównoważonego, trwałego rozwoju naszego kraju? Wreszcie: jakim językiem mówić o ekologii, by mogła ona stać się szerzej akceptowanym zestawem wartości?

Goście:
Ryszard Kulik
, Pracownia na rzecz Wszystkich Istot
Krzysztof Rytel, Zielone Mazowsze
Ewa Sufin-Jacquemart, Partia Zieloni, Fundacja „Strefa Zieleni”

Prowadzenie:
Ola Bilewicz
, Marceli Sommer

Czas:
25 czerwca, 17:30

Miejsce:
Muzeum Woli, ul. Srebrna 12, Warszawa

Wydarzenie na Facebooku