Molochy zapłac(z)ą

Molochy zapłac(z)ą

Parlament Węgier wprowadził nowy podatek, zaproponowany przez rząd Viktora Orbána. Objęto nim największe przychody z reklam.

Aktualności Kancelarii CWC informują, że przychody reklamowe węgierskich i zagranicznych firm medialnych o wysokości poniżej 500 mln forintów (około 2,2 mln dolarów) pozostaną nieopodatkowane. Jednocześnie wpływy o wysokości ponad 20 mld forintów (89 mln dolarów) będą uszczuplane o 40%. Są to obciążenia wyższe niż standardowe w systemie podatkowym tego kraju.

Węgierski premier w Radiu MR 1 Kossuth argumentował, że za wprowadzeniem podatku od reklam w mediach przemawiają nie tyle aktualne potrzeby budżetowe, co po prostu zasada sprawiedliwości. Jego zdaniem branża medialna to znacząca i bardzo zyskowna gałąź biznesu, która powinna partycypować w finansowaniu sfery publicznej stosownie do swojej potęgi. Wpływy z tego źródła szacuje na 9-10 mld forintów rocznie.

Nowy podatek silnie uderza w interesy najpopularniejszej w kraju stacji RTL Hungary, należącej do koncernu Bertelsmana. Jej szefowie twierdzą, że jest on karą za krytycyzm części mediów wobec rządu. Przeciwnicy nowej daniny przekonują ponadto, że podatek może doprowadzić do bankructwa wielu mniejszych redakcji.

Poza poparciem dla nowego rozwiązania w czasie rozmowy w programie pierwszym radia publicznego Orbán potwierdził chęć utrzymania specjalnych podatków nałożonych na firmy działające w sektorze finansowym, energii, handlu detalicznego i telekomunikacji. Zapowiedział także zmniejszenie stawki podatku dochodowego od osób fizycznych do poziomu poniżej 10%.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Konkuruj albo spadaj

Konkuruj albo spadaj

Aż jeden na pięciu uczestników globalnej ankiety zrezygnował z posady w wyniku nadmiernej rywalizacji w miejscu pracy. Dodatkowo, 26 proc. respondentów rozważa zmianę firmy z tego powodu.

„Czy kiedykolwiek odszedłeś z pracy lub rozważałeś możliwość jej zmiany z powodu rywalizacji ze współpracownikami?” – brzmiało pytanie w ankiecie przeprowadzonej przez Monster.com, o czym dowiadujemy się z gazetaprawna.pl. Odpowiedziało na nią ponad 3300 respondentów, z których 20 proc. przyznało, że rywalizacja zmusiła ich do rezygnacji ze stanowiska. Narodem, który najbardziej narzeka na presję konkurencji w pracy są Niemcy – aż 27 proc. ankietowanych z tego kraju twierdzi, że wymogła ona na nich porzucenie pracodawcy, a dla jednej trzeciej był to powód do rozważenia takiego kroku. Również pracownicy z Ameryki Północnej i Indii nie dają sobie rady z walką o pozycję w środowisku zawodowym – prawie połowa respondentów z tych części świata twierdzi, że taka sytuacja może ich w ostateczności zmusić do zwolnienia się.

W przypadku Polaków kwestia wygląda zupełnie inaczej. Zdecydowana większość nadwiślańskich pracowników (81 proc.) nigdy nie porzuciła pracy z powodu rywalizacji ani nie rozważała takiej decyzji. Należy jednak wziąć pod uwagę trudną sytuację na krajowym rynku zatrudnienia, która zniechęca pracowników do porzucania posad.

 

Socjalizm na odwrót

Socjalizm na odwrót

Brytyjczycy wierzą, że w ich państwie to krezusi płacą najwyższe podatki. W rzeczywistości dla najbiedniejszych są one o osiem punktów procentowych wyższe niż dla bogaczy – wynika z badań think tanku Equality Trust.

Pomimo progresywnego systemu fiskalnego – w kraju Beatlesów stawki podatku dochodowego od osób fizycznych wynoszą 10, 20, 40 i 50 proc. – to ubodzy najdotkliwiej odczuwają koszty utrzymania instytucji państwowych. Wyborcza.biz pisze, że najbiedniejsze 10 proc. gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii oddaje rocznie państwu 43 proc. swoich dochodów, 10 proc. najbogatszych – 35 proc. Autorzy badania porównali wszystkie stawki podatków płaconych przez Brytyjczyków, wliczając w to również składki na ubezpieczenie zdrowotne (nie uwzględnili natomiast kwoty wolnej od podatku, która wynosi na Wyspach 9440 funtów).

Badacze zapytali także swoich rodaków, jak ich zdaniem wygląda tamtejszy system podatkowy. Blisko 7 na 10 ankietowanych twierdzi, że 10 proc. najlepiej zarabiających płaci wyższe podatki niż 10 proc. najgorzej zarabiających. Co więcej, respondenci twierdzą, że średnia stawka podatku dla najbiedniejszych wynosi niewiele ponad 20 proc. Think tank oczekuje od rządu zmian w systemie fiskalnym i polityce informacyjnej. – „Opinia publiczna jest wprowadzana w błąd co do realnego kształtu systemu podatkowego w naszym kraju” – mówi Duncan Exley z Equality Trust. – „Ludzie myślą, że jeśli zarabiasz dużo, to płacisz wysokie podatki, a tak naprawdę jest na odwrót. Co więcej, w społeczeństwie istnieje tendencja do zwiększania progresji podatkowej” – dodaje.

Według autorów raportu największy wpływ na ciężar płaconych podatków mają podatki pośrednie, takie jak VAT i akcyza. Niewielką część obciążeń dochodów najbiedniejszych stanowią zaś podatki lokalne, np. podatek od nieruchomości. Ten ostatni, zdaniem Equality Trust, powinien mieć charakter progresywny.

A coraz dalej od B

A coraz dalej od B

Powiększają się różnice pomiędzy jakością życia w mieście i na wsi – takie wnioski płyną z raportu „Monitoring rozwoju obszarów wiejskich”, przygotowanego m.in. przez Instytut Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN.

Jak relacjonuje „Rzeczpospolita”, z raportu wynika, że zaledwie jedna trzecia gmin wiejskich lub miejsko-wiejskich jest w pełni skomunikowana jakąkolwiek formą transportu publicznego. Aż z co czwartej tego typu gminy dojazd do miasta wojewódzkiego zajmuje ponad dwie godziny.

Z opracowania dowiadujemy się także, że na ponad 10 proc. obszarów wiejskich odsetek dzieci objętych opieką przedszkolną nie przekracza 25 proc., a są takie miejsca, gdzie nie dochodzi do 5 proc. Tymczasem w miastach średnia wynosi 75 proc.

Do poważnych problemów polskiej wsi należy ponadto wyludnianie się. W aż 40 proc. gmin wiejskich (ok. 900) odnotowano w ostatnich latach ujemny przyrost naturalny. Tymczasem do niedawna na wsi dzieci rodziły się nieco częściej niż w miastach.