Codziennie niskie, spółdzielcze ceny?

Codziennie niskie, spółdzielcze ceny?

Społem wyciąga wnioski z popularności dyskontów i chce stworzyć własną sieć o nazwie Tanioch.

DlaHandlu.pl informuje, że pierwsza taka placówka powstaje w Warszawie przy ul. Żelaznej, w sąsiedztwie trzech Biedronek i Lidla. Do mającego przejść metamorfozę sklepu, należącego do Społem Wola, właśnie przywożone jest niezbędne wyposażenie i towary. – „Nie sądzę, żeby Społem zbudowała ze sklepów Taniocha dużą sieć. To wymagałoby wynajmowania nowej powierzchni. Rebranding również jest kosztowny. Myślę, że Społem w ten sposób raczej szuka swojej własnej drogi i stara się odpowiedzieć na działania konkurencji dyskontowej. Nie spodziewam się jednak, że nowa sieć zawojuje całą Polskę z dnia na dzień” – komentuje Edyta Kochlewska, redaktor naczelna portalu. Jak dotąd nie wiadomo kiedy i gdzie powstaną nowe placówki Taniocha.

Społem Wola istnieje od 140 lat. Prowadzi 38 sklepów spożywczo-przemysłowych i Ogólnopolską Giełdę Antyków i Staroci, a oprócz tego trudni się wynajmowaniem powierzchni biurowych i handlowych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pacjenci o reformie

Pacjenci o reformie

Fundacja MY Pacjenci we współpracy z Fundacją Urszuli Jaworskiej przeprowadziły wśród organizacji pacjenckich szkolenia dotyczące tzw. pakietu kolejkowego oraz zebrały 626 opinii na temat potrzeb i oczekiwań w odniesieniu do planowanej reformy.

Portal RynekZdrowia.pl relacjonuje, że pacjenci nie są przekonani, że zaproponowane przez ministra zdrowia zmiany przyczynią się do poprawy dostępu do świadczeń onkologicznych czy do skrócenia kolejek do specjalistów. Sądzą wręcz, że w przypadku wizyt u dermatologa i okulisty mogą się one wydłużyć, w wyniku wprowadzenia konieczności uzyskiwania skierowań (uważa tak 75% ankietowanych). Pojawiają się też opinie, że nowe rozwiązania mogą paradoksalnie doprowadzić do wydłużenia kolejek do świadczeń w onkologii, wywołanego celową diagnozą onkologiczną mającą na celu pomoc pacjentowi w uzyskaniu szybszego dostępu do badań.

– „W ślad za propozycjami rozwiązań organizacyjnych nie poszły rozwiązania zwiększające finansowanie, np. poprzez zniesienie limitów na diagnostykę i leczenie onkologiczne. W istocie nie zaproponowano skrócenia kolejek do specjalistów, tylko po raz kolejny udoskonalono system monitorowania kolejek już istniejących” – powiedziała Ewa Borek z Fundacji MY Pacjenci. Dodała, że w skuteczność pakietu kolejkowego wierzy zaledwie 18% respondentów. Reszta uważa, że przedstawione propozycje nie są wystarczająco rozległe i odważne.

Portal uzupełnia, że pacjenci nie mają problemu z zaakceptowaniem rozwiązań z pakietu, które dają pielęgniarkom prawo do wystawiania recept na leki stosowane w przewlekłych terapiach. – „Warto uwzględnić uwagi pacjentów i obywateli zawarte w raporcie na etapie prac parlamentarnych i poprawić pakiet kolejkowy, tak żeby doprowadzić do rzeczywistego skrócenia kolejek” – komentuje wyniki badań Ewa Borek.

Opieka specjalistyczna jest dziś w 70% finansowana przez pacjentów: NFZ przeznacza na ten segment opieki 5 mld zł, a pacjenci zostawiają w prywatnych gabinetach aż 12 mld zł rocznie.

Raport można przeczytać tutaj.

Za wysokie progi

Za wysokie progi

Trzy związki zawodowe ponowiły wspólnie swój postulat do Ministra Pracy i Polityki Społecznej dotyczący podwyższenia progów dochodowych uprawniających do pobierania świadczeń z pomocy społecznej. We wcześniejszym piśmie skierowanym do władz central związkowych Władysław Kosiniak-Kamysz tłumaczył, że rząd ze względów formalno-prawnych nie może zgodzić się na żądania.

Pismo wystosowały trzy związki zawodowe: „Solidarność”, OPZZ i Forum Związków Zawodowych. Wspólnie domagają się podwyższenia kwot progów dochodowych uprawniających do pobierania świadczeń z pomocy społecznej. Jak tłumaczą, wspólna inicjatywa została złożona „w celu podjęcia przez rząd niezbędnych działań na rzecz zapewnienia najuboższym warstwom społeczeństwa poziomu życia na poziomie powyżej minimum biologicznego poprzez zrewidowanie wysokości tych progów”.

Wcześniej w odpowiedzi na pismo władz central związkowych Minister Pracy i Polityki Społecznej nie zgodził się na postulat związków zawodowych tłumacząc się przyczynami formalno-prawnymi.

Związki nie zgadzają się z zarzutem i „protestują przeciwko przerzucaniu odpowiedzialności za brak wniosku złożonego przez Trójstronną Komisję do Spraw Społeczno-Gospodarczych o zweryfikowanie kwot dochodowych, skoro zdaniem Rządu w świetle ustawy o pomocy społecznej warunki do przyjęcia takiej ustawy formalnie nie wystąpiły”.

Według związkowców rząd ponosi pełną odpowiedzialność za poziom życia najuboższych warstw społeczeństwa. W najbardziej niekorzystnej sytuacji są rodziny z dziećmi. – „Takie działania są sprzeczne z deklaracjami rządu o szczególnej trosce o dzieci i rodziny wielodzietne” – tłumaczą.

Kryteria dochodowe uprawniające do pomocy społecznej ustalane są na poziomie wyższym od minimum egzystencji. Co roku Instytut Pracy i Spraw Socjalnych przygotowuje badanie minimum egzystencji. Zgodnie z ustawą ustawą o pomocy społecznej kryteria te podlegają weryfikacji co 3 lata, więc najbliższa weryfikacja progów powinna nastąpić w 2015 r.

Związki zaproponowały nowe kwoty po przeanalizowaniu przekazanej przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej informacji Instytutu o minimum egzystencji.

Czytaj pełną treść pisma tutaj.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”. Tytuł pochodzi od redakcji „Nowego Obywatela”.

Nieznana strona „śmieciówek”

Nieznana strona „śmieciówek”

Najwyższa Izba Kontroli przestrzega instytucje samorządowe przed nadużywaniem możliwości zatrudniania na podstawie umów-zleceń. Osoby pracujące na kontraktach cywilnych nie są bowiem objęte regulacjami, które mają na celu zapewnienie rzetelnego i bezstronnego wykonywania zadań publicznych.

Systematyczne kontrole Izby w samorządach pokazują, że kierownicy jednostek często decydują się na taką formę powierzania zadań. „Dziennik Gazeta Prawna” podkreśla, że w wielu przypadkach zgodna ze stanem faktycznym byłaby raczej umowa o pracę, której podpisania osoby na umowach cywilnoprawnych mogą się domagać przed sądem. Stosowanie kodeksowych form zatrudnienia, choć łączy się z wyższymi kosztami (składki ubezpieczeniowe, premie), jest jednak także w interesie samych samorządów. NIK zwraca uwagę na to, że forma umowy-zlecenia faktycznie wyłącza stosowanie m.in. przepisów dotyczących pracowników samorządowych.

Wynika to przede wszystkim z tego, że osoby realizujące zadania na podstawie kontraktu cywilnego, w odróżnieniu od urzędników, nie mają statusu funkcjonariusza publicznego. A to oznacza, że nie ponoszą odpowiedzialności karnej m.in. za niedochowanie tajemnicy służbowej, poświadczenie nieprawdy czy działanie na szkodę interesu publicznego. – „Obawy NIK są uzasadnione, bo umowy cywilnoprawne w urzędach administracji publicznej powinny być stosowane tylko w wyjątkowych sytuacjach. Na przykład jeśli brakuje specjalisty do załatwienia określonej sprawy” – wyjaśnia dr Aleksander Proksa, radca prawny, b. prezes Rządowego Centrum Legislacji.

Jest też jeszcze inny negatywny aspekt popularności umów cywilnych w sektorze publicznym. – „W ostatniej kontroli budżetowej wskazujemy, aby bez potrzeby nie dochodziło do zlecania określonych zadań na zewnątrz, jeśli pokrywają się one z zakresem obowiązków osoby zatrudnionej w urzędzie na etacie” – mówi Paweł Biedziak, rzecznik prasowy NIK. – „Przestrzegamy urzędy przed takimi praktykami, bo mogą narażać szefów tych jednostek na zarzut niegospodarności” – dodaje.

– „Nie istnieją żadne hamulce etyczne, bo przepisy ustaw nie wprowadzają wymogu, że np. stanowiska urzędnicze muszą zajmować etatowi pracownicy albo że umowy cywilnoprawne powinny być stosowane w ograniczonym zakresie” – komentuje cały problem dr Stefan Płażek, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.