Teraz Polska?

Teraz Polska?

Zwycięstwo w wieloletniej walce niemieckich związków zawodowych: Bundestag uchwalił minimalną płacę godzinową w wysokości 8,5 euro.

Projekt stosownej ustawy poparło 535 spośród 601 uczestniczących w głosowaniu deputowanych. Jego przyjęcie było po ostatnich wyborach jednym z warunków wejścia socjaldemokratów z SPD do „wielkiej koalicji” z chadeckim blokiem CDU/CSU. „Za” głosowali także Zieloni, od głosu wstrzymała się natomiast socjalistyczna Die Linke, żądająca minimalnej stawki w wysokości 10 euro.

Płaca minimalna będzie obowiązywać od 2015 r., ale m.in. dla doręczycieli gazet i pracowników sezonowych okresy przejściowe potrwają do 2017 r. Co istotne, spod działania ustawy wyłączeni są pracownicy niepełnoletni.

Nowy akt prawny musi jeszcze zatwierdzić druga izba parlamentu federalnego, Bundesrat, jednak głosowanie w tej sprawie powinno być formalnością.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie tak szybko, Kapitale

Nie tak szybko, Kapitale

Instytut Globalnej Odpowiedzialności apeluje o udział w konsultacjach Komisji Europejskiej dotyczących Transatlantyckiego Partnerstwa w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP), czyli największej umowy handlowej w historii, grożącej katastrofalnymi skutkami społecznymi.

Jednym z głównych celów umowy jest wyjęcie wielkiego kapitału spod jakiejkolwiek kontroli rządów czy wymiarów sprawiedliwości. Jak powiedziała w opublikowanym przez nas wywiadzie znawczyni tematu: „Zamiast Europy, która uważnie słucha głosu obywateli-wyborców, będziemy mieli Europę, która słucha europejskich i amerykańskich lobbystów – a na dodatek stanie się to z błogosławieństwem administracji”.

Szczegółowe instrukcje, krok po kroku, zabrania głosu w tej sprawie, znaleźć można tutaj. Instytut podkreśla, że prostsza z opcji wymaga poświęcenia zaledwie 2 minut. Zachęca także do poznania dodatkowych argumentów za odrzuceniem Partnerstwa.

„Solidarność” oświatowa apeluje ws. zbyt licznych klas

„Solidarność” oświatowa apeluje ws. zbyt licznych klas

Nie gódźmy się na to, aby klasy w szkołach były przepełnione. Rozliczajmy organy prowadzące z działań edukacyjnych – tych konkretnych, nie prowadzonych na pokaz, przed jesiennymi wyborami. To nie tylko sprawa dyrektorów, nauczycieli, ale też rodziców uczniów – apeluje Wojciech Książek, przewodniczący Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego.

Wojciech Książek przypomina o zapisie art. 61 ustawy o systemie oświaty, według którego klasy pierwsze szkół podstawowych oraz świetlice szkolne nie powinny liczyć więcej niż 25 uczniów. W kwietniu 2014 r. Walne Zebranie Delegatów Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” Regionu Gdańskiego przyjęło stanowisko, w którym domaga się zmniejszenia liczebności uczniów w klasach, które – zgodnie z programem edukacyjnym Sekcji Krajowej – nie powinny przekraczać 26 w gimnazjach i szkołach ponadgimnazjalnych – i mniej w szkole podstawowej. Delegaci domagali się również ujednolicenia zasad podziału na grupy, na każdym etapie edukacyjnym. Grupa nie powinna liczyć więcej niż 15 uczniów.

Przewodniczący Sekcji Oświaty i Wychowania wskazuje, że w wielu szkołach podstawowych poza pierwszymi klasami oraz w gimnazjach liczebność uczniów przewyższała 25 osób. – „Niedopuszczalne jest np. ustalanie norm powyżej 30 uczniów w gimnazjach, szkołach ponadgimnazjalnych, w tym zawodowych. Słyszałem, że we Władysławowie w klasie pierwszej szkoły ponadgimnazjalnej było 38 uczniów. O jakim spójnym procesie kształcenia i wychowania można wtedy mówić? O jakiej porównywalności wyników egzaminów zewnętrznych, itd.? Podobnie z zasadami podziału na grupy. W powiecie chojnickim ustalono limit bodajże na 20 uczniów, gdy np. pracownia komputerowa jest przewidziana na 15 stanowisk. Podobnie jest z tzw. przedmiotami laboratoryjnymi czy zajęciami wychowania fizycznego”.

Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „S” RG wystosowała 1 lipca apel do struktur związkowych, nauczycieli i rodziców o społeczny monitoring w sprawie liczebności uczniów w klasach i grupach. – „Zwróciliśmy się z apelem o sporządzanie i przesyłanie wykazu szkół (i prowadzących je samorządów terytorialnych), w których liczba uczniów w klasach przekracza 26 w szkołach podstawowych i gimnazjach oraz 30 w szkołach ponadgimnazjalnych” – wyjaśnia Wojciech Książek. – „Chcemy przygotować taką zbiorczą listę przed nowym rokiem szkolnym, ale i przed wyborami samorządowymi. Niech dotychczasowi włodarze gmin, miast, powiatów zobaczą raz jeszcze, co przygotowali w prowadzonych przez siebie szkołach w minionej kadencji. Niech też wyborcy ocenią, czy dalej chcą tolerować ten stan”.

Książek przypomina, że w sprawie zmniejszenia zbyt dużej liczebności uczniów w klasach Sekcja Oświaty i Wychowania apeluje od kilku lat zarówno do MEN, jak i do jednostek samorządu terytorialnego w województwie pomorskim. – „Zwracaliśmy uwagę, że w klasach jest to niezbędne dla zapewnienia warunków umożliwiających prawidłowe kształcenie i wychowanie dzieci i młodzieży. Jest to także niezwykle ważne dla wdrażania programów wychowawczych, możliwości rzetelnego porównania jakości pracy szkół, chociażby wyników egzaminów, eliminowania dysproporcji między ofertą szkół w dużych miastach a szkołami prowadzonymi przez samorządy słabsze finansowo” – tłumaczy Książek.

Dodaje, że w 2004 r. Sejm przyjął nowelizację Karty Nauczyciela, w której wykreślono zapis zobowiązujący Ministra Edukacji Narodowej do wydania tzw. standardów zatrudnieniowych. Ma to niestety wpływ na dzisiejszy stan liczebności w polskich szkołach.

_____

Przedruk za stroną Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”

Niezłota jesień

Niezłota jesień

Jeszcze kilkanaście lat temu Polacy po przejściu na emeryturę dostawali około 70 proc. ostatnich pensji. Teraz tzw. stopa zastąpienia wynosi zaledwie 48 proc.

„Nowa Trybuna Opolska” pisze, że z zestawienia przygotowanego przez firmę Sedlak&Sedlak na podstawie badania Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju wynika, że najkorzystniej pod tym względem mają mieszkańcy Arabii Saudyjskiej, Holendrzy i Argentyńczycy (powyżej 90 proc.). Polacy sytuują się dużo poniżej średniej dla z 34 krajów badanych przez OECD. W konkretnych przypadkach wskaźnik jest jeszcze niższy. Gazeta podaje przykład Pani Anny, która po 40 latach pracy będzie otrzymywać 30 proc. ostatniej pensji.

Radykalne obniżenie wysokości emerytur to efekt reformy przeprowadzonej w 1999 r. Do tego czasu nie było prywatnych kont emerytalnych, młodsi pracowali na swoich rodziców i dziadków w myśl zasady solidarności pokoleń, tak jak w większości krajów. Co więcej, np. w Danii ci, którzy zarabiali mniej, dostają emerytury w wysokości 120 proc. ostatniej pensji, a ci, co zarabiali dużo – 75 proc.

Rząd ma wprawdzie pomysł na złagodzenie problemu głodowych świadczeń na starość, ale daleki od społecznych oczekiwań. Minister pracy zaproponował wprowadzenie stałej podwyżki o taką samą kwotę dla wszystkich. Pozostaje także problem ludzi zmuszonych do pracy na nieoskładkowane umowy cywilnoprawne – oni prawdopodobnie nie wypracują nawet najniższych emerytur.

Zdaniem Piotra Kuczyńskiego, głównego eksperta Domu Inwestycyjnego Xelion, sposobem na uniknięcie biedy przyszłych emerytów byłoby podniesienie składki na ubezpieczenia lub przedłużenie czasu pracy. Podkreśla jednocześnie, że prognozowanie wysokości emerytur jest bardzo trudne. – „Nie wiemy, ilu ludzi będzie wówczas pracowało, jaki będzie stan gospodarki oraz jaki system będzie obowiązujący” – mówi. – „Jedno jest pewne – ZUS się nie zawali, bo jego gwarantem jest państwo”.