Słone rachunki za czarną rozpacz

Słone rachunki za czarną rozpacz

760 mln zł traci rocznie polska gospodarka z powodu depresji. Na jej leczenie NFZ przeznacza zaledwie ok. 160 mln zł, a koszty będą rosły, bo choroba zaczyna mieć znamiona epidemii. Wiele mogliby zrobić pracodawcy, jednak brakuje im świadomości.

– „Widać ogromną różnicę między wydatkami publicznymi na leczenie depresji a kosztami pośrednimi tej choroby. W przypadku nowotworów jest odwrotnie. Koszty leczenia są wyższe niż wydatki społeczne” – mówi Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, współautor raportu o depresji, cytowany przez „Dziennik Gazetę Prawną”. Z opracowania wynika, że pokłosiem wspomnianej choroby są głównie koszty wynikające z absencji w pracy. Koszty pośrednie generuje przechodzenie na rentę (najwięcej stosownych orzeczeń jest wydawanych na Śląsku, w Łódzkiem oraz na Podkarpaciu) i rosnąca liczba skierowań na kilkumiesięczną rehabilitację.

Gazeta pisze, że pracodawcy dostrzegają problem absencji, ale nie wiążą go z depresją. Tymczasem, jak podkreśla Maciej Niewada, ekspert ds. służby zdrowia, firma płaci nie tylko za pierwszy miesiąc zwolnienia, ale także za późniejszą obniżoną efektywność pracownika. Jak opowiada Niewada, za granicą powstał system wyspecjalizowanych firm, które odgrywają rolę systemu wczesnego ostrzegania przed depresją w przedsiębiorstwach. Oferują im usługę polegającą na diagnozowaniu pierwszych symptomów depresji i szybkiego leczenia. Psychologowie obserwują pracę w firmie przeprowadzają wywiady z przełożonymi, a w razie potrzeby wdrażają terapię. Przekonują, pracodawcy bardziej opłaca się zamówić kompletną usługę, niż stracić pracownika. Takie usługi są od dawna popularne w USA, pojawiają się również w Europie. W Polsce stosunek do depresji zmienia się powoli, choć pojawiają się pierwsze działania nakierowane na prewencję zagrożeń wywołujących stres (zwiększający ryzyko depresji) czy wykupywane abonamentów sportowych lub pakietów medycznych dla pracowników (przy czym zazwyczaj brak w nich akurat dostępu do pomocy psychologicznej).

Zdaniem Marka Balickiego, psychiatry i byłego ministra zdrowia, rozwiązaniem byłoby zwiększenie liczby ośrodków – tak, by w każdym powiecie było centrum zdrowia psychicznego (takie są założenia nierealizowanego Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego). Kluczowa jest też zmiana finansowania: nie za pojedyncze świadczenia, lecz za kompleksową opiekę nad pacjentem. – „Nie wahałbym się powiedzieć, że depresja staje się epidemią” – ocenia Balicki.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pierworodne na studia, pozostałym wystarczy liceum

Pierworodne na studia, pozostałym wystarczy liceum

Szanse na dobrą edukację w Polsce mają jedynacy lub najstarsze rodzeństwo – taki wniosek płynie z badań przeprowadzonych przez Instytut Badań Edukacyjnych oraz SGH. Konkluzje z badań przeprowadzonych na ponad 60 tys. osób są porażające.

W rodzinach posiadających jedno dziecko tylko co dziesiąty młody człowiek zakończył edukację na poziomie podstawowym lub gimnazjum. Dramatycznie zmienia się sytuacja w rodzinach posiadających co najmniej troje dzieci. W nich co piąte dziecko kończy edukację na poziomie podstawowym lub gimnazjum.

Oprócz wzorców rodzinnych na tę sytuacje mają wpływ uwarunkowania ekonomiczne. Tylko na wydatki związane z rozpoczęciem roku szkolnego rodzice muszą przeznaczyć znaczne sumy pieniędzy. I tak: na jedno dziecko – 700 zł, na dwoje – 1200 zł, na troje – 2000 zł. Koszty wychowania cały czas rosną.

Według badań w domach, w których ankietowani oceniali swoją sytuację materialną jako gorszą niż ich rówieśników, aż 22 proc. kończyło naukę na poziomie podstawowym lub gimnazjum. Tylko 5 proc. natomiast udawało się zdobyć dyplom magistra.

Eksperci alarmują, że to kolejny dowód na to, że struktura społeczna pogarsza się, a jej rozwarstwienie rośnie.

_____

Przedruk za stroną Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”

Uszczelnić system

Uszczelnić system

Fiskus szykuje niespodzianki dla firm uchylających się od składania deklaracji bądź zaniżających podatki. Przykładowo, jeśli zaległości będą odpowiednio wysokie, będą mogły być obłożone podwójnymi odsetkami.

Wyborcza.biz pisze, że Ministerstwo Finansów pokazało projekt nowelizacji ordynacji podatkowej. Umieściło w niej tzw. klauzulę obejścia prawa, dzięki której fiskus będzie mógł kwestionować działania podatnika, gdy uzna, że mają one na celu zapłatę niższego podatku albo jego uniknięcie, a nie osiągnięcie określonego efektu gospodarczego. Wówczas możliwe będzie nakazanie zapłaty wyższego podatku. Resort zapewnia, że klauzula będzie stosowana do likwidowanie sztucznych struktur, tworzonych tylko po to, by uniknąć podatku, zaś podatnicy prowadzący realny biznes nie mają się czego obawiać.

W projekcie jest też propozycja stosowania podwyższonych odsetek za zwłokę wobec podatników VAT, akcyzy i dłużników celnych, którzy uchylają się od składania deklaracji bądź zaniżają podatek o co najmniej 1/4. Odsetki dla nich to 200 proc. stawki podstawowej. „Brak jest skutecznych pozakarnych instrumentów prewencji finansowej wobec szczególnie nagannych zachowań podatników w obszarach o podwyższonym ryzyku (podatek od towarów i usług, podatek akcyzowy, cło). Penalizacja tego rodzaju zachowań w ramach odpowiedzialności karnej skarbowej okazuje się nie zawsze skuteczna” – napisało Ministerstwo Finansów w ocenie skutków regulacji projektu. Jego zdaniem wspomniana nieskuteczność wiąże się z „długotrwałością postępowania, względną łagodnością kar i problemami z efektywnością ich egzekwowania”. Spodziewa się, że nowe, wyższe odsetki od zaległości „zwiększą oddziaływanie prewencyjne wobec uchylania się od obowiązku składania deklaracji i znacznego zaniżania zobowiązań”. Dzięki wyższym odsetkom planuje uzyskać dodatkowo 1 mld zł rocznie. Wyższe odsetki będą ponadto oddziaływać prewencyjnie, poprawią dyscyplinę podatkową. A to da dodatkowo 200 mln w 2015 r., 600 mln w 2016 r. i 1 mld zł w 2017 r. Kwoty te będą wzrastały wraz z wydłużaniem się okresu naliczania odsetek.

Dodatkowo ministerstwo proponuje obniżenie odsetek od zaległości z dzisiejszych 75 proc. do 50 proc. stawki podstawowej „dla podatników przejawiających inicjatywę w skorygowaniu deklaracji (…) i bezzwłocznym uregulowaniu zaległości podatkowej”. Będzie wprawdzie mniej pieniędzy z odsetek, ale ubytek ten ma być zrównoważony poprzez wpłaty dobrowolnie ujawnionych zaległych podatków.

Nowe przepisy odsetkowe mają wejść w życie z początkiem przyszłego roku.

W „Nowym Obywatelu” nr 64 znajdzie się obszerny wywiad na temat podatków oraz ich unikania.

Budżety umiarkowanie obywatelskie

Budżety umiarkowanie obywatelskie

Tylko co dziesiąty spośród wprowadzonych w Polsce budżetów obywatelskich spełnia wszystkie kryteria wynikające z definicji tego instrumentu.

Instytut Obywatelski w najnowszym raporcie pisze, że najlepsze, autentycznie partycypacyjne budżety obywatelskie mają obecnie Dąbrowa Górnicza, Kołobrzeg, Krobia, Międzychód, Puławy, Wałbrzych, Warszawa i Wrocław. Według Instytutu ponad 90 proc. podobnych inicjatyw stanowią „nieobywatelskie pseudobudżety, które tylko naśladują budżet partycypacyjny, a w rzeczywistości mają z nim niewiele wspólnego.”

Organizacja wymienia przykłady „dobrych praktyk”. W Dąbrowie Górniczej najnowszą odsłonę budżetu obywatelskiego poprzedziła kilkumiesięczna publiczna dyskusja oparta na konsultacjach społecznych oraz warsztatach ewaluacyjnych. W Łodzi na przygotowanie zasad poświęcono aż kilkanaście miesięcy, a w specjalnym zespole przy radzie miasta solidnie reprezentowane były miejscowe organizacje obywatelskie.

Instytut sprawdził też, które miasta wydają najwięcej na zadania wskazane przez samych mieszkańców. W kwotach bezwzględnych przoduje Łódź, która w 2013 r. w ramach budżetu obywatelskiego wyodrębniła 30 mln zł, dalej jest Warszawa (26,2 mln zł), Wrocław (20 mln) i Bydgoszcz (11 mln). Pod względem udziału procentowego budżetów partycypacyjnych w całkowitych budżetach najwięcej wydały Kęty (3,4 proc. budżetu), Świdnica (1,99 proc.), Kraśnik (1,86 proc.), Sopot (1,79 proc.) i Skierniewice (1,48 proc.).

„Raport jest umiarkowanie krytyczny, ale podaje też wiele przykładów miast – Dąbrowę Górniczą, Łódź czy Gdańsk Wrzeszcz, w których budżet partycypacyjny potraktowano poważnie, opierając się na dużym zaufaniu do mieszkańców. To bezcenna lektura dla władz samorządowych, aktywistów miejskich, a także samych obywateli, których interesuje przyszłość ich miast” – czytamy na stronie Instytutu Obywatelskiego.

Publikację można przeczytać tutaj.