Greenpeace o nowelizacji ustawy o GMO

Greenpeace o nowelizacji ustawy o GMO

Nowelizacja polskiego prawa dotyczącego GMO i dostosowanie go do prawa europejskiego są konieczne. Sposób przeprowadzania nowelizacji powinien być jednak spójny z „Ramowym Stanowiskiem Polski dotyczącym organizmów genetycznie zmodyfikowanych” z dnia 18 listopada 2008 r.

Zgodnie z tym stanowiskiem Rząd opowiada się przeciwko prowadzeniu na terytorium RP uwalniania GMO do środowiska, co odzwierciedla powściągliwy stosunek społeczeństwa polskiego do produktów genetycznie zmodyfikowanych [1].

Niestety część zaproponowanych zapisów w projekcie nowelizowanej ustawy nie wypełnia założeń wspomnianego stanowiska, m.in. niejasne są obostrzenia dotyczące zakresu poufności danych, niezrozumiałe dodanie drugiego przedstawiciela przemysłu biotechnologicznego do komisji ds. GMO, brak jest restrykcji dotyczących prowadzenia upraw roślin zmodyfikowanych genetycznie. Takie ograniczenia prawne są konieczne, nawet w sytuacji, gdy – jak ma to miejsce obecnie – uprawa roślin transgenicznych dozwolonych do wysiewu na terenie UE, tj. kukurydzy MON810 i ziemniaka Amflora, jest w Polsce zakazana.

Nowelizacja w przejrzysty sposób powinna realizować ideę i kierunek rozwoju Polski, jako kraju wolnego od upraw GMO, a rząd powinien aktywnie i konsekwentnie dążyć do jej wypełnienia. Wciąż może to zrobić poprzez wprowadzenie stosownych zmian w projekcie nowelizacji.

Przypisy:
[1] Ramowy Plan Działań dla Żywności i Rolnictwa Ekologicznego w Polsce na lata 2014-2020, str. 21

_____

Przedruk za stroną Greenpeace Polska

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Słone rachunki za czarną rozpacz

Słone rachunki za czarną rozpacz

760 mln zł traci rocznie polska gospodarka z powodu depresji. Na jej leczenie NFZ przeznacza zaledwie ok. 160 mln zł, a koszty będą rosły, bo choroba zaczyna mieć znamiona epidemii. Wiele mogliby zrobić pracodawcy, jednak brakuje im świadomości.

– „Widać ogromną różnicę między wydatkami publicznymi na leczenie depresji a kosztami pośrednimi tej choroby. W przypadku nowotworów jest odwrotnie. Koszty leczenia są wyższe niż wydatki społeczne” – mówi Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, współautor raportu o depresji, cytowany przez „Dziennik Gazetę Prawną”. Z opracowania wynika, że pokłosiem wspomnianej choroby są głównie koszty wynikające z absencji w pracy. Koszty pośrednie generuje przechodzenie na rentę (najwięcej stosownych orzeczeń jest wydawanych na Śląsku, w Łódzkiem oraz na Podkarpaciu) i rosnąca liczba skierowań na kilkumiesięczną rehabilitację.

Gazeta pisze, że pracodawcy dostrzegają problem absencji, ale nie wiążą go z depresją. Tymczasem, jak podkreśla Maciej Niewada, ekspert ds. służby zdrowia, firma płaci nie tylko za pierwszy miesiąc zwolnienia, ale także za późniejszą obniżoną efektywność pracownika. Jak opowiada Niewada, za granicą powstał system wyspecjalizowanych firm, które odgrywają rolę systemu wczesnego ostrzegania przed depresją w przedsiębiorstwach. Oferują im usługę polegającą na diagnozowaniu pierwszych symptomów depresji i szybkiego leczenia. Psychologowie obserwują pracę w firmie przeprowadzają wywiady z przełożonymi, a w razie potrzeby wdrażają terapię. Przekonują, pracodawcy bardziej opłaca się zamówić kompletną usługę, niż stracić pracownika. Takie usługi są od dawna popularne w USA, pojawiają się również w Europie. W Polsce stosunek do depresji zmienia się powoli, choć pojawiają się pierwsze działania nakierowane na prewencję zagrożeń wywołujących stres (zwiększający ryzyko depresji) czy wykupywane abonamentów sportowych lub pakietów medycznych dla pracowników (przy czym zazwyczaj brak w nich akurat dostępu do pomocy psychologicznej).

Zdaniem Marka Balickiego, psychiatry i byłego ministra zdrowia, rozwiązaniem byłoby zwiększenie liczby ośrodków – tak, by w każdym powiecie było centrum zdrowia psychicznego (takie są założenia nierealizowanego Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego). Kluczowa jest też zmiana finansowania: nie za pojedyncze świadczenia, lecz za kompleksową opiekę nad pacjentem. – „Nie wahałbym się powiedzieć, że depresja staje się epidemią” – ocenia Balicki.

Kciuk w dół

Kciuk w dół

Bank BZ WBK, wbrew wcześniejszym deklaracjom, w czasie zgromadzenia wierzycieli zagłosował przeciwko układowi z Kieleckimi Kopalniami Surowców Mineralnych. Obchodząca w tym roku 140. rocznicę powstania spółka zostanie zlikwidowana.

– „Postawa BZ WBK jest dla nas całkowicie niezrozumiała. W oderwaniu od toczących się rozmów, bank złożył w sądzie pismo, w którym wycofał swoje poparcie dla odroczenia terminu głosowania na zgromadzeniu wierzycieli, nie dając spółce żadnych szans na reakcję. Co niezmiernie ważne jako zarząd dowiedzieliśmy się o tym fakcie dopiero w czasie zgromadzenia wierzycieli” – mówi Rafał Abratański, prezes zarządu KKSM, cytowany przez portal „Trybuny Górniczej”.

W komunikacie spółki czytamy, że prowadząca środowe zgromadzenie sędzia komisarz Dorota Tylus-Chałońska, pomimo wystąpienia istotnych faktów wskazujących na konieczność odroczenia głosowania do 20 sierpnia, zdecydowała o jego przeprowadzeniu. – „Okoliczności, w których doszło do głosowania, wskazują, że był to starannie wyreżyserowany spektakl mający doprowadzić do likwidacji KKSM bez zważania na merytoryczne argumenty. Jak bowiem można arbitralnie, nie zważając na stanowisko zdecydowanej większości wierzycieli, nie odroczyć głosowania w sytuacji, gdy w ostatnich dniach wystąpiły niezwykle istotne dla sprawy okoliczności, takie jak możliwość wpływu do spółki środków z nowelizacji specustawy, czy też otrzymania przez nią pomocy z ARP. To samo dotyczy działań Tycjana Saltarskiego, nadzorcy sądowego spółki i najpewniej przyszłego syndyka KKSM, który nie poinformował nikogo z zarządu spółki o istotnym piśmie otrzymanym od GDDKiA. Jesteśmy ogromnie rozgoryczeni, iż po dwóch latach i dwóch miesiącach procesu upadłościowego sędzia Tylus-Chałońska przy aktywnym wsparciu nadzorcy sądowego nie dała spółce jeszcze miesiąca na zakończenie negocjacji” – dodaje Rafał Abratański.

W momencie przeprowadzania wywiadu nie było jeszcze formalnej decyzji o zmianie opcji postępowania upadłościowego na likwidacyjne. – „Jednak już w tym momencie wiadomo, że sędzia Tylus-Chałońska popełniła liczne błędy formalne i faktyczne, które mogą być podstawą do złożenia przez nas zażalenia na postanowienie o zmianie opcji. Zamierzamy wykorzystać ten fakt i dalej walczyć o przyszłość KKSM. Niezależnie od tego złożyliśmy skargę wraz z wnioskiem o przeprowadzenie postępowania kontrolnego wobec sędziego-komisarza przez Sąd Apelacyjny w Krakowie” – podsumowuje Abratański.

– „Najpierw rząd oddał świetnie prosperujący zakład zadłużonej spółce, potem doprowadzono do tego, że los spółki leżał w rękach chciwych bankierów. Skończyło się tak, jak się miało skończyć, czyli upadkiem zakładu, który istniał przez 140 lat, przeżył dwie wojny światowe, II RP, PRL, ale nie przetrwał rządów Tuska” – komentuje dla „Nowego Obywatela” Bartosz Oszczepalski, który opublikował u nas obszerny tekst na temat losów KKSM.

Pierworodne na studia, pozostałym wystarczy liceum

Pierworodne na studia, pozostałym wystarczy liceum

Szanse na dobrą edukację w Polsce mają jedynacy lub najstarsze rodzeństwo – taki wniosek płynie z badań przeprowadzonych przez Instytut Badań Edukacyjnych oraz SGH. Konkluzje z badań przeprowadzonych na ponad 60 tys. osób są porażające.

W rodzinach posiadających jedno dziecko tylko co dziesiąty młody człowiek zakończył edukację na poziomie podstawowym lub gimnazjum. Dramatycznie zmienia się sytuacja w rodzinach posiadających co najmniej troje dzieci. W nich co piąte dziecko kończy edukację na poziomie podstawowym lub gimnazjum.

Oprócz wzorców rodzinnych na tę sytuacje mają wpływ uwarunkowania ekonomiczne. Tylko na wydatki związane z rozpoczęciem roku szkolnego rodzice muszą przeznaczyć znaczne sumy pieniędzy. I tak: na jedno dziecko – 700 zł, na dwoje – 1200 zł, na troje – 2000 zł. Koszty wychowania cały czas rosną.

Według badań w domach, w których ankietowani oceniali swoją sytuację materialną jako gorszą niż ich rówieśników, aż 22 proc. kończyło naukę na poziomie podstawowym lub gimnazjum. Tylko 5 proc. natomiast udawało się zdobyć dyplom magistra.

Eksperci alarmują, że to kolejny dowód na to, że struktura społeczna pogarsza się, a jej rozwarstwienie rośnie.

_____

Przedruk za stroną Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”