Porozmawiajmy o umowach

Porozmawiajmy o umowach

Rząd chce „ozusować” umowy-zlecenia, by zwiększyć liczbę osób odprowadzających składki emerytalne. Tymczasem ekspert Instytutu Badań Strukturalnych zachęca do rozważenia alternatywnego rozwiązania, którym jest wprowadzenie instytucji kontraktu na pracę.

– „Jeden kontrakt jest koncepcją zaproponowaną kilka lat temu przez włoskich ekonomistów, mającą być odpowiedzią na problem istnienia na rynku pracy dwóch grup pracowników – jednej zatrudnionej na umowę o pracę, drugiej zatrudnionej czasowo” – tłumaczy Piotr Lewandowski na łamach PulsHR.pl. – „Idea takiego kontraktu polega na tym, że w miejsce obecnych rozwiązań, w których pracownik zatrudniony na umowę etatową od razu dostaje katalog uprawnień, które zniechęcają pracodawców do zatrudniania na etat, otrzymywał te uprawnienia w miarę upływu czasu”. Po trzech latach zatrudnienia na kontrakcie dochodzi się do pełni praw przysługujących przy obecnej umowie o pracę.

– „Uważamy jednocześnie, że z umów-zleceń i o dzieło powinno się w ogóle zrezygnować” – mówi ekspert. Jak tłumaczy, Polska jest jedynym krajem w Europie, gdzie ktoś może wykonywać swoje obowiązki jak normalny pracownik i nie mieć odprowadzanych żadnych składek. Precyzuje, przy jednym kontrakcie warunki związane z ubezpieczeniem społecznym byłyby takie same jak przy umowie o pracę. Wiążący się z tym wzrost kosztów pracy mógłby być złagodzony podniesieniem kosztów uzyskania przychodu. Spowoduje to, że przy tym samym wynagrodzeniu brutto pracownik na kontrakcie zarabiałby „na rękę” więcej, bo płaciłby mniej podatku dochodowego. Do listy korzyści należy dopisać fakt, że jeden kontrakt ułatwia zarządzanie zasobami pracy. – „Obecnie w Polsce zbyt często firmy zarządzają pracownikami groźbą zwolnienia” – dodaje Lewandowski.

Ekspert IBS przekonuje ponadto, że warto rozważyć zmianę tych przepisów Kodeksu pracy, które nie pomagają pracownikom, a podnoszą koszty pracy. Dobrym przykładem jest obowiązek przechowywania dokumentacji pracowniczej w formie papierowej. – „Mamy 10 podobnych propozycji” – mówi specjalista.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

„Ekoterroryści”? Nie, obywatele

„Ekoterroryści”? Nie, obywatele

Naukowcy z Polskiej Akademii Nauk zabrali głos w sprawie medialnych przeinaczeń i przekłamań wokół kontrowersyjnych planów rozbudowy kompleksu hotelowo-turystycznego „Czarny Groń”.

Dr hab. Roman Żurek Instytut Ochrony Przyrody PAN oraz dr Stanisław Kędzia z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN alarmują na stronie Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, że w środkach masowego przekazu, zwłaszcza lokalnych, pojawiło się wiele nieobiektywnych czy wręcz nieprawdziwych informacji na temat złożonego problemu, jakim jest rozwój Gminy Andrychów. Akcentują, że szkodzi to ochronie przyrody Beskidu Małego, ale także społeczności lokalnej.

Autorzy listu podkreślają, że kontrowersje związane z rozbudową „Czarnego Gronia” zostały przez media sprowadzone głównie do konfliktu pomiędzy inwestorem a Pracownią, tymczasem swój sprzeciw wobec tych planów wyraziło wiele instytucji, organizacji, niezależnych naukowców, turystów, narciarzy i mieszkańców. „Czytając lub słuchając następnych doniesień medialnych o »ekoterroryzmie« miejmy na uwadze to, że organizacje ekologiczne bronią naszego wspólnego i niezwykle cennego dobra, jakim jest przyroda. Niestety, w imię interesów wąskiej grupy ludzi, często bazujących na bardzo nośnych, populistycznych hasłach – nie zawsze prawdziwych – i społecznej nieświadomości, przyroda wciąż przegrywa. A wraz z nią przegrywa każdy z nas” – piszą.

Zwracają uwagę, że media nie tylko zawężają pole konfliktu, ale także nie podają niezwykle istotnych faktów dotyczących stanu chronionych gatunków flory i fauny Beskidu Małego oraz zagrożenia, jakie dla przyrody ożywionej i nieożywionej niesie rozbudowa kompleksu. Informują przy okazji, że pod wieloma względami wspomniany obszar przewyższa walorami przyrodniczymi nawet niektóre parki narodowe. Według nich te wyjątkowe cechy powinny być promowane i wykorzystywane do rozwoju regionu. „Marginalizowanie czy wręcz pomijanie negatywnych skutków rozbudowy wspomnianego kompleksu i skupianie się głównie na często przecenionych zyskach z planowanego przedsięwzięcia jest nie tylko działaniem wymierzonym przeciwko przyrodzie, ale również przeciwko nieświadomemu zagrożeń społeczeństwu” – czytamy.

W liście jest mowa także o tym, że w mediach (zwłaszcza w Internecie) pod adresem organizacji ekologicznych często kierowane są zarzuty niezajmowania się tak powszechnymi problemami jak np. nielegalna jazda po górach quadami i motocyklami, zaśmiecanie szlaków turystycznych czy zanieczyszczanie wód gruntowych przez właścicieli prywatnych posesji. „Są to zarzuty absurdalne, ponieważ jest to zadanie dla władz różnego szczebla, które nie radzą sobie z tymi problemami. Celem statutowym organizacji pozarządowych nie jest wyręczanie wszystkich krajowych służb – np. Straży Leśnej, Straży Miejskiej, Policji – czy też innych instytucji, które zostały powołane między innymi do zajmowania się wyżej wymienionymi problemami. Organizacje ekologiczne, pomimo nieraz skromnych zasobów finansowych i osobowych, muszą niejednokrotnie zajmować się sprawami, którymi nie zajmują się lub robią to niezwykle opieszale i nieudolnie różne instytucje państwowe” – piszą naukowcy.

Piłkarz kibicuje bezrobotnym

Piłkarz kibicuje bezrobotnym

Napastnik drużyny Everton F.C., występującej na najwyższym szczeblu zawodowych rozgrywek piłkarskich w Anglii, kupuje bilety na mecze dla bezrobotnych sympatyków klubu.

Portal Premiership24.com wyjaśnia, że Steven Naismith pochodzi z Eyrshire w zachodniej Szkocji i spędził wiele czasu w Glasgow, które borykało się z wysokim bezrobociem. – „Liverpool ma podobną historię i jestem tego świadom. Z niczyjej winy w Liverpoolu jest wiele osób bezrobotnych, które ciężko starają się znaleźć pracę, co uniemożliwia im kupienie biletu i obejrzenie meczu. Pomyślałem, że to może być mały gest, który pomoże im umilić dzień. Mam nadzieję, że sprawi to radość wielu ludziom” – tłumaczy zawodnik. Zapytał urzędników, czy mógłby przekazywać bilety Centrom Pracy w całym mieście, tak by mogły one trafiać do szukających zatrudnienia, którzy chętnie obejrzeliby spotkanie Premier League.

Serwis dodaje, że Naismithowi nie jest obcy wolontariat, gdyż pomaga w centrach dla bezdomnych w Liverpoolu i Glasgow. – „Każdego dnia czuję, że mam szczęście dzięki szansom i stylowi życia, jaki zapewniła mnie i mojej rodzinie moja praca. Dzięki temu jestem w pozycji, z której mogę pomóc społeczeństwu choć w mały sposób” – mówi sportowiec.

Dzieciństwo = bieda

Dzieciństwo = bieda

W 2013 r. ponownie wzrósł zasięg nędzy wśród najmłodszych, który od ośmiu lat zmniejszał się. Obecnie aż 36 proc. dzieci w Polsce rodzi się w rodzinach, gdzie miesięczny dochód netto na osobę nie przekracza 539 zł.

W zestawieniu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, które poznała „Rzeczpospolita”, resort wyliczył, że na 372 tys. dzieci urodzonych w 2013 r. aż 133,2 tys. otrzymało specjalny dodatek po urodzeniu w wysokości 1 tys. zł. Tymczasem jest on wypłacany jedynie tym rodzinom, które osiągają bardzo niski dochód. Kryterium dochodowe, czyli wspomniane 539 zł, jest bliskie tzw. minimum egzystencji, a więc kwocie pozwalającej jako tako zaspokoić jedynie podstawowe potrzeby biologiczne („nie umrzeć z głodu”).

W 2005 r. w biedzie lub nędzy urodziło się 70,3 proc. (!) dzieci. Od tego czasu sytuacja systematycznie się poprawiała i w 2012 r. było ich „zaledwie” 34,4 proc. Niestety, pozytywny trend się załamał i w 2013 r. w rodzinach o najniższych dochodach urodziło się 35,8 proc. polskich dzieci.

Ze świadczeń rodzinnych korzysta 1,06 mln rodzin. Aż 735 tys. z nich, czyli 69 proc., ma dochód netto na osobę w wysokości nie większej niż 400 zł miesięcznie. Z kolei zaprezentowany na początku br. przez GUS raport „Warunki życia rodzin w Polsce” podaje, iż ponad pół miliona dzieci jest niedożywionych. Blisko 530 tys. nie chodzi do specjalistów, zaś 600 tys. do dentysty – tymczasem według Fundacji Wiewiórki Julii 90 proc. dzieci w wieku 5-15 lat ma próchnicę. Rodziców 450 tys. dzieciaków nie stać na zakup podręczników, a jedna trzecia rodzin nie ma pieniędzy, by wysłać pociechy na tygodniowe wakacje czy ufundować im imprezę urodzinową.