Mit przedsiębiorczości

Mit przedsiębiorczości

Coraz więcej ekspertów wskazuje, że polski model gospodarczy, oparty na mitologizowanej „przedsiębiorczości” oraz apoteozie sektora małych i średnich firm, to drogą donikąd.

Prof. Ryszard Szarfenberg przywołał na jednym z portali społecznościowych dane, z których wynika, że przedsiębiorczość najbardziej kwitnie… w Afryce. Wśród krajów ujętych w zestawieniu odsetek przedsiębiorców był najwyższy w Ugandzie i Ghanie, natomiast dla krajów wyżej rozwiniętych zdecydowanie spadał. Pomimo pewnych wyjątków (np. relatywnie spora liczba przedsiębiorców w Szwajcarii oraz niska w Rosji) zarysowujący się trend był bardzo wyraźny – na wyższych stopniach rozwoju odsetek przedsiębiorców w ogólnej liczbie siły roboczej jest niski.

Podobne dane wskazuje Piotr Arak na łamach Obserwatora Finansowego, zwracając uwagę na to, że w Polsce jest zaledwie 3,2 tys. dużych firm i aż 1,7 mln mikroprzedsiębiorstw. Zwraca również uwagę, że w USA, które w powszechnymi odczuciu są zagłębiem przedsiębiorczości, odsetek przedsiębiorców w ogólnej liczbie siły roboczej (7%) jest wyraźnie niższy niż w Polsce (12%).

Dalej pisze: „Pracownicy w małych przedsiębiorstwach są mniej produktywni, a kraje z dużym odsetkiem osób zatrudnionych w małych i średnich firmach mają słabsze gospodarki i bardziej doświadczył je kryzys. W tych, które ucierpiały najmocniej – Grecji i Portugalii – ponad 4/5 pracujących zatrudnionych jest w małej lub średniej firmie. […] Najwięcej na badania wydaje Finlandia – ponad 3,5 proc. PKB, podobnie Szwecja – 3,4 proc. PKB w obu tych krajach samozatrudnienie jest niższe niż 60 osób na 1 tys. zatrudnionych. W Niemczech przy 3 proc. wydatków na B+R zaledwie 50 osób na 1 tys. pracujących jest samozatrudnionych. W Grecji, przy samozatrudnieniu na poziomie 120 osób na 1 tys. pracujących, wydatki na badania wynoszą niecałe 0,7 proc. PKB, we Włoszech (130 samozatrudnionych na 1 tys. pracujących) 1,3 proc. PKB. Na tym tle Polska – ze swoimi 60 samozatrudnionymi na 1 tys. pracujących i wydatkami na badania i rozwój na poziomie 0,9 proc. PKB – jest słabym średniakiem. […] Warto podkreślić, że małe firmy albo jednoosobowe działalności gospodarcze wszędzie wydają mało na B+R. Nowatorstwo to wbrew pozorom dziedzina dużych firm. […] Polska powinna przyglądać się raczej strategii Szwecji czy Niemiec, a nie Grecji i Portugalii. Mikroprzedsiębiorczość nie może rosnąć zbyt intensywnie, jeżeli myślimy o tworzeniu przewag konkurencyjnych”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Mądry Norweg po szkodzie

Mądry Norweg po szkodzie

Przykłady z Zachodu i Północy pokazują, że tzw. remunicypalizacja usług publicznych, czyli ich przejmowanie przez władze lokalne po okresie prywatyzacji i podzlecania, przynosi świetne efekty społeczne i ekonomiczne.

Dr Dawid Sześciło pisze na stronie Instytutu Obywatelskiego, że prywatyzacja (w tym kontraktowanie) usług publicznych okazała się mieć tyle skutków ubocznych, że dziś nie sposób obronić tezy, że jest to najlepszy znany sposób zaspokajania potrzeb lokalnych społeczności. Nierzadko jest to sposób najgorszy – powierzając prywatnemu operatorowi zarządzanie samorządową szkołą, wodociągami czy szpitalem, ryzykujemy ograniczenie dostępności usług, wzrost kosztów i spadek jakości.

Sześciło dowodzi, że bodaj najbardziej konsekwentnym i udanym pomysłem na odzyskanie usług publicznych dla lokalnej społeczności może się pochwalić norweskie Trondheim. „Pomysł wyszedł od lokalnej federacji związków zawodowych, która przed wyborami samorządowymi w 2002 r. opracowała i przedstawiła wszystkim partiom politycznym 19-punktowy plan nastawiony głównie na odwrócenie reform, które lokalny system usług publicznych oparły na masowym kontraktowaniu. Wybory zakończyły się zwycięstwem ugrupowań, które wcześniej podpisały się pod większością postulatów związkowców. Szybko przystąpiono do ich realizacji. Miasto odkupiło udziały w sprywatyzowanym miejskim przedsiębiorstwie autobusowym, cofnęło decyzję o sprzedaży prywatnemu inwestorowi sieci miejskich kin i nie przedłużyło kontraktu na prowadzenie przez prywatną spółkę domu opieki dla osób starszych. Zwiększono fundusze na inwestycje w szkołach i wsparcie osób poszukujących pracy. Zadbano też o nowe gwarancje partycypacji obywateli w podejmowaniu kluczowych decyzji dotyczących lokalnego systemu usług publicznych” – pisze badacz z Zakładu Nauki Administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, że w Norwegii filozofia odwrotu od polityki outsourcingu przebiła się do programu rządu: w 2005 r., tuż przed wyborami parlamentarnymi, późniejszy premier Jens Stoltenberg ogłosił: „Trondheim jest dla nas inspiracją”.

Dalej czytamy, że w niemieckim Bergkamen sprywatyzowana kilkanaście lat wcześniej spółka odpowiedzialna za odbiór i przetwarzanie odpadów komunalnych została odkupiona przez samorząd, co pozwoliło na spadek o 30 proc. kosztów ponoszonych przez gminę i mieszkańców przy zachowaniu stanu zatrudnienia i poziomu płac w owej spółce. Z kolei w Paryżu już w pierwszym roku po remunicypalizacji zaopatrzenia w wodę miasto zaoszczędziło ponad 30 mln euro, będąc jednocześnie w stanie zredukować opłaty za wodę o 8 proc. Sześciło podaje, że w ślad za stolicą ponad czterdzieści gmin zdecydowało się nie przedłużać umów z operatorami sieci wodociągowej, a ponadto tamtejsze samorządy zaczęły wycofywać się z kontraktów, na podstawie których prywatni przewoźnicy obsługiwali miejskie linie autobusowe.

Z kolei w Finlandii, wedle badań z 2011 r., co najmniej 1/5 samorządów lokalnych zdecydowała się na przywrócenie publicznej kontroli nad przedsiębiorstwami świadczącymi rozmaite usługi, lub na porzucenie outsourcingu na rzecz zapewniania usług przez osoby zatrudniane w przedsiębiorstwach samorządowych (sprzątanie, usługi z zakresu pomocy społecznej, prowadzenie stołówek szkolnych itd.).

„W Polsce możemy znów odebrać naszą »premię za zapóźnienie«, tzn. uniknąć błędów związanych z bezładną prywatyzacją usług publicznych. Nie poszliśmy w tej kwestii jeszcze zbyt daleko, jeśli porównać nas z innymi państwami europejskimi” – pisze dr Sześciło. „W wymarzonej samorządowej kampanii wyborczej ten temat widzę na samym szczycie agendy debaty publicznej. Remunicypalizacja usług publicznych to może mało atrakcyjne hasło na kampanię, ale pomysł, w którym da się ująć niemal wszystkie najważniejsze dla każdego wyborcy sprawy”.

Co trzeciego pacjenta nie stać na wykupienie przepisanych lekarstw

Co trzeciego pacjenta nie stać na wykupienie przepisanych lekarstw

Polskich emerytów nie stać na refundowane leki, mimo że są one tańsze niż w innych państwach Unii Europejskiej. Powodem są bardzo niskie emerytury naszych seniorów. Pod tym względem jesteśmy w ogonie UE.

Piotr Brukiewicz, prezes Śląskiej Izby Aptekarskiej przyznaje, że w Polsce ceny leków refundowanych należą do jednych z najniższych w Europie. I jest to niestety jedyna dobra informacja, bo sporej grupy emerytów i tak nie stać na wykupienie recept. – „Z przyczyn ekonomicznych dla wielu osób starszych leczenie przewlekłych chorób, polegające na systematycznym zażywaniu leków, jest trudne do zrealizowania. Mimo że lekarstwa są refundowane, a ich cena należy do najniższych w Europie, to odpłatność pacjenta i tak jest dość wysoka w porównaniu z możliwościami finansowymi ludzi starszych. Sprawa komplikuje się wtedy, gdy dana osoba choruje na więcej niż jedno schorzenie, co w starszym wieku ma często miejsce” – mówi Piotr Brukiewicz. Według lekarzy ok. 90 proc. osób po 70. roku życia cierpi na jakąś przewlekłą chorobę. Najczęściej jest to cukrzyca, nadciśnienie lub choroba układu krążenia. Zaniechanie leczenia tego typu chorób może prowadzić do poważnych, bardzo groźnych powikłań.

Rezygnuje co trzeci
Tymczasem jak wynika z badań przeprowadzonych przez Naczelną Izbę Aptekarską, w Polsce z realizacji recepty rezygnuje co trzeci pacjent. Ponad połowę spośród tych, którzy odchodzą od okienek z kwitkiem, stanowią emeryci i renciści. Zdaniem NIA problem z roku na rok staje się poważniejszy. Jeszcze w 2009 r. 25 proc. pacjentów przyznawało się, że nie wykupiło leków. Obecnie jest ich ponad 33 proc. – „Zdarza się, że ludzie starsi najpierw pytają o cenę wszystkich leków przepisanych przez lekarza, a potem z części z nich rezygnują. Decydują się na te, bez których we własnej ocenie nie są w stanie funkcjonować. Są też tacy, którzy po usłyszeniu ceny mówią, że przyjdą później, ale nie pojawiają się wcale” – mówi pracownica jednej z jaworznickich aptek. Podkreśla, że ludzie starsi coraz częściej przyznają się do tego, że nie stać ich na leki. Seniorzy w innych krajach UE takiego problemu nie mają. W Polsce średnia emerytura wynosi ok. 1,9 tys. zł brutto. W Niemczech po przeliczeniu 8,1 tys. zł, w Danii 7,2 tys. zł, a w Wielkiej Brytanii 6,2 tys. zł.

Inni pomagają
Z jednej strony polscy emeryci mają jedne z najniższych świadczeń w Europie, z drugiej – państwo im nie pomaga. Innym krajom europejskim udało się wypracować systemy wsparcia seniorów. Przykładem może być tutaj m.in. Grecja oraz Hiszpania, Holandia czy Wielka Brytania. W Grecji pacjenci za leki na receptę płacą maksymalnie 25 proc. ich ceny. W Hiszpanii emeryci i renciści mają prawo do darmowych leków. W Holandii leki są w pełni refundowane. Pacjent płaci tylko wtedy, gdy istnieje tańszy odpowiednik danego leku, a on chciałby otrzymać ten droższy. W takiej sytuacji jest zobligowany do pokrycia różnicy w cenie między oboma medykamentami. Inne rozwiązania przyjęły Niemcy i Wielka Brytania. Za naszą zachodnią granicą za lekarstwa nie płacą kobiety w ciąży oraz dzieci do 18. roku życia. Natomiast cena leków dla pozostałych pacjentów nie może być wyższa niż 10 euro, czyli ok. 42 zł. W Wielkiej Brytanii oprócz dzieci do 18. roku życia i ciężarnych kobiet prawo do leków w pełni refundowanych mają emeryci. Pozostali chorzy za każdy przepisany lek płacą po 6,40 funta, to w przeliczeniu ok. 34 zł.

Senatorowie PO odrzucili
W Polsce również pojawił się projekt ustawy, który zakładał, że najbiedniejsi emeryci i renciści po ukończeniu 75 lat będą mieli prawo do darmowych leków. Jednak na ostatnim przed wakacjami posiedzeniu wyższej izby parlamentu, senatorowie PO wrzucili ten projekt do kosza. Wniosek o odrzucenie ustawy złożył senator Jan Filip Libicki, niepełnosprawny polityk, który jest m.in. członkiem Senackiej Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej. Jak wynika z informacji umieszczonych na stronie Senatu, komisja ta powinna zajmować się polityką socjalną państwa oraz polityką państwa dotyczącą osób starszych.

Agnieszka Konieczny

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego

Kto dłużej pracuje, niech dłużej odpoczywa

Kto dłużej pracuje, niech dłużej odpoczywa

Unijni urzędnicy chcą wydłużenia urlopów w tych krajach, w których wiek emerytalny wynosi 67 lat lub więcej, a więc również w Polsce.

„Głos Wielkopolski” pisze, że podniesienie wieku emerytalnego ma uratować system świadczeń, jednak część polityków i urzędników doszła do wniosku, że trzeba ludziom pracy dać coś w zmian – najlepiej dodatkowy urlop. W Brukseli trwają prace nad przygotowaniem nowej dyrektywy w tej sprawie. Zgodnie z nowymi przepisami pracownikowi będzie przysługiwało 35 lub 37 dni urlopu rocznie (w zależności od tego, czy wiek emerytalny wynosi 67, czy 68 lat).

– „Z tymi nowymi przepisami jeszcze się nie zapoznałam” – mówi Krystyna Łybacka, wielkopolska posłanka do Parlamentu Europejskiego. – „Jednak w UE jest zbyt dużo dysproporcji w liczbie dni wolnych, czy też możliwości przechodzenia na emeryturę”. Wystąpiła więc do Komisji Europejskiej z pytaniami dotyczącymi możliwości wprowadzenia bardziej jednolitych przepisów. – „Chodzi szczególnie o zawody, do wykonywania których trzeba w różnych krajach przejść podobne szkolenia lub mieć stosowne uprawnienia” – wyjaśnia. Przykładowo, pielęgniarki wszędzie muszą mieć uprawnienia do wykonywania zawodu, a jednak w różnych krajach na emeryturę przechodzą w różnym wieku. – „W Polsce jak będą miały 67 lat, a w niektórych krajach wiek emerytalny osiągają już w 55. roku życia. Jest to niesprawiedliwe i potrzebne są zmiany” – stwierdza Łybacka.

Propozycje zmian mają zostać doprecyzowane w tym roku, później zostaną przedstawione europarlamentarzystom.