Negocjacje wagi ciężkiej

Negocjacje wagi ciężkiej

Zbrojeniówka nie może wystartować z planowaną modernizacją 128 używanych w naszej armii czołgów. Blokują ją ich niemieccy producenci.

„Rzeczpospolita” przypomina, że modernizacja Leopardów 2A4 jest warta ponad miliard złotych. Niestety, Niemcy nie mają zamiaru dzielić się technologiami i potencjalnym zarobkiem. Monika Koniecko, rzeczniczka Polskiego Holdingu Obronnego, potwierdza, że negocjatorzy rodzimego konsorcjum, które z zagranicznymi partnerami miało unowocześniać pojazdy, nie są w stanie nakłonić koncernu Krauss-Maffei Wegmann do efektywnej współpracy.

„Odblokowanie leopardowych inwestycji jest ważne nie tylko dlatego, że przemysł miał zarobić na modernizacji kilkaset milionów złotych, utrzymać miejsca pracy i po latach wreszcie spolonizować serwis niemieckich czołgów. Nie mniej ważne było pozyskanie przy okazji ich renowacji zachodnich technologii potrzebnych do rozwoju polskiej broni pancernej” – pisze dziennik.

Nasza poprzednia informacja w tej sprawie znajduje się tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Cięcia, które zabiją

Cięcia, które zabiją

Polskie Towarzystwo Psychiatryczne ogłosiło list otwarty, w którym sprzeciwia się obcięciu środków planowanych na 2015 r. na opiekę psychiatryczną i leczenie uzależnień.

Poniżej przedrukowujemy go w całości.

* * *

List otwarty

Polskie Towarzystwo Psychiatryczne wyraża zdecydowany protest przeciwko obniżeniu w 2015 roku nakładów na opiekę psychiatryczną i leczenie uzależnień. Spadną one w kolejnym roku z 3,65 do 3,23% budżetu na świadczenia zdrowotne (z 2 324 696 tys. zł w 2014 r. do 2 106 968 tys. zł w 2015 r., co daje różnicę 217 mln zł). Przy obecnym finansowaniu psychiatrii nie ma mowy o jakimkolwiek rozwoju tego obszaru opieki zdrowotnej, ale o jej postępującej zapaści.

1. Zbyt niskie finansowanie opieki psychiatrycznej już spowodowało zahamowanie realizacji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego.
2. Zarówno oddziały funkcjonujące przy szpitalach ogólnych, jak i duże szpitale psychiatryczne mają ogromne problemy z finansowaniem leczenia pacjentów.
3. Obserwujemy zmniejszanie się kadry specjalistycznej mimo że jej liczba już dotychczas odbiegała od przyjętych norm w Unii Europejskiej.
4. Dane epidemiologiczne wskazują na istotny wzrost częstości zachorowań na zaburzenia depresyjne, obniżenie się wieku pierwszych epizodów schizofrenii, wzrost częstości uzależnień od środków psychoaktywnych u młodzieży, wzrost skokowy liczby samobójstw. Śmiertelność z tego powodu przekroczyła w ubiegłym roku częstość zgonów spowodowanych nowotworem piersi.
5. Ograniczenie finansowania uniemożliwia tak istotny dla zdrowia psychicznego społeczeństwa rozwój nowoczesnych form terapii, w szczególności terapii środowiskowej, psychiatrii dziecięco-młodzieżowej.
6. Brak jakiegokolwiek działania na rzecz starszych pacjentów. Starzenie się społeczeństwa jest dzisiaj podstawowym trendem cywilizacyjnym w Polsce. Nie ma nawet teoretycznych założeń rozwoju psychogeriatrii.
7. Niezaprzeczalnym faktem jest, że stan zdrowia psychicznego ma bezpośredni wpływ na przebieg i rokowania wszystkich chorób somatycznych. W związku z tym zaniedbania w tej dziedzinie z pewnością odbiją się na ogólnej kondycji zdrowotnej społeczeństwa.

W imieniu
Zarządu Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego
Prof. Andrzej Rajewski, Prezes PTP

Nasz raport na temat polskiego systemu opieki psychiatrycznej można przeczytać tutaj.

Mit przedsiębiorczości

Mit przedsiębiorczości

Coraz więcej ekspertów wskazuje, że polski model gospodarczy, oparty na mitologizowanej „przedsiębiorczości” oraz apoteozie sektora małych i średnich firm, to drogą donikąd.

Prof. Ryszard Szarfenberg przywołał na jednym z portali społecznościowych dane, z których wynika, że przedsiębiorczość najbardziej kwitnie… w Afryce. Wśród krajów ujętych w zestawieniu odsetek przedsiębiorców był najwyższy w Ugandzie i Ghanie, natomiast dla krajów wyżej rozwiniętych zdecydowanie spadał. Pomimo pewnych wyjątków (np. relatywnie spora liczba przedsiębiorców w Szwajcarii oraz niska w Rosji) zarysowujący się trend był bardzo wyraźny – na wyższych stopniach rozwoju odsetek przedsiębiorców w ogólnej liczbie siły roboczej jest niski.

Podobne dane wskazuje Piotr Arak na łamach Obserwatora Finansowego, zwracając uwagę na to, że w Polsce jest zaledwie 3,2 tys. dużych firm i aż 1,7 mln mikroprzedsiębiorstw. Zwraca również uwagę, że w USA, które w powszechnymi odczuciu są zagłębiem przedsiębiorczości, odsetek przedsiębiorców w ogólnej liczbie siły roboczej (7%) jest wyraźnie niższy niż w Polsce (12%).

Dalej pisze: „Pracownicy w małych przedsiębiorstwach są mniej produktywni, a kraje z dużym odsetkiem osób zatrudnionych w małych i średnich firmach mają słabsze gospodarki i bardziej doświadczył je kryzys. W tych, które ucierpiały najmocniej – Grecji i Portugalii – ponad 4/5 pracujących zatrudnionych jest w małej lub średniej firmie. […] Najwięcej na badania wydaje Finlandia – ponad 3,5 proc. PKB, podobnie Szwecja – 3,4 proc. PKB w obu tych krajach samozatrudnienie jest niższe niż 60 osób na 1 tys. zatrudnionych. W Niemczech przy 3 proc. wydatków na B+R zaledwie 50 osób na 1 tys. pracujących jest samozatrudnionych. W Grecji, przy samozatrudnieniu na poziomie 120 osób na 1 tys. pracujących, wydatki na badania wynoszą niecałe 0,7 proc. PKB, we Włoszech (130 samozatrudnionych na 1 tys. pracujących) 1,3 proc. PKB. Na tym tle Polska – ze swoimi 60 samozatrudnionymi na 1 tys. pracujących i wydatkami na badania i rozwój na poziomie 0,9 proc. PKB – jest słabym średniakiem. […] Warto podkreślić, że małe firmy albo jednoosobowe działalności gospodarcze wszędzie wydają mało na B+R. Nowatorstwo to wbrew pozorom dziedzina dużych firm. […] Polska powinna przyglądać się raczej strategii Szwecji czy Niemiec, a nie Grecji i Portugalii. Mikroprzedsiębiorczość nie może rosnąć zbyt intensywnie, jeżeli myślimy o tworzeniu przewag konkurencyjnych”.

Mądry Norweg po szkodzie

Mądry Norweg po szkodzie

Przykłady z Zachodu i Północy pokazują, że tzw. remunicypalizacja usług publicznych, czyli ich przejmowanie przez władze lokalne po okresie prywatyzacji i podzlecania, przynosi świetne efekty społeczne i ekonomiczne.

Dr Dawid Sześciło pisze na stronie Instytutu Obywatelskiego, że prywatyzacja (w tym kontraktowanie) usług publicznych okazała się mieć tyle skutków ubocznych, że dziś nie sposób obronić tezy, że jest to najlepszy znany sposób zaspokajania potrzeb lokalnych społeczności. Nierzadko jest to sposób najgorszy – powierzając prywatnemu operatorowi zarządzanie samorządową szkołą, wodociągami czy szpitalem, ryzykujemy ograniczenie dostępności usług, wzrost kosztów i spadek jakości.

Sześciło dowodzi, że bodaj najbardziej konsekwentnym i udanym pomysłem na odzyskanie usług publicznych dla lokalnej społeczności może się pochwalić norweskie Trondheim. „Pomysł wyszedł od lokalnej federacji związków zawodowych, która przed wyborami samorządowymi w 2002 r. opracowała i przedstawiła wszystkim partiom politycznym 19-punktowy plan nastawiony głównie na odwrócenie reform, które lokalny system usług publicznych oparły na masowym kontraktowaniu. Wybory zakończyły się zwycięstwem ugrupowań, które wcześniej podpisały się pod większością postulatów związkowców. Szybko przystąpiono do ich realizacji. Miasto odkupiło udziały w sprywatyzowanym miejskim przedsiębiorstwie autobusowym, cofnęło decyzję o sprzedaży prywatnemu inwestorowi sieci miejskich kin i nie przedłużyło kontraktu na prowadzenie przez prywatną spółkę domu opieki dla osób starszych. Zwiększono fundusze na inwestycje w szkołach i wsparcie osób poszukujących pracy. Zadbano też o nowe gwarancje partycypacji obywateli w podejmowaniu kluczowych decyzji dotyczących lokalnego systemu usług publicznych” – pisze badacz z Zakładu Nauki Administracji na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Dodaje, że w Norwegii filozofia odwrotu od polityki outsourcingu przebiła się do programu rządu: w 2005 r., tuż przed wyborami parlamentarnymi, późniejszy premier Jens Stoltenberg ogłosił: „Trondheim jest dla nas inspiracją”.

Dalej czytamy, że w niemieckim Bergkamen sprywatyzowana kilkanaście lat wcześniej spółka odpowiedzialna za odbiór i przetwarzanie odpadów komunalnych została odkupiona przez samorząd, co pozwoliło na spadek o 30 proc. kosztów ponoszonych przez gminę i mieszkańców przy zachowaniu stanu zatrudnienia i poziomu płac w owej spółce. Z kolei w Paryżu już w pierwszym roku po remunicypalizacji zaopatrzenia w wodę miasto zaoszczędziło ponad 30 mln euro, będąc jednocześnie w stanie zredukować opłaty za wodę o 8 proc. Sześciło podaje, że w ślad za stolicą ponad czterdzieści gmin zdecydowało się nie przedłużać umów z operatorami sieci wodociągowej, a ponadto tamtejsze samorządy zaczęły wycofywać się z kontraktów, na podstawie których prywatni przewoźnicy obsługiwali miejskie linie autobusowe.

Z kolei w Finlandii, wedle badań z 2011 r., co najmniej 1/5 samorządów lokalnych zdecydowała się na przywrócenie publicznej kontroli nad przedsiębiorstwami świadczącymi rozmaite usługi, lub na porzucenie outsourcingu na rzecz zapewniania usług przez osoby zatrudniane w przedsiębiorstwach samorządowych (sprzątanie, usługi z zakresu pomocy społecznej, prowadzenie stołówek szkolnych itd.).

„W Polsce możemy znów odebrać naszą »premię za zapóźnienie«, tzn. uniknąć błędów związanych z bezładną prywatyzacją usług publicznych. Nie poszliśmy w tej kwestii jeszcze zbyt daleko, jeśli porównać nas z innymi państwami europejskimi” – pisze dr Sześciło. „W wymarzonej samorządowej kampanii wyborczej ten temat widzę na samym szczycie agendy debaty publicznej. Remunicypalizacja usług publicznych to może mało atrakcyjne hasło na kampanię, ale pomysł, w którym da się ująć niemal wszystkie najważniejsze dla każdego wyborcy sprawy”.