Nowe likwidują stare

Nowe likwidują stare

Raport „Miejsca pracy w sektorze handlu w Poznaniu w latach 1991-2014” potwierdza, że budowa centrów handlowych wcale nie musi się wiązać ze zwiększeniem zatrudnienia w związku z nowymi miejscami pracy.

W latach 1998-2013 otwarto w Poznaniu 8 dużych galerii handlowych o powierzchni przynajmniej 40 tys. mkw. Szacuje się, że jedno takie centrum przynosi 1-2 tys. nowych miejsc pracy, dlatego ich powstanie powinno pociągnąć za sobą zatrudnienie 8-16 tys. pracowników. Niestety „nowe miejsca pracy” niekoniecznie oznaczają zwiększenie zatrudnienia w ogóle. Czasem wręcz przeciwnie: mogą się wiązać z likwidacją dużo większej liczby „starych miejsc pracy”. Tak właśnie się dzieje w przypadku galerii handlowych.

W Poznaniu liczba miejsc pracy w handlu nie tylko nie wzrosła, ale w latach 2007-2012 zaczęła wręcz gwałtownie spadać. Zatrudnienie w tym sektorze spadło z 43,3 tys. osób w 2007 r. do 36,7 tys. w roku 2012. I to pomimo wyraźnego wzrostu PKB na głowę mieszkańca, który wzrósł z 38,7 tys. zł w 2000 r. do 75,8 tys. w 2011 r.

Jak widać galerie handlowe przynoszą negatywne skutki uboczne zarówno w obszarze społecznym (zamieranie centrów miast, zanikanie tkanki miejskiej, banalizacja miejskiej kultury), jak i realnej gospodarki. Na szczęście coraz więcej osób zaczyna to dostrzegać. Według badań aż 84% mieszkańców Poznania jest przeciwnych powstawaniu nowych centrów handlowych. Miejmy nadzieję, że problem zaczną rozumieć samorządowcy w całym kraju. I zaczną podejmować kroki, które sprawią, że miejskie życie wyjdzie ze sterylnych galerii i powróci na ulice naszych miast.

Wspomniany raport można przeczytać tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Miasto „solidarności”

Miasto „solidarności”

Zachęcamy do podpisywania internetowej petycji przeciwko bezprawnej eksmisji gdańskich Romów.

Autorzy listu otwartego do samorządowców zwracają uwagę, że „miasto solidarności” szczyci się ideami demokracji, braterstwa i dialogu, jednak kiedy na jego terenie pojawiają się imigranci, jedyną odpowiedzią władz jest wyburzenie ich mieszkań. „Władze Gdańska konsekwentnie odmawiają dostrzeżenia obecności imigrantów w swoim mieście, nazywając ich »turystami«, a działania eksmisyjne podjęte wobec rodziny rumuńskich Romów porządkowaniem terenu ze śmieci. Zamiast dążyć do dialogu, wysyłają urzędników grożących im deportacją lub odebraniem dzieci, policję, straż miejską oraz straż graniczną” – czytamy.

Jedyną odpowiedzią Urzędu Miasta jest odsyłanie Romów, tymczasem nie ma żadnego konkretnego kraju, do którego mogliby „wrócić”. W wypadku byłych mieszkańców osady przy ul. Bursztynowej powrót „do domu” często nie oznacza już rumuńskich wiosek i miast. Część z nich większość życia spędziła na terenie Polski, ich dzieci urodziły się już nad Wisłą.

„Tylko kilku z nich, poza językiem romani, posługuje się także polskim. Nie potrafią jednak czytać i pisać. Jednocześnie wszystkie czynności urzędowe, które ich dotyczą, są prowadzone w języku polskim, mimo obowiązku zapewnienia im tłumacza. Są ofiarami systemowej dyskryminacji, która odbiera im możliwość korzystania z przysługujących im praw” – dowiadujemy się z listu, w którym znajduje się także przypomnienie, że każdy obywatel Rumunii może korzystać m.in. ze swobodnego, bezwizowego przekraczania granic wewnątrz Unii Europejskiej.

„W trakcie kolejnej nielegalnej eksmisji Romów w dniu 26 sierpnia wiceprezydent miasta Maciej Lisicki przypominał, że reprezentuje władzę wybraną przez mieszkańców. Swoje nielegalne działania tłumaczył wypełnianiem woli społeczeństwa. Nie mówił jednak o woli uzyskanej podczas konsultacji społecznych, mówił o woli wyrażanej w rasistowskich komentarzach pod doniesieniami prasowymi. My, niżej podpisani, stanowczo sprzeciwiamy się legitymizowaniu dyskryminacyjnej polityki wobec imigrantów pseudo-poparciem społecznym. (…) Apelujemy do władz miasta Gdańska o podjęcie rozmów z Romami, innymi mieszkańcami miasta oraz przedstawicielami niezależnych instytucji i zadośćuczynienie krzywd wypędzonej rodzinie. Kiedy władza wydaje 227 mln złotych na budowę Europejskiego Centrum Solidarności, my zbudujmy solidarność sprzeciwu wobec systemowego wykluczenia wszystkich imigrantów”.

List można przeczytać w całości – oraz podpisać – klikając w ten odnośnik. Nasz wywiad poświęcony polityce imigracyjnej można przeczytać tutaj, zaś w numerze 65 opublikujemy obszerny tekst na ten temat.

Rzeczpospolita Niestabilna

Rzeczpospolita Niestabilna

Pomimo nie najgorszego wzrostu gospodarczego (3,3% w II kwartale) oraz niewielkiego spadku bezrobocia (z 12% do 11,9%), rynek pracy w Polsce za nic w świecie nie chce się zamienić w rynek pracownika, a polska praca nie chce stać się bardziej stabilna.

Wyżej wymienione wskaźniki przełożyły się nie na polepszenie sytuacji zatrudnionych, lecz głównie na… wyraźny wzrost obrotów agencji pracy tymczasowej. Agencje zrzeszone w Polskim Forum HR w II kwartale tego roku osiągnęły przychody wyższe aż o 26% w stosunku do analogicznego okresu roku 2013. Liczba zatrudnionych przez nie osób wzrosła w tym okresie o 9%, czyli o ponad 100 tysięcy.

Podobne dane podaje Europejska Konfederacja Prywatnych Agencji Zatrudnienia (Eurociett). Według niej w Polsce wystąpił zdecydowanie największy w Europie wzrost obrotów agencji zatrudnienia z tytułu pracy tymczasowej. Wyniósł on 21% rok do roku. W drugiej Danii wyniósł on już tylko 13%, a trzeba pamiętać, że w tym kraju pracownicy dysponują ogromnym, szczególnie na tle Polski, zabezpieczeniem z tytułu utraty pracy. W pozostałych badanych krajach wspomniany wzrost wynosił zaledwie kilka procent.

Brak stabilności zatrudnienia odbija się na słabszym wzroście produktywności oraz mniejszej skłonności do innowacji oraz podejmowania ryzyka przez pracowników, a więc wpływa negatywnie na całą gospodarkę. Jak widać to akurat pierwsze miejsce w Europie nie powinno cieszyć. Tym bardziej, że to kolejne z całej serii danych wskazujących na to, że mamy prawdopodobnie najmniej stabilny rynek pracy w Europie. Warto przy okazji dodać, że statystyczny polski bezrobotny szuka pracy prawie 13 miesięcy. Trwa to coraz dłużej: w II kwartale br. zajmowało o prawie 10 proc. więcej czasu niż przed rokiem.

Nie mają wody? Niech piją szampana!

Nie mają wody? Niech piją szampana!

Sejmowa podkomisja odrzuciła propozycję zmian w prawie, które miały zniechęcić właścicieli kamienic do ich „czyszczenia” poprzez odcinanie lokatorom wody.

Gazeta.pl pisze, że wspomniana metoda jest nawet skuteczniejsza w zmuszaniu do wyprowadzki niż zastraszanie czy podrzucanie robaków: mało kto wytrzymuje dłużej niż kilka tygodni. Nadzór budowlany może zmusić kamienicznika np. do naprawienia wyciętych rur, ale nie może mu nakazać wznowienia dostaw wody. Dlatego poznański poseł PiS Tadeusz Dziuba zgłosił projekt legislacyjny, który przewidywał, że jeśli w budynku mieszkalnym odcięto celowo wodę i może to zagrażać zdrowiu lub życiu lokatorów, prokuratura na zawiadomienie nadzoru budowlanego będzie występować do sądu z pozwem o uruchomienie instalacji. – „Sąd w ramach zabezpieczenia powództwa mógłby w ciągu kilku dni nakazać właścicielowi włączenie wody. To skutecznie utrudniłoby pracę »czyścicieli«” – przekonywał Dziuba.

Projekt, złożony w Sejmie półtora roku temu, został właśnie rozpatrzony przez powołaną w tym celu podkomisję. Jej przewodniczący, poseł PO Tadeusz Jarmuziewicz, złożył wniosek o odrzucenie projektu, powołując się na negatywnie opinie rządu i sejmowych prawników. Ci ostatni uznali, że zmiany w prawie są niepotrzebne, a bez wody da się żyć. Twierdzili, że mieszkańcy „mogą przynieść wodę do picia z zewnątrz”, „dla zachowania higieny mogą udać się do znajomych lub rodziny”, mogą też się wyprowadzić (sic!).

Z kolei wiceminister infrastruktury Janusz Żbik argumentował, że nadzór budowlany nie ma uprawnień śledczych, a takie są potrzebne, by ocenić, z jakim zamiarem odcięto wodę. Nie przekonały go argumenty posła Dziuby, że inspektorzy nie muszą rozstrzygać, czy zrobiono to celowo, wystarczy, że mieliby takie podejrzenie – dalsze działania podejmowałaby prokuratura.

Karina Bednik, przedstawicielka Ministerstwa Sprawiedliwości, przekonywała, że „zakręcenie kurka trudno uznać za przestępstwo”. Jej również nie przekonał poznański parlamentarzysta, który mówił, że chodzi przecież o wystąpienie na drogę cywilną i że już dziś prokuratorzy mogą to robić – chodzi tylko o to, by w przypadku odcięcia wody mieli taki obowiązek. Merytoryczne wyjaśnienia Dziuby byłby zbywane, np. przez Jarmuziewicza, który w pewnym momencie po prostu mu przerwał („ Mam wrażenie, że nic nowego pan nie doda”). Ostatecznie pięciu na siedmiu posłów zagłosowało za odrzuceniem projektu.

Paweł Łukaszewski, szef poznańskiego nadzoru budowlanego, jest zdania, że uchwalenie propozycji posła PiS stworzyłoby narzędzie szybkiego i skutecznego działania. – „Była szansa powstrzymać »czyścicieli«. Szkoda, że z niej nie skorzystano” – ubolewa.