Ludzie i środowisko ważniejsi niż zyski

Ludzie i środowisko ważniejsi niż zyski

„Nowy Obywatel” i wydające go Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom” znaleźli się wśród organizacji społecznych z całej Europy, które wystosowały wspólne ostrzeżenie przed transatlantyckim traktatem o wolnym handlu (TTIP).

Poniżej publikujemy wspomniane stanowisko w całości.

* * *

Kim jesteśmy?
Jesteśmy szeroką koalicją organizacji społeczeństwa obywatelskiego, które podzielają głębokie zaniepokojenie różnymi zagrożeniami wywoływanymi przez Transatlantyckie Porozumienie Handlowo-Inwestycyjne – TTIP (znane także jako Transatlantyckie Porozumienie o Strefie Wolnego Handlu – TAFTA). Reprezentujemy szerokie spektrum interesów publicznych, w tym dotyczących ochrony środowiska, polityki zdrowotnej, rolnictwa, przestrzegania praw obywatelskich i konsumenckich, ochrony standardów żywnościowych i produkcji rolnej, troski o dobro zwierząt, przestrzegania warunków pracy, praw społecznych i pracowniczych, praw imigrantów, bezrobotnych, spraw kobiet i młodzieży, polityki rozwojowej w krajach Południa, dostępu do informacji publicznej i praw cyfrowych, polityki dotyczącej podstawowych sektorów publicznych, w tym edukacji, uczciwości systemu finansowego i innych dziedzin.

Zdecydowaliśmy się przeciwstawiać przyjętemu sposobowi negocjowania TTIP po to, by doprowadzić do transparentnej i demokratycznej debaty publicznej. Wszystkie zawierane traktaty powinny służyć dobru publicznemu i naszej wspólnej przyszłości.

Czym jest TTIP?
TTIP jest daleko idącym porozumieniem negocjowanym obecnie między Komisją Europejską (w imieniu państw członkowskich UE) a rządem USA. Chodzi w nim nie tyle o handel, gdyż obecnie cła w wymianie między UE a USA są niskie, ale bardziej o regulacje, standardy, uprawnienia przedsiębiorstw i gwarancje inwestycyjne.

Deklarowanym celem TTIP jest zachęcenie do inwestycji bezpośrednich i eliminowanie zbędnych biurokratycznych przeszkód w dostępie do rynków, z korzyścią dla przedsiębiorstw po obydwu stronach Atlantyku.

Jednakże informacje zawarte w stanowiskach kół przemysłowych i gospodarczych wskazują, że za tą retoryką kryje się dążenie do deregulacji, wzmocnienia gwarancji inwestycyjnych i monopoli opartych na tzw. prawach własności intelektualnej, a więc niewątpliwy wyścig do dna. Zapowiadane (ale bardzo wątpliwe) korzyści gospodarcze nie będą odczuwalne dla społeczeństwa jako całości – nawet w przypadku realizacji najbardziej optymistycznych scenariuszy. Wszystko dowodzi, że osiągnięcie celów TTIP zagraża wywalczonym na przestrzeni wieków kluczowym prawom demokratycznym, a także społecznym interesom mieszkanek i mieszkańców UE, USA i reszty świata.

Negocjacje odbywają się zamkniętymi drzwiami, nie towarzyszą im wszechstronne i wyczerpujące konsultacje publiczne. Parlamenty narodowe nie są nawet informowane o stanowisku, jakie zajmuje w nich Komisja. Te strzępy informacji o nim, które zostały ujawnione – lub stały się przedmiotem przecieków – budzą uzasadniony niepokój.

Co nas niepokoi?
• brak przejrzystości i demokratycznych procedur. Czyni to niemożliwym dla obywatelek i obywateli oraz organizacji społecznych monitorowanie negocjacji w celu uwzględniania w traktacie interesu publicznego. Obecnie układ jest wyjątkowo tendencyjny, ponieważ tylko lobbyści kół biznesowych mają uprzywilejowany dostęp do informacji i możliwość wpływu na przebieg negocjacji.
• proponowany rozdział o ochronie inwestycji zawiera przepisy o mechanizmach rozstrzygania sporów między inwestorem i państwem (ISDS), który ma dawać zagranicznym inwestorom prawo do skarżenia państwa, gdyby uznali, że demokratyczne decyzje – podjęte przez instytucje publiczne w interesie publicznym – mogą mieć negatywny wpływ na ich spodziewane zyski. Te mechanizmy opierałyby się na rozstrzygnięciach trybunałów funkcjonujących poza publicznymi systemami sądowniczymi, co podważałoby nasze narodowe i unijne systemy prawne, nasze demokratyczne struktury tworzenia prawa i polityki w interesie publicznym.
• tworzenie nowych, antydemokratycznych struktur zarządzania i procedur mających na celu „zharmonizowanie regulacji”, takich jak Rada Współpracy Regulacyjnej. Te struktury zmieniłyby TTIP w ruchomy cel, „żywe porozumienie”, w dalszym ciągu w ukryciu rozwijane przez urzędników nie posiadających legitymacji płynącej z demokratycznych wyborów oraz przez przedstawicieli wielkiego kapitału. Te niedemokratyczne struktury grozą obniżeniem znaczących norm i zasad, które zostały stworzone dla ochrony interesu publicznego. Mogą też uniemożliwić poprawę tych norm i zasad w przyszłości, niezależenie od tego, czy pojawi się taka potrzeba i wola. Jesteśmy również zaniepokojeni zamiarami umocnienia ochrony i egzekwowania „własności intelektualnej”, co może osłabić nasze prawa do zdrowia, kultury, edukacji i wolności wypowiedzi.

Nasze postulaty:
Opierając się na zasadach solidarności międzynarodowej, sprawiedliwości społecznej i zrównoważonego rozwoju oraz poszanowania praw człowieka, we współpracy z naszymi sojusznikami w USA i innych częściach świata domagamy się:
a) przejrzystości negocjacji: to co proponuje Komisja Europejska, jak i inne dokumenty negocjacyjne, powinny być publicznie dostępne, gdyż tylko to pozwoli na otwartą i krytyczną debatę na temat TTIP.
b) demokratycznych standardów w pracy nad porozumieniem, w tym publicznej kontroli i oceny wynegocjowanych tekstów, co zapewniłoby, że będzie realizowany interes publiczny i co wymaga włączenia w te prace Parlamentu Europejskiego, debaty w parlamentach narodowych, udziału organizacji społeczeństwa obywatelskiego, związków zawodowych i innych zainteresowanych grup.
c) zrezygnowania z ISDS: wszystkie przepisy odwołujące się do mechanizmu rozstrzygania sporów między inwestorem a państwem powinny zostać usunięte z negocjacji, a na ich miejsce nie mogą być wprowadzone podobne mechanizmy (także poprzez odwołanie się do innych, wcześniejszych bądź kolejnych porozumień handlowych) gwarantujące specjalne uprawnienia inwestorom.
d) zrezygnowania z rady współpracy regulacyjnej: wszystkie regulacje funkcjonowania gospodarki, warunki handlu, normy dotyczące wyrobów i produkcji muszą pozostać w rękach demokratycznie kontrolowanych instytucji i procesów.
e) zrezygnowania z deregulacji standardów zabezpieczających i służących interesom publicznym: poziom standardów pracy i polityki społecznej, ochrony praw konsumenckich i polityki zdrowotnej, ochrony środowiska, w tym jego rewitalizacji, dobrostan zwierząt, zdrowa żywność i ekologicznie zrównoważone praktyki rolnicze, przepisy o informowaniu i oznaczaniu produktów, regulacje dotyczące kultury, zdrowia, rynków finansowych i danych osobowych oraz innych praw cyfrowych nie mogą być „harmonizowane” przez przyjmowanie ich najniższego wspólnego poziomu. Wzajemne uznawanie standardów jest nieakceptowalne, jeśli podważa demokratycznie przyjęte normy i zabezpieczenia. Układy handlowe nie mogą wkraczać w uprawnienia państw do szerokiego stosowania zasad ostrożnościowych w trakcie tworzenia prawa.
f) żaden traktat handlowy nie powinien prowadzić do dalszej prywatyzacji i deregulacji usług publicznych. Wybieralne władze muszą mieć swobodę w decydowaniu o dostępności wysokiej jakości edukacji, opieki zdrowotnej i innych usług publicznych. Powinny mieć prawo decydowania o zasadach zamówień publicznych, także takich, które promować będą lokalny rynek pracy i lokalną gospodarkę, a także korzystać z lokalnych zasobów, pozytywnej dyskryminacji, przedsiębiorczości społecznej, zasad zrównoważonego rozwoju i służyć interesowi publicznemu.
g) żaden traktat handlowy nie powinien uniemożliwiać państwom promowania zrównoważonego ekologicznie rolnictwa oraz ochrony tradycyjnego rolnictwa rodzinnego.
h) władze publiczne muszą utrzymać realną władzę i struktury konieczne do ochrony wrażliwych sektorów i zabezpieczenia standardów jakości naszego życia. Żaden traktat handlowy nie powinien stanowić przeszkody dla przestrzegania i egzekwowania przez państwa międzynarodowych standardów pracy, standardów ekologicznych oraz praw człowieka. Natomiast każdy traktat handlowy powinien zawierać wiążący strony rozdział dotyczący zrównoważonego rozwoju, tak aby zachęcał do stosowania tych ważnych norm i standardów oraz pozwalał na stosowanie sankcji za ich naruszanie, gdy wyczerpana zostanie możliwość dialogu i mediacji.

Każdy traktat handlowy UE-USA, obecnie i w przyszłości, powinien sprostać powyższym wymaganiom, być zgodnym z powyższymi zasadami oraz promować współpracę, sprawiedliwość społeczną i równowagę ekologiczną.

* * *

Listę polskich organizacji, które podpisały się pod powyższym stanowiskiem, oryginalny (anglojęzyczny) apel wraz z listą sygnatariuszy z całej Europy oraz dane kontaktowe dla inicjatyw pragnących dołączyć do akcji można znaleźć na stronie UwagaTTIP.pl.

Opublikowany przez nas wywiad nt. TTIP: kliknij tutaj

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Garść nowych informacji o X FO

Garść nowych informacji o X FO

Na stronie październikowej imprezy „Nowego Obywatela” umieściliśmy ciekawe informacje: na temat kolejnego potwierdzonego gościa, pierwszego z patronatów medialnych oraz polecanych tanich noclegów w Łodzi.

Do listy atrakcji Festiwalu dopisaliśmy właśnie spotkanie z Edwinem Bendykiem – kierownikiem Ośrodka Badań nad Przyszłością Collegium Civitas oraz publicystą „Polityki” zajmującym się problematyką cywilizacyjną (m.in. rewolucja cyfrowa i „zielona modernizacja”). Będzie z nim można podyskutować o tym, jak budować trwałe podstawy rozwoju Polski.

Wzmocniła się także promocyjna strona wydarzenia: objął ją patronatem „Tygodnik Solidarność”.

Mamy też dla Was garść ważnych informacji organizacyjnych, począwszy od listy proponowanych miejsc noclegowych. Zapraszamy na stronę imprezy!

Wydarzenie na Facebooku

WAŻNE: Uwadze osób, które ukończyły 16 lat i mieszkają w Łodzi na Bałutach, polecamy wniosek zgłoszony do budżetu obywatelskiego pod numerem B 0034. Mowa o modernizacji sali w osiedlowym domu kultury (Centrum Zajęć Pozaszkolnych nr 1), w której odbywa się m.in. Festiwal Obywatela.

„Czy połowa osób musi wyjść z sądu niezadowolona?”

„Czy połowa osób musi wyjść z sądu niezadowolona?”

Tak brzmi tytuł konferencji, którą Fundacja Court Watch Polska organizuje 30 września w Warszawie. Głównym elementem wydarzenia będzie prezentacja wyników obserwacji dokonanych w ciągu ostatniego roku przez wolontariuszy w sądach w całej Polsce.

Do tej pory w programie wzięło udział ponad 1000 wolontariuszy, którzy korzystając z prawa do udziału publiczności w jawnych rozprawach i posiedzeniach sądowych obserwują je, a następnie przesyłają swoje spostrzeżenia Fundacji dzięki ujednoliconemu kwestionariuszowi. Na ich podstawie powstał raport, którego egzemplarz otrzyma każdy uczestnik konferencji.

Zarejestruj się już dziś!

Wydarzenie na Facebooku

W tym roku kluczowym zagadnieniem omawianym na konferencji będzie kwestia sprawiedliwości proceduralnej. Koncepcja ta, rozwijana od lat 70. na gruncie psychologii społecznej, mówi, że sposób potraktowania stron ma znaczenie dla oceny sprawiedliwości wyroku.

Wstęp na konferencję jest wolny. Zachęcamy do zabrania głosu i polemiki z panelistami.

Konferencja odbędzie się w siedzibie Fundacji im. Stefana Batorego, przy ul. Sapieżyńskiej 10a, w godz. 12:00-17:00.

Nasz tekst na temat oddolnego monitoringu sądów

Zapis wideo spotkania z przedstawicielami Fundacji Court Watch Polska

Śmieciowe pogotowie

Śmieciowe pogotowie

Ratownicy medyczni, zmuszani do pracy na kontraktach, czyli w charakterze jednoosobowych firm świadczących usługi pogotowiu, skarżą się na brak elementarnej stabilizacji zawodowej.

„Gazeta Wyborcza” podaje przykład Ewy, które pracuje w Wojewódzkim Pogotowiu Ratunkowym w Katowicach. Obawia się, że gdyby zaszła w ciążę, musiałaby zrezygnować z dyżurów, a ponieważ pracuje na kontrakcie, w ogóle straciłaby jakiekolwiek dochody – zostałby jej tylko niewielki zasiłek z ZUS. Nikt nie wie, ile jest w Polsce ratowników medycznych, ale wiadomo, że jest ich na tyle dużo, że kiedy komuś nie podoba się dyżurować za 11 zł na godzinę, to szefowie straszą go, że są chętni na jego miejsce gotowi robić to za 8 zł – przekonuje gazeta.

Szefowie WPR w Katowicach też używają takich argumentów, jednak w porównaniu z innymi stacjami płacą całkiem dobrze: 24 zł za godzinę. Jednocześnie są to gorsze warunki niż w przypadku umowy o pracę. – „Na etacie miałam 13, 14 dyżurów w miesiącu i zarabiałam od 2 do 2,5 tys. zł miesięcznie. Teraz sama muszę płacić ZUS, ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej i podatek. Żeby zarobić tyle co przedtem, muszę więc brać co najmniej 19, 20 dyżurów w miesiącu” – mówi Ewa.

– „Lekarze na kontraktach zarabiają spore pieniądze, coś odłożą na czarną godzinę. My nie mamy z czego odłożyć. Jeśli się rozchoruję, to rodzina zostanie bez środków do życia. Zresztą, jak człowiekowi dadzą tylko pięć dyżurów w miesiącu, wychodzi na to samo. Co wtedy robić? Dać dzieciom jeść czy opłacić ZUS?” – narzeka Józef, który żałuje, że został ratownikiem. Wyjaśnia, że szpitale, które zatrudniają pielęgniarki na kontraktach, gwarantują im w umowach minimalną liczbę dyżurów w miesiącu, np. 15. Zatrudnieni na kontraktach w WPR nie mają takiej gwarancji, dlatego jeśli ktoś np. podpadnie szefom, to może nie dostać ani jednego dyżuru w miesiącu. Jednocześnie ratowników wiąże zapisany w kontrakcie zakaz pracy dla konkurencji. – „Kontrakt jest skonstruowany jak pułapka. Nie mogę go nawet nikomu pokazać, bo znajduje się w nim zapis, że jest tajny” – mówi Józef.

W tej chwili z prawie 700 ratowników zatrudnionych w WPR na kontraktach jest już 40 proc. – „Tak niestety dzieje się wszędzie w Polsce. Oszczędza się na ratownikach, bo jest ich dużo” – przyznaje Jarosław Gucwa, ekspert w dziedzinie ratownictwa medycznego. Tymczasem stacje pogotowia wcale nie muszą ciąć kosztów, gdyż są finansowane bezpośrednio z budżetu, i to naprawdę nieźle. Przykładowo, za utrzymanie w gotowości do wyjazdów karetki podstawowej (bez lekarza, tylko dwóch ratowników) dostają ponad 3 tys. zł na dobę. Dyrektorzy mówią wprost, że nie muszą oszczędzać, ale robią to, bo dzięki temu zwiększają zysk swoich placówek. Urzędy marszałkowskie chwalą szefów takich jednostek, a zgłaszane im wątpliwości w sprawie formy zatrudnienia nie robią na nich wrażenia. Ratownicy nie poskarżą się inspekcji pracy, bo nie może ona kontrolować kontraktów.

– „Taki wyzysk w ochronie zdrowia nie da się niczym usprawiedliwić” – komentuje etyk prof. Zbigniew Szawarski. Zdaniem prof. Wiesławy Kozek, która bada zatrudnienie w ochronie zdrowia, odpowiedzialni za sytuację są ministrowie i władze samorządowe. – „W grę rynkową wrzucono zawody, od których zależy nasz los: zdrowie i życie. Ratownicy medyczni, tak jak lekarze i pielęgniarki, powinni mieć poczucie stabilizacji w pracy. Nie mają go. Zatrudnieni na kontraktach nie mogą nawet zastrajkować” – mówi prof. Kozek.