Niekonstytucyjne podatki

Niekonstytucyjne podatki

Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego wysokość kwoty wolnej od podatku, która jest według niej tak niska, że aż sprzeczna z konstytucyjną zasadą sprawiedliwości społecznej.

Wyborcza.biz przypomina, że obecnie kwota wolna od podatku wynosi w Polsce 3091 zł, co oznacza, że jest ponad dwukrotnie mniejsza od kryterium dochodowego uprawniającego do pomocy socjalnej, które w przeliczeniu na rok wynosi 6504 zł (czyli 542 zł miesięcznie). W związku z tym dochodzi do paradoksalnej sytuacji, w której potrzebujący z jednej strony mogą być uprawnieni do zasiłków z pomocy społecznej, a z drugiej wymagany jest już od nich podatek dochodowy.

Innym aspektem, na który zwraca uwagę Irena Lipowicz, jest zamrożenie poziomu kwoty wolnej od roku 2008. A tymczasem skumulowany wskaźnik inflacji w okresie 2008-2014 wyniósł 17,9%, tak więc o tyle też przynajmniej powinna zostać podniesiona kwota wolna. Tymczasem w tym okresie jej wysokość ani drgnęła.

Kwota wolna od podatku jest w Polsce najniższa ze wszystkich państw Unii Europejskiej, które ją stosują. Jej wysokości nawet nie da się porównać z krajami zachodniej Europy. Przykładowo w Niemczech wynosi ona w przeliczeniu ponad 30 tys. zł, co oznacza, że jest 10 razy większa, pomimo że niemiecka średnia płaca jest wyższa ok. 4 razy. W Hiszpanii jest ona jeszcze wyższa i wynosi ok. 74 tys. zł, co oznacza, że jest większa aż 24-krotnie. Jednak nie tylko w porównaniu do państw tzw. starej Unii Polska wypada blado. Kwota wolna od podatku w Chorwacji, a więc u najmłodszego członka UE, wynosi ponad 14 tys. złotych, czyli jest 4,5 razy wyższa.

Podniesienie kwoty wolnej od podatku byłoby ważnym krokiem w kierunku bardziej progresywnego systemu podatkowego, gdyż obecnie ma on charakter linowy lub nawet, co zauważają niektórzy komentatorzy, regresywny (czyli bogatsi płaca proporcjonalnie mniej). Straty budżetowe z tego tytułu będzie można powetować np. poprzez obniżenie progu dochodowego dla górnej stawki podatku dochodowego oraz ewentualne wprowadzenie trzeciej, najwyższej stawki.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Po co wyrównywać szanse? Po to

Po co wyrównywać szanse? Po to

Wyniki tegorocznych egzaminów gimnazjalnych dobrze odzwierciedlają poziom nierówności edukacyjnych, będących ważnym źródłem nierówności innego rodzaju, np. związanych z perspektywami na rynku pracy.

„Dziennik Gazeta Prawna” pisze, że za rozwiązane zadania na egzaminie z jęz. polskiego gimnazjalista z miasta powyżej 100 tys. mieszkańców dostawał w 2014 r. średnio 71 proc. możliwych do zdobycia punktów, jego rówieśnik ze wsi – 66. W przypadku umiejętności matematycznych było to odpowiednio 52 i 45 proc., wiedzy przyrodniczej – 55 i 51 proc. Największą różnicę widać w testach z języków, szczególnie angielskiego: między uczniami ze wsi i z dużych miast jest aż 13 p. proc. różnicy. Co więcej, statystyczna przepaść pogłębia się, jeśli pod uwagę weźmiemy nie średnią wyników, a medianę – wtedy różnica wyniesie ponad 20 p. proc.

– „To jest zjawisko, które obserwujemy od dawna, zwłaszcza jeśli chodzi o język angielski” – komentuje Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, zastrzegając, że i w małych miejscowościach są placówki, które świetnie uczą. – „To, że dzieci w małych miejscowościach osiągają statystycznie gorsze wyniki, jest ogólną prawidłowością. Tak samo jest w Stanach Zjednoczonych czy w Finlandii. W większych miastach jest większy dostęp do kapitału kulturowego. To powoduje lepsze wyniki” – komentuje prof. Maria Mendel, pedagog z Uniwersytetu Gdańskiego. Prof. Tomasz Szkudlarek, który zajmuje się filozofią wychowania, dodaje, że w środowiskach, gdzie nie ma silnej presji na edukację i osiągnięcia, większość uczniów nie osiąga wysokich wyników.

Gazeta przywołuje badania uwarunkowań decyzji edukacyjnych przeprowadzone na zlecenie Szkoły Głównej Handlowej. Ankieterzy przepytali 60 tys. osób i okazało się, że najważniejsze są aspiracje rodziców i wykształcenie ojca. Jeśli nie miał on skończonej szkoły średniej, dziecko ma jedynie minimalne szanse na ukończenie studiów. Jeśli natomiast ojciec był magistrem lub inżynierem, jego pociecha niemal na pewno nie spadnie poniżej tego poziomu.

Polecamy nasz wywiad z prof. Szkudlarkiem na temat konfliktów klasowych w polskiej edukacji: kliknij tutaj

Praca bez umowy

Praca bez umowy

Pracodawcy przed dopuszczeniem pracownika do pracy nadal nie będą musieli potwierdzać na piśmie warunków zatrudnienia – uprzedza „Dziennik Gazeta Prawna”. Sejmowa komisja nadzwyczajna ds. zmian w kodyfikacjach zarekomendowała odrzucenie projektu nowelizacji Kodeksu pracy, złożonego przez Janusza Śniadka, posła PiS, byłego przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

W chwili obecnej firma musi dopełnić taki obowiązek najpóźniej pierwszego dnia pracy, co sprzyja nieuczciwym przedsiębiorcom, którzy w razie kontroli Państwowej Inspekcji Pracy twierdzą, że osoba wykonująca obowiązki bez umowy jest w pracy pierwszy dzień i firma do końca dnia podpisze z nią umowę. To sposób na unikanie opodatkowania wynagrodzenia i innych świadczeń ze stosunku pracy oraz opłacania składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne.

Projekt poselski przewidywał, że jeżeli umowa nie została zawarta z zachowaniem formy pisemnej, pracodawca powinien przed dopuszczeniem zatrudnionego do pracy potwierdzić na piśmie ustalenia co do stron umowy, jej rodzaju oraz warunków.

– „Obecna koalicja uznała za dogmat iż niskie płace to warunek konkurencyjności, a Państwowa Inspekcja Pracy pozbawiona jest instrumentów umożliwiających wykrywanie i ograniczanie szkodliwego dla gospodarki i rynku pracy zjawiska świadczenia pracy bez nawiązania stosunku pracy. W razie kontroli regułą jest tłumaczenie, że pracownicy nie posiadają jeszcze umów o pracę, ponieważ jest to ich pierwszy dzień w pracy” – mówi Śniadek i dodaje, że projekt zmiany najpewniej przeleży w sejmowej zamrażarce do końca kadencji Sejmu.

– „Odrzucenie tak oczywistej i racjonalnej zmiany pokazuje, że rządząca koalicja wbrew deklaracjom nie chce przeciwdziałać patologiom na rynku pracy. Trudno zrozumieć, co jest tego powodem, czy silne lobby pracodawców, czy może fakt, że zgłasza to opozycja?” – komentuje Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

 

Festiwal Obywatela: jest dobrze

Festiwal Obywatela: jest dobrze

Impreza dla współtwórców i sympatyków „Nowego Obywatela” zyskała kolejnego, ostatniego już panelistę, którym jest dr hab. Tomasz Grosse. Wzbogaciła się także o dwóch partnerów merytorycznych – są nimi Fundacja im. Heinricha Boella oraz Porozumienie Ruchów Miejskich.

Tomasz Grosse jest profesorem Instytutu Studiów Politycznych PAN specjalizującym się w problematyce rozwoju regionalnego, studiach europejskich i zarządzaniu w administracji publicznej. Dołączył on do naszego panelu dyskusyjnego na temat stanu państwa oraz bilansu transformacji ustrojowej. Wcześniej nasze zaproszenie do tego punktu programu przyjęli dr hab. Ryszard Bugaj i dr hab. Zdzisław Krasnodębski.

Z kolei wspomniani partnerzy merytoryczni imprezy to odpowiednio zielona fundacja polityczna oraz koalicja oddolnych stowarzyszeń mieszkańców i mieszkanek dwunastu polskich miast. Fundacja im. Boella wspiera rozwój społeczeństwa obywatelskiego poprzez realizację projektów z zakresu demokracji i praw człowieka, polityki międzynarodowej oraz zapobiegania zmianom klimatycznym, Porozumienie Ruchów Miejskich dąży do demokratyzacji lokalnych samorządów, zawłaszczonych przez zawodowych polityków, oraz do rozwoju społecznego miast.

Tradycyjnie zachęcamy do odwiedzania strony Festiwalu, na której zgromadzone są wszystkie najważniejsze informacje o imprezie.