Obywatelka Roku 2014

Obywatelka Roku 2014

Podczas X Festiwalu Obywatela redakcja „Nowego Obywatela” przyznała prof. Leokadii Oręziak tytuł Obywatelki Roku za niezłomne i wytrwałe nagłaśnianie szkodliwości systemu Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Od bieżącego roku redakcja „Nowego Obywatela” postanowiła przyznawać coroczną nagrodę „Obywatela/Obywatelki Roku” dla osób szczególnie zasłużonych z punktu widzenia wartości bliskich etosowi naszego czasopisma i środowiska. Pierwszą z nagrodzonych osób jest prof. Leokadia Oręziak.

10zar_ptak

Wyróżnienie oraz okolicznościowa grafika autorstwa Marii Apoleiki są sposobem, na jaki nasz skromny kwartalnik chciał wyrazić uznanie dla aktywności naukowej i publicznej Pani Profesor. Laureatka od lat wytrwale badała i nagłaśniała negatywne skutki, jakie przynosił budżetowi państwa oraz ubezpieczonym system bazujący na Otwartych Funduszach Emerytalnych. Taka postawa wymagała dużej siły charakteru i bezkompromisowego przywiązania do misji publicznej naukowca, gdyż prawda o „systemie OFE” była zakrzykiwana przez neoliberalnych ekonomistów i media głównego nurtu, łączących dogmatyczną wiarę w wyższość „prywatnego” i w giełdę z czerpaniem profitów ze współpracy z sektorem finansowym. Pani Profesor głosiła swoje poglądy bez wahania, mimo groźby ostracyzmu ze strony establishmentu naukowego i medialnego.

W tym roku antyspołeczna reforma emerytalna została w znacznej mierze zrewidowana pod presją rosnącego na jej skutek długu publicznego oraz przebijających się informacji na temat nieetycznych praktyk, patologicznych mechanizmów oraz kiepskich osiągów inwestycyjnych prywatnych ubezpieczycieli emerytalnych. Prof. Oręziak, która jako naukowiec oraz popularyzatorka ekonomii zrobiła najwięcej dla opisania i nagłośnienia kompromitujących dla OFE faktów, miała w dokonanych zmianach fundamentalny udział. Co istotne, jej żmudna i często niewdzięczna aktywność publiczna wydaje piękne owoce nie tylko w Polsce – od wiosny br. Pani Profesor doradza władzom Chile w kwestii demontażu skompromitowanego kapitałowego systemu emerytalnego.

Pani Profesor, dziękujemy!

Nasze wywiady z Leokadią Oręziak: 2011 r., 2013 r.

Nasza audycja radiowa z udziałem ekonomistki: kliknij

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pendolino dla krezusów

Pendolino dla krezusów

Poznaliśmy ceny biletów obowiązujących w zakupionych za bagatela 400 mln euro (czyli znacznie ponad 1,5 mld zł) pociągach Pendolino. Delikatnie mówiąc nie należą one do tanich.

Przeciętna opłata za jazdę takim składem oscyluje w okolicach 130 zł. Przeciętny pasażer jadąc z południa Polski nad morze zapłaci jeszcze więcej, bo ok. 170 zł. W kraju, w którym najczęstsza pensja (dominanta) wynosi trochę ponad 1500 zł „na rękę” takie ceny dla bardzo dużej części Polaków będą zaporowe. Tak więc za grube publiczne pieniądze zakupiliśmy zabawkę dla najbogatszej części społeczeństwa, na którą zrzuciliśmy się wszyscy. Inaczej mówiąc, mamy do czynienia z kolejnym przykładem odwróconej redystrybucji – od biednych do bogatych – w której Polska przoduje.

Spółka PKP Intercity, która będzie obsługiwać linie z Pendolino, łaskawie zlitowała się nad mniej zamożną większością społeczeństwa i zaoferowała na każde połączenie pulę tanich biletów SuperPromo, w cenie ok. 50 zł (lub 100 zł z południa nad morze). Ich liczba będzie ograniczona, więc trzeba będzie je wykupić z wyprzedzeniem. W związku z tym, że wspomniana pula wyniesie całe 20 biletów na połączenie (sic!), to ktoś, kto będzie się wybierał Pendolino na Sylwestra, o tanim bilecie będzie musiał pewnie pomyśleć w okolicach Wielkanocy.

To nie wszystkie atrakcje, które zapewni nam przewoźnik. Otóż na pokładzie Pendolino nie będzie można zakupić biletów. W zamian za to będzie można dostać ogromną karę za jazdę bez biletu, wynoszącą 650 zł. Na szczęście PKP Intercity nie przewiduje na razie wyrzucania „nielegalnych” pasażerów z pędzącego pojazdu.

Pendolino wpisuje się w niezrównoważony rozwój Polski. Innym przykładem są autostrady: jedne z najdroższych w Europie, omijane szerokim łukiem przez wielu mniej zamożnych kierowców. Tymczasem zamiast Pendolino i autostrad moglibyśmy zmodernizować konwencjonalny tabor kolejowy i zbudować więcej kilometrów dróg ekspresowych. Czas zrozumieć, że prawdziwy rozwój to polepszanie jakości życia całego społeczeństwa, a nie wąskiej grupy wybrańców.

Wyludniona i stara Polska

Wyludniona i stara Polska

Wyludniamy się w alarmującym tempie. Jest nas już mniej niż 36,5 mln, ostrzega „Rzeczpospolita”, powołując się na ostatnie dane Eurostatu.

Eksperci podkreślają, że dane Eurostatu są bardziej wiarygodne niż Głównego Urzędu Statystycznego, ponieważ urząd stosuje metodologię ludności faktycznej, która nie uwzględnia emigrantów. Tymczasem w ostatnich latach wyjechało z kraju ponad 1,5 mln obywateli.

Według ostatniego raportu GUS „Prognoza ludności na lata 2014-2050” taką liczbę ludności mieliśmy osiągnąć dopiero po 2030 r. W 2050 r. ma być w Polsce 33,95 mln mieszkańców, czyli aż o 4,6 mln mniej niż obecnie.

– „Polska nie jest krajem przyjaznym dla obywateli i płacimy za to dramatyczna cenę” – komentuje prof. Krystyna Iglicka, rektor Uczelni Łazarskiego. Eksperci podkreślają, że Polacy, by zostać w kraju i mieć dzieci muszą poczuć, że są faktycznie u siebie. Potrzebne jest szeroko pojęte poczucie bezpieczeństwa, nie tylko socjalnego, ale też przyjazne urzędy i instytucje.

Z reportu wynika, że nawet gdyby wskaźnik dzietności wzrósł do 2,1, to i tak liczba Polaków będzie się kurczyć. I nadal będziemy się starzeć. „Przy tak znacznym zniekształceniu struktury populacji proces odbudowy demograficznej jest procesem powolnym i wymaga konsekwentnych zmian”. GUS podkreśla, że potrzebne są bardzo poważne zmiany. Musiałyby one dotyczyć nie tylko polityki na rzecz wzrostu liczby dzieci, ale również zatrzymania wyjazdów młodych ludzi za granicę, a także nakłonienia tych co wyjechali do powrotu. Aby tak się stało, Polska musi stać się krajem bardziej przyjaznym dla swoich obywateli. Póki co eksperci powtarzają, że w Polsce niemal w każdej dziedzinie, za którą odpowiada państwo, obywatel czuje się co najmniej niepewnie.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Skok na socjal

Skok na socjal

Polskie gangi znalazły nowy sposób wyzyskiwania rodaków. Wciąż opiera się on na wywożeniu pobratymców do zachodnich krajów, jednak tym razem nie do niewolniczej pracy, ale do… wyłudzania świadczeń społecznych.

Nieznający miejscowego języka Polacy są wabieni, najczęściej do Wielkiej Brytanii, perspektywą dostania pracy, a następnie dostają do podpisu sterty dokumentów. Następnie gangsterzy informują wywiezionych rodaków, że jednak nie ma dla nich pracy i „proponują” (czasem przy użyciu takich argumentów, jak pięści i kastety) powrót do Polski. Podpisane dokumenty okazują się wnioskami o pomoc socjalną, które, jeśli zostaną zaakceptowane, przynoszą bandytom stabilny i całkiem niezły dochód. A Polakom wstyd i zawiedzione nadzieje.

Według danych, na które powołuje się „Gazeta Wyborcza”, rekordzista zarobił na jednej osobie 100 tys. funtów, czyli ponad pół miliona złotych. Na te informacje należy jednak patrzeć z dystansem – oznaczałyby one, że na brytyjskim „socjalu” można zostać polskim milionerem, a to raczej nie do końca prawda. Faktem jest, że szukający lepszego życia Polacy przywożeni na Wyspy w charakterze „słupów” są dla przestępców kurami znoszącymi złotej jaja.

Jak widać polscy pracownicy nigdzie nie mogą zaznać spokoju. We własnym kraju są często wykorzystywani przez nieuczciwych przedsiębiorców (według Międzynarodowej Organizacji Pracy Polska pod względem przestrzegania praw pracowniczych jest na szarym końcu w Europie), a poza jego granicami przez rodzime gangi. Zbyt często niestety mamy do czynienia z sytuacją, że Polak Polakowi wilkiem.