Rzeczpospolita Mniej Bananowa

Rzeczpospolita Mniej Bananowa

Sejm zadecydował dziś, że od 1 stycznia 2016 wszystkie umowy-zlecenia będą objęte obowiązkową składką ZUS. Z kolei od 1 stycznia 2015 r. ozusowane będą dochody osób zasiadających w radach nadzorczych.

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił rangę ustawy oraz wskazał, że po raz pierwszy wprowadzane jest oskładkowanie umów członków rad nadzorczych, co tylko w najbliższym roku ma przynieść Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych dodatkowe 350 mln zł. Dodał, że oprócz tego w ustawie są ważne rzeczy dotyczące ubezpieczania się zarówno w ZUS jak i w KRUS, jeśli uzyskuje się dochody do wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia.

Co szczególnie ważne, nowela uniemożliwia zawieranie podwójnych umów w taki sposób, aby unikać ozusowania (jak dotąd jest to możliwe dzięki zawarciu dwóch umów: jednej na niską kwotę, od której odprowadzana jest niska składka i drugiej z wyższą kwotą, która nie jest oskładkowana).

Za rządową nowelizacją ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw głosowało 419 posłów, 8 było przeciwnych, 2 wstrzymało się od głosu. Zmianę w prawie pozytywnie oceniły związki zawodowe.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kosztowna próba oszczędzania

Kosztowna próba oszczędzania

Nowy minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk podpisał rozporządzenie przywracające działalność 41 sądów rejonowych, spośród 79 zlikwidowanych przez Jarosława Gowina. Kolejne 34 placówki zostaną przywrócone w 2016 r.

Oznacza to, że struktura sądownictwa niemal powróci do stanu sprzed lekkomyślnych działań krakowskiego intelektualisty. Niestety, całe to zamieszanie kosztowało już polskie państwo sporo pieniędzy, związanych chociażby ze zmianą szyldów, pieczątek czy sygnatur spraw. A także sporo nerwów najbardziej zainteresowanych osób.

Gowinowska próba restrukturyzacji sądów rejonowych doprowadziła do wielu absurdalnych sytuacji. W jej następstwie mieszkańcy niektórych miejscowości musieli dojeżdżać do swojego sądu nawet 100 km w jedną stronę. Co więcej, wielu pracowników tych sądów musiało zwolnić się z pracy, gdyż codzienne dojazdy na znaczne odległości przy pensji ok. 1700 zł nie były dla nich możliwe. „Reforma” na szczęście nie zdążyła całkowicie sparaliżować pracy wymiaru sprawiedliwości.

Próbkę tego, do czego prowadzi zmniejszanie liczby sądów, stanowią efekty całkiem niedawnego ograniczenia liczby wydziałów pracy w sądach rejonowych. W połowie maja 2012 r. – rok po likwidacji 74 wydziałów pracy – upublicznione zostały dane ukazujące, że średni czas rozstrzygania spraw z zakresu prawa pracy w skali całego kraju wydłużył się z 4,6 miesiąca do 5,1 miesiąca. Rekordowy wzrost nastąpił w okręgu lubelskim – z 2,5 miesiąca do 5,2 miesiąca. Więcej o negatywnych efektach zmniejszenia liczby sądów pisał w ostatnim numerze „Nowego Obywatela” Karol Trammer.

Reforma Gowina to sztandarowy przykład próby oszczędzania, której jedynym efektem jest generowanie dodatkowych kosztów. Swojego czasu podobne działania doprowadziła do perfekcji Margaret Thatcher, której podyktowane dążeniem do oszczędności zamykanie oraz prywatyzowanie licznych zakładów pracy (np. w górnictwie) doprowadziło do… wyraźnego wzrostu ogólnych wydatków budżetowych, głównie dotyczących służb porządkowych. Zamiast więc czasowo dofinansować miejsca pracy w przeżywających kłopoty zakładach, Żelazna Dama wolała łożyć na policjantów pałujących bezrobotnych. Mając na uwadze fakt, że Thatcher jest idolką Gowina, i tak powinniśmy się cieszyć, że skończyło się jedynie na dojeżdżaniu 100 km do sądu rejonowego…

Organizacja wymiaru sprawiedliwości to jedno z absolutnie fundamentalnych zadań państwa. Skoro nawet w stosunku do sądów zaczynamy (nieudolnie) stosować kryteria ekonomiczne, to następnym krokiem może być już tylko ich prywatyzacja.

Obywatelka Roku 2014

Obywatelka Roku 2014

Podczas X Festiwalu Obywatela redakcja „Nowego Obywatela” przyznała prof. Leokadii Oręziak tytuł Obywatelki Roku za niezłomne i wytrwałe nagłaśnianie szkodliwości systemu Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Od bieżącego roku redakcja „Nowego Obywatela” postanowiła przyznawać coroczną nagrodę „Obywatela/Obywatelki Roku” dla osób szczególnie zasłużonych z punktu widzenia wartości bliskich etosowi naszego czasopisma i środowiska. Pierwszą z nagrodzonych osób jest prof. Leokadia Oręziak.

10zar_ptak

Wyróżnienie oraz okolicznościowa grafika autorstwa Marii Apoleiki są sposobem, na jaki nasz skromny kwartalnik chciał wyrazić uznanie dla aktywności naukowej i publicznej Pani Profesor. Laureatka od lat wytrwale badała i nagłaśniała negatywne skutki, jakie przynosił budżetowi państwa oraz ubezpieczonym system bazujący na Otwartych Funduszach Emerytalnych. Taka postawa wymagała dużej siły charakteru i bezkompromisowego przywiązania do misji publicznej naukowca, gdyż prawda o „systemie OFE” była zakrzykiwana przez neoliberalnych ekonomistów i media głównego nurtu, łączących dogmatyczną wiarę w wyższość „prywatnego” i w giełdę z czerpaniem profitów ze współpracy z sektorem finansowym. Pani Profesor głosiła swoje poglądy bez wahania, mimo groźby ostracyzmu ze strony establishmentu naukowego i medialnego.

W tym roku antyspołeczna reforma emerytalna została w znacznej mierze zrewidowana pod presją rosnącego na jej skutek długu publicznego oraz przebijających się informacji na temat nieetycznych praktyk, patologicznych mechanizmów oraz kiepskich osiągów inwestycyjnych prywatnych ubezpieczycieli emerytalnych. Prof. Oręziak, która jako naukowiec oraz popularyzatorka ekonomii zrobiła najwięcej dla opisania i nagłośnienia kompromitujących dla OFE faktów, miała w dokonanych zmianach fundamentalny udział. Co istotne, jej żmudna i często niewdzięczna aktywność publiczna wydaje piękne owoce nie tylko w Polsce – od wiosny br. Pani Profesor doradza władzom Chile w kwestii demontażu skompromitowanego kapitałowego systemu emerytalnego.

Pani Profesor, dziękujemy!

Nasze wywiady z Leokadią Oręziak: 2011 r., 2013 r.

Nasza audycja radiowa z udziałem ekonomistki: kliknij

Pendolino dla krezusów

Pendolino dla krezusów

Poznaliśmy ceny biletów obowiązujących w zakupionych za bagatela 400 mln euro (czyli znacznie ponad 1,5 mld zł) pociągach Pendolino. Delikatnie mówiąc nie należą one do tanich.

Przeciętna opłata za jazdę takim składem oscyluje w okolicach 130 zł. Przeciętny pasażer jadąc z południa Polski nad morze zapłaci jeszcze więcej, bo ok. 170 zł. W kraju, w którym najczęstsza pensja (dominanta) wynosi trochę ponad 1500 zł „na rękę” takie ceny dla bardzo dużej części Polaków będą zaporowe. Tak więc za grube publiczne pieniądze zakupiliśmy zabawkę dla najbogatszej części społeczeństwa, na którą zrzuciliśmy się wszyscy. Inaczej mówiąc, mamy do czynienia z kolejnym przykładem odwróconej redystrybucji – od biednych do bogatych – w której Polska przoduje.

Spółka PKP Intercity, która będzie obsługiwać linie z Pendolino, łaskawie zlitowała się nad mniej zamożną większością społeczeństwa i zaoferowała na każde połączenie pulę tanich biletów SuperPromo, w cenie ok. 50 zł (lub 100 zł z południa nad morze). Ich liczba będzie ograniczona, więc trzeba będzie je wykupić z wyprzedzeniem. W związku z tym, że wspomniana pula wyniesie całe 20 biletów na połączenie (sic!), to ktoś, kto będzie się wybierał Pendolino na Sylwestra, o tanim bilecie będzie musiał pewnie pomyśleć w okolicach Wielkanocy.

To nie wszystkie atrakcje, które zapewni nam przewoźnik. Otóż na pokładzie Pendolino nie będzie można zakupić biletów. W zamian za to będzie można dostać ogromną karę za jazdę bez biletu, wynoszącą 650 zł. Na szczęście PKP Intercity nie przewiduje na razie wyrzucania „nielegalnych” pasażerów z pędzącego pojazdu.

Pendolino wpisuje się w niezrównoważony rozwój Polski. Innym przykładem są autostrady: jedne z najdroższych w Europie, omijane szerokim łukiem przez wielu mniej zamożnych kierowców. Tymczasem zamiast Pendolino i autostrad moglibyśmy zmodernizować konwencjonalny tabor kolejowy i zbudować więcej kilometrów dróg ekspresowych. Czas zrozumieć, że prawdziwy rozwój to polepszanie jakości życia całego społeczeństwa, a nie wąskiej grupy wybrańców.