Polska – kraj złej pracy

Polska – kraj złej pracy

OECD opublikowała coroczny raport na temat rynków pracy państw członkowskich. Niestety, Employment Outlook 2014 jest druzgocący dla Polski, która wypada źle lub bardzo źle w większości kategorii.

Uznając nasze „zasługi” na tym polu Organizacja zaliczyła Polskę do grupy państw, w których praca jest najgorsza. Znaleźliśmy się w niej wspólnie m.in. z Grecją, Turcją, Słowacją i Węgrami. Na przeciwległym biegunie, jak nietrudno się domyślić, znalazły się takie kraje jak Norwegia, Finlandia czy Holandia.

Na 32 państwa członkowskie Polska zajęła 26. miejsce pod względem wysokości zarobków, 23. pod względem egalitarności pensji, 25. w przypadku ryzyka bezrobocia, 26. jeśli chodzi o świadczenia dla osób bezrobotnych oraz 28. pod względem wymagań pracodawców. Jak widać występuje tu kilka wyjątkowo nieprzyjemnych zbieżności – żałośnie niskim świadczeniom dla bezrobotnych towarzyszy dosyć wysokie ryzyko bezrobocia, natomiast bardzo niskie płace idą w parze z bardzo wysokimi wymaganiami pracodawców wobec pracowników. Wystarczy rzut oka na ten układ współwystępowania, by dojść do wniosku, że sytuacja pracowników jest nad Wisłą bez mała koszmarna.

Polska znalazła w samym „czubie” państw z wysokim odsetkiem pracowników odczuwających stres w pracy. Jest ich w naszym kraju aż 53%. Wśród członków OECD więcej jest ich tylko w Turcji (67,5%) oraz Grecji (58%). Nic dziwnego, skoro pod względem zabezpieczenia na wypadek bezrobocia nasz kraj znajduje się na drugim końcu listy – jego przeciętna wysokość wynosi w Polsce… 19% ostatniej pensji. Tymczasem w krajach skandynawskich wspomniany wskaźnik dochodzi do 80% (w pierwszej Finlandii przeciętne zabezpieczenie tracącego pracę to 79% ostatniej wypłaty). Trudno się dziwić, że ponad połowa polskich pracowników potrzebuje leków na uspokojenie.

Możemy się tylko zastanawiać, jak bardzo takie warunki zatrudnienia odbijają się na wydajności oraz innowacyjności Polaków. A przecież podobno to przez niską wydajność nasze zarobki tak odbiegają od wynagrodzeń w innych państwach UE. Jak widać polscy pracodawcy najpierw stworzyli jedne z najgorszych warunków pracy w cywilizowanym świecie, a następnie dodatkowo obciążają pracowników skutkami swojej nieudolności, płacąc im grosze.

Raport można przeczytać tutaj.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Rzeczpospolita Mniej Bananowa

Rzeczpospolita Mniej Bananowa

Sejm zadecydował dziś, że od 1 stycznia 2016 wszystkie umowy-zlecenia będą objęte obowiązkową składką ZUS. Z kolei od 1 stycznia 2015 r. ozusowane będą dochody osób zasiadających w radach nadzorczych.

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił rangę ustawy oraz wskazał, że po raz pierwszy wprowadzane jest oskładkowanie umów członków rad nadzorczych, co tylko w najbliższym roku ma przynieść Funduszowi Ubezpieczeń Społecznych dodatkowe 350 mln zł. Dodał, że oprócz tego w ustawie są ważne rzeczy dotyczące ubezpieczania się zarówno w ZUS jak i w KRUS, jeśli uzyskuje się dochody do wysokości połowy minimalnego wynagrodzenia.

Co szczególnie ważne, nowela uniemożliwia zawieranie podwójnych umów w taki sposób, aby unikać ozusowania (jak dotąd jest to możliwe dzięki zawarciu dwóch umów: jednej na niską kwotę, od której odprowadzana jest niska składka i drugiej z wyższą kwotą, która nie jest oskładkowana).

Za rządową nowelizacją ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw głosowało 419 posłów, 8 było przeciwnych, 2 wstrzymało się od głosu. Zmianę w prawie pozytywnie oceniły związki zawodowe.

Wyrzucili śmieci

Wyrzucili śmieci

Sejm zdecydował, że w szkołach i przedszkolach nie będzie można podawać ani sprzedawać tzw. śmieciowego jedzenia.

Tak wynika z przygotowanej przez posłów PSL i uchwalonej dziś nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Celem zmian jest ograniczenie dostępu dzieci i młodzieży do produktów zawierających znaczną ilość składników szkodliwych dla ich rozwoju. Mowa o produktach, które zawierają na tyle dużo nasyconych kwasów tłuszczowych, soli i cukru, że ich regularne spożywanie prowadzi do przewlekłych chorób (chipsy, niektóre ciastka i napoje, jedzenie typu fast food i instant). Szef resortu zdrowia wyda rozporządzenie określające, jakie konkretnie produkty będzie można sprzedawać w sklepikach i serwować w stołówkach.

Co istotne, żywności niedopuszczonej do sprzedaży w szkołach nie będzie też można reklamować na ich terenie oraz w ich pobliżu. Dotyczy to wszystkich typów placówek, od podstawowych do ponadgimnazjalnych (z wyjątkiem szkół dla dorosłych).

Za przyjęciem nowelizacji, która teraz trafi do Senatu, głosowało 426 posłów, 1 był przeciw, a 2 wstrzymało się.

Zasłużona, choć niska kara

Zasłużona, choć niska kara

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył w sumie ponad 50 mln zł kary na 4 instytucje finansowe sprzedające tzw. polisolokaty.

Wśród ukaranych są Aegon TU Życie (23 mln zł kary) oraz trzech pośredników sprzedających produkt Aegonu: Open Finance (ponad 1,5 mln zł), Idea Bank (ponad 4 mln zł) oraz Raiffeisen Bank (21 mln zł kary).

Głównym zarzutem wobec ukaranych było ukrywanie przed klientami prawdziwego charakteru sprzedawanego produktu. Przede wszystkim kupujący nie byli informowani o konieczności poniesienia olbrzymich kosztów w przypadku rezygnacji z polisolokaty w ciągu pierwszych dwóch lat. Opłata za takich ruch dochodziła nawet do… 100% wpłaconej kwoty. Instytucje finansowe zatajały także przed kupującymi duże ryzyko inwestycyjne związane z ulokowaniem pieniędzy na polisolokacie. Miało to tym większe znaczenie, że w przypadku tego produktu już sama nazwa wprowadza w błąd – polisa kojarzy się w końcu raczej z pewnym ubezpieczeniem, a nie ryzykownym instrumentem inwestycyjnym.

Prawdopodobnie to jednak wciąż nie koniec. UOKiK informuje, że prowadzi postępowania wobec jeszcze 23 firm sprzedających polisolokaty. W przeszłości urząd nakładał już kary za ten proceder – ukarany został m.in. Getin Noble Bank. Z tego punktu widzenia zastanawia śmiesznie niski wymiar kary, którą eksperci już nazywają co najwyżej niewielkim mandatem. W roku 2013 zysk „na czysto” samego sektora bankowego wyniósł w Polsce ponad 15 mld zł, tak więc kary liczone w dziesiątkach milionów mogą budzić co najwyżej politowanie. Skoro kara miała zniechęcić firmy do stosowania podobnych praktyk, to już można powiedzieć, że nie zniechęci. Na Zachodzie podobne kary sięgają miliardów dolarów – całkiem niedawno bank BNP Paribas został ukarany w USA na kwotę 9 mld dol. i to w wyniku zawartej ugody.

Sprzedaż polisolokat przez banki jest także przejawem szerszego problemu, który w Polsce na szczęście jeszcze nie występuje na taką skalę, jak chociażby w Stanach Zjednoczonych. Banki, kierując się zasadą maksymalizacji zysku, łączą swoją zwykłą działalność depozytowo-kredytową z inwestycyjną i podejmują często ryzykowne działania, nie dbając o bezpieczeństwo finansowe swych klientów. Sprzedawanie przez Ideę Bank polisolokat, a więc ryzykownego produktu inwestycyjnego, jest dowodem, że podobne praktyki dotarły i do Polski. Wydaje się, że to najwyższy czas, by wprowadzić regulacje sektora finansowego, które takie działania skutecznie ograniczą i spowodują, że banki skupią się na przyjmowaniu depozytów i zarabianiu na kredytach, ryzykowne inwestycje zostawiając towarzystwom inwestycyjnym.