OPZZ domaga się pakietu na rzecz wyższych płac

OPZZ domaga się pakietu na rzecz wyższych płac

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych opublikowało stanowisko w sprawie deklaracji ministra pracy na temat wzrostu wynagrodzeń.

Poniżej przedrukowujemy je w całości, za stroną organizacji.

* * *

Minister Pracy i Polityki Społecznej, Władysław Kosiniak-Kamysz zadeklarował, że w najbliższych latach dojdzie w Polsce do szybkiego wzrostu płac i wynagrodzenia polskich pracowników znacząco zbliżą się do średniej unijnej.

Deklaracje ministra niestety albo są wyrazem jego niewiedzy, albo świadomego wprowadzania w błąd opinii publicznej. Od lat wynagrodzenia dużej części pracowników zmniejszają się i nic nie wskazuje na to, aby rząd chciał dokonać zmian na tym obszarze.

W związku z obietnicami ministra OPZZ domaga się:

  • wprowadzenia minimalnej płacy godzinowej na poziomie co najmniej 11 zł brutto. Minimalna godzinówka powinna objąć wszystkie rodzaje umów, w tym umowy cywilnoprawne. Przypominamy, że obietnice w tej sprawie Władysław Kosiniak-Kamysz złożył już ponad rok temu. Jednocześnie z niedawnego sondażu CBOS wynika, że zdecydowana większość Polaków, w tym przedsiębiorców, popiera wprowadzenie minimalnej godzinówki na poziomie przekraczającym 15 zł;
  • znacznego ograniczenia skali stosowania umów cywilnoprawnych, umów na czas określony, przymusowego samozatrudnienia – wszystkie te rodzaje pracy są zdominowane przez niskie płace i niski poziom gwarancji zatrudnienia;
  • ustanowienia minimalnej płacy miesięcznej na poziomie co najmniej 50 proc. średniego wynagrodzenia. Obietnicę w tej sprawie złożył już 5 lat temu ówczesny premier, Donald Tusk. Płaca minimalna to ważny instrument wpływania na poziom wynagrodzeń przez rząd. Tymczasem w ciągu ostatnich czterech lat płaca minimalna rośnie coraz wolniej. OPZZ domaga się precyzyjnego przedstawienia harmonogramu dochodzenia minimalnej płacy miesięcznej do poziomu 50 proc. średniej;
  • odmrożenia płac w budżetówce. Wynagrodzenia pracowników sfery budżetowej są zamrożone już od sześciu lat, co oznacza ich realny spadek o blisko 20 proc. Jeżeli minister obiecuje szybki wzrost płac, to dlaczego obniża wynagrodzenia w tych obszarach rynku pracy, na które ma bezpośredni wpływ?;
  • zmiany systemu podatkowego. Kwota wolna od podatku jest zamrożona od 2009 r. Dzięki podniesieniu kwoty wolnej od podatku lub obniżeniu pierwszej stawki podatku dochodowego (np. z 18 do 15 proc.) biedni podatnicy mieliby wyższe dochody netto. Aby zrekompensować utratę wpływów do budżetu, rząd mógłby znacząco podnieść podatki dla najlepiej zarabiających obywateli. Przypominamy, że obecnie polski system podatkowy należy do najmniej progresywnych w Europie;
  • likwidacji darmowych staży i ograniczenia nadużywanego w Polsce wolontariatu. Młodzi ludzie na rynku pracy powinni być traktowani tak samo jak wszyscy pracownicy. Nie widzimy powodu, aby młodość w Polsce oznaczała okres wyzysku i darmowej pracy;
  • wprowadzenia regulacji, które pozwolą na objęcie całego rynku pracy branżowymi układami zbiorowymi. Ich częścią byłyby regulacje płacowe, które pozwoliłyby na eliminację skandalicznie niskich płac;
  • zwiększenia kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy i podwyższenia kar dla nieuczciwych pracodawców. Obecnie wielu pracodawców nie płaci wynagrodzeń na czas, część nie płaci za nadgodziny, wielu źle ewidencjuje czas pracy. Te patologie również zaniżają należny poziom wynagrodzeń.

Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Jarzy, ale bezrobotni

Jarzy, ale bezrobotni

Sytuacja na rynku pracy dla osób starszych jest w Polsce wyjątkowo zła. Wskaźnik zatrudnienia w grupie 55-64 lata wynosi u nas zaledwie 41%, choć jeszcze w grupie 40-49 lat wynosi on 80%.

Przykładowo, w Danii zatrudnienie wśród osób 55+ osiąga poziom 63%, w Niemczech 64%, a w Szwecji aż 74%. Niestety w ostatnim czasie sytuacja jeszcze się pogarsza. W latach 2010-2012 liczba bezrobotnych wśród osób powyżej 50. roku życia wzrosła o 15,4%, tymczasem w grupach młodszych „jedynie” o 7,6%. Dzieje się to wszystko przy jednoczesnym znacznym ograniczeniu przywilejów emerytalnych i podwyższeniu wieku emerytalnego, tak więc trudno winą za sytuację obciążyć zbyt hojny system ubezpieczeń społecznych.

Nie tylko dane dotyczące zatrudnienia są wyjątkowo nieprzyjemne dla dojrzałych. Zaledwie 1% osób w wieku 55-64 lata uczestniczy w szkoleniach zawodowych, przy średniej dla UE wynoszącej ok. 5%. Bynajmniej nie jest to spowodowane ich lenistwem – raczej tym, że polscy pracodawcy nie widzą sensu w inwestowaniu w starszych pracowników. Skutkuje to także tym, że takie osoby przeciętnie szukają pracy o dwa miesiące dłużej niż bezrobotni o niższym wieku. Osoby 55+ są także grupą, w której najwięcej jest długotrwale bezrobotnych.

Zła sytuacja osób starszych na rynku pracy jest spowodowana faktem, że w Polsce pokutuje wiele krzywdzących mitów na ich temat. Rzekomo mają oni mniej wydajnie pracować, częściej chorować, a także słabiej przyswajać nowinki technologiczne. Tymczasem tych stereotypów nie potwierdzają żadne badania. Czasem jest wręcz przeciwnie – osoby starsze bardziej dbają o siebie, w związku z czym często cieszą się lepszym stanem zdrowia niż młodzi i żądni życia oraz wrażeń pracownicy. Dzięki swojemu doświadczeniu potrafią być także dużo bardziej efektywnymi pracownikami niż ich młodsi koledzy.

Trudno nie odnieść wrażenia, że nieprzyjazna dla osób starszych sytuacja to wynik generalnego klimatu stworzonego przez turbokapitalistyczny model przyjęty w naszym kraju podczas transformacji. Kult młodości połączony z darwinistycznym wyścigiem szczurów oraz etosem „maksymalizacji zysków” muszą razem tworzyć warunki wyjątkowo nieprzyjazne dla seniorów. Z tego punktu widzenia starzenie się polskiego społeczeństwa może się wręcz jawić jako zbawienie. Może gdy liczba osób dojrzałych stanie się na tyle znacząca, że ich interesy dojdą do głosu, nasz nadwiślański wyczynowy kapitalizm odejdzie do lamusa?

Koniecznie czytaj także tutaj.

Batoniki znikną z ekranów

Batoniki znikną z ekranów

Od 1 stycznia przed i w trakcie programów telewizyjnych dla dzieci nie będą wyświetlane reklamy niezdrowej żywności. Porozumienie w tej sprawie podpisało 7 największych nadawców w Polsce.

Biztok.pl, powołując się na Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, precyzuje, że wspomniani nadawcy to ITI Neovision, Telewizja Polsat, Telewizja Polska, Telewizja Puls, TVN, VIMN Poland i polski oddział The Walt Disney Company. Zobowiązali się oni, że od przyszłego roku audycjom kierowanym do dzieci w wieku do 12 lat nie będą towarzyszyły reklamy artykułów spożywczych i napojów, które nie spełniają Kryteriów żywieniowych zawartych w dokumencie opracowanym na zlecenie Polskiej Federacji Producentów Żywności i zaakceptowanym przez Ministerstwo Zdrowia. Na czarnej liście znalazły się tym samym m.in. wyroby czekoladowe, nieczekoladowe słodycze i inne produkty cukrowe, napoje bezalkoholowe oraz chipsy ziemniaczane.

Mimo iż nowe zasady wchodzą w życie dopiero od stycznia, już od początku grudnia reklamodawcy będą musieli składać pisemne oświadczenia o zgodności reklamowanych produktów ze wspomnianymi kryteriami.

Portal informuje, że porozumienie jest efektem prac prowadzonych przy bardzo aktywnym udziale KRRiT i Rady Reklamy, a także Polskiej Federacji Producentów Żywności oraz Ministerstwa Zdrowia, a ponadto podkreśla, że ma ono charakter dobrowolny.

Koniecznie czytaj również tutaj.

Nieco większe, ale wciąż nie dla każdego

Nieco większe, ale wciąż nie dla każdego

Sejm przegłosował nowelizację ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, w której wprowadzone zostaną dwie ważne zmiany w ulgach na dzieci.

Pierwszą z nich jest podwyższenie ulg na trzecie i kolejne dziecko. Ulga na trzecie dziecko wzrośnie z 1668 do 2 tys. zł, natomiast ulga na kolejnych potomków z 2224 do 2700 zł. Wzrost ulg podatkowych dla rodzin wielodzietnych jest więc dosyć wyraźny, bo 20-procentowy. Jednak przy tak niskich kwotach pomocy nie jest to żadnym wyczynem. Nawet po tej podwyżce rodzina z trójką dzieci będzie mogła rocznie odliczyć 4224 zł, co daje 352 zł na miesiąc. A więc dla takiej rodziny wymiar miesięcznej ulgi na jedno dziecko to trochę ponad 100 zł. Oczywiście dla rodzin w potrzebie nawet taka kwota ma znaczenie niebagatelne, ale z drugiej strony chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie sądzi, że podobne sumy są w stanie skłonić Polki do rodzenia większej liczby dzieci. Ulgi na dzieci mają więc w Polsce wyłącznie charakter bardzo skromnej pomocy społecznej, a nie racjonalnej polityki prorodzinnej.

Drugą zmianą jest przyznanie możliwości wykorzystania całej ulgi rodzinom, których podatek nie przewyższał kwoty ulgi. A więc rodzina z trójką dzieci, w której jeden z rodziców zarabia pensję minimalną, a drugi zajmuje się wychowaniem dzieci, otrzyma pełny zwrot 4224 zł, a nie jedynie 430 zł (wysokość rocznego podatku przy pensji minimalnej), jak to było dotychczas. Zmiana ta jest niewątpliwie pożądana, gdyż do tej pory rodziny w szczególnie złej sytuacji otrzymywały mniejsze wsparcie z tytułu ulgi na dzieci niż rodziny sytuowane lepiej, gdyż wysokość ich podatku uprawniała je jedynie do niewielkiej ulgi. Jednak w tej zmianie jest pewien szkopuł – wysokość zwrotu nie będzie mogła przekroczyć sumy wszystkich podatków i składek zapłaconych przez podatnika. Tak więc wciąż wiele rodzin w najtrudniejszej sytuacji nie będzie mogło dostać pełnej ulgi na dzieci – np. takich, w których jeden z rodziców zarabiał drobne sumy na umowach śmieciowych, w związku z czym suma jego podatków i składek nie przekroczy pełnej kwoty ulgi.

Zmiany w ulgach na dzieci idą w dobrym kierunku, lecz wciąż mają kosmetyczny charakter. Ich wysokość wzrośnie, lecz i tak nie będą one na tyle duże, by kogokolwiek wahającego się przekonać do posiadania dzieci. Ograniczy się także grono najuboższych, którzy nie są uprawnieni do pełnej ulgi, ale nadal pozostanie grupa rodzin w najtrudniejszej sytuacji, która skorzysta jedynie częściowo. Najwyższy czas, żeby ustawodawca zaczął traktować politykę rodzinną poważnie.