Niesprawny system

Niesprawny system

Nie radzimy sobie z hospitalizacją osób starszych – wielu seniorów podczas leczenia szpitalnego wręcz traci sprawność. Widać ogromne deficyty w zakresie opieki i pielęgnacji, medycyna naprawcza nie wystarcza – mówili eksperci podczas seminarium „Innowacje w geriatrii – ocena dostępności w Polsce”.

RynekZdrowia.pl pisze, że co czwarty hospitalizowany to osoba po 65. roku życia. W 2013 r. koszty hospitalizacji pacjentów 60+ wyniosły już prawie połowę wszystkich wydatków na leczenie szpitalne. Dane z badania PolSenior mówią, że w grupie pacjentów 65+ ok. 40 proc. ma jakąś niesprawność w zakresie podstawowych czynności. W przedziale wiekowym 65-79 tylko co trzecia osoba jest całkiem sprawna, w wieku 80-89 tylko 18 proc. jest sprawnych, a w wieku 90+ jedynie 8 proc. – Tymczasem szpitale w naszym kraju są zupełnie nieprzygotowane do opieki, szczególnie nad populacją 80-latków – podkreśla prof. Tomasz Grodzicki z Katedry Chorób Wewnętrznych i Gerontologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Część chorych, którzy trafiają do szpitala, to osoby w miarę sprawne w najbardziej podstawowych czynnościach życiowych (np. kąpiel, ubieranie się, poruszanie, kontrola zwieraczy, jedzenie). Dopiero w trakcie hospitalizacji tracą sprawność. Portal wyjaśnia, że chory jest często unieruchamiany, głodzony z powodu wykonywanych procedur, dostaje szybko wiele leków, co daje efekty uboczne. Co więcej, seniorzy są szczególnie narażeni na infekcje szpitalne i inne powikłania. – Mniej więcej o połowę zmniejsza się liczba osób samodzielnych. Inaczej mówiąc: przyjmujemy pacjenta do szpitala z pewną dysfunkcją, ale jeszcze w miarę samodzielnego, wypisujemy z dużą niesprawnością – opisuje prof. Grodzicki. Co gorsza, po wypisie często uwidacznia się brak ciągłości opieki i leczenia oraz wsparcia najbliższych i senior wraca do szpitala.

Żaden szpital w Polsce nie zajmuje się pielęgnowaniem. Oceniłabym poziom pielęgniarstwa w naszym kraju na połowę XIX wieku. Medycyna skupia się tylko na ratowaniu i leczeniu – mówi dr Elżbieta Szwałkiewicz, założyciel Polskiej Szkoły Opiekunów Medycznych w Olsztynie, przewodnicząca Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”. Dodaje, że pielęgniarka 90 proc. czasu przeznacza na leczenie; nie zajmuje się pielęgnowaniem, dlatego nawet nie potrafi nauczyć go potencjalnych opiekunów. Dlatego dr Szwałkiewicz rozpoczęła działania na rzecz powołania nowego zawodu – opiekuna medycznego. Przypomina, że aż 1,2 mln Polaków to osoby niesamodzielne, wymagające całościowej opieki. – Instytucjonalną pomoc możemy zaoferować jedynie ok. 200 tys. osób, ok. 90 tys. osób korzysta z kolei z opieki domowej. Pozostali, czyli ok. 900 tys. osób, w pewnym zakresie zapewnia sobie pomoc w domu – wylicza Szwałkiewicz.

Filozof i etyk medycyny, prof. Zbigniew Szarawarski, podkreślał podczas seminarium, że nasza medycyna jest nastawiona na ratowanie i naprawianie życia za wszelką cenę, a nie na opiekę. Zadawał pytania, co powinno się uczynić, aby móc się cieszyć na stare lata poczuciem sensu i wartości życia w warunkach szybko i systematycznie rosnących kosztów leczenia i opieki? Albo jak postępować w warunkach stanów terminalnych? – relacjonuje portal. W tym ostatnim powinna pomagać opieka paliatywna, której celem jest poprawa jakości życia pacjentów w związku z postępującą i nieuleczalną chorobą. – Zapotrzebowanie na kadrę jest określane na poziomie 1200 lekarzy, czyli brakuje ok. 900, ponieważ blisko 300 pracuje w jednostkach medycyny paliatywnej, jednak część tylko w niepełnym wymiarze – wylicza dr n. med. Teresa Weber ze Szpitala Klinicznego Collegium Medicum UJ.

Choć Polska jest zaliczana do krajów o najwyższym poziomie opieki tego rodzaju, oddziałów medycyny paliatywnej jest nad Wisłą coraz mniej. Kolejne są zamykane w szpitalach publicznych w dużych miastach. – Przyczyna jest prosta – niedostateczne finansowanie. Od kilku lat nie podwyższono wartości tzw. osobodnia w opiece domowej i stacjonarnej. W mojej placówce nawet zmniejszono z 220 zł do 200 – mówi dr Weber.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Zadbać o bagaż, nie dbać o bilet

Zadbać o bagaż, nie dbać o bilet

Na Słowacji dzieci do lat 15, studenci do 26. roku życia, emeryci powyżej 62 lat oraz osoby utrzymujące się z renty inwalidzkiej otrzymały prawo do bezpłatnego podróżowania koleją. Dodatkowo, dojeżdżający do pracy od stycznia zapłacą tylko połowę ceny biletu.

Wyborcza.biz precyzuje, że z darmowego podróżowania drugą klasą mogą korzystać nie tylko obywatele Słowacji, ale całej UE – np. osoby studiujące w Bratysławie czy Koszycach. Bezpłatne przejazdy obejmują nie tylko państwową spółkę ZSSK, ale też czeskiego prywatnego przewoźnika RegioJet (obsługuje połączenie Bratysława – Komárno na granicy z Węgrami), z którym rząd podpisał specjalną umowę. Wprowadzone rozwiązanie to jeden z punktów pakietu socjalnego, który gabinet Roberta Ficy przyjął w październiku. Obejmuje on m.in. obniżkę cen gazu dla odbiorców indywidualnych oraz minimalny wzrost najniższej pensji i emerytury.

Postanowiliśmy pomóc wielu grupom obywateli w ich trudnej sytuacji życiowej – powiedział minister transportu, robót publicznych i rozwoju regionalnego Ján Poeiatek. Dodał, że spodziewa się wzrostu liczby pasażerów, dlatego w nowym rozkładzie jazdy, który wejdzie w życie 14 grudnia, przybędą 103 nowe składy. Według szacunków rządu program będzie kosztował ok. 13 mln euro rocznie, Instytut Transportu i Gospodarki z Bratysławy wyliczył, że będzie to co najmniej 30 mln euro.

Cena biletu na pociąg drugiej klasy z Bratysławy do Koszyc (507 km) to 24 euro, a dla dziecka do lat 15, studenta czy emeryta było to 16 euro. Co roku budżet państwa musi dopłacać do przewozów kolejowych ok. 100 mln euro. W pociągach zajętych jest średnio tylko 25 proc. miejsc, gdyż 85 proc. podróżujących wybiera autobusy.

Trochę prywatności!

Trochę prywatności!

Fundacja Panoptykon alarmuje, że przygotowywane przepisy dotyczące zbierania i udostępniania danych dłużników w drastyczny sposób ograniczą prawo obywateli do prywatności.

Ministerstwo gospodarki od dłuższego czasu pracuje nad zmianami w ustawie o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych, regulującej m.in. zasady przetwarzania danych o niespłaconych długach oraz funkcjonowanie biur informacji gospodarczej, czyli firm, które zarabiają na pośredniczeniu w wymianie informacji o niespłaconych zobowiązaniach i prowadzą tzw. czarne listy dłużników. Fundacja Panoptykon już w lipcu krytycznie odnosiła się do wielu propozycji, które znalazły się w pierwszej wersji projektu, m.in. zbyt długiego przechowywania danych w bazach, przekazywania biurom informacji pochodzących od organów administracji czy publikowania danych o przedawnionych zobowiązaniach. Propozycje te zostały również skrytykowane przez Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Niestety wiele z kontrowersyjnych pomysłów znalazło się w kolejnej wersji projektu założeń do ustawy. Przykładowo, informacje o zobowiązaniach mają być kasowane dopiero po 10 latach od dnia, w którym dany dług stał się wymagalny. To oznacza, że zobowiązania, które przedawniają się np. po 2 latach, będą mogły być upubliczniane w bazach BIG-ów jeszcze przez wiele lat. Już teraz firmy windykacyjne używają groźby wpisania do tych baz, by wymusić spłatę długów dawno przedawnionych lub nawet spłaconych. Osoby, które nie posiadają dokumentu potwierdzającego, że uregulowały swoje należności, stają przed poważnym problemem – pisze na stronie Fundacji Jędrzej Niklas.

Z kolei resort finansów planuje stworzyć internetowy Rejestr Dłużników Należności Publiczno-Prawnych. Znajdą się w nim informacje o osobach i firmach zalegających ze spłatą co najmniej 500 zł z tytułu podatków, ceł lub innych publicznych należności. Zdaniem organizacji konieczne jest wprowadzenie dodatkowych ograniczeń prawnych i technicznych, które chroniłyby obywateli przed uzyskaniem informacji z rejestru przez osoby do tego nieuprawnione.

Panoptykon krytykuje propozycje zmian w funkcjonowaniu BIG-ów oraz podsumowuje, że część propozycji resortu finansów jest krokiem w dobrym kierunku, jednak inne wciąż wzbudzają fundamentalne pytania o zgodność z Konstytucją. Takie wątpliwości zgłaszał w swojej opinii GIODO. Trybunał Konstytucyjny już w 1997 r. uznał, że upublicznianie informacji o zadłużeniu obywateli jest środkiem represyjnym i zbyt głęboko ingerującym w prawa obywatelskie. Istnieją więc uzasadnione obawy, że i tym razem rozwiązania proponowane przez rząd mogą nie sprostać wymaganiom stawianym przez Konstytucję – pisze Niklas.

Więcej na temat przygotowywanych przepisów i ich wad można przeczytać tutaj.

Będzie co czytać wieczorami

Będzie co czytać wieczorami

Ukazał się jesienny numer „Nowego Obywatela”, będący 65. wydaniem pisma. Serdecznie zachęcamy do zapoznania się z jego zawartością!

Najbardziej popularne przekazy medialne przedstawiają (…) głównie świat sytych i zadowolonych. Na naszych łamach było, jest i będzie inaczej. W niniejszym numerze przygotowaliśmy zestaw tekstów o słabych, co nie znaczy, że biernych – pisze Remigiusz Okraskasłowie wstępnym do numeru. I tak, na kartkach najnowszego wydania naszego kwartalnika można przeczytać m.in.:

  • wywiad z prof. Davidem Ostem o przeszłości i teraźniejszości walk społecznych i pracowniczych w USA oraz o podobieństwach i różnicach tamtejszych realiów w porównaniu z Polską;
  • reportaż nt. oporu mieszkańców Katalonii przeciwko wyrzucaniu ludzi z mieszkań przez system zorganizowanej przestępczości z udziałem banków, deweloperów i władz;
  • o tym, jak kraje z różnych części świata wydźwignęły się z biedy o własnych siłach, a zarazem dzięki porzuceniu pomysłów naśladowania silnych i pokornego służenia im;
  • rozmowę poświęconą temu, jak w sektorze pozarządowym, postrzeganym jako „wrażliwy” i „pomocny”, odtwarzane są najgorsze cechy podziału na silnych i wpływowych oraz tych, którzy są skazani na wegetację;
  • raport o sytuacji uchodźców w Polsce;
  • recenzję głośnej książki „Prześniona rewolucja”, która zdaniem naszej autorki mimo lewicowych deklaracji Andrzeja Ledera jest wyrazem lekceważenia oddolnej emancypacji społecznych „dołów”.

Edytorial, spis treści oraz wybrane teksty z numeru można przeczytać tutaj.

Pismo można nabyć w naszym sklepie internetowym lub wykupić prenumeratę od bieżącego wydania, płacąc mniej oraz wspierając edycję kolejnych numerów. Magazyn jest ponadto dostępny w sieciach Empik i RUCH oraz w wersji na czytniki e-booków, w tym także w e-prenumeracie.

Serdecznie zachęcamy do lektury!