Coraz więcej głodnych przedszkolaków

Coraz więcej głodnych przedszkolaków

Od 2008 r. wzrosła liczba dzieci z najmłodszej grupy wiekowej, czyli do siódmego roku życia, które korzystają z rządowego programu dożywiania, alarmuje „Rzeczpospolita”.

Ze sprawozdania Ministerstwa Edukacji wynika, że w 2008 r. z programu dożywiania korzystało ok. 273 tys. dzieci, a w minionym już blisko 323 tys., a więc o 50 tys. więcej. Informacje są tym bardziej niepokojące, że w tym samym czasie liczba uczniów na wszystkich etapach kształcenia korzystających z programu dożywiania w wyniku niżu demograficznego spadła o blisko 24 proc.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej tłumaczy, że wprowadzona w 2009 r. nowelizacja programu dożywiania powiększyła grono wspieranych przedszkolaków, ponieważ teraz istnieje możliwość udzielania pomocy w formie posiłku bez konieczności rodzinnego wywiadu środowiskowego oraz decyzji ośrodka pomocy społecznej. Jednak liczba dzieci, które mogły skorzystać z takiej pomocy, nie może przekroczyć 10 proc. liczby dzieci i uczniów dożywianych ogółem na terenie gminy na podstawie decyzji administracyjnych.

Eksperci podkreślają, że w Polsce problem głodu nadal dotyczy wielu rodzin. Zdaniem Polskiej Akcji Humanitarnej nawet 5 proc. głodnych dzieci nie obejmuje żaden program pomocy.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Patronujemy kooperacji

Patronujemy kooperacji

Laboratorium Kooperacji oraz Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet im. Adama Mickiewicza serdecznie zapraszają do udziału w sympozjum „Filozofia kooperatyzmu. Od idei do praktyki”, objętym patronatem „Nowego Obywatela”. Pierwsze spotkanie już 4 grudniaPoznaniu.

Laboratorium Kooperacji to nieformalna inicjatywa zrzeszająca przedstawicieli ośrodków uniwersyteckich oraz instytucji społecznych, której celem jest stworzenie przestrzeni do dzielenia się wiedzą i doświadczeniami na temat teorii i praktyki współdziałania. Spotkania w ramach sympozjum będą odbywać się naprzemiennie w Poznaniu i Warszawie. Gospodarzem będą odpowiednio Instytut Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza oraz Instytut Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Wszystkie spotkania zaplanowane są na rok akademicki 2014-2015.

Pragniemy, aby podczas sympozjum refleksja na temat idei i praktyki kooperatyzmu prowadzona była na wielu, wzajemnie przenikających się płaszczyznach. Począwszy od rysu historycznego rekonstruującego rozwój idei oraz okoliczności jej powstania, przez ukazanie różnorodności proweniencji filozoficznych twórców teorii, a skończywszy na wskazaniu kierunku dalszych analiz aktualnych możliwości realizacji idei kooperatystycznej. Z uwagi na gospodarczy charakter kooperatyzmu program naszego sympozjum uwzględnia również konieczność refleksji ekonomicznej oraz wsłuchania się w doświadczenia praktyków (…). Drugim, nie mniej ważnym, celem naszego cyklu spotkań jest integracja różnych środowisk – badaczy akademickich i praktyków, ekspertów w różnych dyscyplinach naukowych oraz przedstawicieli instytucji spółdzielczych, a także reprezentantów różnych ośrodków akademickich. Trzecim, dalekosiężnym, celem jest nadawanie tempa i realnego kształtu dyskusji wokół kooperatyzmu – piszą organizatorzy.

Pierwsze spotkanie w ramach sympozjum pt. „Kooperatyzm z perspektywy historycznej” odbędzie się 4 grudnia 2014 r. o godzinie 14:00 w Instytucie Filozofii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (ul. Szamarzewskiego 89, budynek C, sala nr 215). Organizatorzy planują przybliżyć okoliczności rozwoju kooperatyzmu na rodzimym gruncie, programy społeczno-gospodarcze polskich autorów oraz bogatą historię polskiego kooperatyzmu. Referaty wygłoszą dr hab. Dariusz Dobrzański (IF UAM), dr Adam Piechowski (KRS), Paweł Skrzypalik oraz Piotr Kuligowski.

Szczegółowe informacje na temat programu dostępne są na stronie internetowej http://kooperatywnie.wordpress.com.

Wszystkim zainteresowanym historią kooperacji w Polsce polecamy książkę, której współautorami są jeden z organizatorów sympozjum oraz redaktor naczelny „Nowego Obywatela” – więcej można dowiedzieć się tutaj.

Niesprawny system

Niesprawny system

Nie radzimy sobie z hospitalizacją osób starszych – wielu seniorów podczas leczenia szpitalnego wręcz traci sprawność. Widać ogromne deficyty w zakresie opieki i pielęgnacji, medycyna naprawcza nie wystarcza – mówili eksperci podczas seminarium „Innowacje w geriatrii – ocena dostępności w Polsce”.

RynekZdrowia.pl pisze, że co czwarty hospitalizowany to osoba po 65. roku życia. W 2013 r. koszty hospitalizacji pacjentów 60+ wyniosły już prawie połowę wszystkich wydatków na leczenie szpitalne. Dane z badania PolSenior mówią, że w grupie pacjentów 65+ ok. 40 proc. ma jakąś niesprawność w zakresie podstawowych czynności. W przedziale wiekowym 65-79 tylko co trzecia osoba jest całkiem sprawna, w wieku 80-89 tylko 18 proc. jest sprawnych, a w wieku 90+ jedynie 8 proc. – Tymczasem szpitale w naszym kraju są zupełnie nieprzygotowane do opieki, szczególnie nad populacją 80-latków – podkreśla prof. Tomasz Grodzicki z Katedry Chorób Wewnętrznych i Gerontologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Część chorych, którzy trafiają do szpitala, to osoby w miarę sprawne w najbardziej podstawowych czynnościach życiowych (np. kąpiel, ubieranie się, poruszanie, kontrola zwieraczy, jedzenie). Dopiero w trakcie hospitalizacji tracą sprawność. Portal wyjaśnia, że chory jest często unieruchamiany, głodzony z powodu wykonywanych procedur, dostaje szybko wiele leków, co daje efekty uboczne. Co więcej, seniorzy są szczególnie narażeni na infekcje szpitalne i inne powikłania. – Mniej więcej o połowę zmniejsza się liczba osób samodzielnych. Inaczej mówiąc: przyjmujemy pacjenta do szpitala z pewną dysfunkcją, ale jeszcze w miarę samodzielnego, wypisujemy z dużą niesprawnością – opisuje prof. Grodzicki. Co gorsza, po wypisie często uwidacznia się brak ciągłości opieki i leczenia oraz wsparcia najbliższych i senior wraca do szpitala.

Żaden szpital w Polsce nie zajmuje się pielęgnowaniem. Oceniłabym poziom pielęgniarstwa w naszym kraju na połowę XIX wieku. Medycyna skupia się tylko na ratowaniu i leczeniu – mówi dr Elżbieta Szwałkiewicz, założyciel Polskiej Szkoły Opiekunów Medycznych w Olsztynie, przewodnicząca Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”. Dodaje, że pielęgniarka 90 proc. czasu przeznacza na leczenie; nie zajmuje się pielęgnowaniem, dlatego nawet nie potrafi nauczyć go potencjalnych opiekunów. Dlatego dr Szwałkiewicz rozpoczęła działania na rzecz powołania nowego zawodu – opiekuna medycznego. Przypomina, że aż 1,2 mln Polaków to osoby niesamodzielne, wymagające całościowej opieki. – Instytucjonalną pomoc możemy zaoferować jedynie ok. 200 tys. osób, ok. 90 tys. osób korzysta z kolei z opieki domowej. Pozostali, czyli ok. 900 tys. osób, w pewnym zakresie zapewnia sobie pomoc w domu – wylicza Szwałkiewicz.

Filozof i etyk medycyny, prof. Zbigniew Szarawarski, podkreślał podczas seminarium, że nasza medycyna jest nastawiona na ratowanie i naprawianie życia za wszelką cenę, a nie na opiekę. Zadawał pytania, co powinno się uczynić, aby móc się cieszyć na stare lata poczuciem sensu i wartości życia w warunkach szybko i systematycznie rosnących kosztów leczenia i opieki? Albo jak postępować w warunkach stanów terminalnych? – relacjonuje portal. W tym ostatnim powinna pomagać opieka paliatywna, której celem jest poprawa jakości życia pacjentów w związku z postępującą i nieuleczalną chorobą. – Zapotrzebowanie na kadrę jest określane na poziomie 1200 lekarzy, czyli brakuje ok. 900, ponieważ blisko 300 pracuje w jednostkach medycyny paliatywnej, jednak część tylko w niepełnym wymiarze – wylicza dr n. med. Teresa Weber ze Szpitala Klinicznego Collegium Medicum UJ.

Choć Polska jest zaliczana do krajów o najwyższym poziomie opieki tego rodzaju, oddziałów medycyny paliatywnej jest nad Wisłą coraz mniej. Kolejne są zamykane w szpitalach publicznych w dużych miastach. – Przyczyna jest prosta – niedostateczne finansowanie. Od kilku lat nie podwyższono wartości tzw. osobodnia w opiece domowej i stacjonarnej. W mojej placówce nawet zmniejszono z 220 zł do 200 – mówi dr Weber.

Za duzi, by płacić podatki

Za duzi, by płacić podatki

Z najnowszego raportu Institute for Policy Studies oraz Center for Effective Government wynika, że pensje prezesów największych amerykańskich korporacji przewyższają kwoty, jakie zarządzane przez nich przedsiębiorstwa płacą w formie podatków.

Według raportu 7 z 30 największych firm w Stanach Zjednoczonych, takich jak Boeing, Ford, General Motors czy JP Morgan, wydało w 2013 r. więcej na pensje dla swoich prezesów niż odprowadziło do publicznej kasy. Wspomniani giganci, „prześwietleni” na potrzeby raportu, zdeklarowali w zeszłym roku łączny dochód rzędu 74 mld dol., od którego nie odprowadzili ani centa do amerykańskiego fiskusa. Mało tego: po odliczeniu kosztów uzyskania przychodu otrzymali prawie 2 mld dol. zwrotu podatku.

W tym samym czasie średnia pensja prezesów wspomnianych korporacji oscylowała wokół 17,3 mln dol. rocznie. Prezes Boeinga zarobił w zeszłym roku 23,3 mln dol., a jego firma otrzymała 82 mln dol. zwrotu podatku.

General Motors i JP Morgan odmówiły komentarza. Grupa bankowa Citigroup zapewniła, że stosuje się do wszystkich przepisów, a w 2013 r. zapłaciła fiskusowi 95 mln dol., głównie z tytułu podatku od nieruchomości. Również Ford zarzeka się, że jego przedsiębiorstwo uiściło wszystkie należne podatki, ale jednocześnie przyznał, że skorzystał z ulg przysługujących mu w związku ze stratami poniesionymi podczas kryzysu. Koncern telekomunikacyjny Verizon skomentował dane jako „niedokładne”.

Raport nie uwzględnia podatków płaconych przez badane korporacje za granicą.