Do kosza z taką nowelizacją!

Do kosza z taką nowelizacją!

Proponowane przez parlamentarzystów zmiany w Ustawie o odpadach oraz Ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminie idą w kierunku uprzywilejowania kosztownej i nieekologicznej metody unieszkodliwiania odpadów, jaką jest ich spalanie.

Portal Samorządowy przypomina, że odpady komunalne to znakomite źródło surowców, dlatego w Ustawie o odpadach, zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej, zapisano określoną hierarchię postępowania z nimi, która stawia recykling i inne procesy odzysku ponad unieszkodliwianiem „śmieci”.

Tymczasem ustawodawcy chcą, by na dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej oraz Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej mogły liczyć jedynie podmioty, które w Wojewódzkich Programach Gospodarowania Odpadami zostaną uznane za ponadregionalne instalacje przetwarzania odpadów. Mało tego: te nieujęte w WPGO w ogóle nie otrzymają pozwolenia środowiskowego, niezbędnego do realizacji inwestycji. Sęk w tym, że status ponadregionalnej instalacji będą mogły uzyskać jedynie instalacje termicznego przekształcania odpadów, czyli spalarnie.

Koszt inwestycyjny spalarni to 3 do 4 tys. zł w przeliczeniu na tonę odpadów, zaś koszt eksploatacyjny to ok. 500 zł/t. W przypadku nowocześniejszych technologii, jak separacja hydromechaniczna lub autoklawowanie, koszty te mogą być wielokrotnie niższe, natomiast efekty w postaci odzysku i recyklingu surowców – znacznie lepsze – komentuje Jerzy Ziaja, prezes Ogólnopolskiej Gospodarczej Izby Recyklingu.

Nowelizacja ustaw w proponowanym kształcie blokuje rozwój innowacyjnych technologii przetwarzania odpadów. Oznacza to petryfikację aktualnego stanu, w którym poza spalaniem dopuszczalne jest jedynie uciążliwe dla mieszkańców kompostowanie i mechaniczno-biologiczne przetwarzanie, oparte na co najmniej 14-dniowej intensywnej stabilizacji odpadów z kilkutygodniowym procesem dojrzewania na wolnym powietrzu.

Tomasz Styś z Instytutu Sobieskiego przypomina, że zgodnie z regulacjami, nad którymi pracują obecnie właściwe organy UE, Polska będzie musiała ograniczyć ilość składowanych odpadów z obecnych ok. 7 mln ton do 0,6 mln ton w 2030 r. Bez dopuszczenia nowoczesnych technologii, a opierając się głównie na spalarniach, nie będziemy w stanie osiągnąć tego pułapu, nie mówiąc o zwiększających się wymogach dotyczących odzysku i recyklingu surowców.

Koniecznie czytaj także nasz wywiad z Jerzym Ziają.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nie inwestujemy w siebie

Nie inwestujemy w siebie

Polska jest jednym z niewielu krajów UE, które w czasie kryzysu nie zwiększyły wydatków na szeroko rozumiane bezpieczeństwo socjalne. I to pomimo tego, że przeznaczamy na ten cel równowartość ok. 20 proc. PKB, przy średniej unijnej wynoszącej 29,1 proc.

Gazetaprawna.pl wyjaśnia, że kryteria unijne zakładają, że wydatki na bezpieczeństwo socjalne to zasiłki dla bezrobotnych, ale także emerytury, opieka zdrowotna, renty czy wspomaganie miejsc pracy i świadczenia dotyczące opieki rodzinnej. Polska zajmuje ostatnie miejsce, jeśli chodzi o udział wydatków na walkę z bezrobociem i zasiłków dla bezrobotnych – te środki stanowią u nas 1,5 proc. wszystkich środków przeznaczanych na bezpieczeństwo socjalne (średnia dla całej Unii to 5,6 proc.). Jesteśmy też trzeci od końca pod względem walki z wykluczeniem społecznym: na opiekę nad bezdomnymi, budowę mieszkań socjalnych itd. wydajemy zaledwie 1,1 proc. wszystkich środków na cele społeczne.

Co gorsza, zdaniem Eurostatu nasza pomoc społeczna jest jedną z najmniej skutecznych. Pozwala na wyjście z biedy zaledwie 5,2 proc. korzystających z niej osób, tymczasem średnia dla UE wynosi 9 proc. Najskuteczniejsza pomoc socjalna funkcjonuje w Danii, Wielkiej Brytanii, Luksemburgu, Finlandii, Szwecji oraz na Węgrzech.

Podobne wnioski płyną z raportu NIK. W zbadanych centrach integracji społecznej spośród 2 tys. osób, które w latach 2011-2012 wzięły udział w zajęciach, jedynie 38,2 proc. usamodzielniło się ekonomicznie; w klubach integracji społecznej odsetek ten był jeszcze niższy: spośród 2,2 tys. osób usamodzielniło się jedynie 16,9 proc. (rzecz jasna wpływ na to miało nie tylko funkcjonowanie instytucji integracyjnych, ale także cechy rynku pracy).

Portal podkreśla, że inwestycje w pomoc społeczną opłacają się całemu społeczeństwu. Przywołuje High/Scope Perry Preschool Program przeprowadzony w latach 60. w USA. Polegał on na zastosowaniu metody aktywnego uczenia się w stosunku do dzieci z zaniedbanych środowisk (niski iloraz inteligencji dziecka, niska pozycja społeczno-ekonomiczna rodziców). Okazało się, że z każdego zainwestowanego w program dolara społeczeństwo uzyskiwało 12,9 dolara w związku z wyższymi wpływami podatkowymi, mniejszymi wydatkami wymiaru sprawiedliwości i niższymi wydatkami na pomoc socjalną.

W krajach o rozwiniętej polityce społecznej i osiągającej wysokie wskaźniki w ograniczaniu skali i głębi wykluczenia społeczno-ekonomicznego pomoc społeczna jest tylko jednym z wielu (i niekoniecznie najważniejszym) instrumentem przy pomocy których osiąga się wysoki poziom inkluzji społecznej. Nawet żeby pomoc społeczna była skuteczna, musi być osadzona w szerszej konfiguracji instytucjonalnej. To właśnie brak koordynacji działań służb społecznych na przykład ze służbami zatrudnienia czy instytucjami edukacyjnymi jest uważany za jedną ze słabości polityki społecznej w Polsce. Zintegrowaniu różnych działań na rzecz zmniejszania i łagodzenia ubóstwa i wykluczenia mogą służyć całościowe, ponadresortowe Strategie – twierdzi Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej.

Polacy coraz bardziej wykorzystywani

Polacy coraz bardziej wykorzystywani

Koszty pracy spadają, a wzrost wynagrodzeń jest symboliczny. Firmy mogłyby w bezpieczny sposób dawać podwyżki pracownikom, ale tego nie robią, bo nie są do tego zmuszone – takie wnioski płyną z analizy, którą przeprowadził „Puls Biznesu”.

Koszty pracy są najniższe od lat, na co duży wpływ ma wzrost wydajności. Rośnie ona znacznie szybciej niż wynagrodzenia dla pracowników.

Najlepiej pokazują to dane. Od 2000 r. wydajność wzrosła o 108 proc., pensje nominalnie tylko o 80 proc.

Zdaniem ekspertów polskie firmy mają największą od wielu lat przestrzeń do podnoszenia płac. Najczęściej z niej jednak nie korzystają, a podwyżek nie ma lub są symboliczne.

Główną barierą, która powstrzymuje wzrost płac w Polsce, jest w ostatnim czasie niechęć firm do dawania podwyżek, a nie ich słabe możliwości finansowe. Firmy mogłyby w bezpieczny dla siebie sposób podnosić pensje, ale w obliczu wysokiego bezrobocia nie są do tego zmuszone – tłumaczy „Pulsowi Biznesu” Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight.

Jak łatwo się domyślić taki stan rzeczy sprawia, że coraz mniejsza część obrotów trafia do załogi w formie płac, a coraz większa zostaje w kieszeni przedsiębiorcy.

Wydajność rośnie nie dlatego, że pracownicy są bardziej zmotywowani, tylko po prostu rośnie zaawansowanie technologiczne polskiej gospodarki. Wiadomo, że człowiek z młotkiem będzie mniej wydajny niż człowiek z całą skomplikowaną maszyną do produkcji mebli – tłumaczy na łamach PB Adam Czerniak.

_____

Przedruk za stroną „Tygodnika Solidarność”

Lepsze czasy dla „czasowników”?

Lepsze czasy dla „czasowników”?

Resort pracy szykuje rewolucję: chce, by już od przyszłego roku zmieniły się zasady zatrudniania na czas określony, wypowiedzeń i okresów próbnych.

Money.pl przypomina, że europejską normą w zatrudnieniu jest umowa na stałe, tymczasem w Polsce powszechne są umowy terminowe. Zgodnie z Kodeksem pracy dozwolone są dwie umowy na czas określony, trzecia staje się umową stałą, jednak pracodawcom nie robi to dużej różnicy. Zawierają umowy o pracę na określony, niejednokrotnie bardzo długi okres bez obiektywnego uzasadnienia. Resort pracy próbuje rozwiązać ten problem i obok ograniczenia ilościowego umów terminowych zamierza wprowadzić ograniczenie czasowe. Zamiast nawet kilkunastu lat, takie umowy będą mogły łącznie trwać maksymalnie 33 miesiące, po czym pracownik z automatu zostanie zatrudniony na stałe. Z Kodeksu ma też zniknąć rodzaj umowy o pracę zawieranej na czas wykonania określonej pracy, co dodatkowo ograniczy możliwości stosowania umów terminowych.

Warto wspomnieć, że nowelizacja to wymóg nałożony na Polskę przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który wytknął nam przeciąganie w nieskończoność umów na czas określony. W szczególnych przypadkach projekt dopuszcza podpisanie umowy terminowej na okres dłuży niż obowiązujący. Warunkiem jest uzasadnienie i zgłoszenie tego faktu do Państwowej Inspekcji Pracy w ciągu 5 dni od dnia jej zawarcia.

W założeniach nowelizacji zapisano, że umowa na okres próbny w dalszym ciągu będzie trwała maksymalnie 3 miesiące, jednak w Kodeksie pojawi się zapis, który umożliwi podpisanie tego typu umów kilka razy, pod warunkiem, że pracodawca będzie sprawdzał umiejętności danej osoby na różnych stanowiskach. Związkowcy obawiają się wykorzystywania tego zapisu jako furtki do dalszego unikania podpisywania umów na czas nieokreślony. Ministerstwo tłumaczy, że punktem odniesienia było dla niego dotychczasowe orzecznictwo sądów, włącznie z wyrokiem Sądu Najwyższego, który we wrześniu 2013 r. orzekł, że takie wielokrotne sprawdzanie tego samego pracownika jest dopuszczalne.

Portal przypomina, że dzisiaj bardzo łatwo wypowiedzieć umowę pracownikowi zatrudnionemu na czas określony – każdy taki kontrakt można rozwiązać w ciągu dwóch tygodni. Rząd zaproponował, by okres wypowiedzenia zależał od okresu zatrudnienia i wynosił: 2 tygodnie jeżeli okres zatrudnienia jest krótszy niż 6 miesięcy, 1 miesiąc dla zatrudnienia trwającego co najmniej 6 miesięcy oraz 3 miesiące gdy zatrudnienie trwa co najmniej 3 lata.

Z danych GUS wynika, że zmiany dotyczyć będą ponad 10 milionów Polaków. Tyle bowiem osób, spośród wszystkich etatowców, zatrudnionych jest na podstawie czasowych umów o pracę – pisze Money.pl.