Dajemy wiele, prosimy o trochę

Dajemy wiele, prosimy o trochę

Bezpłatnie udostępniliśmy w Sieci kolejną dużą porcję tekstów z papierowego wydania gazety, w tym trzy całe numery oraz broszurę. W zamian prosimy jedynie o pomoc w promocji prenumeraty „Nowego Obywatela”.

Są czasopisma znacznie bogatsze, które mimo tego strzegą swoich archiwów lub nie przykładają wagi do ich udostępniania w Internecie. „Nowy Obywatel” od zawsze bezpłatnie dzieli się ze wszystkimi zainteresowanymi tekstami publikowanymi przez nas w papierowym kwartalniku. Już w momencie premiery każdego wydania wybrane nowe artykuły można przeczytać online, a kolejne „uwalniamy” partiami. Po kilku kwartałach cały numer jest już dostępny dla każdego, bez żadnych opłat, w formatach HTML, PDF, EPUB i MOBI.

Właśnie udostępniliśmy za darmo trzy kolejne edycje „Nowego Obywatela” – nr 59, 6061. Co więcej, „uspołeczniliśmy” pakiet tekstów z numerów 62 (m.in. tekst o prywatyzacji majątku komunalnego), 63 (m.in. wywiad z Ryszardem Bugajem) oraz 64 (m.in. rozmowa z Witoldem Modzelewskim). Jakby tego było mało, każdy internauta może od dziś za darmo zapoznać się z ważnym tekstem lidera lewicy ludowej Stanisława Thugutta – broszurą „Listy do młodego przyjaciela”.

Każdego, kto uważa, że darmowe udostępnianie artykułów z naszego pisma jest pożyteczne społecznie, serdecznie prosimy, by po przeczytaniu tych słów poświęcił kilka najbliższych minut na zarekomendowanie prenumeraty naszego kwartalnika swoim znajomym czy rodzinie: e-mailem, za pośrednictwem portali społecznościowych (Facebook, Twitter) lub osobiście. Będzie to dla nas wielka pomoc w docieraniu do nowych odbiorców oraz namawianiu dotychczasowych, by wybrali prenumeratę jako sposób nabywania „Nowego Obywatela”.

Szczegółowe informacje o różnych rodzajach prenumeraty oraz o tym, dlaczego ten kanał sprzedaży jest dla nas tak ważny, można znaleźć na stronie nowyobywatel.pl/prenumerata.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Równajmy w górę, nie w dół

Równajmy w górę, nie w dół

Krajowy Zjazd Delegatów Związku Nauczycielstwa Polskiego zdecydował o złożeniu wniosku do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie nauczycieli ze szkół publicznych przekazanych do prowadzenia innym podmiotom.

Rzecz w tym, że pedagodzy zatrudnieni w takich placówkach pracują nie w oparciu o Kartę Nauczyciela, lecz Kodeks pracy. W efekcie ich warunki pracy oraz wynagrodzenia ulegają pogorszeniu, a dodatkowo tracą możliwości awansu zawodowego.

Zadania dydaktyczne i opiekuńczo-wychowawcze realizowane przez nauczycieli w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach prowadzonych przez osoby fizyczne lub prawne niebędące jednostkami samorządu terytorialnego nie różnią się od zadań wykonywanych przez nauczycieli w przedszkolach, szkołach i placówkach publicznych podlegających obecnie ustawie Karta Nauczyciela – przypomnieli delegaci w przyjętej uchwale. Podkreślili też, że nauczyciele pracujący w publicznych placówkach prowadzonych np. przez stowarzyszenia muszą posiadać takie same kwalifikacje jak ci uczący w placówkach prowadzonych przez samorządy. Co równie istotne, na prowadzenie obu typów szkół subwencja oświatowa jest identyczna.

W związku z powyższym ZNP chce, by status zawodowy nauczycieli zatrudnionych we wszystkich placówkach publicznych był taki sam. Domaga się, by Trybunał Konstytucyjny zbadał, czy zróżnicowanie statusu nauczycieli szkół publicznych w zależności od ich organu prowadzącego jest zgodne z prawem.

W innych przyjętych stanowiskach nauczyciele podkreślili, że zdecydowanie sprzeciwiają się zamiarom likwidacji Karty Nauczyciela, a także postulowali m.in.: przywrócenie kuratorom prawa weta wobec uchwał samorządów w zakresie kształtowania sieci szkół; finansowanie wynagrodzeń nauczycieli z dotacji celowej budżetu państwa; stworzenie rozwiązań gwarantujących stały wzrost wynagrodzeń w oświacie; objęcie przedszkoli subwencją oświatową; zmianę zasad wspierania edukacji niepublicznej ze środków publicznych.

Delegaci wystosowali też apel do parlamentarzystów, władz centralnych i lokalnych o wprowadzenie rozwiązań zapewniających prawidłowe wykonywanie przez samorządy ich ustawowych obowiązków. Obecnie ma bowiem miejsce eskalacja naruszeń prawa oświatowego, szczególnie w kwestiach dotyczących likwidacji szkół publicznych i przekazywania ich prowadzenia innym podmiotom.

Podczas zjazdu wyłoniono nowe władze związku, zrzeszającego ok. 260 tys. pracowników oświaty, wychowania, szkolnictwa wyższego i nauki. Na prezesa ponownie został wybrany Sławomir Broniarz.

Do kosza z taką nowelizacją!

Do kosza z taką nowelizacją!

Proponowane przez parlamentarzystów zmiany w Ustawie o odpadach oraz Ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminie idą w kierunku uprzywilejowania kosztownej i nieekologicznej metody unieszkodliwiania odpadów, jaką jest ich spalanie.

Portal Samorządowy przypomina, że odpady komunalne to znakomite źródło surowców, dlatego w Ustawie o odpadach, zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej, zapisano określoną hierarchię postępowania z nimi, która stawia recykling i inne procesy odzysku ponad unieszkodliwianiem „śmieci”.

Tymczasem ustawodawcy chcą, by na dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej oraz Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej mogły liczyć jedynie podmioty, które w Wojewódzkich Programach Gospodarowania Odpadami zostaną uznane za ponadregionalne instalacje przetwarzania odpadów. Mało tego: te nieujęte w WPGO w ogóle nie otrzymają pozwolenia środowiskowego, niezbędnego do realizacji inwestycji. Sęk w tym, że status ponadregionalnej instalacji będą mogły uzyskać jedynie instalacje termicznego przekształcania odpadów, czyli spalarnie.

Koszt inwestycyjny spalarni to 3 do 4 tys. zł w przeliczeniu na tonę odpadów, zaś koszt eksploatacyjny to ok. 500 zł/t. W przypadku nowocześniejszych technologii, jak separacja hydromechaniczna lub autoklawowanie, koszty te mogą być wielokrotnie niższe, natomiast efekty w postaci odzysku i recyklingu surowców – znacznie lepsze – komentuje Jerzy Ziaja, prezes Ogólnopolskiej Gospodarczej Izby Recyklingu.

Nowelizacja ustaw w proponowanym kształcie blokuje rozwój innowacyjnych technologii przetwarzania odpadów. Oznacza to petryfikację aktualnego stanu, w którym poza spalaniem dopuszczalne jest jedynie uciążliwe dla mieszkańców kompostowanie i mechaniczno-biologiczne przetwarzanie, oparte na co najmniej 14-dniowej intensywnej stabilizacji odpadów z kilkutygodniowym procesem dojrzewania na wolnym powietrzu.

Tomasz Styś z Instytutu Sobieskiego przypomina, że zgodnie z regulacjami, nad którymi pracują obecnie właściwe organy UE, Polska będzie musiała ograniczyć ilość składowanych odpadów z obecnych ok. 7 mln ton do 0,6 mln ton w 2030 r. Bez dopuszczenia nowoczesnych technologii, a opierając się głównie na spalarniach, nie będziemy w stanie osiągnąć tego pułapu, nie mówiąc o zwiększających się wymogach dotyczących odzysku i recyklingu surowców.

Koniecznie czytaj także nasz wywiad z Jerzym Ziają.

Nie inwestujemy w siebie

Nie inwestujemy w siebie

Polska jest jednym z niewielu krajów UE, które w czasie kryzysu nie zwiększyły wydatków na szeroko rozumiane bezpieczeństwo socjalne. I to pomimo tego, że przeznaczamy na ten cel równowartość ok. 20 proc. PKB, przy średniej unijnej wynoszącej 29,1 proc.

Gazetaprawna.pl wyjaśnia, że kryteria unijne zakładają, że wydatki na bezpieczeństwo socjalne to zasiłki dla bezrobotnych, ale także emerytury, opieka zdrowotna, renty czy wspomaganie miejsc pracy i świadczenia dotyczące opieki rodzinnej. Polska zajmuje ostatnie miejsce, jeśli chodzi o udział wydatków na walkę z bezrobociem i zasiłków dla bezrobotnych – te środki stanowią u nas 1,5 proc. wszystkich środków przeznaczanych na bezpieczeństwo socjalne (średnia dla całej Unii to 5,6 proc.). Jesteśmy też trzeci od końca pod względem walki z wykluczeniem społecznym: na opiekę nad bezdomnymi, budowę mieszkań socjalnych itd. wydajemy zaledwie 1,1 proc. wszystkich środków na cele społeczne.

Co gorsza, zdaniem Eurostatu nasza pomoc społeczna jest jedną z najmniej skutecznych. Pozwala na wyjście z biedy zaledwie 5,2 proc. korzystających z niej osób, tymczasem średnia dla UE wynosi 9 proc. Najskuteczniejsza pomoc socjalna funkcjonuje w Danii, Wielkiej Brytanii, Luksemburgu, Finlandii, Szwecji oraz na Węgrzech.

Podobne wnioski płyną z raportu NIK. W zbadanych centrach integracji społecznej spośród 2 tys. osób, które w latach 2011-2012 wzięły udział w zajęciach, jedynie 38,2 proc. usamodzielniło się ekonomicznie; w klubach integracji społecznej odsetek ten był jeszcze niższy: spośród 2,2 tys. osób usamodzielniło się jedynie 16,9 proc. (rzecz jasna wpływ na to miało nie tylko funkcjonowanie instytucji integracyjnych, ale także cechy rynku pracy).

Portal podkreśla, że inwestycje w pomoc społeczną opłacają się całemu społeczeństwu. Przywołuje High/Scope Perry Preschool Program przeprowadzony w latach 60. w USA. Polegał on na zastosowaniu metody aktywnego uczenia się w stosunku do dzieci z zaniedbanych środowisk (niski iloraz inteligencji dziecka, niska pozycja społeczno-ekonomiczna rodziców). Okazało się, że z każdego zainwestowanego w program dolara społeczeństwo uzyskiwało 12,9 dolara w związku z wyższymi wpływami podatkowymi, mniejszymi wydatkami wymiaru sprawiedliwości i niższymi wydatkami na pomoc socjalną.

W krajach o rozwiniętej polityce społecznej i osiągającej wysokie wskaźniki w ograniczaniu skali i głębi wykluczenia społeczno-ekonomicznego pomoc społeczna jest tylko jednym z wielu (i niekoniecznie najważniejszym) instrumentem przy pomocy których osiąga się wysoki poziom inkluzji społecznej. Nawet żeby pomoc społeczna była skuteczna, musi być osadzona w szerszej konfiguracji instytucjonalnej. To właśnie brak koordynacji działań służb społecznych na przykład ze służbami zatrudnienia czy instytucjami edukacyjnymi jest uważany za jedną ze słabości polityki społecznej w Polsce. Zintegrowaniu różnych działań na rzecz zmniejszania i łagodzenia ubóstwa i wykluczenia mogą służyć całościowe, ponadresortowe Strategie – twierdzi Towarzystwo Edukacji Antydyskryminacyjnej.