Sześciolatki się opłacają

Sześciolatki się opłacają

W tym roku więcej podstawówek otwarto, niż zamknięto. To konsekwencja objęcia sześciolatków obowiązkiem szkolnym i zwęszenia w tym interesu przez firmy prywatne.

Z mapy co roku znikało kilkaset placówek, teraz po raz pierwszy trend się odwrócił i łączna liczba szkół wzrosła o 56 – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Od razu jednak dodaje, że to nie zasługa samorządów, które zlikwidowały 120 placówek, a gdyby nie rok wyborczy to byłoby ich zapewne zdecydowanie więcej. Rzecz w tym, że otwarto ok. 180 niepublicznych szkół, głównie podstawowych.

Gazeta przypomina, że od tego roku do podstawówek poszła obowiązkowo połowa rocznika sześciolatków, w kolejnym pójdą pozostali, razem z obecnymi pięciolatkami. Część opiekunów obawiała się, że nie odnajdą się w dużych samorządowych szkołach; wyczuli to przedsiębiorcy, którzy zaczęli na potęgę zakładać własne placówki. Czy oznacza to, że rynek sprawnie rozwiązał problem społeczny? Sprawa nie jest niestety taka oczywista. – W ciągu ostatnich dwóch lat, gdy już było przesądzone w ustawie, że sześciolatki pójdą do szkoły, w mojej okolicy pojawiło się aż pięć nowych podstawówek. Firmy, które je prowadzą, nie mają związku z edukacją, bo ich główną działalnością jest np. zakład mechaniczny lub hurtownia – komentuje Kazimierz Stankiewicz, wiceprezes działającej od kilku lat spółki Szkoły Marzeń w Piasecznie. Jego zdaniem część z takich placówek po przejściu podwójnych roczników będzie zamykanych. Warto dodać, że na ograniczaniu sieci szkół najbardziej ucierpiały licea i technika, bo prywatne firmy prawie nie tworzą nowych w miejsce likwidowanych.

Od stycznia chcemy przyznać samorządom wyższą o średnio tysiąc złotych subwencję na małe placówki do 70 uczniów. Z pewnością sprawi to, że mniej małych szkół będzie ulegało likwidacji – zapowiada Grzegorz Pochopień, dyrektor departamentu analiz i prognoz Ministerstwa Edukacji Narodowej. – Rząd chce doprowadzić do prywatyzacji edukacji, czyli wyjmowania szkół spod Karty Nauczyciela. A samorządy z przyzwoleniem MEN będą likwidować placówki lub przekazywać je prywatnym firmom. Podatnicy powinni mieć gwarancje, że szkoły będą publiczne – nie daje się uspokoić Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” (wywiad z nim opublikowaliśmy tutaj).

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Potrzebujemy Was!

Potrzebujemy Was!

Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy zdecydowali się przekazać 1% swojego podatku wydawcy „Nowego Obywatela”. Nadal jednak potrzebujemy Waszej pomocy!

Ministerstwo Finansów podało niedawno, że obywatele przekazali za 2013 r. łącznie ponad pół miliarda zł z odpisów 1%. Choć uprawnionych podmiotów jest ok. 7,6 tys., aż ponad połowa tych środków trafiła do 50 dużych organizacji, rozpoznawalnych i posiadających duże budżety reklamowe. W dodatku ogromna część podatników nie przekazuje swojego 1% na działalność pożytku publicznego, lecz potrzebującym osobom prywatnym, które założyły subkonto w fundacji charytatywnej.

dziekujemy-za-wsparcie

Na wsparcie „Nowego Obywatela” przekazaliście w roku 2014 łącznie ok. 9 tys. zł. Każdy grosz się liczy, jednak tych groszy musi być zdecydowanie więcej, by możliwe było tworzenie naszej gazety oraz portalu internetowego. Nie można koncentrować się jednocześnie na tym oraz na wiecznej gonitwie za środkami na działalność naszego Stowarzyszenia. Dlatego apelujemy do wszystkich Czytelników o:
– przekazywanie, w miarę możliwości, darowizn na cele statutowe Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom” (np. w formie zlecenia stałego, choćby na niewielką kwotę),
nabywanie naszego pisma w prenumeracie oraz zachęcanie do tego innych,
– wspieranie nas w promocji studia graficznego Kooperatywa.org, z którego dochody wspierają wydawanie gazety.

No i oczywiście nie zapomnijcie o nas przy wypełnianiu PIT-u w 2015 r.

Z góry dziękujemy!

 

Nasz wywiad poświęcony idei 1% oraz temu, jak uległa ona wypaczeniu: kliknij tutaj

Banksterom po łapkach

Banksterom po łapkach

Pięć największych banków na świecie zostało ukaranych grzywnami wynoszącymi łącznie ponad 2,5 mld euro. To kara za manipulowanie kursami wymiany dziesięciu najczęściej używanych światowych walut.

„Nasz Dziennik” pisze, że wśród ukaranych są brytyjskie HSBC i Royal Bank of Scotland, amerykański Citibank i JP Morgan Chase oraz szwajcarski UBS. Śledztwo trwało ok. roku i dotyczyło podejrzeń, że w latach 2008-2013 banki i inne instytucje finansowe sprzedawały i kupowały waluty pomiędzy sobą, osiągając dzięki temu ogromne zyski.

Jest to kolejna kara dla wielkich banków. Oszustwa polegały na zmowie przy ustalaniu kursów londyńskiej stopy procentowej innych niż powinny być w rzeczywistości. Kursy te rzutują na bilionowe transakcje na całym świecie. Zyski banków osiągane w ten sposób dochodziły do setek miliardów dolarów – powiedział w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. – Widać, że banki nie wyciągnęły żadnych wniosków z poprzednich światowych kryzysów, których były główną przyczyną – ocenia. – To jest kalkulacja wynikająca z bezkarności. Zyski są wyższe niż kary – dodaje.

Brytyjski regulator rynków finansowych FCA nałożył na każdy z pięciu banków grzywnę w wysokości ponad 200 mln funtów. Amerykański regulator CFTC orzekł kary dla każdego z banków w wysokości co najmniej 275 mln dolarów. Z kolei szwajcarski regulator FINMA nałożył grzywnę w wysokości 134 mln franków szwajcarskich dla banku UBS. – Jeżeli władze poszczególnych państw będą podchodzić do kontroli banków rygorystycznie, to możemy oczekiwać jeszcze wyższych kar. W tej chwili łączna kwota kar na wszystkie banki na świecie wynosi około 40 mld dolarów. Ta kwota w przyszłości może być podwojona lub potrojona – przewiduje Szewczak.

Kanclerz skarbu Wielkiej Brytanii George Osborne poinformował, że nadal prowadzone jest śledztwo w sprawie manipulacji kursami.

Marian nigdy się nie poddaje

Marian nigdy się nie poddaje

Marian Zagórny, lider Związku Zawodowego Rolników RP „Solidarni” i członek Rady Honorowej „Nowego Obywatela”, został zatrzymany przez policję podczas kolejnego protestu w obronie polskiej wsi.

26 listopada 2014 r. podlascy rolnicy okupowali siedzibę Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku, wylali też gnojowicę. Jak wyjaśnia Zagórny w swoim stanowisku, od wielu miesięcy walczą oni o ogłoszenie w swoim regionie stanu klęski żywiołowej, m.in. ze względu na trwającą od kwietnia suszę, brak skupu trzody chlewnej oraz duże zniszczenia w plonach dokonane przez dziki. 10 listopada na spotkaniu z wojewodą zostało zawarte porozumienie w tej sprawie i wystąpił on ze stosownym wnioskiem do Ewy Kopacz. Do 25 listopada rząd w żaden sposób nie zareagował.

Zagórny podkreśla, że policja traktowała go jak groźnego przestępcę. W areszcie został osadzony o 4:00 nad ranem, po wizytach na kilku komisariatach. O godz. 12:00 odbyło się przesłuchanie, po czym w trybie przyspieszonym postawiono mu zarzuty dokonania wybryku chuligańskiego, za co grożą nawet trzy lata za kratkami. W Sądzie Rejonowym w Białymstoku już o 14:00 odbyła się rozprawa. Zostałem kolejny raz skuty w kajdany, mimo tego że chodzę o dwóch kulach, i tak zostałem przewieziony do Sądu. Przed rozpoczęciem przewodu sądowego wyjaśniłem Wysokiemu Sądowi, że działałem w ramach ustawy o związkach zawodowych i ta akcja wylania gnojowicy była częścią akcji protestacyjnej, a nie jak wnioskował prokurator wybrykiem chuligańskim – pisze związkowiec.

Po wysłuchaniu wyjaśnień sąd wyznaczył rozprawę w normalnym trybie na 5 grudnia 2014 r.

Nasz wywiad z Marianem Zagórnym można przeczytać tutaj.