Od ćwierćwiecza dla Dzikiej Polski

Od ćwierćwiecza dla Dzikiej Polski

Stowarzyszenie Pracownia na rzecz Wszystkich Istot, nieustępliwe w obronie dzikiej przyrody, świętuje 25-lecie działalności.

Organizacja powstała w latach 80. jako grupa działająca pod szyldem Pracowni Architektury Żywej, popularyzująca w Polsce filozofię głębokiej ekologii; w 1989 r. została zarejestrowana jako stowarzyszenie działające pod obecną nazwą. Przez całe ostatnie ćwierćwiecza wytrwale walczyła m.in. o zachowanie ekosystemów Puszczy Białowieskiej, Tatr, Doliny Rospudy oraz Pilska, organizując kampanie edukacyjne i interwencje prawne, a kiedy była taka konieczność także akcje bezpośrednie. Podejmuje się także działalności eksperckiej, m.in. w zakresie minimalizacji wpływu inwestycji drogowych na populacje dzikich zwierząt.

Pracownia prowadzi Stację Edukacji Ekologicznej oraz już od 20 lat wydaje miesięcznik „Dzikie Życie” – w latach 2001-2005 jego redaktorem naczelnym był Remigiusz Okraska, współzałożyciel i redaktor naczelny „Nowego Obywatela”, współpracujący z Pracownią od roku 1997 do dzisiaj.

W ciągu ostatnich lat jesteśmy świadkami coraz mocniejszej presji biznesu na przyrodę. Staramy się przeciwdziałać tym tendencjom. Ważna jest praca dla zachowania procesów zachodzących w naturze, możliwość swobodnej migracji zwierząt i ochrona dzikich kompleksów przyrodniczych, a także dobra kondycja człowieka, która w dużej mierze zależy od stanu środowiska – pisze organizacja w okolicznościowej notce.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Konieczna, ale niedoskonała

Konieczna, ale niedoskonała

Projekt ustawy o nieodpłatnej pomocy prawnej i informacji prawnej, oczekiwany od dwóch dekad, został skierowany do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Wzbudził już jednak pierwsze wątpliwości.

Wyborcza.biz podkreśla, że ustawa ma poprawić położenie biedniejszych obywateli, którzy nie mają szans w konfrontacji z dużymi firmami czy choćby administratorami nieruchomości. Łącznie powstanie co najmniej 1549 punktów pomocy prawnej oraz 42 stanowiska na potrzeby udzielania informacji prawnej za pośrednictwem infolinii.

Pomoc, udzielana osobiście przez adwokata lub radcę prawnego na podstawie umowy zawartej z powiatem, będzie polegała m.in. na wsparciu w sporządzeniu niektórych pism czy przygotowaniu projektu wniosku o zwolnienie od kosztów sądowych lub o ustanowienie pełnomocnika z urzędu. Będą do niej uprawnione osoby korzystające z zasiłków z pomocy społecznej oraz osoby „w sytuacjach nadzwyczajnych”.

Uzależnienie nabycia prawa do pomocy prawnej od uprzedniego otrzymania świadczenia z pomocy społecznej w istocie pozbawia prawa do tej pomocy prawnej osoby, które najbardziej jej potrzebują – ocenia w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Przemysław Ostrzyżek, radca prawny. – Najczęściej bowiem zdarzają się sytuacje nagłe, które wymagają szybkiej interwencji prawnika. Przykładem może być odebranie członkostwa w spółdzielni mieszkaniowej lokatorowi, który stracił pracę i od pewnego już czasu nie płaci czynszu ani nie wnosi opłat za media. Zanim dojdzie do wydania decyzji o prawie do zasiłku, upłynie wiele miesięcy. A prawnik potrzebny jest w zasadzie natychmiast. Radca prawny Wojciech Kryczek sugeruje, że lepszym rozwiązaniem byłoby skorzystanie z kryterium opartego na realnie uzyskiwanych dochodach.

Ostrzyżek zwraca uwagę, że sprecyzowania wymaga określenie „lub w sytuacjach nadzwyczajnych”. – Dwa lata udzielałem porad prawnych pro bono w Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Warszawie, co daje mi pewność że 90 proc. osób potrzebujących pomocy prawnej było w sytuacji nadzwyczajnej w potocznym rozumieniu tego słowa – podkreśla. – Nikt albo prawie nikt nie szuka pomocy prawnej, jeśli jej rzeczywiście nie potrzebuje. Z kolei zastrzeżenia Kryczka budzi wyłączenie z zakresu usług pomocy w sprawach dotyczących prawa podatkowego, celnego, dewizowego, handlowego i działalności gospodarczej, z wyjątkiem jej rozpoczynania. Również osoby ubogie borykają się bowiem np. z problemami z zakresu prowadzenia działalności gospodarczej, np. pracownicy zmuszeni przez pracodawcę do przejścia na fikcyjne samozatrudnienie.

Wojciech Piłat, adwokat, podnosi inną wątpliwość. – Podział środków między poszczególne województwa odbywa się przy zastosowaniu mnożników ustalanych proporcjonalnie do liczby ludności w powiecie i województwie. Dlaczego nie uwzględnia się tu liczby osób w danym województwie, które kwalifikują się do otrzymania świadczenia z pomocy społecznej? Poszczególne regiony naszego kraju różnią się stopniem zamożności obywateli – komentuje.

Czeki na opiekę

Czeki na opiekę

Czeki opiekuńcze to najważniejszy element projektu ustawy o pomocy osobom niesamodzielnym, przygotowanego przez zespół pod przewodnictwem senatora Mieczysława Augustyna z PO.

1 tys. zł miesięcznie na pokrycie kosztów pielęgnacji i opieki będzie mogła otrzymać osoba z pierwszym stopniem niesamodzielności, przy drugim i trzecim poziomie ma to być odpowiednio 850 zł oraz 650 zł – pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Celem proponowanej ustawy jest wsparcie rodzin, które na co dzień zajmują się niepełnosprawnymi krewnymi. To właśnie z czeku mają być finansowane kwalifikowane koszty opieki, do których będą zaliczane przede wszystkim wydatki na usługi pielęgnacyjno-opiekuńcze. Działalność w powyższym zakresie będą mogły prowadzić podmioty zatrudniające tzw. opiekunów profesjonalnych, spełniające określone warunki i wpisane do rejestru wojewody.

Usługi opłacane czekami będą mogli też wykonywać asystenci osób niesamodzielnych, którzy ukończą specjalne szkolenie i znajdą się w wykazie prowadzonym przez gminę. Przekazywaniem pieniędzy będą zajmować się samorządy, osoby niesamodzielne i ich rodziny mają dysponować jedynie książeczką z blankietami. Co miesiąc będą wydawać jeden czek podmiotowi, który zgłosi się do ośrodka pomocy społecznej po należność.

Gazeta zwraca uwagę, że stopnie niesamodzielności stanowią nowość. – Nasz projekt nie przewiduje jednak tworzenia nowego systemu orzekania, bo jeden z trzech stopni niesamodzielności będzie ustalany przez powiatowy zespół i wpisywany do dokumentu określającego poziom niepełnosprawności – tłumaczy Augustyn. Uzyskanie stopnia niesamodzielności będzie dotyczyć tylko tych osób, które mają orzeczenie o znacznej niepełnosprawności. Autorzy projektu, który niedługo zostanie przedstawiony rządowi, zakładają, że nowe przepisy wchodziłyby w życie stopniowo, zaczynając od osób z najcięższą niesamodzielnością.

W związku ze starzeniem się społeczeństwa koszty wydatków na czeki docelowo miałyby osiągnąć ponad 11 mld zł rocznie. Jednak część tych pieniędzy wracałaby do budżetu państwa w postaci podatków: na skutek powstawania firm świadczących usługi i legalizacji pracy wielu opiekunów.

DGP zaznacza, że czeku nie będzie można łączyć z obowiązującymi obecnie formami pomocy: świadczeniem pielęgnacyjnym, specjalnym zasiłkiem opiekuńczym oraz zasiłkiem dla opiekuna. Dodaje, że osobie wymagającej wsparcia, poza świadczeniami pielęgnacyjno-opiekuńczymi, będzie przysługiwać refundacja kosztów teleopieki (ma stanowić 10 proc. czeku).

Pokolenie utraconych możliwości

Pokolenie utraconych możliwości

W 2013 r. wzrosła liczba młodych ludzi, którzy nie uczą się, nie pracują i nie podnoszą swoich kwalifikacji. Ich odsetek w Polsce przekroczył już średnią dla państw Unii Europejskiej.

Not in Education, Employment or Training, czyli NEET. Tak nazywa się młodych ludzi, którzy są zupełnie bierni na rynku pracy. Nie uczą się, nie pracują i nie podnoszą swoich kwalifikacji. Według Eurostatu w ubiegłym roku w Polsce w grupie wiekowej od 15 do 29 lat było ich 16,2 proc. W tym czasie średnia dla Unii Europejskiej wyniosła 15,9 proc. Najmniej młodych ludzi biernych zawodowo było w Holandii – 7,1 proc, najwięcej w Grecji – 28,5 proc. Najbardziej niepokojące jest to, że liczba NEET-sów systematycznie wzrasta, zarówno w UE, jak i w większości rozwiniętych państw świata. W Polsce od 2008 r. przybyło ich aż 4 p. proc.

Zdaniem dr. Rafała Mustera, socjologa z Uniwersytetu Śląskiego, nie można mówić o jednej przyczynie rosnącej bierności młodych ludzi. Jest ich wiele. Od kwestii indywidualnego podejścia do etosu pracy, wartości wyniesionych z domu i sposobu wychowania, po coraz gorszą sytuację na rynku pracy. – Postawy bierne są bardziej rozpowszechnione w tych środowiskach, w których rodzice są bez pracy i mają problemy z jej znalezieniem – mówi socjolog.

Dzieci recesji

Eksperci UNICEF w opublikowanym niedawno raporcie pt. „Dzieci recesji: Wpływ kryzysu gospodarczego na warunki i jakość życia dzieci w krajach wysokorozwiniętych” rosnącą liczbę młodzieży biernej zawodowo łączą bezpośrednio z kryzysem gospodarczym, który rozpoczął się w 2008 r. Recesja szczególnie mocno odcisnęła swoje piętno na młodych ludziach, a wskaźnik NEET wzrósł dramatycznie w większości krajów UE. W 2013 roku 7,5 miliona młodych ludzi, co odpowiada prawie całej populacji Szwajcarii, nie pracowało, nie uczyło się, nie szkoliło. To o milion więcej niż w 2008 roku – napisali autorzy raportu. Przy czym te liczby odnoszą się tylko do młodzieży w wieku 15-24 lata.

W raporcie UNICEF Polska wskazana została obok Luksemburga jako jeden z dwóch wyjątków. Niestety w przeciwieństwie do tego drugiego państwa, negatywny. W Luksemburgu mimo recesji odnotowano spadek liczby NEET-sów, u nas odwrotnie – pomimo wzrostu gospodarczego przybyło biernej młodzieży. A to oznacza, że w Polsce problemem staje się po prostu kiepska jakość rynku pracy.

Bo nie ma pracy

Jak podkreśla dr Muster, w Polsce główną przyczyną wzrostu bierności zawodowej ludzi młodych są bariery uniemożliwiające wejście na rynek pracy. – Być może część z nich po ukończeniu określonego poziomu edukacji wysłała dziesiątki swoich CV i listów motywacyjnych do firm i spotkała się z brakiem reakcji ze strony pracodawców. Wielu ludzi nie może znaleźć pracy, która odpowiadałby ich kompetencjom i kwalifikacjom, nie zdając sobie sprawy z tego, że kompetencje te bardzo szybko się dezaktualizują – mówi dr Muster.

Jego zdaniem poważnym problemem, zniechęcającym młodych ludzi do aktywności, jest uelastycznianie rynku pracy i znikoma oferta stałych umów o pracę. – To jest związane z tym, że coraz trudniej znaleźć pracę etatową, nie tyle dobrze płatną, ile względnie stabilną, stwarzającą poczucie bezpieczeństwa – dodaje socjolog. Z tego względu część młodych ludzi zaczyna się wycofywać. Zniechęceni nie szukają pracy, bo są przekonani, że i tak jej nie znajdą. – Zaczynają mówić: Nie szukam, bo nawet jak znajdę, to będzie to praca tymczasowa, na chwilę, na tu i teraz. To się nie opłaca, chciałbym pracować w kopalni albo w innym zakładzie, w którym jest zabezpieczenie socjalne. A takich ofert na naszym regionalnym rynku pracy po prostu nie ma. Podobnie jak w całym kraju – mówi dr Muster.

Kryzys szkolnictwa zawodowego

Inną przyczyną, która wpłynęła na pogorszenie sytuacji ludzi młodych na rynku pracy, jest kryzys szkolnictwa zawodowego, ograniczenie kształcenia dualnego, czyli równoległego praktycznego i teoretycznego, które jest podstawą edukacji w innych krajach, np. w Niemczech. – Przy zakładach pracy nie ma już szkół, w których młodzi ludzie mogliby się nauczyć zawodu. Z drugiej strony o szkołach zawodowych mówi się źle, część rodziców jest przekonana, że nie wypada posłać swojego dziecka do zawodówki. Potrzebne są zmiany systemowe, trzeba odczarować szkoły zawodowe, pokazywać, że są w stanie przekazać młodym ludziom kompetencje i umiejętności pożądane przez pracodawców – podkreśla socjolog.

Agnieszka Konieczny

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego