Gazownictwo w opałach

Gazownictwo w opałach

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo znalazło się w trudnej sytuacji, co będzie się wiązało z cięciem kosztów oraz redukcją zatrudnienia. Jedną z przyczyn jest liberalizacja rynku gazu.

Rozwój spółki w dużej mierze blokują stare długoterminowe kontrakty na zakup gazu, które w obliczu spadku cen surowców na rynku wyraźnie się zdezaktualizowały. Mowa przede wszystkim o kontrakcie jamalskim, który firma po raz kolejny renegocjuje, oraz kontrakcie z Katarczykami, którego realizację udało się niedawno przesunąć w czasie. Tymczasem za naszą zachodnią granicą tzw. spotowe ceny gazu spadły nawet o 30 proc., przez co opłacalność jego importu z Niemiec bardzo wzrosła. PGNiG nie może jednak z tego skorzystać, gdyż w pierwszej kolejności musi zakupić zakontraktowaną ilość gazu z Rosji w formule take or pay, która oznacza, że trzeba płacić nawet w sytuacji nieodebrania surowca. A trzeba pamiętać, że dawno zakontraktowany gaz z Kataru, którego odebranie udało się opóźnić, będzie jeszcze droższy od rosyjskiego.

Innym problemem, który dobija PGNiG, jest istnienie tzw. obliga gazowego, będącego elementem liberalizacji rynku gazu w Polsce. Zmusza ono spółkę do sprzedaży co najmniej 55 proc. gazu przez giełdę. Obecne ceny rynkowe są na takim poziomie, że PGNiG kupujące drogi gaz od Rosjan ponad połowę surowca musi sprzedawać ze stratą. By je ograniczyć, firma stworzyła spółkę-córkę, której głównym zadaniem jest… kupowanie gazu na rynku od spółki-matki, tak by wypełnić obligo.

Wydaje się, że decydujący dla losów przedsiębiorstwa będzie przyszły rok. Wiele zależy od wyników renegocjacji kontraktu jamalskiego, który będzie ciążył spółce jeszcze przez 7 lat. Tym bardziej, że na horyzoncie widać już kolejne kłopoty, jak nowy podatek od węglowodorów, który będzie obowiązywał od 2015 r., oraz powolny spadek wydobycia w związku z wyczerpywaniem się własnych złóż.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Inspektor nie zapuka dwa razy

Inspektor nie zapuka dwa razy

Posłowie chcą, by inspektorzy pracy mogli wchodzić do firm bez wcześniejszego uprzedzania o swojej wizycie i jej celu.

„Dziennik Gazeta Prawna” pisze, że na pierwsze czytanie czeka poselski projekt nowelizacji ustawy z 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej. Przewiduje on zniesienie obowiązku uprzedzania z 7-dniowym wyprzedzeniem pracodawców o planowanej kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, ale także zwolnienie inspektorów z obowiązku okazania upoważnienia do przeprowadzania działań na terenie zakładu.

W ocenie posłów SLD, którzy przygotowali projekt, obowiązujące zasady wszczynania kontroli ograniczają skuteczność działań inspekcji. Zapowiedziana kontrola najczęściej uniemożliwia ustalenie rzeczywistego stanu przestrzegania prawa pracy i zasad bhp.

Dyskusja nad ograniczeniami dotyczącymi formalności związanych z kontrolą PIP jest potrzebna. Moim zdaniem niewątpliwie należy podjąć prace w kierunku zwiększenia skuteczności inspekcji. Choć pewnie trudno będzie znaleźć złoty środek, który z jednej strony pozwoli inspektorom skutecznie przeprowadzać kontrole, a z drugiej nie będzie dezorganizował funkcjonowania firmy – stwierdza Aleksander Sosna, poseł PO, który zawodowo jest inspektorem pracy. – Po kilku latach obowiązywania ograniczeń w sposobie prowadzenia kontroli przez PIP warto sprawdzić, czy przepisy pozwalają inspekcji na skuteczną realizację powierzonych jej zadań. Owszem, swoboda działalności gospodarczej jest ważna, ale jej zapewnienie nie może blokować możliwości weryfikacji warunków pracy i bezpieczeństwa załogi – podkreśla Józef Zych, poseł PSL. Inicjatywę popierają też posłowie PiS.

Wielokrotnie wskazywano, że wcześniejsze powiadomienie o kontroli zazwyczaj niweczy efekty, jakie można by osiągnąć, wszczynając działania bez uprzedzenia – mówi Iwona Hickiewicz, główny inspektor pracy. Dodaje, że wprowadzenie obowiązku dostarczania upoważnień do przeprowadzenia kontroli wywarło istotny negatywny wpływ na skuteczność działań PIP.

Nie płacz Tesco, bo tu miejsca brak

Nie płacz Tesco, bo tu miejsca brak

Węgierski parlament przegłosował ustawę zakazującą handlu w niedziele sklepom wielkopowierzchniowym. Otwarte będą mogły być wyłącznie placówki o powierzchni poniżej 200 mkw., czyli głównie małe sklepy rodzinne.

Bankier.pl przypomina, że nie tak dawno premier Orbán ogłosił wprowadzenie nowego podatku dla  supermarketów, stworzonego z myślą o zagranicznych sieciach handlowych. Teraz głosami Fideszu wszedł w życie kolejny projekt mający chronić niewielkie sklepy o kapitale węgierskim. Tamtejszy rynek handlu detalicznego jest mocno skoncentrowany i 70% udziałów w nim posiadają duże zagraniczne marki, m.in. Tesco, Lidl, Auchan, Spar i Aldi.

Projekt wpisuje się w inne wprowadzane przez Orbána zmiany, które mają faworyzować rodzimy kapitał. Interwencje objęły również m.in. sektor bankowy: państwo konsekwentnie wykupuje prywatne banki.

Kulturalnie i obywatelsko

Kulturalnie i obywatelsko

W ramach portalu „Nowego Obywatela” istnieje dział „Kultura zaangażowana”, który stanowi stale powiększające się cyfrowe archiwum tekstów prezentujących szeroko rozumiany społeczny wymiar kultury oraz społeczne zaangażowanie ludzi kultury.

Wśród wspomnianych artykułów znajduje się dużo materiałów archiwalnych niedostępnych wcześniej w Internecie. Są to m.in. reportaże, recenzje i wywiady. Serdecznie polecamy lekturę!

Dział „Kultura zaangażowana” powstał w ramach zadania dofinansowanego ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.