Historia przypomniana

Historia przypomniana

28 stycznia (środa) w Warszawie odbędzie się premiera pierwszego polskiego filmu o pańszczyźnie, czyli „Niepamięci” Piotra Brożka. „Nowy Obywatel” jest patronem medialnym obrazu.

Dokument w nietypowy sposób opowiada o problemie, który niemal nie istnieje w świadomości współczesnych Polaków. Choć pańszczyznę zniesiono półtora wieku temu, to ślady podziału na chłopów i panów widać w naszym kraju do dziś. Dwoje głównych bohaterów filmu – malarz-arystokrata i „wykształcona chłopka” – wybierze się na lubelską i podkarpacką wieś. Podczas wyprawy będą musieli zmierzyć się ze swoimi emocjami i odpowiedzieć na wiele ważnych pytań. Czy pochodzenie decyduje o tym, kim jesteśmy? Ile wiemy o naszej przeszłości? Do jakiego stopnia dawne podziały wpływają na nasze „tu i teraz”? W odpowiedzi pomogą nie tylko długie spory bohaterów, ale również spotkania z wiejskimi gospodarzami, bartnikiem i wiekowym hrabią.

Pomysł na pierwszą w Polsce produkcję o pańszczyźnie powstał po wielu rozmowach prowadzonych przez członków Stowarzyszenia Folkowisko. Wynikało z nich, że Polacy niewiele wiedzą o systemie pracy niewolniczej, w którym funkcjonowali ich przodkowie i bardzo rzadko zdają sobie sprawę z dzisiejszych konsekwencji jego istnienia.

 

10914833_815932278474254_6934312496770990754_o

Dokument wyreżyserował Piotr Brożek, absolwent Gdyńskiej Szkoły Filmowej i Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, zdobywca głównej nagrody w konkursie Stowarzyszenia Homo Faber za film „2ndExit”. Jako asystent reżysera pracował przy filmach „Miłość” (2012) Sławomira Fabickiego i „Bogowie” (2014) Łukasza Palkowskiego.

Film współfinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w ramach programu „Patriotyzm Jutra 2014” oraz ze środków Urzędu Miasta i Gminy Cieszanów.

Premiera odbędzie się 28 stycznia 2015 r. o godz. 19:00 w Kinie Elektor przy ul. Elektoralnej 12 (Mazowiecki Instytut Kultury). Wstęp wolny. Po projekcji będzie miało miejsce spotkanie z autorami i bohaterami filmu, zaś zwieńczeniem wieczoru będzie wiejski poczęstunek.

Wydarzenie na Facebooku

„Nowy Obywatel” serdecznie zaprasza!

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ziemia dla rolników, nie dla spekulantów!

Ziemia dla rolników, nie dla spekulantów!

PSL chce, by nie można było sprzedać gruntu rolnego dowolnej osobie lub firmie. Czuwać nad tym ma Agencja Nieruchomości Rolnych.

Wyborcza.biz pisze, że do Sejmu trafił projekt nowej ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego. Ludowcy tłumaczą, że ma ona przeciwdziałać zarówno powstawaniu olbrzymich latyfundiów, jak i rozdrabnianiu gospodarstw. Nowe przepisy mają zapobiec spekulacji gruntami rolnymi, kiedy w maju przyszłego roku zostaną zniesione ograniczenia w ich nabywaniu przez obywateli UE. Wielu właścicieli ziemi liczy na to, że jej ceny pójdą wtedy mocno w górę; polska średnia, wynosząca ok. 32 tys. zł za hektar, nadal jest sporo niższa od unijnej, która wynosi 12,6 tys. euro/ha.

Problem w tym, że takie ceny byłyby zaporowe dla większości naszych rolników chcących powiększać swoje gospodarstwa. Co innego potężne zachodnie fundusze, jak skandynawski fundusz emerytalny AP2: jedna piąta jego aktywów ulokowana jest w gruntach, które potem wydzierżawia. Przepisy projektowane przez PSL mają sprawić, że polska ziemia pozostanie w rękach rolników indywidualnych, których gospodarstwa miałyby nie więcej niż 300 ha.

Pierwszy z projektów ma przekształcić Agencję Nieruchomości Rolnych w pośrednika w obrocie gruntami rolnymi. Załóżmy, że jakiś właściciel ziemi postanowi sprzedać kilka hektarów. Jeśli nabywcą miałby być któryś z sąsiadów rolników, transakcję można byłoby sfinalizować u notariusza bez pośrednictwa agencji. A gdyby jakiś inwestor zaoferował znacznie większe pieniądze? Nic z tego! Sprzedający będzie musiał się zgłosić do ANR, a następnie ustalić z nią cenę. I z tym może być problem, bo agencja nie zgodzi się na cenę odbiegającą o więcej niż 20 proc. od średniej w danym powiecie. Dodajmy, że ANR ma stworzyć rejestr wszystkich gruntów rolnych i zbierać dane dotyczące cen oraz publikować na swojej stronie internetowej średnie dla wszystkich powiatów, z uwzględnieniem powierzchni i klasy użytków rolnych. Ewentualny spór między sprzedającym a agencją miałby na podstawie wyceny rzeczoznawcy rozstrzygać sąd – wyjaśnia portal.

Agencja zwracałaby się następnie do miejscowej izby rolniczej o wskazanie rolników chcących powiększyć gospodarstwa, wśród których organizowany byłby przetarg. Gdyby udało się uzyskać wyższą cenę, wówczas sprzedający i agencja dzieliliby się nadwyżką. Z kolei gdyby nie było chętnych na oferowaną ziemię, a ANR nie skorzystała z prawa pierwokupu, sprzedający miałby przez rok wolną rękę w szukaniu nabywcy.

PSL zaproponowało także zmiany w ustawie o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa (rząd je poparł). Nie dopuszczają one do udziału w przetargach ANR osób i firm, które kiedykolwiek nabyły od niej grunty rolne o łącznej powierzchni co najmniej 300 ha. Ci, którzy kupią ziemię, będą musieli osobiście prowadzić gospodarstwo, a jeśli ją sprzedadzą bez zgody Agencji wcześniej niż po dziesięciu latach albo obciążą grunt hipoteką, zapłacą wysoką karę (40 proc. ceny sprzedaży); ma to zniechęcić do kupowania ziemi przez podstawione osoby. Każdy nabywca będzie musiał złożyć oświadczenie o pochodzeniu pieniędzy na zakup ziemi, a także o niezawarciu umowy przedwstępnej na jej sprzedaż.

Portal przypomina, że we Francji działa agencja (SAFER), która nadzoruje obrót ziemią – nie tylko nie pozwala na spekulacje, ale i dba o rozwój terenów wiejskich oraz o środowisko naturalne.

Człuchów nie chce śmieciówek

Człuchów nie chce śmieciówek

Pod koniec ubiegłego roku straż gminna w Człuchowie w woj. pomorskim rozpisała przetarg na świadczenie usług pocztowych. W specyfikacji, jako jedno z kryteriów, zawarto zatrudnianie przez oferenta pracowników na umowach o pracę.

Do przetargu tradycyjnie stanęły dwie firmy: Poczta Polska oraz InPost. W związku z tym, że obie zaproponowały podobną cenę usług, kluczowe dla podjęcia decyzji było drugie najwyżej punktowane kryterium, czyli zatrudnianie pracowników na umowach o pracę. Dzięki temu przetarg wygrała Poczta Polska, która zatrudnia większość doręczycieli na etatach, czego nie można powiedzieć o InPoście.

Co prawda prywatny operator pocztowy nie zdradza dokładnych danych na temat struktury zatrudnienia, ale sporo może powiedzieć analiza składek na ubezpieczenie społeczne płaconych przez obie firmy. Otóż InPost w 2013 r. odprowadził aż 51 razy mniej składek niż Poczta Polska, choć pracowników ma jedynie 8 razy mniej. To jasno pokazuje, jakie formy zatrudnienia są tam dominujące.

Kolejną dobrą informacją jest fakt, że Krajowa Izba Odwoławcza odrzuciła odwołanie InPostu, stwierdzając, że przetarg nie złamał zasad uczciwej konkurencji.

Już od dłuższego czasu mówi się, że odpowiednie konstruowanie specyfikacji zamówień publicznych może pomóc w walce z postępującą ekspansją umów śmieciowych. Poza Głuchowem szlaki przeciera tutaj m.in. Miejski Zarząd Dróg w Kielcach, który dawał dodatkowe punkty za zatrudnienie co najmniej 50 proc. załogi na umowie o pracę na czas nieokreślony.

W „Nowym Obywatelu” nr 66 można będzie przeczytać obszerny tekst o polskim rynku przesyłek pocztowych.

Nasz tekst o prospołecznych zamówieniach publicznych

Prywatyzację Tatr czas zacząć

Prywatyzację Tatr czas zacząć

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało zgodę na przeniesienie majątku Polskich Kolei Linowych do nowo powstałej spółki Polskie Koleje Górskie. Ten z pozoru niewinny fakt ma niebagatelne konsekwencje. Oznacza on, że tereny pod kolejką na Kasprowy Wierch staną się własnością… luksemburskiej spółki Altura.

Zresztą nie tylko te – mowa jest również o terenach górskich w Zakopanem, Kościelisku, Szczawnicy czy Zawoi. Decyzja wywołała na Podhalu prawdziwy szok. Włodarze niemal wszystkich gmin powiatu tatrzańskiego jak i władze samego powiatu były zdecydowanie przeciw tej operacji, a jednak ich głosy spotkały się z zupełną obojętnością rządu. Sprawa jest tym bardziej kontrowersyjna, że według prawa zasoby przyrodnicze parków nie mogą podlegać przekształceniom własnościowym. Oddanie tatrzańskich i innych górskich terenów prywatnemu inwestorowi z zagranicy spowodowało wściekłość nie tylko samorządowców, którzy zapowiadają zaskarżenie decyzji MSW, ale też byłych właścicieli tych działek. Masowo zaczęli oni składać wnioski o odzyskanie swych dawnych nieruchomości, z których zostali wcześniej przez państwo wywłaszczeni.

Państwo postąpiło jak paser. Wywłaszczyło właścicieli w celu ochrony przyrody, a potem za drobne pieniądze sprzedało te ziemie inwestorowi – skomentował całą sprawę starosta tatrzański Piotr Bąk.