Chorwaci banków się nie boją

Chorwaci banków się nie boją

Długi kilkudziesięciu tysięcy Chorwatów zostaną umorzone dzięki wchodzącym właśnie w życie przepisom, którymi tamtejszy rząd chce zmniejszyć problem nadmiernego zadłużenia znacznej części społeczeństwa.

Na 4,4 mln Chorwatów szacuje się, że wszystkich osób mających problemy ze spłatą długów jest aż ok. 317 tys. Rządowy program „Nowy Start” obejmie obywateli, których dług nie przekracza 35 tysięcy kun (19 131 zł), dochód na osobę nie przekracza 1250 kun (683 zł), a rachunek bankowy był zablokowany przez 360 dni, a także nie posiadają nieruchomości lub zaoszczędzonego kapitału finansowego. W sumie liczbę beneficjentów programu szacuje się na 60 tys.

W programie wezmą udział instytucje publiczne, banki i operatorzy telekomunikacyjni, którzy będą musieli wziąć na siebie straty, które wynikną z umorzenia długów. Zakwalifikowany do programu obywatel będzie mógł otrzymać umorzenie do wysokości 25 000 kun długu wobec instytucji i przedsiębiorstw publicznych oraz 10 000 kun wobec banków i telekomów. Podmioty, które umorzyły dług, mogą przestać świadczyć usługi wobec danej osoby.

Jak widać niewielka Chorwacja potrafi radzić sobie z korporacjami finansowymi czy telekomunikacyjnymi. I to pomimo tego, że aż 90 proc. tamtejszego sektora bankowego jest w rękach zagranicznych. Zaledwie w styczniu wprowadzono tam ustawę zamrażającą kurs franka sprzed jego gwałtownej aprecjacji po decyzji szwajcarskiego banku centralnego o zaprzestaniu bronienia kursu narodowej waluty. Ustawa ma wspomóc 60 tys. „frankowiczów” – całość kosztów z tego tytułu, szacowanych na 52 mln euro, wezmą na siebie kredytodawcy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Lewicowi niepokorni

Lewicowi niepokorni

Ukazała się kolejna książka z serii „Biblioteka Obywatela”: „Po dwakroć niepokorni. Szkice z dziejów polskiej lewicy patriotycznej” dr. hab. Jarosława Tomasiewicza.

Książka zawiera artykuły naukowe i teksty popularyzatorskie o rozmaitych postaciach, inicjatywach i trendach spod znaku „lewicy patriotycznej” czy „lewicy narodowej”. Na jej kartach znalazło się miejsce dla takich osób jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Edward Dembowski, Stanisław Brzozowski, Edward Abramowski, Adam Ciołkosz, Jan Hempel, Jan Stachniuk, Henryk Dembiński, Kazimierz Zakrzewski, Zygmunt Zaremba i Julian Brun-Bronowicz. Żaden z nich nie był ortodoksem, niewolniczo odtwarzającym zapożyczone idee. Każdy szukał własnej drogi. Niepokorność, niedostosowanie, niezgoda – to łączy wszystkich. Wiele jednak ich dzieli. Spotkali się w tym tomie demokraci, socjaliści, syndykaliści, anarchiści, komuniści… Różnił ich stopień radykalizmu społecznego, stosunek do demokracji, preferowana taktyka. Jedni czerpali natchnienie z Ewangelii, drudzy wojowali z chrześcijaństwem. Rozmaicie rozumieli patriotyzm. Wszyscy nasi bohaterowie łączą „lewicową” walkę o postęp, równość, wolność i sprawiedliwość z ideami klasyfikowanymi dziś na ogół jako „prawicowe” – z patriotyzmem lub religijnością. Te heterodoksyjne elementy ich dziedzictwa na ogół zbywane są pełnym zakłopotania milczeniem – piszemy we wstępie.

Po dwakroć niepokorni

Warto również przywołać fragment recenzji, autorstwa dr. hab. Rafała Łętochy: W dzisiejszych czasach utarło się wiązać wszelkie ruchy i ideologie lewicowe z dystansem czy nawet niechęcią do kwestii narodowej, eksponowaniem haseł internacjonalistycznych czy kosmopolitycznych, wspieraniem idei pluralizmu kulturowego. Dobrze więc się dzieje, iż coraz częściej przypomina się również te nurty lewicowe, które eksponowały mocno pierwiastki narodowe. Książka Jarosława Tomasiewicza przywołuje właśnie tego rodzaju postaci i idee przez nie głoszone. Postaci, których poglądy omawia Tomasiewicz są albo dziś mało znane czy wręcz zapomniane, ewentualnie omawiana przez Autora sfera ich aktywności ideowej jest poważnie zapoznana.

Serdecznie rekomendujemy tę inspirującą lekturę!

Tutaj można przeczytać spis treści i kupić książkę

Książka dostępna również w formie ebooka.

Aspołeczna Polska

Aspołeczna Polska

Rada Europy zarzuca Polsce niewypełnianie zapisów Europejskiej Karty Społecznej, m.in. w zakresie praw pracowniczych.

„Rzeczpospolita” informuje o najnowszym raporcie dotyczącym przestrzegania tej konwencji. W naszym kraju są zawody, w których umowa o pracę przewiduje nawet 24-godzinny dyżur (np. ochrona parkingów czy budynków). Według Rady Europy nie jest to zgodne z naszymi międzynarodowymi zobowiązaniami, w których zapisany jest maksymalnie 16-godzinny dyżur.

Kolejne zarzuty dotyczą braku odpowiedniej rekompensaty za nadgodziny oraz artykułu Kodeksu pracy, który pozwala na dwutygodniowy termin wypowiedzenia umów na czas określony. Także wysokość minimalnego wynagrodzenia łamie zapisy Karty, gdyż po uwzględnieniu wszystkich obowiązkowych odpisów końcowa suma nie pozwala na utrzymanie siebie i rodziny.

Polska nie respektuje także europejskich norm w zakresie przepisów o związkach zawodowych – mowa o braku możliwości tworzenia ich przez pewne grupy urzędników oraz zatrudnionych na podstawie kontraktów prawa cywilnego.

Naszemu krajowi dostało się także m.in. za zbyt restrykcyjny maksymalny wymiar aresztu dla nieletnich i zbyt słabą ochronę zdrowia kobiet pracujących nocą.

Żegnaj, szkoło

Żegnaj, szkoło

Nawet kilkaset szkół może zniknąć z mapy Polski w tym roku. Niezadowoleni rodzice, uczniowie i nauczyciele wychodzą na ulice.

„Gazeta Wyborcza” pisze, że do kuratoriów oświaty przed 23 stycznia wpłynęło ok. 50 uchwał o woli likwidacji placówek, a to dopiero początek. Zgodnie z prawem oświatowym gminy na podjęcie takich uchwał mają czas do 28 lutego, a praktyka poprzednich lat pokazuje, że samorządowcy lubią robić to na ostatnią chwilę, by uniknąć dyskusji ze zdenerwowanymi mieszkańcami. Tymczasem jak Polska długa i szeroka atmosfera się zagęszcza – pisze gazeta. Przykładowo, 16 stycznia ok. 80 mieszkańców Skarżyska-Kamiennej zablokowało krajową „siódemkę”, by nie dopuścić do zamknięcia kilku lokalnych szkół.

Po wyborach samorządowych politycy dostali wiatru w żagle – komentuje Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – W kampanii wyborczej wśród obietnic żaden z nich nie zapowiadał likwidacji szkół. Nie mówili, że chcą je zamykać, by za te pieniądze np. budować drogi czy kanalizację. A teraz takie argumenty wysuwają. Wiedzą, że następne wybory dopiero za cztery lata, i liczą na to, że wyborcy do tego czasu zapomną.

Spośród miast wojewódzkich najgoręcej jest w Gdańsku, gdzie ważą się losy Pałacu Młodzieży, do którego uczęszcza ok. 2 tys. dzieci. W Katowicach samorządowcy rozważają likwidację liczącego ok. 150 uczniów Gimnazjum nr 15. W budynku po szkole najprawdopodobniej pozostaną podstawówka i przedszkole prowadzone przez stowarzyszenie, którego wiceprezesem do niedawna był wiceprezydent Katowic Krzysztof Mikuła. Wiejskie podstawówki zamieniane są w filie, by zaoszczędzić m.in. na administracji (kilka szkół może mieć jednego dyrektora).

Na liście szkół do zamknięcia jest też podstawówka w Chomętowie (gmina Szubin, Kujawsko-Pomorskie), z ponad 170-letnią historią; jeśli zniknie, jej uczniowie będą musieli dojeżdżać 8 km do Kowalewa. W Świdnicy władze powiatu dążą do likwidacji IV LO – uczniów z klas policyjnych, wojskowych i strażackich chcą przenieść do liceum o profilu… artystycznym.

Kontrolerzy NIK, którzy zbadali 119 procedur likwidacyjnych z lat 2011-13, krytykują gminy za styl, w jakim przeprowadzane są likwidacje, zaogniający konflikty społeczne. Zwracają też uwagę, że we wspomnianym okresie pracę straciło 1179 pedagogów. Co prawda blisko 40 proc. z nich podjęło pracę w szkołach gminnych przejmujących uczniów, a 19 proc. w szkołach (prywatnych czy społecznych) tworzonych w miejsce likwidowanych placówek. Jednak warunki ich pracy znacznie się pogorszyły – czas pracy wydłużył się średnio o 5 godz., a wynagrodzenie wynosiło średnio 60 proc. wcześniejszych pensji – pisze „Wyborcza”.

Od 2008 do 2012 r. gminy zlikwidowały 856 podstawówek i 88 gimnazjów. Szkół tak naprawdę znikło więcej, tylko że wiele z nich likwidowano przez wygaszanie, tzn. ograniczano im nabór w kolejnych latach, tak że np. gimnazjum po trzech zostawało puste.