Piramidalna bezkarność

Piramidalna bezkarność

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył na twórcę piramidy finansowej, firmę Apolandia, karę w wysokości… 1372 zł.

Jak informuje Wyborcza.biz, Apolandia oferuje przez Internet pomoc w tworzeniu „harmonijnych związków na podstawie daty urodzenia i grupy krwi”. Spółka daje również „możliwość zmniejszenia niedostatku, nierówności i kryzysu poprzez zespołowe zasilanie finansowe jak największej grupy osób biorących udział w programie”. Firma zachęca do przekazywania pieniędzy „najbardziej potrzebującym” uczestnikom programu.

Aby przystąpić do systemu, należy wpłacić 35 zł na rzecz organizatora i 30 zł na konto przypisanego mu uczestnika. Osoby, które dołączają, wpłacają pieniądze tym, którzy w systemie już są. Dlatego największe zyski czerpią ci, którzy zarejestrowani są od dawna, a jak podkreślają założyciele biznesu, wpłaconych „darowizn” może nie starczyć dla wszystkich. Innymi słowy, spółka działa na zasadzie typowej piramidy finansowej.

Niedawno Urząd pochwalił się nałożeniem kary na Apolandię. Wynosi ona 1372 zł, czyli mniej nawet niż płaca minimalna. Co jeszcze bardziej niepokojące, dziennikarze pytali o nieuczciwą firmę UOKiK i Komisję Nadzoru Finansowego już trzy lata temu. KNF stwierdziła, że nic nie może zrobić, bo Apolandia działa na zasadzie przekazywania darowizn. UOKiK natomiast postępowanie wszczął, ale szybko je zakończył z powodu… małej skali problemu. Otóż na piramidę nabrało się wtedy „zaledwie” 68 osób, czyli za mało dla Urzędu, który wolał poczekać, aż nabierze się więcej ludzi – pisze portal.

Nie wiadomo, ile osób zostało naciągniętych. W UOKiK-u dowiedzieliśmy się jedynie tego, co już wiedzieliśmy – że kara dla firmy mogła w momencie prowadzenia dochodzenia wynosić maksymalnie 10 proc. przychodu z poprzedniego roku (obecnie 10 proc. obrotu). Czy wobec Apolandii zastosowano maksymalną karę, nie wiemy – czytamy.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Chorwaci banków się nie boją

Chorwaci banków się nie boją

Długi kilkudziesięciu tysięcy Chorwatów zostaną umorzone dzięki wchodzącym właśnie w życie przepisom, którymi tamtejszy rząd chce zmniejszyć problem nadmiernego zadłużenia znacznej części społeczeństwa.

Na 4,4 mln Chorwatów szacuje się, że wszystkich osób mających problemy ze spłatą długów jest aż ok. 317 tys. Rządowy program „Nowy Start” obejmie obywateli, których dług nie przekracza 35 tysięcy kun (19 131 zł), dochód na osobę nie przekracza 1250 kun (683 zł), a rachunek bankowy był zablokowany przez 360 dni, a także nie posiadają nieruchomości lub zaoszczędzonego kapitału finansowego. W sumie liczbę beneficjentów programu szacuje się na 60 tys.

W programie wezmą udział instytucje publiczne, banki i operatorzy telekomunikacyjni, którzy będą musieli wziąć na siebie straty, które wynikną z umorzenia długów. Zakwalifikowany do programu obywatel będzie mógł otrzymać umorzenie do wysokości 25 000 kun długu wobec instytucji i przedsiębiorstw publicznych oraz 10 000 kun wobec banków i telekomów. Podmioty, które umorzyły dług, mogą przestać świadczyć usługi wobec danej osoby.

Jak widać niewielka Chorwacja potrafi radzić sobie z korporacjami finansowymi czy telekomunikacyjnymi. I to pomimo tego, że aż 90 proc. tamtejszego sektora bankowego jest w rękach zagranicznych. Zaledwie w styczniu wprowadzono tam ustawę zamrażającą kurs franka sprzed jego gwałtownej aprecjacji po decyzji szwajcarskiego banku centralnego o zaprzestaniu bronienia kursu narodowej waluty. Ustawa ma wspomóc 60 tys. „frankowiczów” – całość kosztów z tego tytułu, szacowanych na 52 mln euro, wezmą na siebie kredytodawcy.

Lewicowi niepokorni

Lewicowi niepokorni

Ukazała się kolejna książka z serii „Biblioteka Obywatela”: „Po dwakroć niepokorni. Szkice z dziejów polskiej lewicy patriotycznej” dr. hab. Jarosława Tomasiewicza.

Książka zawiera artykuły naukowe i teksty popularyzatorskie o rozmaitych postaciach, inicjatywach i trendach spod znaku „lewicy patriotycznej” czy „lewicy narodowej”. Na jej kartach znalazło się miejsce dla takich osób jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Edward Dembowski, Stanisław Brzozowski, Edward Abramowski, Adam Ciołkosz, Jan Hempel, Jan Stachniuk, Henryk Dembiński, Kazimierz Zakrzewski, Zygmunt Zaremba i Julian Brun-Bronowicz. Żaden z nich nie był ortodoksem, niewolniczo odtwarzającym zapożyczone idee. Każdy szukał własnej drogi. Niepokorność, niedostosowanie, niezgoda – to łączy wszystkich. Wiele jednak ich dzieli. Spotkali się w tym tomie demokraci, socjaliści, syndykaliści, anarchiści, komuniści… Różnił ich stopień radykalizmu społecznego, stosunek do demokracji, preferowana taktyka. Jedni czerpali natchnienie z Ewangelii, drudzy wojowali z chrześcijaństwem. Rozmaicie rozumieli patriotyzm. Wszyscy nasi bohaterowie łączą „lewicową” walkę o postęp, równość, wolność i sprawiedliwość z ideami klasyfikowanymi dziś na ogół jako „prawicowe” – z patriotyzmem lub religijnością. Te heterodoksyjne elementy ich dziedzictwa na ogół zbywane są pełnym zakłopotania milczeniem – piszemy we wstępie.

Po dwakroć niepokorni

Warto również przywołać fragment recenzji, autorstwa dr. hab. Rafała Łętochy: W dzisiejszych czasach utarło się wiązać wszelkie ruchy i ideologie lewicowe z dystansem czy nawet niechęcią do kwestii narodowej, eksponowaniem haseł internacjonalistycznych czy kosmopolitycznych, wspieraniem idei pluralizmu kulturowego. Dobrze więc się dzieje, iż coraz częściej przypomina się również te nurty lewicowe, które eksponowały mocno pierwiastki narodowe. Książka Jarosława Tomasiewicza przywołuje właśnie tego rodzaju postaci i idee przez nie głoszone. Postaci, których poglądy omawia Tomasiewicz są albo dziś mało znane czy wręcz zapomniane, ewentualnie omawiana przez Autora sfera ich aktywności ideowej jest poważnie zapoznana.

Serdecznie rekomendujemy tę inspirującą lekturę!

Tutaj można przeczytać spis treści i kupić książkę

Książka dostępna również w formie ebooka.

Aspołeczna Polska

Aspołeczna Polska

Rada Europy zarzuca Polsce niewypełnianie zapisów Europejskiej Karty Społecznej, m.in. w zakresie praw pracowniczych.

„Rzeczpospolita” informuje o najnowszym raporcie dotyczącym przestrzegania tej konwencji. W naszym kraju są zawody, w których umowa o pracę przewiduje nawet 24-godzinny dyżur (np. ochrona parkingów czy budynków). Według Rady Europy nie jest to zgodne z naszymi międzynarodowymi zobowiązaniami, w których zapisany jest maksymalnie 16-godzinny dyżur.

Kolejne zarzuty dotyczą braku odpowiedniej rekompensaty za nadgodziny oraz artykułu Kodeksu pracy, który pozwala na dwutygodniowy termin wypowiedzenia umów na czas określony. Także wysokość minimalnego wynagrodzenia łamie zapisy Karty, gdyż po uwzględnieniu wszystkich obowiązkowych odpisów końcowa suma nie pozwala na utrzymanie siebie i rodziny.

Polska nie respektuje także europejskich norm w zakresie przepisów o związkach zawodowych – mowa o braku możliwości tworzenia ich przez pewne grupy urzędników oraz zatrudnionych na podstawie kontraktów prawa cywilnego.

Naszemu krajowi dostało się także m.in. za zbyt restrykcyjny maksymalny wymiar aresztu dla nieletnich i zbyt słabą ochronę zdrowia kobiet pracujących nocą.