Facebookiem w szubrawców

Facebookiem w szubrawców

Państwowa Inspekcja Pracy śledzi tzw. czarne listy pracodawców, tworzone spontanicznie przez internautów. Zawarte tam informacje mogą być podstawą do kontroli przedsiębiorców.

Radiowa Jedynka podkreśla, że zaleganie z wypłatą przez kilka miesięcy, zatrudnianie bez zezwolenia cudzoziemców i nieprzestrzeganie przepisów BHP to tylko niektóre przykłady skarg na pracodawców, które pojawiają się na portalach społecznościowych. – Mimo że są anonimowe, nie są ignorowane – mówi rzeczniczka PIP Danuta Rutkowska. Gdy się pojawiły, od razu stały się przedmiotem zainteresowania inspekcji. – Bardzo starannie je sprawdzamy – podkreśla Rutkowska.

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców nie ma nic przeciwko takim działaniom. Jak zaznacza, tego rodzaju wpisy mogą odgrywać bardzo istotną rolę – tak jak w przypadku forów dotyczących branży budowlanej.

Niestety, konsekwencje dla nieuczciwych firm nie są dotkliwe. Publiczna rozgłośnia przypomina, że kara za łamanie praw pracowniczych to maksymalnie 2 tys. zł, a dla recydywistów – 5 tys. zł.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Pracujemy na czarno, bo nie mamy innego wyboru

Pracujemy na czarno, bo nie mamy innego wyboru

Niemal 76 proc. osób, które dostały propozycję pracy na czarno twierdzi, że pracodawca nie dał im innego wyboru – wynika z badania przeprowadzonego przez portal rynekpracy.pl razem z portalem Interia.pl. Niecałe 20 proc. respondentów mogło zgodzić się na pracę opodatkowaną, która jednak wiązałaby się z niższymi zarobkami.

Badanie wykazało, że największa część (40,6 proc.) spośród 979 respondentów twierdzi, że akceptuje jej podejmowanie, ale tylko w wyjątkowych przypadkach, a więc kiedy obie strony sobie ufają.

Aż 40,7 proc. respondentów deklarowało, że w ciągu ostatniego roku wykonywali pracę zarobkową, w której całość wynagrodzenia przekazywana była nieformalnie, bez opodatkowania. Co trzeci badany przyznał natomiast, że w tym samym okresie czasowym podejmował się zajęcia, w którym część dochodów była opodatkowana, a część przekazywana była nieformalnie.

Dla około 40 proc. osób praca, w której całość lub część dochodów przekazywana była w sposób nieformalny stanowi dodatkowe źródło utrzymania. Dla zdecydowanej większości respondentów, którzy w trakcie ostatniego roku wykonywali pracę nieopodatkowaną, była ona głównym bądź jedynym źródłem dochodu.

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”

Wspólna Polityka Rybołówstwa… w Polsce wyszło jak zawsze

Wspólna Polityka Rybołówstwa… w Polsce wyszło jak zawsze

1 stycznia minął rok od wprowadzenia w życie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1380/2013 w sprawie Wspólnej Polityki Rybołówstwa (WPRyb) w krajach unijnych. Niestety, według analizy Greenpeace, ze wszystkich państw członkowskich Polska w najmniejszym stopniu wypełniła zobowiązania nałożone przez WPRyb.

Każde państwo członkowskie zobowiązane jest do przedstawiania Komisji Europejskiej rocznego sprawozdania z oceną równowagi między zdolnością połowową własnej floty a uprawnieniami do połowów, którymi dysponują. W swojej ocenie Greenpeace kierował się stopniem wypełnienia zobowiązań wynikających z rozporządzenia na bazie informacji zawartych w obowiązkowych sprawozdaniach oraz na podstawie sposobu podziału indywidualnych kwot połowowych.

Zgodnie z art. 22 Wspólnej Polityki Rybołówstwa każde państwo członkowskie jest zobowiązane przesłać do Komisji Europejskiej, a następnie upublicznić swoje sprawozdanie. Dokument taki powinien być sporządzony dokładnie według wytycznych przygotowanych przez Komisję. Ze względu na opóźnienie w przygotowaniu tych wytycznych termin złożenia raportu został przesunięty z maja na wrzesień 2014 roku. Do tej pory sprawozdanie przygotowane przez Polskę nie jest udostępnione publicznie. Greenpeace udało się jednak do niego dotrzeć.

Po przeanalizowaniu treści raportu należy stwierdzić, że nie jest on przygotowany zgodnie z wytycznymi Komisji. Przedstawione w raporcie dane utrudniają analizę porównawczą, ponieważ obejmują różne lata, a użyte wskaźniki oceniające poszczególne aspekty działalności floty rybackiej są inne, niż te wskazane w wytycznych Komisji. Raport stwierdza, że w polskiej flocie rybackiej istnieją nadmierne zdolności połowowe. Nie przedstawia jednak planu działań, mających je wyeliminować.

Jedną ze zmian, jakie przyniosła nowa WPRyb, jest obowiązek uwzględnienia kryteriów środowiskowych, społecznych i ekonomicznych przy podziale kwot połowowych. Odnosi się do tego art. 17 Wspólnej Polityki Rybołówstwa. Bazując na informacjach dostępnych publicznie, można stwierdzić, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie podjęło jednak nawet próby zdefiniowania takich kryteriów, a kwoty połowowe zostały rozdzielone na podstawie rozporządzenia z 2011 roku, czyli regulacji, która obowiązywała jeszcze przed wejściem w życie Wspólnej Polityki Rybołówstwa. Możliwości połowowe powinny być przyznawane tym rybakom, których połowy mają najmniej szkodliwy wpływ na środowisko, jednocześnie przyczyniają się do tworzenia miejsc pracy i budowy nadmorskiej tkanki społecznej. Brak uwzględnienia takich kryteriów wskazuje, że kwestie środowiskowe i społeczne są dla ministerstwa drugorzędne.

Zgodnie z art. 288a Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej rozporządzenie ma zasięg ogólny. Wiąże w całości i jest bezpośrednio stosowane we wszystkich państwach członkowskich. Takim aktem prawnym Unii Europejskiej jest właśnie WPRyb. Jednak po roku obowiązywania tego rozporządzenia jasno widać, że Polska nie wypełnia jego wymogów.

raport1

_____

Przedruk za stroną Greenpeace Polska

Warszawska masakra piłą mechaniczną

Warszawska masakra piłą mechaniczną

W ostatnich latach w Warszawie pod topór poszło niemal… 150 tys. drzew.

Wyborcza.pl precyzuje, że w latach 2009-14 wycięto ich aż 147 tys. – To dwa Lasy Bielańskie. Albo 16 parków Łazienkowskich – mówi Joanna Mazgajska, prezes stowarzyszenia Baobab zajmującego się ochroną drzew, która wydobyła ze stołecznego ratusza dane o wycinkach. – Kiedy zobaczyłam, że w małych Włochach tylko w 2010 r. wycięto aż 21 tys. drzew, w pierwszej chwili nie uwierzyłam. Pytałam urzędników, czy to przypadkiem nie jest jakiś błąd. Zapewnili, że dane są poprawne, a drzewa wycięto pod południową obwodnicę Warszawy – dodaje.

Ponad 6,5 tys. drzew wyciął Zarząd Oczyszczania Miasta. To głównie okazy rosnące przy ulicach. Urzędnicy zawsze zapewniają, że usuwane są drzewa stare i chore, czasami dodatkowo stwarzające zagrożenie dla bezpieczeństwa. Prawie 10 tys. drzew wyciął nad brzegami Wisły Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, co również tłumaczono względami bezpieczeństwa. Drzewa znikają także dlatego, że miasto się dogęszcza. Jest to zjawiskiem przynajmniej częściowo pozytywnym, zwłaszcza w Warszawie, która mając połowę ludności Paryża, zajmuje pięciokrotnie większą powierzchnię. Ale zieleń w mieście jest potrzebna. Przeciwdziała zjawisku tzw. miejskiej wyspy ciepła (tam gdzie dużo jest betonu i asfaltu, temperatura jest wyższa, tymczasem utrzymujący się nawet nocami upał męczy nas i obniża zdolność do regeneracji).

Dlatego na miejsce wycinanych drzew powinny być sadzone nowe. Niestety, powszechnie zdarza się, że w zamian za kilkudziesięcioletnie drzewa inwestorzy sadzą cienkie „patyki”. – Staramy się narzucać w decyzjach gatunek i wiek drzew. Ale inwestorzy często odwołują się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. W Warszawie często wyrokuje ono, że nie mamy prawa stawiać takich wymagań – rozkłada ręce Paweł Lisicki, wicedyrektor miejskiego biura ochrony środowiska.

Z danych, które zebrała Mazgajska, wyłania się zaskakujący deficyt nowych nasadzeń. – Ratusz wydał decyzje na nasadzenia jedynie ok. 47 tys. drzew, to aż o prawie 100 tys. mniej, niż zostało wyciętych! – alarmuje prezeska Baobabu. – Drzewa są sadzone nie tylko wtedy, kiedy ratusz nakazuje to inwestorom – uspokaja Lisicki. Tłumaczy, że czasami zamiast rozliczyć się w naturze za wycięte drzewa, płacą oni kary, z których ratusz finansuje nasadzenia. – Z moich obliczeń wynika, że do 47 tys. drzew posadzonych przez inwestorów trzeba doliczyć ok. 60 tys. drzew posadzonych przez miasto – szacuje. To wciąż o ok. 40 tys. mniej, niż wycięto w stolicy w ciągu ostatnich sześciu lat – komentuje portal.