Polska – kraj niskich podatków

Polska – kraj niskich podatków

Nasz kraj jako jeden z pierwszych w Europie obchodzi Dzień Wolności Podatkowej, czyli symboliczną datę, kiedy liczone od początku roku dochody obywateli zrównują się z ich zobowiązaniami podatkowymi.

Im wcześniej przypada to „święto”, tym mniej musimy oddać na wspólne cele (do budżetu), a więcej jesteśmy w stanie zarobić na czysto indywidualne potrzeby. Forsal.pl informuje, że jak obliczył czeski oddział Deloitte, nasze państwo jest tu w czołówce. Już 23 maja „przestajemy płacić podatki”; wcześniej niż Polacy Dzień Wolności Podatkowej będą obchodzić tylko Litwini, Łotysze, Bułgarzy i Szwajcarzy.

Słowacy wspomnianą umowną granicę w tym roku osiągną tylko dwa dni po nas. Ale nasi pozostali europejscy podatnicy na Dzień Wolności Podatkowej będą musieli zaczekać znacznie dłużej niż Polacy: Brytyjczycy – dwa tygodnie, Niemcy – prawie miesiąc, podobnie Czesi, Francuzi – dwa miesiące, Belgowie dwa i pół miesiąca, a obywatele Luksemburga – aż cztery miesiące – pisze portal.

Jak więc widać opowieści m.in. Centrum im. Adama Smitha o wyjątkowo brutalnym „ucisku podatkowym” w naszym kraju można włożyć między bajki. Inna sprawa, że struktura podatków sprawia, że stanowią one większe obciążenie dla biednych i „średniaków” niż dla bogatych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Państwo minimum

Państwo minimum

W ciągu sześciu lat więcej niż dwukrotnie wzrosła liczba pracowników, którzy otrzymują minimalne wynagrodzenie za pracę.

Gazetaprawna.pl pisze, że w 2013 r. co najwyżej płacę minimalną, czyli 1600 zł brutto, otrzymywało 28 proc. pracowników budowlanych, podczas gdy w przemyśle 11 proc. – To nieprzypadkowe – uważa Jarosław Strzeszyński z Instytutu Analiz Monitor Rynku Nieruchomości. Jego zdaniem wynika to m.in. z tego, że w branży budowlanej zatrudnionych jest dużo osób bez przygotowania zawodowego, które wykonują bardzo proste prace polegające np. na kopaniu rowów. Ponadto wiele firm budowlanych jest w słabej kondycji finansowej, m.in. z powodu powszechnych zaległości płatniczych między kontrahentami.

Nie jest przypadkiem również to, że co czwarty zatrudniony w ochronie, handlu, hotelarstwie i gastronomii otrzymuje co najwyżej minimalne wynagrodzenie. Bo np. w handlu występuje mordercza konkurencja. W jej wyniku małe sklepy tracą klientów na rzecz dyskontów i supermarketów. Te, które utrzymują się na rynku, mają więc często bardzo niskie przychody – pisze portal.

Najgorzej jest w woj. łódzkim, gdzie aż 17 proc. zatrudnionych pobiera wynagrodzenie nieprzekraczające minimalnej płacy. W regionie dominuje przetwórstwo rolno-spożywcze oraz przemysły: odzieżowy, dziewiarski, włókienniczy i skórzany. Tymczasem w tych branżach zarobki są tradycyjnie niskie. Najlepiej jest w woj. mazowieckim – tylko co dziesiąty zatrudniony otrzymuje co najwyżej minimalną płacę. Jednak pozycję Mazowsza zawyża Warszawa.

Związki zawodowe od lat domagają się, by płaca minimalna wynosiła 50 proc. średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej – taki jej poziom pozwoliłby pracownikowi na utrzymanie drugiej osoby na poziomie minimum socjalnego. Tymczasem w 2014 r. minimalna pensja sięgała 44,4 proc. średniej. Rząd i pracodawcy twierdzą, że podniesienie płacy minimalnej zwiększy bezrobocie i szarą strefę, jednak dane tego nie potwierdzają. Przykładowo w 2002 r., gdy płaca minimalna wynosiła tylko 35,6 proc. przeciętnego wynagrodzenia, stopa bezrobocia była najwyższa w okresie transformacji i wynosiła 19,7 proc. Natomiast w 2013 r., gdy relacja pensji minimalnej do przeciętnej płacy wynosiła 43,8 proc., stopa bezrobocia wyniosła 9,8 proc.

Obecnie zarabiający minimalnie wydają często więcej, niż zarabiają, aby przeżyć z miesiąca na miesiąc – zauważa prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych. Korzystają z oszczędności (o ile je mają), ze wsparcia rodziny, znajomych lub pomocy społecznej. Prof. Kabaj zwraca uwagę, że gdyby biedni – którzy na bieżące wydatki przeznaczają całość swoich dochodów, w przeciwieństwie do zamożnych, którzy starają się oszczędzać – zarabiali więcej, skorzystaliby na tym również pracodawcy, bo zwiększyłby się popyt na ich produkty i usługi.

Świat coraz bardziej sprekaryzowany

Świat coraz bardziej sprekaryzowany

Liczba pracowników tymczasowych na świecie w roku 2014 wzrosła aż o prawie 4 mln. Takie dane przynosi „Raport Ekonomiczny 2015” opublikowany przez organizację Ciett.

Na świecie zatrudnionych przez agencje pracy tymczasowej jest ok. 61 mln osób, z czego 40 mln w charakterze pracowników tymczasowych (rok wcześniej 36 mln). Nadal najliczniejszą grupę pracowników tymczasowych stanowią osoby młode, do 30. roku życia (65% ogółu zatrudnionych w sektorze na świecie), jednak postępuje przesuwanie się tej granicy i wzrost liczby pracowników tymczasowych wśród starszych generacji.

Liczba etatów wypracowanych przez pracowników tymczasowych w Europie wynosi ok. 1,7 proc. – w Polsce to ok. 1,2 proc. Liderami pod tym względem są Wielka Brytania, gdzie zatrudnionych przez agencje pracy tymczasowej jest 3,9 proc. pracujących, oraz Holandia – 2,5 proc. Najmniejsze rynki pracy tymczasowej na Starym Kontynencie to Grecja, Rumunia i Litwa – ok. 0,2 proc., oraz Hiszpania – 0,5 proc.

Nic nie boli tak jak Polska

Nic nie boli tak jak Polska

Mimo obietnic Ministerstwa Zdrowia łagodzenie bólu przy porodzie to fikcja: większość polskich placówek położniczych nie może zaoferować ani odpłatnego, ani darmowego znieczulenia.

Jak informuje „Dziennik Gazeta Prawna” takie wnioski płyną z najnowszych danych Fundacji Rodzić po Ludzku. Gazeta przypomina, że w 2012 r. resort Bartosza Arłukowicza obiecał darmowy dostęp do znieczulenia na życzenie dla każdej rodzącej. Dziś z 402 szpitali z bazy fundacji aż w 256 kobieta go nie otrzyma. – Nie każda kobieta chce korzystać z takiej formy łagodzenia bólu. Jednak z wypowiedzi rodzących wynika, że sama możliwość poproszenia o znieczulenie zewnątrzoponowe daje im poczucie bezpieczeństwa – mówi Daria Omulecka z FRL.

Fundacja przekonuje, że poważnym problemem polskich porodówek jest „głupi jaś”, czyli dolargan. Po tym leku o działaniu narkotycznym kobiety zazwyczaj odczuwają mdłości i są otumanione, ma on też niekorzystny wpływ na dziecko. Tymczasem z dolarganem odbywa się co piąty poród w naszym kraju.