Niewolnictwo na Śląsku

Niewolnictwo na Śląsku

Filipińczycy zatrudnieni w śląskich szklarniach pracowali po kilkanaście godzin na dobę. W końcu powiedzieli: dość!

„Dziennik Zachodni” informuje, że pracę w gospodarstwach rolnych na Śląsku oferowała kilkudziesięciu Filipińczykom firma z Warszawy, roztaczając przed nimi perspektywy świetnego zarobku. Niestety tuż po przyjeździe umowy zostały zmienione na niekorzystne. – Pracowali przede wszystkim w szklarniach, gdyż łatwiej od innych nacji znosili wyższą temperaturę. Pracowali po ponad dwanaście godzin na dobę – mówi Marlena Brauner, koordynator ds. przeciwdziałania handlu ludźmi w Straży Granicznej, oddział Śląsk i Małopolska. Po kilku miesiącach doszło do buntu; część obywateli Filipin poprosiła o pomoc swoją ambasadę w Warszawie, część wróciła do ojczyzny.

To klasyczny przykład przymusowej, niewolniczej pracy, która jest elementem handlu ludźmi – komentuje Brauner. Szacuje się, że problem dotyczy 15 tys. osób przebywających w naszym kraju, ale jest bardzo słabo rozpoznany. By dokładnie monitorować zjawisko i skutecznie z nim walczyć, wojewoda śląski Piotr Litwa powołał specjalny zespół ds. przeciwdziałania handlowi ludźmi. – Chodzi o wdrożenie konkretnych działań. Od szkoleń, jak rozmawiać np. z ofiarą przemocy seksualnej, by nie zlekceważyć przekazywanych przez nią sygnałów, aż po zapewnienie miejsc noclegowych w ośrodkach – wyjaśnia wojewoda.

Problem nasila się w związku z coraz większym napływem obcokrajowców z państw objętych konfliktami zbrojnymi, czy skrajnie ubogich. Najwięcej cudzoziemców przyjeżdża do Polski z ogarniętej wojną Ukrainy, jednak część z nich traktuje pobyt nad Wisłą jedynie jako przystanek przed próbą nielegalnego dostania się na Zachód. Coraz więcej trafia do nas mieszkańców egzotycznych krajów, jak Nepal czy Bangladesz.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

„Zielony” klasizm

„Zielony” klasizm

Władze dużych ośrodków dostaną prawo wyznaczania stref, do których nie wjadą samochody niespełniające najwyższych norm emisji spalin. Efekt będzie taki, że dostęp do centrów miast będą mieli tylko bogatsi mieszkańcy.

Sprawę wytropił reporter RMF FM Mariusz Piekarski, który zdobył projekt ustawy o ochronie środowiska, przygotowywanej przez Platformę Obywatelską. O tym, które samochody nie będą mogły wjechać do centrum zdecydują radni poszczególnych miast, jeśli będą chcieli ustanowić strefy ograniczonej emisji spalin samochodowych. Dostaną takie prawo, bo – jak mówią pomysłodawcy – średni wiek samochodów w Polsce to 15 lat, a więc większość nie spełnia wyśrubowanych norm emisji spalin Euro4 czy Euro5 i przez to mamy w miastach powietrze fatalnej jakości – pisze rozgłośnia na swojej stronie internetowej. Samochody podczas kontroli diagnostycznej mają być znakowane plakietkami informującymi o emitowanych spalinach, dzięki czemu będzie można egzekwować zakaz wjazdu do strefy, którą określą władze miasta.

Jak skomentowała jedna z internautek: Czemu tylko zakaz wjazdu dla starych aut? Ja wiem, że one emitują więcej spalin niż te nowe, ale to wykluczające prawo. Powoduje, że dostęp do centrum miasta będą mieli tylko bogaci. Tak, powinno walczyć się ze spalinami, ale zakazując wjazdu wszystkim, a nie wybranej grupie, dając przywilej tym, których stać na nowe auto.

Lasy na skraju wytrzymałości

Lasy na skraju wytrzymałości

Państwowemu Gospodarstwu Leśnemu Lasy Państwowe w nieodległej perspektywie grozi zapaść, jeśli jego kasa nie przestanie być co roku drenowana niemal do zera. Niestety, apele leśników o rozwagę w tym względzie napotykają na mur lekceważenia.

W latach 2014-2015 Lasy Państwowe są zmuszone wpłacić do kasy państwa łącznie 1,6 mld zł, a w kolejnych latach 2 proc. od przychodu, czyli niezależnie od tego, czy w danym roku osiągną zysk, czy stracą. W ocenie leśników sprawi to, że Lasy zostaną bez kapitału. To z kolei wymusi pożyczki, bo bez pieniędzy nie sposób prowadzić gospodarki leśnej. Stawka 2 proc. oznacza, że przedsiębiorstwo będzie pozbawiane całego zysku, gdyż nie osiągało nigdy większej rentowności niż właśnie 2 proc. rocznie. Będzie się to odbywało albo kosztem zadłużania, albo zwiększenia pozyskiwania drewna, co odbije się na całym ekosystemie za kilka lub najpóźniej kilkanaście lat, gdy odporność biologiczna lasów zostanie poważnie naruszona.

Mimo apeli leśnicy z NSZZ „Solidarność” mają coraz mniej kontaktów z władzami. Wniosek obywatelski w sprawie referendum dotyczącego przyszłości Lasów Państwowych, pod którym podpisało się ponad 2,5 mln Polaków, wciąż czeka w sejmowej zamrażarce. Tymczasem w grudniu pojawiły się kolejne założenia do ustawy o lasach, które wcale nie porządkują np. problemów kompetencyjnych wokół współpracy pomiędzy regionalnymi dyrekcjami Lasów. Choć właśnie teraz trwają prace nad prawem unijnym w zakresie gospodarki leśnej, resort środowiska oraz rząd niemal w ogóle się tym tematem nie zajmują.

Nasz wywiad na temat przyszłości Lasów Państwowych

Stary Kontynencie, opamiętaj się

Stary Kontynencie, opamiętaj się

Caritas Europa ogłosiła raport pt. „Wzrastające ubóstwo i nierówności”, krytykujący ostre cięcia budżetowe w krajach Unii, będące źródłem niesprawiedliwości społecznej.

Raport podkreśla, że 123 mln Europejczyków, tj. 24 proc. ludności, żyje w ubóstwie i w sytuacji wykluczenia społecznego. W 2013 r. były one udziałem 40,4 proc. Rumunów, 35,7 proc. Greków, 28,4 proc. Włochów, 27,8 proc. Cypryjczyków, 27,4 proc. Portugalczyków i 27,3 proc. Hiszpanów. W 14 z 28 państw UE co trzecie dziecko żyje w sytuacji ubóstwa, w wielu państwach ogromny odsetek młodzieży nie uczy się ani nie pracuje.

Autorzy opracowania zwracają uwagę, że polityka nadmiernych cięć budżetowych „wywarła niszczycielski wpływ na ludność Europy”, a błąd Unii Europejskiej polega na braku „rzeczywistego poparcia i pomocy dla tych, którzy cierpią wskutek przeżywanych trudności”.

Organizacja przeciwstawia się „oficjalnej ocenie, według której najgorszy moment kryzysu jest już za nami”, ponieważ „de facto kryzys się nie zakończył”. Według Caritas niedostateczna pomoc wraz z brakiem ochrony podstawowych usług publicznych i bezrobociem przedłużą kryzys.

Mniej oszczędzania, więcej inwestowania w tworzenie miejsc pracy, w małe i średnie przedsiębiorstwa oraz w usługi socjalne – zaapelował do Unii Europejskiej sekretarz generalny Caritas Europa Jorge Nuño. – Kraje, które mają usługi socjalne na wyższym poziomie, przechodzą kryzys znacznie mniejszym kosztem.