Senatorzy przeciwko warszawocentryzmowi

Senatorzy przeciwko warszawocentryzmowi

Senatorzy z komisji budżetu i finansów publicznych oraz komisji samorządu terytorialnego i administracji państwowej skierowali do rządu apel, by przy tworzeniu nowych lub reorganizowaniu istniejących instytucji publicznych brać pod uwagę możliwość ulokowania ich siedzib poza stolicą.

Przewodniczący komisji finansów publicznych Kazimierz Kleina z Platformy Obywatelskiej tłumaczy, że na takich rozwiązaniach na dłuższą metę zyska zarówno nasycona urzędami Warszawa, jak i mniejsze ośrodki, których potencjał nie jest dziś należycie wykorzystywany – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Dekoncentracja instytucji publicznych może ponadto wspomóc walkę ze strukturalnym bezrobociem w wielu regionach Polski, zapobiec negatywnym zjawiskom demograficznym, takim jak „wysysanie” ludzi przez większe ośrodki miejskie, a także przynieść oszczędności budżetowi państwa – w związku z obniżeniem cen wynajmu pomieszczeń biurowych. Apel senatorów jest owocem niedawnego seminarium pt. „Lokalizacja instytucji publicznych jako element polityki miejskiej i regionalnej”, w którym wziął udział stały współpracownik „Nowego Obywatela”, Karol Trammer.

Więcej o idei deglomeracji, czyli terytorialnego rozproszenia instytucji publicznych, przeczytacie w tekście K. Trammera, który ukazał się na naszych łamach.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polskie „reformy” zabijają

Polskie „reformy” zabijają

Przez Polskę przetacza się fala samobójstw, których jedną z przyczyn jest utrata środków do życia. Z tym problemem nie dają sobie rady zwłaszcza osoby mające ponad 55 lat.

Według danych Komendy Głównej Policji, w ubiegłym roku samobójstwo popełniło 6165 osób i jest to historyczny rekord od czasu, gdy dane te są upubliczniane. Najbardziej niepokojący jest trend w grupie wiekowej 55-64 lata: w 2002 r. liczba zgonów z powodu samobójstwa wyniosła wśród osób w tym wieku 681, 10 lat później już 1091, a w 2014 r. aż ok. 1300. Wzrost ten pokrywa się z rosnącym bezrobociem w tej grupie, które jest spowodowane przede wszystkim niedawnym podniesieniem wieku emerytalnego. Choć powody ekonomiczne samobójstw plasują się na czwartym miejscu, częściej dotyczą one osób w wieku przedemerytalnym.

Polska należy do krajów o największej liczbie samobójstw w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. Wskaźnik ten wynosi w Polsce 17,5. W Niemczech 12,2, a w ciężko przechodzących kryzys gospodarczy Hiszpanii i Grecji jedynie 7,6 i 3,5. Gorzej niż u nas jest m.in. w Rosji, gdzie z własnej ręki ginie 18,5 osoby na 100 tys. mieszkańców oraz na Białorusi (20,5) i w słynącej z dużej liczby samobójstw Japonii (21,4).

Mutantom będzie trudniej

Mutantom będzie trudniej

Państwa członkowskie UE zatwierdziły nowe przepisy, które ułatwią poszczególnym krajom wprowadzanie zakazów bądź ograniczeń upraw genetycznie modyfikowanych roślin na swoim terytorium.

Nowe zasady dają władzom krajowym większą elastyczność w sprawie upraw GMO. Już w trakcie procesu autoryzacji danej odmiany na szczeblu całej Unii każdy kraj będzie mógł wystąpić o ograniczenie zasięgu geograficznego wniosku. W przypadku odmian już dopuszczonych w UE rządy będą mogły zakazać uprawy albo ograniczyć ją z powodów środowiskowych, ze względu na cele polityki rolnej czy z powodów dotyczących planowania urbanistycznego, użytkowania terenu czy ze względów społeczno-ekonomicznych. Państwa, w których GMO są uprawiane, będą musiały dbać, by nie doszło do „skażenia genetycznego” terytoriów sąsiednich krajów, m.in. poprzez obowiązkowe tworzenie stref buforowych.

Kraje unijne już wcześniej miały możliwość wprowadzania na swoich terytoriach czasowych ograniczeń lub zakazów autoryzowanych na szczeblu Unii upraw GMO, ale musiały to uzasadnić względami bezpieczeństwa zdrowia ludzi i środowiska, co w praktyce było dość trudne. Prace nad nowymi przepisami trwały od 2010 r., jednak propozycja Komisji Europejskiej utknęła w Radzie UE (rządy).

Dyrektywa będzie mogła wejść w życie w ciągu 20 dni po jej publikacji w oficjalnym dzienniku urzędowym UE.

Wyższy wymiar prekaryzacji

Wyższy wymiar prekaryzacji

W Wielkiej Brytanii rośnie liczba zatrudnionych na tzw. umowach na zero godzin. W czwartym kwartale 2014 r. na „kontraktach zerowych” pracowało aż 700 tys. mieszkańców Wysp, czyli o 100 tys. więcej niż rok wcześniej.

Według umowy na zero godzin pracodawca nie gwarantuje minimalnej liczby godzin pracy w tygodniu, pomimo tego, że pracownik musi pozostawać w okresie trwania umowy do jego dyspozycji. W przypadku mniejszego natężenia pracy można odesłać pracownika do domu, bez konieczności wypłacania mu wynagrodzenia.

Co piąty brytyjski pracodawca zatrudnia pracowników na takich kontraktach, najczęściej w turystyce, hotelarstwie, gastronomii, handlu. Celują w nich największe firmy (47 proc. przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 250 osób).

Przeciwko kontraktom zerowym protestują związki zawodowe, według których umowy te są kwintesencją negatywnych zmian na współczesnym rynku pracy i dają prawa tylko pracodawcom, a żadnych pracownikom. Konstrukcja, która miała być w zamyśle niszowym rozwiązaniem ułatwiającym dostęp do rynku pracy niektórym grupom osób, stała się normą w wielu sektorach brytyjskiej gospodarki.