Więcej Słowacji w Słowacji

Więcej Słowacji w Słowacji

Renacjonalizacja hydroelektrowni Gabčikovo oznacza, że pod polityczny nadzór słowackiego rządu wróci ważny element narodowej infrastruktury energetycznej, a do tamtejszego budżetu państwa – zyski z produkcji energii.

Po 8 latach starań rządu w Bratysławie, decyzją sądu wielka elektrownia wodna w miejscowości Gabčikovo nad Dunajem stała się na powrót własnością państwa. Batalia pomiędzy gabinetem Roberta Fico a dotychczasowym dzierżawcą elektrowni, spółką Slovenské elektrárne, której większościowym udziałowcem jest włoski koncern Enel, trwała niemal przez cały okres rządów obecnego premiera Słowacji. Gabčikovo to największa ze słowackich hydroelektrowni – generuje moc 720 MW, co stanowi 8 proc. energetycznych potrzeb kraju. Już w 2006 r. ekspertyza opracowana przez Ministerstwo Środowiska Naturalnego wykazała, że wedle obowiązującego prawa elektrownia nie mogła podlegać prywatyzacji, której akt stanowiła de facto umowa o jej 30-letnią dzierżawę, zawarta przez rząd Mikuláša Dzurindy. 9 marca sąd okręgowy w Bratysławie uznał prawomocność decyzji władz o unieważnieniu umowy.

Renacjonalizacja elektrowni oznacza, że do słowackiego budżetu będą trafiać zyski z produkcji energii, sięgające nawet 35-40 mln euro rocznie. Fico zapowiada, że to jeszcze nie koniec walki o unieważnienie nielegalnej – jak twierdzi – prywatyzacji elektrowni z 2006 r. Wyrok sądu stanowi według premiera zobowiązanie, żeby wystąpić do sądu o zwrot wszystkich pieniędzy, jakie włoska spółka wyciągnęła z elektrowni. Jednym z czynników, które zadecydowały o dążeniu rządu do upaństwowienia zakładu, była bierność włoskiego inwestora w zakresie modernizacji i remontów oraz zadłużenie spółki Slovenské elektrárne wobec skarbu państwa.

Władze zapewniają, że odzyskanie kontroli nad hydroelektrownią jest elementem szerszej strategii, mającej na celu wzmocnienie publicznego nadzoru nad strategicznymi sektorami gospodarki.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polacy za biedni na oszczędzanie

Polacy za biedni na oszczędzanie

Według najnowszego raportu ING, pod względem wartości aktywów finansowych przypadających na statystycznego mieszkańca Polska znajduje się na szarym końcu Europy. Posiadamy zaledwie 15-16% tego, co Niemcy czy Włosi.

Nawet do ciężko przechodzącej kryzys Grecji jest nam bardzo daleko, gdyż wartość oszczędności Polaka to ok. 35% oszczędności Greka. Mniej aktywów finansowych od Polaków mają tylko Rumunii, Bułgarzy, Łotysze i Słowacy.

Tylko 50% naszych rodaków deklaruje, że ma oszczędności. To trzeci najniższy wynik, po Rumunii (36%) i Turcji (47%). Najwyższy odsetek osób z oszczędnościami mieszka w Holandii (76%) i Luksemburgu (75%). Co ciekawe, 50% Polaków martwi się o swoją emeryturę, ale tylko 25% odkłada z myślą o niej.

Nietrudno się domyślić, dlaczego tak mało Polaków oszczędza na starość. Ponad 40% respondentów zapytanych, dlaczego nie odkładają na emeryturę, stwierdziło, że nie ma na to wystarczających środków. Była to najczęstsza odpowiedź na tak zadane pytanie.

Prekariusze, łączcie się

Prekariusze, łączcie się

28 marca (sobota) w Warszawie odbędzie się Kongres Prekariatu, organizowany przez Polskę Społeczną pod patronatem „Nowego Obywatela”. Jednym z uczestników debat będzie stały współpracownik pisma oraz członek Stowarzyszenia „Obywatele Obywatelom”, Piotr Wójcik.

Jak rozwiązać problem „umów śmieciowych”? Jak podnieść wynagrodzenia w Polsce i zwiększyć siłę nabywczą obywateli? Jak ograniczyć bezrobocie i tworzyć nowe miejsca pracy? Skąd wziąć pieniądze na usługi publiczne? W jaki sposób reformować polską gospodarkę, aby służyła pracownikom i społeczeństwu, a nie bankom i korporacjom? Na te i inne pytania odpowiedzi będą szukać uczestnicy wspomnianej imprezy.

Oddajmy głos organizatorom: Na „umowach śmieciowych” jest nas co najmniej 1,6 mln. Bez praw, bez urlopu, bez wynagrodzenia za nadgodziny. Na umowach o pracę, ale tych niskopłatnych, jest nas o wiele więcej, ale i tu nie mamy lekko. Pensja starcza jedynie na zaspokojenie podstawowych potrzeb, a zdarza się, że i na to brakuje. Nie mamy prawa do stabilności i bezpieczeństwa. Wielu z nas decyduje się na emigrację. […] Często pracujemy poniżej kwalifikacji lub nie jesteśmy odpowiednio wynagradzani za swoją pracę. Nie możemy sobie pozwolić na własne mieszkanie czy oszczędności na nieoczekiwane wydatki. Często nie mamy prawa do opieki medycznej. Gdy mamy dzieci, pojawiają się kolejne problemy – walka o miejsca w żłobku, przedszkolu, czy o szkołę, którą lokalne władze właśnie likwidują. Nie mamy perspektyw. […] Mówią o nas: Prekariusze.

Wydarzenie jest częścią kampanii Polski Społecznej #ZamiastMiskiRyżu, która ma na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej na zjawiska śmieciowej pracy, ograniczonego dostępu do mieszkań i usług publicznych. W kolejnych częściach Kongresu – zatytułowanych, kolejno, „Praca – tania siła robocza versus godne zatrudnienie”, „Państwo – usługi publiczne bez cięć i niepewności” oraz „Opór i reprezentacja – związki zawodowe, inicjatywy lokalne, partie polityczne” wezmą udział reprezentanci świata nauki, związków zawodowych i różnego rodzaju organizacji społecznych. Otwarta dyskusja, do której organizatorzy zapraszają wszystkich uczestników imprezy, będzie poprzedzona panelami z udziałem zaproszonych prelegentów. Całość ma stanowić początek prac programowych nad pozytywnymi rozwiązaniami problemów prekariatu oraz preludium do serii debat i spotkań w całej Polsce.

Szczegółowy plan kongresu, który odbędzie się w Domu Dziennikarza (ul. Foksal 3/5)

Wydarzenie na Facebooku

Kontakt: Maciej Łapski, tel. 534 834 044, zarzad@polskaspoleczna.pl

Serdecznie zapraszamy!

MFW: związki zawodowe lekarstwem na nierówności

MFW: związki zawodowe lekarstwem na nierówności

W pokryzysowej rzeczywistości można było się spodziewać wszystkiego, jednak nie tego, że jedna z czołowych instytucji globalnego kapitalizmu stanie w obronie związków zawodowych. Tak się jednak stało za sprawą raportu Międzynarodowego Funduszu Walutowego na temat rosnących na świecie nierówności.

W cyklicznej publikacji Finance & Development, Florence Jaumotte i Carolina Osorio Buitron, ekonomistki MFW, przedstawiają dowody na rosnące w skali globalnej nierówności i szukają przyczyn takiego stanu rzeczy.

Autorki wskazują, że nierówności rosną od początku lat 80. i dziś 1% najbogatszych posiada 48% światowego bogactwa. Nie jest to zdrowa sytuacja, co udowadnia J. Stiglitz pisząc o stopniowym uzależnianiu państw od kapitału. Wprawdzie ekonomistki powtarzają powszechnie znany argument, że głównymi przyczynami rosnących nierówności są globalizacja oraz zmiany technologiczne, jednak w swych poszukiwaniach idą o krok dalej i odkrywają, że akumulacji bogactwa przez najbogatszych towarzyszy spadek poziomu uzwiązkowienia i spadający poziom wynagrodzenia minimalnego.

Badaczki przyglądają się powyższej kwestii biorąc pod uwagę cztery zagadnienia. Po pierwsze dyspersja płac. Ich zdaniem uzwiązkowienie i płaca minimalna „wyrównują” płace w gospodarce (na porównywalnych stanowiskach). Po drugie (to prawdopodobnie najodważniejsza teza) autorki obalają pokutujące przekonanie o tym, że działalność związków zawodowych prowadzi do rosnącego bezrobocia. Ich zdaniem brak jest mocnych, empirycznych dowodów, by tak sądzić. Dalej, zwracają uwagę na problem redystrybucji dochodu. Ich zdaniem, silne związki mogą stanowić istotną siłę wyborczą, co przekłada się w konsekwencji na wybory polityczne społeczeństwa. To premiuje partie, które lepiej troszczą się o sprawiedliwy podział dóbr w gospodarce. Jednocześnie, nawet jeśli dana grupa polityczna sprawująca władzę nie uznaje tego za swój priorytet, możliwe jest wywieranie nacisku, tak by tematyka społeczna była odpowiednio realizowana. Ostatni poruszony wątek to rokowania zbiorowe i wynagrodzenia najlepiej zarabiających. Ekonomistki trafnie zauważają, że spadające uzwiązkowienie prowadzi do osłabienia siły negocjacyjnej pracowników. Korzystają na tym głównie menadżerowie, którzy bez obaw mogą podwyższać swoje uposażenia. Ten problem ma też drugie oblicze. Im lepiej i liczniej zorganizowani pracownicy, tym ich większy wpływ na decyzje zarządzających co do losów przedsiębiorstwa.

Wielokrotnie w tekście opracowania autorki powołują się na dane amerykańskie, ale czy w Polsce nie mamy do czynienia z podobną sytuacją? Nie jest nam obcy spadający poziom uzwiązkowienia, coraz mniejsza liczba obowiązujących układów zbiorowych pracy i rosnący rozdźwięk pomiędzy płacami pracowników i menadżerów. Są to wyzwania globalne nieobce również Polsce, dlatego konieczne jest wznowienie debaty na temat roli związków zawodowych w systemie społeczno-gospodarczym. Szkoda jedynie, że potrzebny był dramatyczny kryzys gospodarczy, by zauważone zostały tak oczywiste kwestie.

Mateusz Szymański

_____

Przedruk za stroną NSZZ „Solidarność”