Państwo kontra zabytki

Państwo kontra zabytki

Państwo polskie zamierza wycofać się z ochrony zabytków, pozostawiając tę sprawę wyłącznie w gestii inwestorów. Godzi to w bezpieczeństwo naszego dziedzictwa kulturowego. Jeśli sprawa nie jest ci obojętna – podpisz petycję!

Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich wystosowało list otwarty do Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Małgorzaty Omilanowskiej, w którym protestuje przeciw negatywnym konsekwencjom proponowanych przez ten resort zmian w rozporządzeniu w sprawie prowadzenia prac specjalistycznych przy zabytkach. MKiDN proponuje m.in. odstąpienie od wymogu imiennego wskazywania kierownika badań w pozwoleniu na prace (badania), wprowadzając w to miejsce oświadczenie wnioskodawcy (inwestora), że do wykonywania badań (prac) specjalistycznych zatrudni osobę o odpowiednich kwalifikacjach. W efekcie nowelizacji wojewódzcy konserwatorzy zabytków zostaną pozbawieni wpływu na poziom większości wykonywanych badań i prac konserwatorskich, restauratorskich, badań architektonicznych, robót budowlanych i innych działań przy zabytku wpisanym do rejestru zabytków oraz badań archeologicznych.

W liście otwartym czytamy: Należy wziąć pod uwagę negatywny skutek proponowanego rozwiązania, a mianowicie: co będzie w przypadku, gdy wnioskodawca nie zatrudni odpowiedniej osoby albo osoba ta nie będzie posiadała odpowiednich uprawnień? Co będzie w przypadku, gdy po przeprowadzeniu badań firma przestanie istnieć? Uważamy, że proponowane rozwiązania są nie tylko zbędne, ale przede wszystkim bardzo niebezpieczne dla ochrony zabytków w Polsce. Zdaniem naukowców istnieje realne zagrożenie, że po wprowadzeniu nowelizacji w życie, badania archeologiczne oraz prace i badania konserwatorskie będą wykonywać osoby nieposiadające niezbędnych kwalifikacji.

Jeśli chcesz przeciwstawić się kolejnej próbie szkodliwego urynkowienia i wycofywaniu się państwa z jego obowiązków publicznych, które doprowadzi do jeszcze większego zniszczenia i tak powszechnie dewastowanych w naszym kraju zabytków, podpisz petycję w tej sprawie.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Razem w obronie barów

Razem w obronie barów

Zachęcamy do podpisania petycji do ministra finansów w sprawie przepisów, które znacznie ograniczają dotacje do tego typu jadłodajni, co może doprowadzić do całkowitego ich zniknięcia z ulic polskich miast.

Jako mieszkańcy i mieszkanki polskich miast uważamy bary mleczne za niezwykle istotny element tkanki miejskiej. Pełnią one wiele bardzo istotnych funkcji społecznych. Nie tylko dostarczają one pełnowartościowego jedzenia osobom o niskich dochodach, ale – jako lokale niekiedy „kultowe” i odwiedzane przez rozmaite grupy społeczne – są również jedynymi jadłodajniami, w których spotykają się osoby o różnym statusie materialnym – piszą inicjatorzy akcji.

Wyjaśniają, że niedawna zmiana w przepisach, która uniemożliwia barom korzystanie ze składników innych niż wymienione w ministerialnym rozporządzeniu, negatywnie odbije się na jakości sprzedawanych tam potraw i pozbawi osoby o niskich dochodach możliwości zjedzenia pełnowartościowego posiłku. Spowoduje to również ograniczenie klienteli do grupy najbiedniejszych klientów, a więc pozbawi bary ich ważnej funkcji miejsca łączącego różne grupy społeczne – czytamy.

Podpisz petycję!

Więcej o problemach barów mlecznych

Chorzy drugiej kategorii?

Chorzy drugiej kategorii?

Wzrost zachorowań Polaków na cukrzycę a także śmiertelności spowodowanej jej powikłaniami nie spotyka się z należytą uwagą po stronie decydentów – alarmują specjaliści.

Mamy dziś w Polsce najwięcej powikłań cukrzycowych w całej Europie – informuje portal RynekZdrowia.pl. Tymczasem zgodnie z niedawnymi decyzjami Narodowego Funduszu Zdrowia część stawki przypadającej na podstawową opiekę zdrowotną nad każdym pacjentem przeznaczona na profilaktykę i leczenie diabetologiczne ma zmaleć o 95 mln zł. Według diabetologów oznacza to krok wstecz dla leczenia wspomnianej choroby. Na niedofinansowanie narzekają również specjalistyczne poradnie i oddziały diabetologiczne w szpitalach; dramatyczna jest sytuacja jeśli chodzi o ambulatoryjną ochronę specjalistyczną czy najnowocześniejsze metody leczenia cukrzycy, które praktycznie nie są w Polsce refundowane. Oznacza to, jak zauważa cytowany przez RynekZdrowia.pl prof. Jacek Sieradzki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, że polscy diabetolodzy nie mogą realizować zaleceń Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.

Dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. zdrowia z Uczelni Łazarskiego, przypomina, że efektem niedofinansowania leczenia cukrzycy są rokroczne wydatki ZUS rzędu 450 mln zł na świadczenia związane z absencją w pracy i 380 mln zł na renty z tytułu niezdolności do pracy. Według prezesa Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków Andrzeja Baumana brakuje nam także samych lekarzy specjalistów: Mamy 800 diabetologów, a powinniśmy mieć ok. 3 tysięcy.

Narzekają ponadto eksperci ds. cukrzycy u dzieci i młodzieży. Ich niepokój budzi coraz niższy wiek zachorowań, niekonsekwentna polityka refundacyjna (m.in. niedostateczne dopłaty do insuliny) czy dyskryminacja chorych przez placówki oświatowe. O skargach na problemy z dostępem do profilaktyki i leczenia cukrzycy mówi także Marzanna Bieńkowska z biura Rzecznika Praw Pacjenta. Prof. Dorota Karkowska, ekspertka ds. prawa medycznego z Uniwersytetu Łódzkiego zauważa z kolei, że zabieranie pieniędzy cukrzykom na rzecz leczenia innych chorych może być sprzeczne z zasadami solidaryzmu społecznego oraz równości dostępu do świadczeń medycznych, w związku z czym może zostać zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego.

Więcej Słowacji w Słowacji

Więcej Słowacji w Słowacji

Renacjonalizacja hydroelektrowni Gabčikovo oznacza, że pod polityczny nadzór słowackiego rządu wróci ważny element narodowej infrastruktury energetycznej, a do tamtejszego budżetu państwa – zyski z produkcji energii.

Po 8 latach starań rządu w Bratysławie, decyzją sądu wielka elektrownia wodna w miejscowości Gabčikovo nad Dunajem stała się na powrót własnością państwa. Batalia pomiędzy gabinetem Roberta Fico a dotychczasowym dzierżawcą elektrowni, spółką Slovenské elektrárne, której większościowym udziałowcem jest włoski koncern Enel, trwała niemal przez cały okres rządów obecnego premiera Słowacji. Gabčikovo to największa ze słowackich hydroelektrowni – generuje moc 720 MW, co stanowi 8 proc. energetycznych potrzeb kraju. Już w 2006 r. ekspertyza opracowana przez Ministerstwo Środowiska Naturalnego wykazała, że wedle obowiązującego prawa elektrownia nie mogła podlegać prywatyzacji, której akt stanowiła de facto umowa o jej 30-letnią dzierżawę, zawarta przez rząd Mikuláša Dzurindy. 9 marca sąd okręgowy w Bratysławie uznał prawomocność decyzji władz o unieważnieniu umowy.

Renacjonalizacja elektrowni oznacza, że do słowackiego budżetu będą trafiać zyski z produkcji energii, sięgające nawet 35-40 mln euro rocznie. Fico zapowiada, że to jeszcze nie koniec walki o unieważnienie nielegalnej – jak twierdzi – prywatyzacji elektrowni z 2006 r. Wyrok sądu stanowi według premiera zobowiązanie, żeby wystąpić do sądu o zwrot wszystkich pieniędzy, jakie włoska spółka wyciągnęła z elektrowni. Jednym z czynników, które zadecydowały o dążeniu rządu do upaństwowienia zakładu, była bierność włoskiego inwestora w zakresie modernizacji i remontów oraz zadłużenie spółki Slovenské elektrárne wobec skarbu państwa.

Władze zapewniają, że odzyskanie kontroli nad hydroelektrownią jest elementem szerszej strategii, mającej na celu wzmocnienie publicznego nadzoru nad strategicznymi sektorami gospodarki.