NIK i PIP dwa bratanki

NIK i PIP dwa bratanki

Najwyższa Izba Kontroli zamierza współpracować z Państwową Inspekcją Pracy w zakresie przestrzegania prawa pracy. Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski w rozmowie z Iwoną Hickiewicz, Głównym Inspektorem Pracy, zadeklarował, że Izba będzie badać sposoby zatrudniania w jednostkach sektora finansów publicznych.

Według PIP sytuacja na rynku pracy nie jest dobra. Kodeks pracy pozostawia dowolność w interpretowaniu przepisów, co powoduje zbyt dużą swobodę w kształtowaniu umów. Państwowa Inspekcja Pracy uważa wręcz, że Kodeks powinien zostać napisany na nowo.

Zdaniem Głównego Inspektora Pracy najbardziej palącym problemem jest narastające zjawisko zatrudniania na postawie umów cywilnoprawnych. Pracodawcy coraz częściej preferują umowy-zlecenia, umowy o dzieło lub samozatrudnienie, a pracownicy zgadzają się na takie warunki, chcąc zdobyć, względnie utrzymać pracę. W wyniku tego wielu zatrudnionych pozbawionych jest uprawnień pracowniczych, takich jak płatne urlopy czy zabezpieczenie w razie wypadku i choroby, oraz ma poważne kłopoty z nabyciem uprawnień rentowych czy emerytalnych.

Krokiem w kierunku ucywilizowania rynku pracy miały być klauzule społeczne, czyli możliwość określania przez organizatora przetargu m.in. wymagań dotyczących sposobu zatrudniania pracowników przez wykonawcę zamówienia publicznego. Jak się jednak okazuje, zamówienia z ich zastosowaniem to wciąż mniej niż 1 proc. wszystkich przeprowadzanych przetargów. Najczęściej stosowały je samorządy gminne i ich jednostki, jednak generalnie klauzule społeczne z trudem przebijają się do praktyki zamówień publicznych. Dlatego NIK sprawdzi, jak podmioty publiczne dbają o formułowanie tego rodzaju wymagań.

Między innymi w tym celu Izba zamierza zacieśnić współpracę z PIP. Będzie dzielić się swoją wiedzą w zakresie zawieranych umów w jednostkach sektora finansów publicznych, klauzul społecznych i innych praktyk stosowanych przez podmioty publiczne.

Polecamy nasz tekst o klauzulach społecznych

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Państwo kontra zabytki

Państwo kontra zabytki

Państwo polskie zamierza wycofać się z ochrony zabytków, pozostawiając tę sprawę wyłącznie w gestii inwestorów. Godzi to w bezpieczeństwo naszego dziedzictwa kulturowego. Jeśli sprawa nie jest ci obojętna – podpisz petycję!

Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich wystosowało list otwarty do Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Małgorzaty Omilanowskiej, w którym protestuje przeciw negatywnym konsekwencjom proponowanych przez ten resort zmian w rozporządzeniu w sprawie prowadzenia prac specjalistycznych przy zabytkach. MKiDN proponuje m.in. odstąpienie od wymogu imiennego wskazywania kierownika badań w pozwoleniu na prace (badania), wprowadzając w to miejsce oświadczenie wnioskodawcy (inwestora), że do wykonywania badań (prac) specjalistycznych zatrudni osobę o odpowiednich kwalifikacjach. W efekcie nowelizacji wojewódzcy konserwatorzy zabytków zostaną pozbawieni wpływu na poziom większości wykonywanych badań i prac konserwatorskich, restauratorskich, badań architektonicznych, robót budowlanych i innych działań przy zabytku wpisanym do rejestru zabytków oraz badań archeologicznych.

W liście otwartym czytamy: Należy wziąć pod uwagę negatywny skutek proponowanego rozwiązania, a mianowicie: co będzie w przypadku, gdy wnioskodawca nie zatrudni odpowiedniej osoby albo osoba ta nie będzie posiadała odpowiednich uprawnień? Co będzie w przypadku, gdy po przeprowadzeniu badań firma przestanie istnieć? Uważamy, że proponowane rozwiązania są nie tylko zbędne, ale przede wszystkim bardzo niebezpieczne dla ochrony zabytków w Polsce. Zdaniem naukowców istnieje realne zagrożenie, że po wprowadzeniu nowelizacji w życie, badania archeologiczne oraz prace i badania konserwatorskie będą wykonywać osoby nieposiadające niezbędnych kwalifikacji.

Jeśli chcesz przeciwstawić się kolejnej próbie szkodliwego urynkowienia i wycofywaniu się państwa z jego obowiązków publicznych, które doprowadzi do jeszcze większego zniszczenia i tak powszechnie dewastowanych w naszym kraju zabytków, podpisz petycję w tej sprawie.

Razem w obronie barów

Razem w obronie barów

Zachęcamy do podpisania petycji do ministra finansów w sprawie przepisów, które znacznie ograniczają dotacje do tego typu jadłodajni, co może doprowadzić do całkowitego ich zniknięcia z ulic polskich miast.

Jako mieszkańcy i mieszkanki polskich miast uważamy bary mleczne za niezwykle istotny element tkanki miejskiej. Pełnią one wiele bardzo istotnych funkcji społecznych. Nie tylko dostarczają one pełnowartościowego jedzenia osobom o niskich dochodach, ale – jako lokale niekiedy „kultowe” i odwiedzane przez rozmaite grupy społeczne – są również jedynymi jadłodajniami, w których spotykają się osoby o różnym statusie materialnym – piszą inicjatorzy akcji.

Wyjaśniają, że niedawna zmiana w przepisach, która uniemożliwia barom korzystanie ze składników innych niż wymienione w ministerialnym rozporządzeniu, negatywnie odbije się na jakości sprzedawanych tam potraw i pozbawi osoby o niskich dochodach możliwości zjedzenia pełnowartościowego posiłku. Spowoduje to również ograniczenie klienteli do grupy najbiedniejszych klientów, a więc pozbawi bary ich ważnej funkcji miejsca łączącego różne grupy społeczne – czytamy.

Podpisz petycję!

Więcej o problemach barów mlecznych

Chorzy drugiej kategorii?

Chorzy drugiej kategorii?

Wzrost zachorowań Polaków na cukrzycę a także śmiertelności spowodowanej jej powikłaniami nie spotyka się z należytą uwagą po stronie decydentów – alarmują specjaliści.

Mamy dziś w Polsce najwięcej powikłań cukrzycowych w całej Europie – informuje portal RynekZdrowia.pl. Tymczasem zgodnie z niedawnymi decyzjami Narodowego Funduszu Zdrowia część stawki przypadającej na podstawową opiekę zdrowotną nad każdym pacjentem przeznaczona na profilaktykę i leczenie diabetologiczne ma zmaleć o 95 mln zł. Według diabetologów oznacza to krok wstecz dla leczenia wspomnianej choroby. Na niedofinansowanie narzekają również specjalistyczne poradnie i oddziały diabetologiczne w szpitalach; dramatyczna jest sytuacja jeśli chodzi o ambulatoryjną ochronę specjalistyczną czy najnowocześniejsze metody leczenia cukrzycy, które praktycznie nie są w Polsce refundowane. Oznacza to, jak zauważa cytowany przez RynekZdrowia.pl prof. Jacek Sieradzki z Uniwersytetu Jagiellońskiego, że polscy diabetolodzy nie mogą realizować zaleceń Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.

Dr Jerzy Gryglewicz, ekspert ds. zdrowia z Uczelni Łazarskiego, przypomina, że efektem niedofinansowania leczenia cukrzycy są rokroczne wydatki ZUS rzędu 450 mln zł na świadczenia związane z absencją w pracy i 380 mln zł na renty z tytułu niezdolności do pracy. Według prezesa Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków Andrzeja Baumana brakuje nam także samych lekarzy specjalistów: Mamy 800 diabetologów, a powinniśmy mieć ok. 3 tysięcy.

Narzekają ponadto eksperci ds. cukrzycy u dzieci i młodzieży. Ich niepokój budzi coraz niższy wiek zachorowań, niekonsekwentna polityka refundacyjna (m.in. niedostateczne dopłaty do insuliny) czy dyskryminacja chorych przez placówki oświatowe. O skargach na problemy z dostępem do profilaktyki i leczenia cukrzycy mówi także Marzanna Bieńkowska z biura Rzecznika Praw Pacjenta. Prof. Dorota Karkowska, ekspertka ds. prawa medycznego z Uniwersytetu Łódzkiego zauważa z kolei, że zabieranie pieniędzy cukrzykom na rzecz leczenia innych chorych może być sprzeczne z zasadami solidaryzmu społecznego oraz równości dostępu do świadczeń medycznych, w związku z czym może zostać zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego.