Kościerzyna wprowadza bezpłatną komunikację miejską

Kościerzyna wprowadza bezpłatną komunikację miejską

Jako pierwsze miasto na Pomorzu, Kościerzyna już od 1 kwietnia zapewni mieszkańcom i turystom darmowe przemieszczanie się po mieście autobusami – ani stali rezydenci, ani goście nie zapłacą nic za bilety.

Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, inicjatorem zmian jest nowy burmistrz Michał Majewski oraz rada miasta: Chcemy w ten sposób ograniczyć ruch samochodów, zmniejszyć zanieczyszczenia powietrza oraz zachęcić mieszkańców do podróży środkami komunikacji zbiorowej – mówi Majewski.

Miasto liczy 24 tysiące mieszkańców, obsługują je trzy linie autobusowe. Bilet normalny kosztował do tej pory 2,2zł, ulgowy 1,1zł. Jak twierdzi burmistrz: Z różnego rodzaju ulg korzysta blisko 70 proc. pasażerów. Wpływy ze sprzedaży biletów nie są więc na tyle duże, byśmy nie mogli pokryć tej kwoty środkami z budżetu miasta.

Ile te zmiany będą kosztowały Kościerzynę? Do tej pory środki zabezpieczone w budżecie na komunikację miejską wynosiły 250 tysięcy złotych – po zmianie wzrosną do 300 tysięcy.

Pierwszym polskim miastem, które wprowadziło bezpłatną komunikację miejską, były Żory – od maja zeszłego roku pasażerowie jeżdżą tam bez opłat aż siedmioma liniami. Wcześniej autobusy świeciły pustkami, teraz pełne są mieszkańców. W dzień nauki szkolnej z komunikacji korzysta nawet 10 tysięcy osób dziennie. Co istotne, Żory finansowo nie odczuły tej zmiany. Jak to możliwe? Kiedy bilety były płatne, wpływy z nich były zbyt małe, by pokryć rosnące koszty eksploatacji. Miasto zrezygnowało więc z biletów, ogłosiło nowy przetarg na usługi komunikacyjne, na ulice wyjechały mniejsze pojazdy. W efekcie dopłata do komunikacji nie wzrosła.

Zdaniem ekspertów, za tym przykładem mogą pójść mniejsze gminy, gdzie jest niska jakość usług przewozowych i niewielkie wpływy z biletów, dużych miast nie stać jednak na taką rewolucję. To rozwiązanie nie sprawdzi się w średnich i dużych miastach. W Gdyni wpływy ze sprzedaży biletów wynoszą ponad 68 mln zł rocznie i w 42 proc. pokrywają koszty funkcjonowania komunikacji. Żeby wprowadzić darmowe przejazdy, trzeba byłoby znaleźć te pieniądze w budżecie kosztem innych zadań realizowanych przez samorząd – mówi Marek Wołek z Katedry Rynku Transportowego Uniwersytetu Gdańskiego. Twierdzeniu temu jednak można przeciwstawić przykład stolicy Estonii, Tallina, gdzie w 2012 roku mieszkańcy w referendum zadecydowali o bezpłatności usług komunikacyjnych. Decyzja ta przyniosła miastu korzyści polityczne i marketingowe.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Krakowski Alarm dla Oświaty

Krakowski Alarm dla Oświaty

alarmCzy catering obsługiwany przez zewnętrzne podmioty to przyszłość szkolnej diety? Czy bezpłatne zajęcia dla dzieci w Młodzieżowych Domach Kultury to fanaberia skierowana do nielicznych? Czy przepełnione klasy szkolne mają stać się wizytówką krakowskiego „cudu oświatowego”? Czy Karta Nauczyciela to przeżytek PRLu?

Ogłaszamy „Alarm dla Oświaty” i zapraszamy na rozmowę o stanie krakowskiej edukacji!

Do dyskusji zapraszamy rodziców, pracowników oświatowych, nauczycieli oraz wszystkich, dla których edukacja to dobro wspólne, dostępne dla każdego w równym stopniu, bez względu na sytuację materialną.

W charakterze prelegentek i prelegentów wystąpią:

• Bernadetta Bochenek (Sekcja Oświaty NSZZ Solidarność)

• Weronika Szelęgiewicz (nauczycielka)

• Marta Tatulińska (Forum Rad Rodziców)

• Tomasz Leśniak (Kraków Przeciwko Igrzyskom)

• Kornelia Kucharska, Katarzyna Mirowska (Instytut Socjologii UJ)

Po wystąpieniach zaproszonych gości przejdziemy do partycypacyjnej dyskusji, w której każdy będzie mógł zabrać głos i zgłosić swoje postulaty dotyczące krakowskiej oświaty.

Do udziału w spotkaniu zapraszają: Polska Społeczna (Oddział Krakowski) i Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie.

„Alarm dla Oświaty!” to część kampanii społecznej #ZamiastMiskiRyżu. Zebrane postulaty oraz wnioski ze spotkania staną się podstawą do konstruktywnych działań na rzecz krakowskich szkół i przedszkoli.

http://zamiastmiskiryzu.pl/

 

Na co komu partycypacja?

Na co komu partycypacja?

Konsultacje społeczne dotyczące opieki zdrowotnej stanowią nieodłączny element funkcjonowania wielu państw europejskich. W Polsce wielokrotnie przebiegają one jednak na poziomie gotowych projektów, a społeczeństwo najczęściej reprezentują… urzędnicy.

Jak pisze portal RynekZdrowia.pl, zdaniem organizacji pacjentów konsultacje przynoszą obustronne korzyści. Podnoszą poziom świadomości społecznej, a dla rządzących stanowią ważny aspekt wizerunkowy, ponieważ są wyrazem rozwoju i dojrzałości administracji. Pozwalają uzyskać nie tylko zaufanie pacjentów, ale i przyczyniają się do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa i zadowolenia z poziomu świadczonych usług zdrowotnych.

Za wzór aktywizacji społecznej stawiana jest Wielka Brytania, gdzie już od 2000 r. obowiązuje kodeks w zakresie konsultacji pisanych. Zgodnie z ustawą muszą być prowadzone w sposób umożliwiający realny wpływ na politykę, co w praktyce oznacza udział pacjentów już we wczesnym etapie planowania. Jednocześnie czas ich trwania nie może być krótszy niż 12 tygodni, a dokumenty powinny klarownie przedstawiać problematykę proponowanych zmian. Pacjenci uczestniczą nie tylko w pracach ustawodawczych, lecz mają wpływ na testowanie rozwiązań technologicznych w medycynie oraz angażują się w innowacyjne procesy badawcze oraz projektowanie protokołów badań klinicznych.

Rozwiązania w kwestii konsultacji z pacjentami wprowadzono również w Holandii i Szwecji. W obu krajach opinia społeczna służy podjęciu decyzji o zakwalifikowaniu konkretnych usług do koszyka świadczeń gwarantowanych. Dodatkowo w Szwecji przeprowadzane są debaty i badania ankietowe dotyczące podziału środków na konkretne dziedziny medycyny. Z punktu widzenia ustawodawcy istotne są nie tylko aspekty stricte zdrowotne, lecz również kwestie etyczne i moralne. Podobne rozwiązania zostały wprowadzone m. in. w Stanach Zjednoczonych – gdzie każdy zainteresowany mógł wziąć aktywny udział w pracach Federalnego Komitetu Koordynacyjnego do spraw badania efektywności terapii.

Ponadto pacjenci krajów Unii Europejskiej uczestniczą w pracach Komisji Europejskiej dotyczących ochrony zdrowia oraz partycypują w Komitecie Naukowym Europejskiej Agencji ds. Leków. Spośród 37 krajów ocenianych przez International Network of Agencies for Health Technology Assessment (INAHTA), blisko 57 proc. aktywizuje społeczeństwo w kwestii rozwiązań w medycynie.

Warto jednak zaznaczyć, że porównywanie odmiennych systemów zdrowotnych nie może być podstawą do wyciągnięcia uniwersalnych wniosków. W Polsce należy poszukać rozwiązań gwarantujących udział pacjentów w procesach decyzyjnych, jednak z wiodącą rolą instytucji publicznych – niezależnych od innych podmiotów.

Bo zupa była za słona

Bo zupa była za słona

Jadłodajnia w Słupsku musi zapłacić 1,1 mln zł – to kara za dodawanie przypraw do posiłków subsydiowanych przez Ministerstwo Finansów.

Jak informuje Radio Gdańsk, kara została naliczona za lata 2008-2012, choć pracownicy Izby Skarbowej początkowo nie mieli zastrzeżeń wobec słupskiego baru. Dopiero ponowne inspekcje, przeprowadzone przez tych samych urzędników, wykazały nieprawidłowości.

Zdaniem Eugenii Rębacz – właścicielki baru – obowiązujące prawo sprzyja manipulacjom, a skomplikowane przepisy pozwalają na krzywdzącą interpretację. Tymczasem egzekucja kary może doprowadzić do upadłości firmy. Do kosztów należy doliczyć narastające odsetki, wynagrodzenie dla 130 pracowników, rachunki oraz pozostałe należności.

Choć karę nałożoną na jadłodajnię skierowano już do firmy windykacyjnej, decyzja o płatności została tymczasowo wstrzymana przez Ministerstwo Finansów. Ostateczne stanowisko zostanie ogłoszone po zakończeniu postępowania administracyjnego.

Restrykcyjne przepisy Ministerstwa Finansów mają ulec zmianie 1 kwietnia. Do tego czasu do posiłków dofinansowywanych przez państwo nie można dodawać mięsa ani przypraw. Każdego roku z budżetu do jadłodajni trafia blisko 20 mln zł.