Wodór kontra smog

Wodór kontra smog

W Chinach wyprodukowano pierwszy na świecie tramwaj napędzany wodorem. Wynalazek ma przyczynić się do zmniejszenia ilości smogu w Państwie Środka.

 
Portal Inn Poland donosi, iż pojazd skonstruowano przy współpracy wielu ośrodków badawczych z całych Chin. Wodór zgromadzony w zbiorniku pozwala na pokonanie 100 kilometrów z maksymalną prędkością 70 km/h, a napełnienie baku zajmuje zaledwie 3 minuty. W tramwaju jednorazowo będzie mogło przebywać 380 pasażerów, a podróżowanie nim jest zdecydowanie tańsze w porównaniu z tradycyjnymi środkami transportu.

 
Podstawową zaletę pojazdu stanowi jednak funkcja ekologiczna – jedynym produktem spalania paliwa będzie woda . Konstruktorzy twierdzą, że kontrola temperatury w ogniwach paliwowych ma zapobiec powstawaniu tlenków azotu. Oznacza to, że w powietrzu nie znajdą się żadne szkodliwe substancje.
Każdego roku z powodu smogu umiera w Chinach blisko 500 tys. osób, zaś miejscowe ministerstwo ochrony środowiska poinformowało, iż w 90 proc. największych miast zostały wielokrotnie przekroczone dopuszczalne normy zanieczyszczenia. W Pekinie wartość skażenia powietrza jest tak duża, że mieszkańcy poruszają się po ulicach w specjalnych maskach ochronnych i podają do sądu rządzących, domagając się pomocy, działań zmierzających do ochrony środowiska oraz wypłacenia odszkodowań za poniesione koszty leczenia.

 
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Amerykańską Izbę Handlową, zanieczyszczenie powietrza stanowi również problem dla zagranicznych przedsiębiorców pracujących w Chinach. Smog jest tak gęsty, że przypomina mgłę, co odstrasza pracowników przed podjęciem zatrudnienia w tym kraju.
Nic dziwnego zatem, że innowacyjny tramwaj ma trafić do powszechnego użytku jeszcze w 2015 roku.

 

 

 

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Kościerzyna wprowadza bezpłatną komunikację miejską

Kościerzyna wprowadza bezpłatną komunikację miejską

Jako pierwsze miasto na Pomorzu, Kościerzyna już od 1 kwietnia zapewni mieszkańcom i turystom darmowe przemieszczanie się po mieście autobusami – ani stali rezydenci, ani goście nie zapłacą nic za bilety.

Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, inicjatorem zmian jest nowy burmistrz Michał Majewski oraz rada miasta: Chcemy w ten sposób ograniczyć ruch samochodów, zmniejszyć zanieczyszczenia powietrza oraz zachęcić mieszkańców do podróży środkami komunikacji zbiorowej – mówi Majewski.

Miasto liczy 24 tysiące mieszkańców, obsługują je trzy linie autobusowe. Bilet normalny kosztował do tej pory 2,2zł, ulgowy 1,1zł. Jak twierdzi burmistrz: Z różnego rodzaju ulg korzysta blisko 70 proc. pasażerów. Wpływy ze sprzedaży biletów nie są więc na tyle duże, byśmy nie mogli pokryć tej kwoty środkami z budżetu miasta.

Ile te zmiany będą kosztowały Kościerzynę? Do tej pory środki zabezpieczone w budżecie na komunikację miejską wynosiły 250 tysięcy złotych – po zmianie wzrosną do 300 tysięcy.

Pierwszym polskim miastem, które wprowadziło bezpłatną komunikację miejską, były Żory – od maja zeszłego roku pasażerowie jeżdżą tam bez opłat aż siedmioma liniami. Wcześniej autobusy świeciły pustkami, teraz pełne są mieszkańców. W dzień nauki szkolnej z komunikacji korzysta nawet 10 tysięcy osób dziennie. Co istotne, Żory finansowo nie odczuły tej zmiany. Jak to możliwe? Kiedy bilety były płatne, wpływy z nich były zbyt małe, by pokryć rosnące koszty eksploatacji. Miasto zrezygnowało więc z biletów, ogłosiło nowy przetarg na usługi komunikacyjne, na ulice wyjechały mniejsze pojazdy. W efekcie dopłata do komunikacji nie wzrosła.

Zdaniem ekspertów, za tym przykładem mogą pójść mniejsze gminy, gdzie jest niska jakość usług przewozowych i niewielkie wpływy z biletów, dużych miast nie stać jednak na taką rewolucję. To rozwiązanie nie sprawdzi się w średnich i dużych miastach. W Gdyni wpływy ze sprzedaży biletów wynoszą ponad 68 mln zł rocznie i w 42 proc. pokrywają koszty funkcjonowania komunikacji. Żeby wprowadzić darmowe przejazdy, trzeba byłoby znaleźć te pieniądze w budżecie kosztem innych zadań realizowanych przez samorząd – mówi Marek Wołek z Katedry Rynku Transportowego Uniwersytetu Gdańskiego. Twierdzeniu temu jednak można przeciwstawić przykład stolicy Estonii, Tallina, gdzie w 2012 roku mieszkańcy w referendum zadecydowali o bezpłatności usług komunikacyjnych. Decyzja ta przyniosła miastu korzyści polityczne i marketingowe.

Krakowski Alarm dla Oświaty

Krakowski Alarm dla Oświaty

alarmCzy catering obsługiwany przez zewnętrzne podmioty to przyszłość szkolnej diety? Czy bezpłatne zajęcia dla dzieci w Młodzieżowych Domach Kultury to fanaberia skierowana do nielicznych? Czy przepełnione klasy szkolne mają stać się wizytówką krakowskiego „cudu oświatowego”? Czy Karta Nauczyciela to przeżytek PRLu?

Ogłaszamy „Alarm dla Oświaty” i zapraszamy na rozmowę o stanie krakowskiej edukacji!

Do dyskusji zapraszamy rodziców, pracowników oświatowych, nauczycieli oraz wszystkich, dla których edukacja to dobro wspólne, dostępne dla każdego w równym stopniu, bez względu na sytuację materialną.

W charakterze prelegentek i prelegentów wystąpią:

• Bernadetta Bochenek (Sekcja Oświaty NSZZ Solidarność)

• Weronika Szelęgiewicz (nauczycielka)

• Marta Tatulińska (Forum Rad Rodziców)

• Tomasz Leśniak (Kraków Przeciwko Igrzyskom)

• Kornelia Kucharska, Katarzyna Mirowska (Instytut Socjologii UJ)

Po wystąpieniach zaproszonych gości przejdziemy do partycypacyjnej dyskusji, w której każdy będzie mógł zabrać głos i zgłosić swoje postulaty dotyczące krakowskiej oświaty.

Do udziału w spotkaniu zapraszają: Polska Społeczna (Oddział Krakowski) i Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie.

„Alarm dla Oświaty!” to część kampanii społecznej #ZamiastMiskiRyżu. Zebrane postulaty oraz wnioski ze spotkania staną się podstawą do konstruktywnych działań na rzecz krakowskich szkół i przedszkoli.

http://zamiastmiskiryzu.pl/

 

Na co komu partycypacja?

Na co komu partycypacja?

Konsultacje społeczne dotyczące opieki zdrowotnej stanowią nieodłączny element funkcjonowania wielu państw europejskich. W Polsce wielokrotnie przebiegają one jednak na poziomie gotowych projektów, a społeczeństwo najczęściej reprezentują… urzędnicy.

Jak pisze portal RynekZdrowia.pl, zdaniem organizacji pacjentów konsultacje przynoszą obustronne korzyści. Podnoszą poziom świadomości społecznej, a dla rządzących stanowią ważny aspekt wizerunkowy, ponieważ są wyrazem rozwoju i dojrzałości administracji. Pozwalają uzyskać nie tylko zaufanie pacjentów, ale i przyczyniają się do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa i zadowolenia z poziomu świadczonych usług zdrowotnych.

Za wzór aktywizacji społecznej stawiana jest Wielka Brytania, gdzie już od 2000 r. obowiązuje kodeks w zakresie konsultacji pisanych. Zgodnie z ustawą muszą być prowadzone w sposób umożliwiający realny wpływ na politykę, co w praktyce oznacza udział pacjentów już we wczesnym etapie planowania. Jednocześnie czas ich trwania nie może być krótszy niż 12 tygodni, a dokumenty powinny klarownie przedstawiać problematykę proponowanych zmian. Pacjenci uczestniczą nie tylko w pracach ustawodawczych, lecz mają wpływ na testowanie rozwiązań technologicznych w medycynie oraz angażują się w innowacyjne procesy badawcze oraz projektowanie protokołów badań klinicznych.

Rozwiązania w kwestii konsultacji z pacjentami wprowadzono również w Holandii i Szwecji. W obu krajach opinia społeczna służy podjęciu decyzji o zakwalifikowaniu konkretnych usług do koszyka świadczeń gwarantowanych. Dodatkowo w Szwecji przeprowadzane są debaty i badania ankietowe dotyczące podziału środków na konkretne dziedziny medycyny. Z punktu widzenia ustawodawcy istotne są nie tylko aspekty stricte zdrowotne, lecz również kwestie etyczne i moralne. Podobne rozwiązania zostały wprowadzone m. in. w Stanach Zjednoczonych – gdzie każdy zainteresowany mógł wziąć aktywny udział w pracach Federalnego Komitetu Koordynacyjnego do spraw badania efektywności terapii.

Ponadto pacjenci krajów Unii Europejskiej uczestniczą w pracach Komisji Europejskiej dotyczących ochrony zdrowia oraz partycypują w Komitecie Naukowym Europejskiej Agencji ds. Leków. Spośród 37 krajów ocenianych przez International Network of Agencies for Health Technology Assessment (INAHTA), blisko 57 proc. aktywizuje społeczeństwo w kwestii rozwiązań w medycynie.

Warto jednak zaznaczyć, że porównywanie odmiennych systemów zdrowotnych nie może być podstawą do wyciągnięcia uniwersalnych wniosków. W Polsce należy poszukać rozwiązań gwarantujących udział pacjentów w procesach decyzyjnych, jednak z wiodącą rolą instytucji publicznych – niezależnych od innych podmiotów.