Walka trwa, smog utrzymuje się

Walka trwa, smog utrzymuje się

W polskich miastach notorycznie przekraczane są normy zanieczyszczenia powietrza. Jesteśmy pod tym względem od lat w niechlubnej unijnej czołówce. Skuteczna walka ze smogiem jest jednak wciąż w powijakach, a mieszkańcy nie są w żaden sposób informowani, gdy poziom toksyn staje się niebezpieczny dla zdrowia.

Katowice, Kraków, Nowy Sącz, Sucha Beskidzka, Warszawa i Wrocław – te 6 miast już w marcu przekroczyło roczny limit dni, w których skażenie powietrza może przekraczać dopuszczalne normy – alarmuje Greenpeace Polska. Na obecny od lat problem smogu zwracają również uwagę Najwyższa Izba Kontroli oraz Komisja Europejska. Za złamanie unijnych dyrektyw dotyczących czystości powietrza grozi Polsce nawet 4 mld zł kary finansowej.

Tymczasem prowadzone od lat na poziomie samorządowym programy ochrony powietrza nie przynoszą efektów. Jak zauważył NIK, tylko w województwach małopolskim i śląskim zaprojektowano mechanizmy pozwalające na ich weryfikację pod względem skuteczności oraz stopnia realizacji. Nasze miasta wydały dotąd na walkę ze smogiem ponad 3 mld zł. Ministerstwo ochrony środowiska opracowało projekt krajowego programu ochrony powietrza, jednak budzi on wątpliwości organizacji ekologicznych: „ignoruje zanieczyszczenia z sektora energii i jest niepełny” – ocenia ekspert Greenpeace Iwo Łoś. „Sam minister twierdzi zresztą, że jego wdrożenie nie przyniesie poprawy w ciągu następnych kilku lat” – dodaje.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska oraz Sojuszu na rzecz Zdrowia i Środowiska (HEAL), w Polsce z powodu zanieczyszczenia powietrza przedwcześnie umiera rokrocznie ok. 40 tys. osób. Rakotwórcze substancje wchodzące w skład smogu odpowiadają także za ok. 10 proc. zachorowań na nowotwory.

Tym bardziej razi w tym kontekście fakt, że odpowiednie instytucje nie ostrzegają obywateli, gdy stężenie szkodliwych substancji osiąga groźne dla zdrowia poziomy. Eksperci zalecają w takich dniach ograniczenie przebywania na wolnym powietrzu lub korzystanie z masek ochronnych. „W Paryżu, kiedy poziom smogu jest wyjątkowo wysoki, tamtejsze władze nie tylko informują mieszkańców, ale jednocześnie wprowadzają ograniczenia w korzystaniu z samochodów prywatnych. Tymczasem w Polsce nie tylko nie wprowadza się żadnych środków zaradczych, ale przede wszystkim nie informuje się mieszkańców o zagrożeniu” – zauważa Greenpeace w swojej notatce.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Brazylijczycy przeciw cięciom

Brazylijczycy przeciw cięciom

Aż 90 proc. mieszkańców Brazylii odrzuca działania oszczędnościowe prezydent Dilmy Rousseff, która zaczęła ciąć wydatki i podniosła podatki dotkliwe dla niezamożnych. W ciągu ostatnich 20 lat żaden szef państwa nie miał tam tak niskich notowań.

Od reelekcji w październiku 2014 Rousseff dokonała w swej polityce dramatycznych zmian – m.in. zaczęła ograniczać wydatki i podniosła podatki na benzynę i produkty eksportowe, by załatać dziurę budżetową.

Jak wynika z badania instytutu Ibope, cytowanego przez portal biznes.onet.pl, niska popularność pani prezydent to skutek słabej kondycji gospodarki. Sondaż, opublikowany po upływie trzech miesięcy jej drugiej kadencji, wskazuje, iż tylko 12 proc. ankietowanych ocenia prace jej rządu „dobrze”, a aż 64 proc. ma „złe” lub „bardzo złe” zdanie na temat jej administracji. Wyniki ankiety pokazują, że zaufanie do brazylijskiego rządu bardzo spadło od grudnia ub. roku, gdy opublikowano poprzednie. Z powodu kiepskiego stanu gospodarki oraz skandalu korupcyjnego w państwowej firmie naftowej Petrobas na ulice wyszły 2 miliony demonstrantów.

Rousseff dąży do odzyskania zaufanie inwestorów, którzy obawiają się, że z powodu rosnącego oporu obywateli, a także przy sprzeciwie niektórych członków własnego rządu, pani prezydent może w pewnym momencie poluzować zaciskanie pasa.

Nowa aspołeczna poczta?

Nowa aspołeczna poczta?

Kryteria konkursu na operatora wyznaczonego usług pocztowych nie będą premiować firm zatrudniających na umowy o pracę. To naruszenie oczywistych interesów społecznych – alarmują związkowcy.

Trwają przepychanki wokół konkursu na operatora wyznaczonego usług pocztowych. Pod koniec marca o oskarżenia o preferencyjne wobec Poczty Polskiej warunki konkursu wysuwał prezes konkurencyjnej Polskiej Grupy Pocztowej – przypomina portal wyborcza.biz. Tymczasem zapisane przez Urząd Komunikacji Elektronicznej warunki nie premiują – jak od zeszłego roku ma to miejsce w przypadku wszelkich zamówień publicznych – firm zatrudniających na podstawie umów o pracę. Jak zauważają zgodnie związki zawodowe pocztowców, stanowi to naruszenie oczywistych interesów społecznych, grożąc obniżeniem przychodów budżetu państwa oraz standardów powszechnych usług pocztowych. „Nie ma racjonalnego uzasadnienia dla wspierania przez państwo niestabilnych form zatrudnienia w postaci umów śmieciowych, tylko dlatego, że są one preferowane przez prywatnych operatorów” – pisał jeszcze w lutym w liście do ministra administracji i cyfryzacji przewodniczący OPZZ Jan Guz.

Szefowa UKE Magdalena Gaj tłumaczy, że jest związana zliberalizowanym przed 3 laty prawem pocztowym, zaś do zadań Urzędu należy ochrona konkurencji. W tej sytuacji wpisanie umów o pracę do warunków konkursu oznaczałoby „ustawienie konkursu pod Pocztę Polską” – przekonuje. Prezes UKE uspokaja zarazem, że o wynikach konkursu nie zadecyduje deklarowana przez oferentów cena świadczenia usług, co premiowałoby minimalizujących koszty, w tym koszty pracy, operatorów prywatnych. „Cena świadczenia usług nie jest tu nawet jednym z kryteriów. Przy wyborze będziemy brać pod uwagę takie kwestie jak to, czy będzie zachowana ciągłość przedsiębiorstwa, czy dysponuje ono odpowiednią ilością placówek, doręczycieli, czy spełnia warunki bezpieczeństwa obrotu korespondencji itd.” – zapewnia.

Według ostatnich informacji UKE, wyniki konkursu mamy szanse poznać jeszcze przed wakacjami. Wyłoniony operator świadczył będzie powszechne usługi pocztowe od roku 2016 aż do 2025. Przypomnijmy, że będzie to pierwszy otwarty konkurs na operatora wyznaczonego w Polsce, a zarazem w Unii Europejskiej. Jan Guz określa przyjęty przez władze „innowacyjny” kierunek zmian w sektorze jako błędny: „(…) decyzja o liberalizacji rynku pocztowego zamiast zapowiadanych korzyści przynosi przede wszystkim wymierne straty i wiele negatywnych zjawisk społecznych”. „Konsekwencje tego widać dzisiaj” – dodaje – „na przykładzie opisywanych przez media problemów z odbiorem przesyłek z sądów i prokuratury, za które odpowiada jeden z prywatnych operatorów”.

Więcej argumentów przeciwko opacznie rozumianej konkurencji na rynku usług pocztowych znaleźć można w tekście Michała Sobczyka „Poczta solidarna kontra liberalna?”, pochodzącym z aktualnego numeru „Nowego Obywatela”.

Prawie milion Polaków pracuje na dwa etaty

Prawie milion Polaków pracuje na dwa etaty

Z jednej pracy do drugiej – tak wygląda codzienne życie blisko miliona Polaków. Ostatnie badania GUS wskazują, że w ostatnim kwartale 2014 roku 974 tys. osób pracowało w więcej niż jednym miejscu.

Jak informuje portal pulshr.pl, Polacy decydują się na podjęcie dodatkowego zatrudnienia głównie pod wpływem przymusu ekonomicznego. „Jednym zarobki pozwalają ledwo związać koniec z końcem, inni nie zarabiają najgorzej, ale dzięki dodatkowej pracy chcą podnieść swój standard życia: zarobić na lepsze wakacje, móc realizować swoje pasje czy po prostu szybciej spłacić kredyt” – mówi Monika Zaręba, ekspert ds. rynku pracy Pracodawców RP.

Z danych GUS wynika, że odsetek Polaków pracujących w więcej niż jednym miejscu wynosi względem ogółu pracujących 6,1 proc. Większość (62,8 proc.) pracujących na dwa etaty stanowią mężczyźni. Pracy dodatkowej podejmują się głównie osoby zatrudnione w rolnictwie (aż 46,4 proc. ogółu pracujących dodatkowo), edukacji, opiece zdrowotnej i pomocy społecznej.