Śmieciowe nie tuczy

Śmieciowe nie tuczy

Dzięki zatrudnianiu na umowy o pracę, Poczta Polska wygrała przetarg na obsługę korespondencji Sejmu przez najbliższe 4 lata.

Wartość kontraktu to prawie milion złotych. To pierwsze publiczne postępowanie pocztowe, w którym jednym z kryteriów wyboru – oprócz zaplecza logistycznego, sieci placówek i ceny – była również liczba zatrudnionych do realizacji przedmiotu zamówienia na podstawie umowy o pracę.

Ten ostatni warunek to nowość, jeśli chodzi o przetargi pocztowe w Polsce – do tej pory zatrudnianie na umowy o pracę było uważane za minus stającego do przetargu podmiotu. Dopóki przy rozstrzyganiu przetargów kierowano się jedynie ceną, inni operatorzy pocztowi obniżali koszty dzięki powszechnemu zatrudnianiu pracowników na umowy cywilnoprawne.

Najbliższym wyzwaniem dla Poczty jest konkurs na świadczącego usługi powszechne w latach 2016-2015 operatora wyznaczonego. Do 14 kwietnia stający do przetargu mają przedstawić prowadzącemu konkurs Urzędowi Komunikacji Elektronicznej swoją ofertę.

O konkursie na operatora wyznaczonego piszemy tutaj: http://nowyobywatel.pl/2015/04/07/nowa-aspoleczna-poczta/

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Polska na płacowych peryferiach Europy

Polska na płacowych peryferiach Europy

Na gospodarczej mapie Europy Polska to wciąż zagłębie taniej siły roboczej. Według najnowszych danych Eurostatu, zarobki obywateli naszego kraju ledwo przekraczają poziom 1/3 przeciętnego wynagrodzenia w UE. O ile statystyczny Polak (z wyłączeniem pracowników rolnictwa, administracji oraz mikroprzedsiębiorstw) zarabia 6,8 euro za godzinę, przeciętna płaca w całej Unii wynosi 18,6 euro. Jeszcze większy dystans dzieli nas od strefy euro, w której średnie uposażenie to 21,6 euro za godzinę.

„Stosunkowo niskim wynagrodzeniom towarzyszą, wbrew opiniom pracodawców, dość niskie pozapłacowe koszty pracy” – zauważa Janusz K. Kowalski na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”. I rzeczywiście, o ile udział tych ostatnich w wydatkach ponoszonych przez przedsiębiorców to zaledwie 18,7 proc., to dla całej UE współczynnik ten wynosi średnio ponad 24 proc. Wyższe od nas koszty pracy są udziałem nie tylko najbardziej rozwiniętych państw Europy Zachodniej czy rzekomo żyjących ponad stan obywateli Grecji, Hiszpanii czy Portugalii – jak chcieliby liberalni komentatorzy – ale i niemal wszystkich, za wyjątkiem Bułgarii i Cypru, nowych krajów członkowskich. Np. w Litwie, Łotwie i Estonii średnie pozapłacowe koszty pracy to odpowiednio 28, 20 i 26 proc. środków przeznaczanych na pracownika, w Czechach i Słowacji po 27 proc., a w Rumunii i Węgrzech po 23 proc. Tania siła robocza i wysokie, dwucyfrowe bezrobocie czynią z Polski istny raj dla międzynarodowych koncernów – zauważa publicysta „DGP”.

O ile dane Eurostatu wykazują, że w ciągu dekady 2004-2014 ogólne koszty pracy (pensja wraz z oskładkowaniem) w Polsce wzrosły o 75 proc., to już na tle innych krajów regionu, takich jak Rumunia (142 proc.), Litwa (103 proc.) czy Słowacja (137 proc.), wypadamy blado także pod względem dynamiki wzrostu płac.

Prawa autorskie hamują rozwój

Prawa autorskie hamują rozwój

Przepisy dotyczące własności intelektualnej traktowane są coraz częściej jak czynniki powstrzymujące innowacje dziedzinach związanych z dostarczaniem treści i procesami kreatywnymi – wynika z badań Benjamina Giberta.

Jak podaje portal innpoland.pl, prace nad raportem „Własność intelektualna i wskaźnik wzrostu gospodarczego w 2015 roku: Mierzenie wpływu wyjątków i ograniczeń praw autorskich na wzrost gospodarczy, rynek pracy i dobrobyt” trwały blisko rok. Gibert przeanalizował prawa autorskie funkcjonujące w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji, Holandii oraz Hiszpanii, a więc w państwach, które prowadzą pod względem produkcji i konsumpcji własności intelektualnej.

Odkrył, że te państwa, które stosują elastyczne normy prawne, wykazują szybszy wzrost w sektorze usług i sektorze informacyjnym. Wyższe wskaźniki ekonomiczne dotyczą również branży wydawniczej, nadawczej i audiowizualnej. Paradoksalnie jednak wymienione sektory wciąż wyrażają największy sprzeciw wobec proponowanych zmian legislacyjnych.

Badacz stwierdza, że w najbliższych latach potrzebne są kolejne badania, których celem byłoby wypracowanie odpowiedniej równowagi pomiędzy dostępem do informacji a ich ochroną. Według niego, prawa autorskie działają obecnie głównie na korzyść interesariuszy.

Jak podkreśla, nie jest przeciwnikiem funkcjonowania prawa autorskiego, twierdzi nawet, że nigdy nie było ono tak istotne jak dzisiaj. „Cyfrowe technologie bezustannie oferują nowe możliwości kreacji, upowszechniania i ekonomicznego wykorzystania treści” – pisze Gibert. Jego zdaniem Creative Commons (amerykańska organizacja, której celem jest uzyskanie kompromisu pomiędzy pełną ochroną praw autorskich a dzieleniem się twórczością z innymi oraz wspieranie rozwoju i wykorzystania otwartych licencji prawnoautorskich, zapewniających bardziej elastyczne zasady niż restrykcyjne reguły prawa autorskiego) i oprogramowanie typu open source to przykłady na to, jak w nowoczesny sposób podchodzić do systemów prawnej ochrony autorskiej. Należy jednak zadbać o model, który nie będzie krępował twórców ani użytkowników dóbr intelektualnych. „Pytanie nie brzmi, czy prawo autorskie ma dziś sens, ale jaka formę powinno przyjąć, by najlepiej promować innowacje i rozwój” – mówi badacz.

Walka trwa, smog utrzymuje się

Walka trwa, smog utrzymuje się

W polskich miastach notorycznie przekraczane są normy zanieczyszczenia powietrza. Jesteśmy pod tym względem od lat w niechlubnej unijnej czołówce. Skuteczna walka ze smogiem jest jednak wciąż w powijakach, a mieszkańcy nie są w żaden sposób informowani, gdy poziom toksyn staje się niebezpieczny dla zdrowia.

Katowice, Kraków, Nowy Sącz, Sucha Beskidzka, Warszawa i Wrocław – te 6 miast już w marcu przekroczyło roczny limit dni, w których skażenie powietrza może przekraczać dopuszczalne normy – alarmuje Greenpeace Polska. Na obecny od lat problem smogu zwracają również uwagę Najwyższa Izba Kontroli oraz Komisja Europejska. Za złamanie unijnych dyrektyw dotyczących czystości powietrza grozi Polsce nawet 4 mld zł kary finansowej.

Tymczasem prowadzone od lat na poziomie samorządowym programy ochrony powietrza nie przynoszą efektów. Jak zauważył NIK, tylko w województwach małopolskim i śląskim zaprojektowano mechanizmy pozwalające na ich weryfikację pod względem skuteczności oraz stopnia realizacji. Nasze miasta wydały dotąd na walkę ze smogiem ponad 3 mld zł. Ministerstwo ochrony środowiska opracowało projekt krajowego programu ochrony powietrza, jednak budzi on wątpliwości organizacji ekologicznych: „ignoruje zanieczyszczenia z sektora energii i jest niepełny” – ocenia ekspert Greenpeace Iwo Łoś. „Sam minister twierdzi zresztą, że jego wdrożenie nie przyniesie poprawy w ciągu następnych kilku lat” – dodaje.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska oraz Sojuszu na rzecz Zdrowia i Środowiska (HEAL), w Polsce z powodu zanieczyszczenia powietrza przedwcześnie umiera rokrocznie ok. 40 tys. osób. Rakotwórcze substancje wchodzące w skład smogu odpowiadają także za ok. 10 proc. zachorowań na nowotwory.

Tym bardziej razi w tym kontekście fakt, że odpowiednie instytucje nie ostrzegają obywateli, gdy stężenie szkodliwych substancji osiąga groźne dla zdrowia poziomy. Eksperci zalecają w takich dniach ograniczenie przebywania na wolnym powietrzu lub korzystanie z masek ochronnych. „W Paryżu, kiedy poziom smogu jest wyjątkowo wysoki, tamtejsze władze nie tylko informują mieszkańców, ale jednocześnie wprowadzają ograniczenia w korzystaniu z samochodów prywatnych. Tymczasem w Polsce nie tylko nie wprowadza się żadnych środków zaradczych, ale przede wszystkim nie informuje się mieszkańców o zagrożeniu” – zauważa Greenpeace w swojej notatce.