O solidarność i bezpieczeństwo w Europie Północnej

O solidarność i bezpieczeństwo w Europie Północnej

Rosja stanowi dziś największe zagrożenie dla europejskiego bezpieczeństwa – stwierdzili we wspólnym oświadczeniu szefowie resortów obrony państw nordyckich: Danii, Finlandii, Szwecji, Norwegii i Islandii. „Przywódcy Rosji pokazali, że są gotowi zrobić użytek ze środków militarnych dla osiągnięcia celów politycznych, nawet jeśli oznacza to łamanie zasad prawa międzynarodowego” – ocenili, odnosząc się do działań Moskwy na Ukrainie. Ministrowie wyrazili również zaniepokojenie intensyfikacją wojskowej i wywiadowczej aktywności Rosji w Skandynawii oraz państwach bałtyckich: władze na Kremlu sprawdzają w ten sposób, na ile mogą sobie pozwolić – stwierdzili w dokumencie.

Odpowiedzią krajów nordyckich na te działania ma być zacieśnienie współpracy wojskowej między sobą oraz wzmocnienie więzów solidarności z krajami bałtyckimi. Szczegóły uzgodnionego przez ministrów obrony porozumienia nie są jeszcze znane, ale wiadomo, że będzie ono uwzględniać m.in. współpracę przemysłów obronnych, współpracę wywiadowczą oraz wspólne ćwiczenia wojskowe.

Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odpowiedziało oświadczeniem, w którym wyraziło zaniepokojenie deklaracją państw nordyckich, ocenioną jako zagrożenie dla interesów Moskwy oraz cios w dotychczasową „dobrą współpracę” w północnej Europie. Szczególne niezadowolenie Kremla budzi zbliżenie pomiędzy neutralnymi Szwecją i Finlandią a krajami członkowskimi NATO. Jak zauważa „Dziennik Gazeta Prawna”, spotkanie przedstawicieli krajów nordyckich miało miejsce w 75. rocznicę napaści hitlerowskich Niemiec na Danię i Norwegię.

Więcej o możliwych sojuszach w basenie Morza Bałtyckiego oraz o związanych z nimi perspektywach poprawy polskiego bezpieczeństwa w artykule pt. „Bałtycka alternatywa”, który już za niecałe 3 tygodnie będzie można przeczytać na łamach 67. numeru NOWEGO OBYWATELA.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

O krok od strajku

O krok od strajku

Mamy dość! – mówią pielęgniarki i zapowiadają na 22 kwietnia ogólnopolski protest. Chcą podwyżek i uwzględnienia ich w umowach szpitali z NFZ. Strajk ostrzegawczy odbędzie się w maju, na wrzesień zaś planują strajk generalny.

„Jak może wyglądać opieka nad pacjentami, jeśli na jedną pielęgniarkę przypada ich nawet 40, a zamiast przepisowych 160 godzin miesięcznie pracuje ona 400? Dość! Dłużej nie damy rady” – mówi Lucyna Dargiewicz, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Jak donosi portal wyborcza.pl, średnia pensja pielęgniarki wynosi 2 tysiące zł brutto, ale są regiony, w których nie przekracza 1600 zł. Pielęgniarki nie są wpisane w system zamawianych w NFZ świadczeń, co oznacza, że nie jest określona ich minimalna liczba na oddziale – wymagana jest konkretna liczba lekarzy, ale personelu pomocniczego już nie.

Negocjacje z resortem zdrowia trwają od początku roku. W styczniu Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych oraz Naczelna Liczba Pielęgniarek i Położnych wystosowały list otwarty do premier Ewy Kopacz. Premier jednak nie skontaktowała się z pielęgniarkami. Rozmawia z nimi wiceminister Cezary Cieślukowski, który zapowiada, że do października resort wyda rozporządzenie o wpisaniu pielęgniarek na listę zamawianych świadczeń. Zapowiedział też zwiększenie do 2020 roku wskaźników pielęgniarek i położnych na 1000 mieszkańców.

„Absolutnie nie satysfakcjonuje nas taka odpowiedź wiceministra. To puste obietnice niepoparte żadnymi konkretami – komentuje odpowiedź Grażyna Rogala-Pawelczyk, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – W liście wiceministra mowa jest o tym, że pracodawca w miarę możliwości podniesie pielęgniarkom wynagrodzenia. Przecież to znaczy, że po prostu ich nie podniesie.”

Ogólnopolski protest zaplanowano na 22 kwietnia. Początkowo miał się odbyć w Warszawie, ale zdecydowano o przeniesieniu go do regionów. „Przygotowujemy się do strajku jesienią. Jesteśmy w procedurze strajkowej, stopniowo wchodzimy w spory zbiorowe. Cała Polska jest tym już ogarnięta, nie ma województwa, w którym zakłady nie weszły w spory” – mówi Lucyna Dargiewicz.

Śmieciowe nie tuczy

Śmieciowe nie tuczy

Dzięki zatrudnianiu na umowy o pracę, Poczta Polska wygrała przetarg na obsługę korespondencji Sejmu przez najbliższe 4 lata.

Wartość kontraktu to prawie milion złotych. To pierwsze publiczne postępowanie pocztowe, w którym jednym z kryteriów wyboru – oprócz zaplecza logistycznego, sieci placówek i ceny – była również liczba zatrudnionych do realizacji przedmiotu zamówienia na podstawie umowy o pracę.

Ten ostatni warunek to nowość, jeśli chodzi o przetargi pocztowe w Polsce – do tej pory zatrudnianie na umowy o pracę było uważane za minus stającego do przetargu podmiotu. Dopóki przy rozstrzyganiu przetargów kierowano się jedynie ceną, inni operatorzy pocztowi obniżali koszty dzięki powszechnemu zatrudnianiu pracowników na umowy cywilnoprawne.

Najbliższym wyzwaniem dla Poczty jest konkurs na świadczącego usługi powszechne w latach 2016-2015 operatora wyznaczonego. Do 14 kwietnia stający do przetargu mają przedstawić prowadzącemu konkurs Urzędowi Komunikacji Elektronicznej swoją ofertę.

O konkursie na operatora wyznaczonego piszemy tutaj: http://nowyobywatel.pl/2015/04/07/nowa-aspoleczna-poczta/

Polska na płacowych peryferiach Europy

Polska na płacowych peryferiach Europy

Na gospodarczej mapie Europy Polska to wciąż zagłębie taniej siły roboczej. Według najnowszych danych Eurostatu, zarobki obywateli naszego kraju ledwo przekraczają poziom 1/3 przeciętnego wynagrodzenia w UE. O ile statystyczny Polak (z wyłączeniem pracowników rolnictwa, administracji oraz mikroprzedsiębiorstw) zarabia 6,8 euro za godzinę, przeciętna płaca w całej Unii wynosi 18,6 euro. Jeszcze większy dystans dzieli nas od strefy euro, w której średnie uposażenie to 21,6 euro za godzinę.

„Stosunkowo niskim wynagrodzeniom towarzyszą, wbrew opiniom pracodawców, dość niskie pozapłacowe koszty pracy” – zauważa Janusz K. Kowalski na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”. I rzeczywiście, o ile udział tych ostatnich w wydatkach ponoszonych przez przedsiębiorców to zaledwie 18,7 proc., to dla całej UE współczynnik ten wynosi średnio ponad 24 proc. Wyższe od nas koszty pracy są udziałem nie tylko najbardziej rozwiniętych państw Europy Zachodniej czy rzekomo żyjących ponad stan obywateli Grecji, Hiszpanii czy Portugalii – jak chcieliby liberalni komentatorzy – ale i niemal wszystkich, za wyjątkiem Bułgarii i Cypru, nowych krajów członkowskich. Np. w Litwie, Łotwie i Estonii średnie pozapłacowe koszty pracy to odpowiednio 28, 20 i 26 proc. środków przeznaczanych na pracownika, w Czechach i Słowacji po 27 proc., a w Rumunii i Węgrzech po 23 proc. Tania siła robocza i wysokie, dwucyfrowe bezrobocie czynią z Polski istny raj dla międzynarodowych koncernów – zauważa publicysta „DGP”.

O ile dane Eurostatu wykazują, że w ciągu dekady 2004-2014 ogólne koszty pracy (pensja wraz z oskładkowaniem) w Polsce wzrosły o 75 proc., to już na tle innych krajów regionu, takich jak Rumunia (142 proc.), Litwa (103 proc.) czy Słowacja (137 proc.), wypadamy blado także pod względem dynamiki wzrostu płac.