Nowy numer „Nowego Obywatela” nadchodzi!

Nowy numer „Nowego Obywatela” nadchodzi!

Już za kilka dni drukarnię opuści nowy numer „Nowego Obywatela”. Prezentujemy jego okładkę i szczegóły zawartości.

Pod koniec przyszłego tygodnia wyślemy do prenumeratorów przesyłki z najnowszym, wiosennym numerem „Nowego Obywatela” (nr 67). Do empików i salonów prasowych trafi on po długim weekendzie majowym. Okładka zapowiada główny tekst numeru, zatytułowany „Szczepionka na neoliberalizm”.

no67

Jego autor, Marcin Malinowski, pisze m.in.: „Interes publiczny, społeczny i narodowy Polski i Polaków musi stać się wartością nadrzędną, będącą ponad interesem zagranicznych korporacji wspieranych przez neoliberalny dyskurs i jego akolitów. Kim lub czym chcemy być za 15-20 lat? Zamożnym, w miarę sprawiedliwym społecznie, średnim podmiotem na międzynarodowej scenie, podobnym do Korei Południowej czy Szwecji, czy też przedmiotem w globalnej rozgrywce, smutną, niesprawiedliwą, zwasalizowaną neokolonią, zdominowaną przez zagraniczne korporacje, podobną do wielu krajów postkolonialnych? Wybór wciąż jeszcze należy do nas”.

Redaktor naczelny „Nowego Obywatela”, Remigiusz Okraska, stwierdza z kolei w edytorialu: „Co w dzisiejszym świecie jest najgorsze? Bieda, wyzysk, nierówności społeczne? Potęga korporacji, banków, miliarderów? Kryzysy finansowe, spekulacje marnujące oszczędności pariasów, zamykanie przedsiębiorstw i wypędzanie pracowników na bruk? Być może. A może to, że przestaliśmy umieć marzyć? Slogan, którym posługiwała się Margaret Thatcher, mówiący, że nie ma alternatywy, nie dotyczy tylko procesów ekonomicznych czy decyzji politycznych. Dotyczy także tego, jak myślimy o świecie, życiu, zmianach. A myślimy niezbyt odważnie. Mówiąc wprost: boimy się marzyć. Zostaliśmy zakładnikami status quo. Nasze umysły zamknięto na kłódkę, zakuto w kajdany, związano i zakneblowano”.

W numerze publikujemy także m.in. wywiad z prof. Ladislauem Dowborem (byłym doradcą prezydenta Brazylii) o wyzwaniach współczesnego świata oraz o drodze Brazylii do sprawiedliwości społecznej. Ale – „na drugą nóżkę” – przygotowaliśmy także artykuł o tym, jak wielkie imprezy sportowe w tym kraju służą wprowadzaniu liberalnych, bezwzględnych reguł. Piotr Wójcik broni z kolei własności publicznej w gospodarce i na wielu przykładach z różnych krajów pokazuje, że państwowe może być efektywne i tanie. Artykuł „Bałtycka alternatywa” dr. Jana Przybylskiego dotyczy polskich sojuszów politycznych i militarnych – zamiast zwykłej recepty w postaci krajów Europy Środkowo-Wschodniej sugeruje on nawiązanie bliższych relacji z państwami skandynawskimi.

Inny tekst z tego numeru to m.in. rocznicowa – po upływie 20 lat – analiza zdobyczy niegdyś słynnej, a dzisiaj już nieco zapomnianej rewolty meksykańskich Zapatystów ze stanu Chiapas, którzy zbuntowali się przeciwko traktatowi o wolnym handlu z USA. W rozmowie z dr Anną Sosnowską zastanawiamy się natomiast nad głębokimi korzeniami polskiego zacofania i marginalnej pozycji naszego kraju wobec światowych potęg – sięgając wiele dekad wstecz. Z kolei Aleksandra Bilewicz przygląda się odrodzeniu spółdzielczości w Polsce i ruchowi młodych kooperatyw spożywczych – ukazuje ich zalety i osiągnięcia, ale także słabości i problemy.

no_16-(67)_wiosna-2015_spis-1

Dwa kolejne teksty to rozprawa z popularnymi liberalnymi mitami na temat natury ludzkiej, jakoby samolubnej, nastawionej na konkurencję, rywalizację i zysk. Dr hab. Rafał Łętocha ukazuje na podstawie analizy kultur innych niż zachodnie, że nic takiego nie miało tam miejsca w przyjętych wzorcach postępowania. Z kolei Przemysław Wewiór i Joanna Jurkiewicz omawiają najnowsze badania i eksperymenty, które nie pozostawiają suchej nitki na „ekspertach” propagujących teorie o homo economicus.

Przetłumaczyliśmy także artykuł Paula Kingsnortha, który pokazuje, jak ekologia i ruch obrońców środowiska uległy degeneracji i przyjęły biznesowo-liberalny język, kategorie pojęciowe, metody i cele. Z kolei w ramach przypominania mało znanej przeszłości dr hab. Jarosław Tomasiewicz prezentuje dzieje radykalizmu chrześcijańskiego w II RP – ludzi, którzy w imię Boga chcieli naprawić niesprawiedliwe stosunki społeczne i ekonomiczne.

To nie wszystkie atrakcje tego numeru. Już wkrótce będzie można nabyć go w salonach prasowych i w naszym sklepie http://nowyobywatel.pl/sklep/. A już dzisiaj można zamówić prenumeratę – kto się z tym uwinie, ten już za kilka dni będzie adresatem przesyłki z najnowszym numerem. Prenumeratę można zamówić tutaj http://nowyobywatel.pl/kwartalnik/prenumerata/, z dopiskiem „Prenumerata NO od nr 67”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Lichwa pod nadzorem?

Lichwa pod nadzorem?

Dobiegają końca prace nad rządowym projektem ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym. Ma on na celu m.in. ochronę klientów firm pożyczkowych, biorących tzw. chwilówki. Jego obecne zapisy uznają jednak za zbyt zachowawcze nawet reprezentanci branży.

Jak donosi portal wyborcza.biz, projekt przewiduje m.in. nałożenie limitów na narzucane pożyczkobiorcom odsetki oraz ceny usług, a także ograniczenie możliwości tzw. rolowania długów, czyli przedłużania okresu spłaty wiążącego się z kolejnymi prowizjami. Wedle aktualnych założeń ustawy maksymalny koszt pożyczki rzędu 1000 zł wynosić ma ok. 280 zł. Wejście na rynek chwilówkowy ma zostać ponadto ograniczone poprzez wprowadzenie minimalnego kapitału zakładowego w wysokości 200 tys. zł.

Część samych reprezentantów branży pożyczkowej alarmowała jednak w toku konsultacji społecznych, że przyjęte w projekcie rozwiązania są dziurawe, łatwe do ominięcia bądź zbyt zachowawcze. Limity na prowizje nie obejmą banków ani SKOK-ów, a także firm pożyczkowych posiadających licencję bankową. Oznacza to, że uprzywilejowane będą także międzynarodowe firmy lichwiarskie, które uzyskały licencje w którymkolwiek z krajów Unii Europejskiej. W tym – jak zwraca uwagę dyrektor jednej z firm pożyczkowych Marcin Borowiecki – np. na Malcie, gdzie jej uzyskanie związane jest ze znacznie mniejszymi niż w Polsce obostrzeniami. Borowiecki krytykuje także m.in. zapisy projektu dotyczące rolowania pożyczek. Do ich ominięcia wystarczy według niego chociażby prosta inżynieria finansowa oparta na systemie „spółek-córek”. Nie brakuje także głosów, że przewidywany przez reformę minimalny kapitał zakładowy jest zbyt niski.

Odzwierciedlenia w rządowym projekcie nie znalazł postulat części reprezentantów branży, aby utworzyć rejestr firm pożyczkowych oraz nałożyć na lichwiarzy obowiązek raportowania m.in. liczby udzielonych pożyczek oraz statystyk dotyczących ich spłat. Propagatorzy tego rozwiązania zapewniają, że umożliwiłoby ono pełniejszą diagnozę skali patologii i wprowadzenie skuteczniejszych rozwiązań w przyszłości. Prace nad ustawą kontynuował będzie w najbliższym czasie Komitet Stały Rady Ministrów, który będzie miał szanse skorygować aktualne zapisy. Potem projekt trafi do Sejmu.

Podatki sprawiedliw(sz)e społecznie?

Podatki sprawiedliw(sz)e społecznie?

Z interesującą inicjatywą reformy systemu podatkowego wyszli posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zamiast zapowiadanego wcześniej podwyższenia kwoty wolnej od podatku proponują oni wprowadzenie nowej, zerowej stawki PIT dla najbiedniejszych. Według relacji portalu wnp.pl na poświęconej projektowi ustawy konferencji prasowej politycy SLD zadeklarowali m.in., że zgodnie z ich propozycją zeroprocentowy podatek objąłby ok. 3 mln najbiedniejszych Polaków – 2,5 mln emerytów i rencistów oraz pół miliona osób, których zarobki nie przekraczają minimalnego wynagrodzenia.

„Podatku nie płaciliby zarabiający 21 tys. zł rocznie i mniej. Dla osób zarabiających rocznie powyżej 21 tys. zł do 75 tys. zł, czyli powyżej 1750 zł do 6250 zł miesięcznie, pozostałaby stawka 18 proc. oraz kwota wolna od podatku” – tłumaczył ekspert ekonomiczny Sojuszu Wojciech Szewko. Kwota wolna od podatku przestałaby natomiast obowiązywać zarabiających powyżej 75 tys. zł. Według wyliczeń autorów projektu zmiany te nie będą wiązały się z obciążeniami dla budżetu państwa.

Pierwotnie SLD zapowiadało inicjatywę podwyższenia kwoty wolnej od podatku do poziomu 6700 zł (obecnie wynosi ona 3 tys. zł) oraz corocznej jej indeksacji. Po trwających ok. miesiąc konsultacjach społecznych Sojusz zdecydował się jednak na zgłoszenie alternatywnego projektu, który bardziej pomoże najbiedniejszym. „Podniesienie kwoty wolnej od podatku byłoby swoistym prezentem, ale dla najbogatszych” – podsumował w nietypowy dla przedstawicieli swojej formacji sposób rzecznik Dariusz Joński. Poseł Wincenty Elsner zwrócił natomiast uwagę, że zreformowany w postulowany przez SLD sposób system podatkowy w pełniejszy sposób realizowałby konstytucyjną zasadę sprawiedliwości społecznej. Projekt ustawy ma trafić do Sejmu już w maju bieżącego roku.

Walka o „Raport Witolda”

Walka o „Raport Witolda”

Pomimo apeli działaczy społecznych i polityków, Ministerstwo Edukacji Narodowej nie wyraziło zgody na wpisanie na listę lektur raportów z Auschwitz autorstwa rotmistrza Witolda Pileckiego.

Do MEN wystąpiła w tej sprawie krakowska fundacja Paradis Judaeorum, apelująca w internecie o przypomnienie postaci Pileckiego i przywrócenie jego dorobku polskiej kulturze i literaturze. „Rotmistrz Pilecki uosabia wszystko, co najszlachetniejsze w naszej tradycji” – mówił na łamach „Rzeczpospolitej” Michał Tyrpa, prezes fundacji, dodając, że raport ma dużą wartość literacką.

„Raport Witolda” to stustronicowy opis maszyny Holokaustu. Rotmistrz zorganizował w obozie koncentracyjnym komórki oporu, zwane Związkiem Organizacji Wojskowej (ZOW), których zadaniem było przekazywanie więźniom wiadomości spoza obozu, informowanie pozostających na zewnątrz co się dzieje w obozie, zdobywanie i podział pożywienia, oraz przygotowywanie ucieczek i zbieranie sił do ewentualnego opanowania obozu podczas ataku z zewnątrz. Pilecki opracowywał także pierwsze sprawozdania o ludobójstwie w Auschwitz i wysyłał je na zachód. Rotmistrz narrację zbeletryzował, uzupełnił własnymi refleksjami i wprowadził do niej dialogi.

„Upowszechnianie tej lektury to najlepsze antidotum na podłą insynuację „polskich obozów”, która rozpanoszyła się w światowych mediach. Pierwsze relacje Pileckiego trafiły do aliantów na rok przed masowymi transportami do komór gazowych” – mówi Michał Tyrpa.

O wpisanie „Raportu” na listę lektur Fundacja Paradis Judaeorum zabiega od kilku lat. MEN odmówiło kilkukrotnie. W ostatniej odpowiedzi informuje: „Lista lektur w podstawie programowej wskazuje wyłącznie niezbędne minimum. Nauczyciel nie tylko może, ale powinien decydować się na poszerzenie listy tekstów kultury wymienionych w podstawie programowej”.

Fundacji taka odpowiedź nie satysfakcjonuje. „Mobilizuje nas ona do jeszcze intensywniejszych starań o rozpropagowanie tej idei. Mamy nadzieję, że z pomocą świadomych wagi sprawy rodziców, nauczycieli, mediów i polityków uda się nam ten cel osiągnąć. Na zbudowanie silnego lobbingu mamy rok, bo w odpowiedzi MEN wymieniono koniec roku 2016 jako datę zakończenia procesu wprowadzania zmian programowych w kształceniu ogólnym” – mówi Tyrpa.

Paradis Judaeorum apeluje też o podpisywanie internetowej petycji w sprawie umieszczenia „Raportu Witolda” na liście lektur. Oto link do petycji: http://citizengo.org/pl/21230-raport-witolda-do-kanonu-lektur