PIP promuje śmieciówki?

PIP promuje śmieciówki?

Państwowa Inspekcja Pracy nie wykorzystała w przetargu na usługi pocztowe tzw. klauzul społecznych, które gwarantują zatrudnianym pracę na etat i płacę minimalną.

Jak informuje portal „Solidarności”, wywalczone w zeszłym roku przez ten związek zawodowy zmiany w Prawie Zamówień Publicznych pozwalają zamawiającemu na możliwość stawiania wymagań, dotyczących warunków zatrudniania pracowników. Może to oznaczać choćby faworyzowanie przy wyborze osób bezrobotnych, niepełnosprawnych czy zagrożonych wykluczeniem społecznym.

Jednak Państwowa Inspekcja Pracy nie umieściła w swoim zamówieniu tego typu wymogów, a nawet, co gorsza, początkowo jako jedyny warunek wyboru wykonawcy usługi proponowała niską cenę za jej świadczenie. Odrzucenie przez inspekcję klauzul społecznych oznacza zatem, że zatrudnieni pracownicy będą pracowali na umowach śmieciowych. To paradoks, bo przecież to właśnie PIP ma stać na straży prawa pracy w naszym kraju. Na stronie internetowej tej instytucji czytamy: „Misją PIP jest skuteczne egzekwowanie prawa pracy (…) poprzez efektywne i ukierunkowane kontrole oraz działania prewencyjne, zmierzające do ograniczania zagrożeń wypadkowych oraz poszanowania prawa pracy”.

Marek Lewandowski, rzecznik „Solidarności”, komentuje: „To skandal! PIP to instytucja publiczna, która powinna robić wszystko, aby poprawiać standardy na rynku pracy. Ta instytucja ma ścigać śmieciówki, jeżeli zostały zawarte w sposób nielegalny. Tymczasem ten kontrakt promuje umowy śmieciowe. Firma, która wygra, będzie miała pracowników na śmieciówkach i dzięki temu będzie tańsza. W ten sposób zawsze będzie miała przewagę nad firmą, która zatrudnia ludzi na etacie”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Spółdzielcza noc muzeów po raz piąty

Spółdzielcza noc muzeów po raz piąty

W sobotę (16 maja) w budynku Krajowej Rady Spółdzielczej przy ul. Jasnej 1 w Warszawie już po raz piąty odbędzie się Noc Kooperatystów, współorganizowana przez nas razem z Krajową Radą Spółdzielczą i Ogólnopolskim Związkiem Rewizyjnym Spółdzielni Socjalnych. Tegoroczna edycja wydarzenia połączone będzie z oficjalnym otwarciem nowej ekspozycji Muzeum Historii Spółdzielczości w Polsce.

Oprócz zwiedzenia muzeum (wśród przewodników będzie m.in. nasz stały współpracownik Konrad Malec) uczestnicy Nocy Kooperatystów będą mieli okazję wysłuchać trzech wykładów. Pierwszy, poświęcony wielkim damom polskiej spółdzielczości, wygłosi prof. Zofia Chyra-Rolicz, członkini Komitetu Nauk Historycznych PAN. Następnie odczyt zatytułowany „Spółdzielczość w czasie okupacji” przedstawi redaktor naczelny miesięcznika „Społemowiec  Warszawski” Dariusz Gierycz. Na koniec wystąpi zaś dr Marcin Kwiecień z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który opowie o dziejach przedwojennej spółdzielczości uczniowskiej.

Nie zabraknie również możliwości zapoznania się z działaniami współczesnych spółdzielców i popularyzatorów kooperatyzmu – własne stoisko będzie miała m.in. redakcja „Nowego Obywatela”. Mali i duzi goście Nocy Kooperatystów będą mieli okazję wziąć udział w przygotowanych specjalnie na tę okazję tematycznych warsztatach, konkursach i loteriach. A do wszystkiego przygrywać im będą muzycy ze Spółdzielni Socjalnej „Szansa” z Płocka. Impreza potrwa od godziny 19 do północy.

Gorąco zapraszamy!

Program Nocy Kooperatystów znajduje się tutaj, zaś stosowne wydarzenie na Facebooku – można znaleźć tu.

Pasażerowie najmniej ważni?

Pasażerowie najmniej ważni?

Pasażerowie pociągów regionalnych w województwie opolskim nie mogą mieć pewności, czy na jesieni nadal będą mogli korzystać ze swoich połączeń. Przewozy Regionalne negocjują z marszałkiem, województwu grozi likwidacja nawet 30 proc. pociągów, a podróżni mają o kształcie nowego rozkładu dowiedzieć się dosłownie w ostatniej chwili.

Jak pisze portal Rynek Kolejowy, grudniowa zmiana rozkładu jazdy może przynieść bardzo duże zmiany w obsłudze kolei na Opolszczyźnie. Kończy się bowiem sześcioletnia umowa województwa z Przewozami Regionalnymi i obie strony przygotowują się do podpisania nowej, tym razem na pięć lat. Jej kształt jest negocjowany podczas rozmów o restrukturyzacji PR, które toczą się pomiędzy urzędem marszałkowskim, Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju oraz zarządem spółki.

Zaproponowana przez PR umowa zakłada ograniczenie połączeń dotowanych z kasy marszałka nawet o 30 proc. Urząd marszałkowski województwa nie przyjął jednak propozycji w całości i stara się wynegocjować korzystniejszy układ.

Co z pasażerami? Projekt nowej oferty przewozowej będzie znany dopiero w listopadzie. Oznacza to, że korzystający z lokalnych połączeń poznają nowy rozkład jazdy, wchodzący w życie w połowie grudnia, naprawdę w ostatniej chwili. Być może zmuszeni nawet będą…wykupić bilety okresowe bez pełnej wiedzy o kształcie siatki nowych połączeń. Oznacza to powrót do sytuacji sprzed kilku lat, kiedy wprowadzane zmiany często były dla podróżnych dużym zaskoczeniem. Jeśli projekt będzie negocjowany jeszcze po jego upublicznieniu, losy niektórych kursów mogą ważyć się do dnia wejścia w życie nowego planu obsługi połączeń.

Samorząd nie przewiduje specjalnych konsultacji społecznych, dotyczących zmian siatki połączeń w województwie. Podróżnym pozostaje czekać do listopada lub grudnia, by dowiedzieć się, czy mają czym dojechać do szkoły i pracy.

Krótsza praca, szybsza emerytura

Krótsza praca, szybsza emerytura

Bundestag większością głosów przyjął ustawę, dzięki której część niemieckich pracowników będzie mogła przejść na emeryturę w wieku 63 lat. Reformę popiera 78 proc. mieszkańców kraju.

Jak informuje portal pressmix.eu, zaledwie 2,5 roku po wejściu w życie reformy emerytalnej, która wydłużała obowiązek pracy do 67 roku życia dla obu płci, Niemcy renegocjowali jej warunki. Za zmianami opowiedziało się aż 460 posłów z partii tworzących koalicję rządzącą. Przyjęte przez Bundestag rozwiązanie umożliwia przejście na emeryturę w wieku 63 lat osobom, które przez 45 lat opłacały składkę emerytalną. Możliwość wcześniejszego zakończenia pracy zawodowej została ograniczona czasowo – otrzymały ją osoby przechodzące na emeryturę po 1 lipca 2014, jednak już dla pracowników młodszych granica ta będzie przesuwana rocznie o dwa miesiące.

Niemiecka minister pracy Andrea Nahles nie kryła radości z wyników głosowania i uznała je za „wyraz sprawiedliwości społecznej”, zaś działaczka związkowa z IG Metall, Gabriele Ibrom, określiła nowe przepisy jako krok w dobrym kierunku, jednak niewystarczający. „Związki zawodowe nadal będą walczyć o obniżenie wieku emerytalnego, a przynajmniej o elastyczne możliwości przechodzenia na emeryturę dla grup zawodowych szczególnie obciążonych czy też dla osób pracujących na zmiany. Podczas negocjacji zbiorowych będziemy żądać wprowadzenia różnych form wcześniejszego zaprzestania pracy finansowanych przez pracodawców.” – powiedziała.

Debata dotycząca podwyższenia wieku emerytalnego toczy się w Niemczech od 2007 roku, a związkowcy już od dawna podkreślają, że nie może być mowy o sztywnej granicy emerytalnej, wynoszącej 67 lat, zwłaszcza w takich branżach jak budownictwo czy przemysł ciężki. Sztywny wiek emerytalny musiałby bowiem oznaczać, że ludzie starsi i schorowani nadal wykonywaliby ciężkie prace fizyczne, bądź, z powodu schorzeń, przechodziliby na wcześniejsze renty zdrowotne.

Jak wygląda sytuacja w Polsce? Przede wszystkim podwyższeniu wieku emerytalnego nie towarzyszyła wielka publiczna debata, w której strona społeczna byłaby realnym partnerem dla decydujących o zmianach. Wiek emerytalny, który wcześniej wynosił 65 lat dla mężczyzn i 60 dla kobiet, został 1 stycznia 2013r. podniesiony dla obu płci do 67 roku życia, co oznacza dla tych drugich bezprecedensowe na skalę europejską wydłużenie pracy – aż o 7 lat. Obecnie Polska znajduje się w gronie krajów pracujących najdłużej. Nie podjęto jednak żadnej dyskusji publicznej o wpływie pracy w tym wieku na zdrowie pracowników oraz na sytuację na rynku pracy.

Jak twierdzi prof. Marcin Zieleniecki z Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, istnieje wyraźna potrzeba zróżnicowania wieku emerytalnego w zależności od rodzaju wykonywanej pracy i jej stażu. Ekspert dodaje, że polska reforma była wzorowana na rozwiązaniach przyjętych w innych krajach europejskich, jednak przy jej wprowadzaniu zabrakło wielu elementów, które w innych krajach są standardem, choćby właśnie publicznej debaty dotyczącej skutków tak radykalnego posunięcia.