Prywatyzacja pod napięciem

Prywatyzacja pod napięciem

Jeszcze w tym roku – wraz z prywatyzacją spółki PKP Energetyka – sprzedany zostanie monopol na zasilanie zelektryfikowanych linii kolejowych.

Wkrótce spółka PKP Energetyka zostanie sprywatyzowana – Grupa PKP planuje sprzedaż 100% akcji spółki PKP Energetyka. „Oczekujemy, że finalizacja transakcji nastąpi w drugiej połowie roku” – zapowiada Sławomir Baniak, dyrektor ds. nadzoru właścicielskiego i prywatyzacji w PKP S.A. – „Zainteresowanie procesem jest duże. Wśród inwestorów, którzy złożyli wstępne oferty znajdują się zarówno podmioty polskie, jak i zagraniczne, inwestorzy strategiczni i finansowi”.

(Nie) mamy wątpliwości

Aktualnie mamy do czynienia z nowym podejściem do sprzedaży spółki PKP Energetyka – poprzedni proces prywatyzacji, prowadzony na przełomie 2011 i 2012 r., został bowiem wstrzymany. Tak tę decyzję w kwietniu 2012 r. tłumaczył portalowi „Rynek Kolejowy” ówczesny wiceminister transportu Andrzej Massel: „Problem w tym, czy podmiot w obecnym kształcie może być prywatyzowany. PKP Energetyka jest spółką, która wykonuje równocześnie kilka różnych zadań. Z jednej strony jest to dostawca energii dla sektora kolejowego, z drugiej strony dostawca energii świadczący usługi podmiotom zewnętrznym, z trzeciej strony jest to podmiot zarządzający istotnym elementem infrastruktury kolejowej, jakim są podstacje trakcyjne. Mamy wątpliwości, czy interes państwowy w zapewnieniu dostępu do tej infrastruktury wszystkim przewoźnikom i wpływu na to będzie zachowany”.

Przed trzema laty prywatyzacja została wstrzymana, choć wówczas plan opierał się na dość ostrożnej koncepcji publicznej sprzedaży akcji na giełdzie papierów wartościowych przy zachowaniu większościowego pakietu akcji w rękach publicznych. Forsowana dziś koncepcja prywatyzacji spółki PKP Energetyka jest znacznie dalej idąca – zakłada bowiem pełną sprzedaż wszystkich akcji za jednym razem jednemu podmiotowi.

Prywatny prąd, sieć państwowa

Spółka PKP Energetyka – w odróżnieniu od innych dostawców energii – posiada własną sieć dystrybucyjną obejmującą cały kraj, która przez minionych 10 lat została wykorzystana do pozyskania ponad 25 tys. klientów spoza kolei. Dla potencjalnych inwestorów to najbardziej łakomy kąsek w majątku prywatyzowanej spółki.

Jednakże w rękach podmiotu, który zakupi spółkę PKP Energetyka, znajdą się również podstacje trakcyjne, kabiny sekcyjne i kable-zasilacze. A więc kluczowa z punktu widzenia kolei infrastruktura zapewniająca przetwarzanie płynącego z elektrowni prądu zmiennego w wykorzystywany przez tabor kolejowy prąd stały i następnie przesyłanie go do sieci trakcyjnej. „To majątek, którego posiadacz jest praktycznie naturalnym monopolistą dla wszystkich przewoźników kolejowych” – mówi nam osoba związana z branżą energetyczną. – „Majątek ten jest ściśle związany z infrastrukturą kolejową”.

Dodajmy, że w świetle prawa infrastruktura kolejowa nie może być prywatyzowana – zarządzające infrastrukturą PKP Polskie Linie Kolejowe są wyłączone z planów prywatyzacyjnych. Dodajmy, że sama sieć trakcyjna (przewody jezdne, linie nośne, słupy i bramki trakcyjne) stanowi majątek PKP PLK. Własnością spółki PKP Energetyka są natomiast urządzenia oraz kable doprowadzające prąd do sieci trakcyjnej. „Co najmniej ten majątek nie powinien być prywatyzowany – jest on unikalny, niszowy i służy tylko PKP PLK” – podkreśla nasz rozmówca.

Przed aktualnie prowadzonym procesem prywatyzacji spółki PKP Energetyka starano się to brać pod uwagę. Jeszcze w 2010 r. władze PKP S.A. mówiły o konieczności zachowania przynajmniej w części własności publicznej w spółce PKP Energetyka – właśnie dla „zabezpieczenia interesów zarządcy infrastruktury”. A wcześniej nawet analizowano koncepcję konsolidacji spółek PKP Energetyka i PKP PLK.

Prywatyzacyjny ekspres

Obecnie strategia prywatyzacyjna Grupy PKP sprowadza się do jak najszybszej wyprzedaży spółek: „Przez wiele lat tempo procesu prywatyzacji było zdecydowanie niezadowalające. Znacznie przyspieszył on dopiero w ostatnich latach” – napisało biuro prasowe PKP S.A. w oświadczeniu przesłanym tygodnikowi „Najwyższy Czas!”.

Szybka i pełna prywatyzacja spółki PKP Energetyka skutkować będzie sprzedażą naturalnego monopolu na doprowadzanie prądu do sieci trakcyjnej PKP PLK, a więc finalnie do taboru elektrycznego przewoźników kolejowych. „Oczywiście można mówić o zakupie energii od innego podmiotu, ale będzie to skomplikowane. Pociąg jadący przez cały kraj z jednej strony musiałby korzystać z energii różnych dostawców, a z drugiej strony wciąż to PKP Energetyka będzie naliczać opłatę dystrybucyjną – niby zatwierdzaną przez Urząd Regulacji Energetyki, jednak przy monopolu nikt nie jest w stanie skontrolować realności deklarowanych kosztów” – mówi nam przedstawiciel branży energetycznej, dodając, że URE nie ma doświadczenia w obszarze energetyki kolejowej.

Kolejny problem to usługi utrzymania i napraw sieci trakcyjnej oraz innych urządzeń (np. ogrzewania rozjazdów). Realizację tego typu prac – obejmujących również działania interwencyjne w postaci napraw zerwanej sieci czy usuwania oblodzenia z przewodów trakcyjnych – spółka PKP PLK zleca spółce PKP Energetyka. Możliwości wyboru przez zarządcę infrastruktury innego wykonawcy tego typu prac są i będą tylko teoretyczne.

Mianowicie inwestor, wraz z zakupem akcji spółki PKP Energetyka, otrzyma 127 specjalistycznych pojazdów szynowych do serwisowania sieci trakcyjnej oraz rozmieszczone po całym kraju bazy. Otrzyma także, co jest szczególnie istotne, bocznice łączące bazy z torami PKP PLK. Żaden inny podmiot energetyczny nie dysponuje takim dostępem do sieci kolejowej. Faktycznie więc usługi z zakresu napraw i utrzymania sieci trakcyjnej stanowią kolejny segment objęty naturalnym monopolem spółki PKP Energetyka. Monopolem, który już za kilka miesięcy ma być prywatny.

Karol Trammer

Tekst pochodzi z dwumiesięcznika „Z Biegiem Szyn”, nr 3/77 (maj-czerwiec 2015)

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Spółdzielcza noc muzeów po raz piąty

Spółdzielcza noc muzeów po raz piąty

W sobotę (16 maja) w budynku Krajowej Rady Spółdzielczej przy ul. Jasnej 1 w Warszawie już po raz piąty odbędzie się Noc Kooperatystów, współorganizowana przez nas razem z Krajową Radą Spółdzielczą i Ogólnopolskim Związkiem Rewizyjnym Spółdzielni Socjalnych. Tegoroczna edycja wydarzenia połączone będzie z oficjalnym otwarciem nowej ekspozycji Muzeum Historii Spółdzielczości w Polsce.

Oprócz zwiedzenia muzeum (wśród przewodników będzie m.in. nasz stały współpracownik Konrad Malec) uczestnicy Nocy Kooperatystów będą mieli okazję wysłuchać trzech wykładów. Pierwszy, poświęcony wielkim damom polskiej spółdzielczości, wygłosi prof. Zofia Chyra-Rolicz, członkini Komitetu Nauk Historycznych PAN. Następnie odczyt zatytułowany „Spółdzielczość w czasie okupacji” przedstawi redaktor naczelny miesięcznika „Społemowiec  Warszawski” Dariusz Gierycz. Na koniec wystąpi zaś dr Marcin Kwiecień z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który opowie o dziejach przedwojennej spółdzielczości uczniowskiej.

Nie zabraknie również możliwości zapoznania się z działaniami współczesnych spółdzielców i popularyzatorów kooperatyzmu – własne stoisko będzie miała m.in. redakcja „Nowego Obywatela”. Mali i duzi goście Nocy Kooperatystów będą mieli okazję wziąć udział w przygotowanych specjalnie na tę okazję tematycznych warsztatach, konkursach i loteriach. A do wszystkiego przygrywać im będą muzycy ze Spółdzielni Socjalnej „Szansa” z Płocka. Impreza potrwa od godziny 19 do północy.

Gorąco zapraszamy!

Program Nocy Kooperatystów znajduje się tutaj, zaś stosowne wydarzenie na Facebooku – można znaleźć tu.

Pasażerowie najmniej ważni?

Pasażerowie najmniej ważni?

Pasażerowie pociągów regionalnych w województwie opolskim nie mogą mieć pewności, czy na jesieni nadal będą mogli korzystać ze swoich połączeń. Przewozy Regionalne negocjują z marszałkiem, województwu grozi likwidacja nawet 30 proc. pociągów, a podróżni mają o kształcie nowego rozkładu dowiedzieć się dosłownie w ostatniej chwili.

Jak pisze portal Rynek Kolejowy, grudniowa zmiana rozkładu jazdy może przynieść bardzo duże zmiany w obsłudze kolei na Opolszczyźnie. Kończy się bowiem sześcioletnia umowa województwa z Przewozami Regionalnymi i obie strony przygotowują się do podpisania nowej, tym razem na pięć lat. Jej kształt jest negocjowany podczas rozmów o restrukturyzacji PR, które toczą się pomiędzy urzędem marszałkowskim, Ministerstwem Infrastruktury i Rozwoju oraz zarządem spółki.

Zaproponowana przez PR umowa zakłada ograniczenie połączeń dotowanych z kasy marszałka nawet o 30 proc. Urząd marszałkowski województwa nie przyjął jednak propozycji w całości i stara się wynegocjować korzystniejszy układ.

Co z pasażerami? Projekt nowej oferty przewozowej będzie znany dopiero w listopadzie. Oznacza to, że korzystający z lokalnych połączeń poznają nowy rozkład jazdy, wchodzący w życie w połowie grudnia, naprawdę w ostatniej chwili. Być może zmuszeni nawet będą…wykupić bilety okresowe bez pełnej wiedzy o kształcie siatki nowych połączeń. Oznacza to powrót do sytuacji sprzed kilku lat, kiedy wprowadzane zmiany często były dla podróżnych dużym zaskoczeniem. Jeśli projekt będzie negocjowany jeszcze po jego upublicznieniu, losy niektórych kursów mogą ważyć się do dnia wejścia w życie nowego planu obsługi połączeń.

Samorząd nie przewiduje specjalnych konsultacji społecznych, dotyczących zmian siatki połączeń w województwie. Podróżnym pozostaje czekać do listopada lub grudnia, by dowiedzieć się, czy mają czym dojechać do szkoły i pracy.

Krótsza praca, szybsza emerytura

Krótsza praca, szybsza emerytura

Bundestag większością głosów przyjął ustawę, dzięki której część niemieckich pracowników będzie mogła przejść na emeryturę w wieku 63 lat. Reformę popiera 78 proc. mieszkańców kraju.

Jak informuje portal pressmix.eu, zaledwie 2,5 roku po wejściu w życie reformy emerytalnej, która wydłużała obowiązek pracy do 67 roku życia dla obu płci, Niemcy renegocjowali jej warunki. Za zmianami opowiedziało się aż 460 posłów z partii tworzących koalicję rządzącą. Przyjęte przez Bundestag rozwiązanie umożliwia przejście na emeryturę w wieku 63 lat osobom, które przez 45 lat opłacały składkę emerytalną. Możliwość wcześniejszego zakończenia pracy zawodowej została ograniczona czasowo – otrzymały ją osoby przechodzące na emeryturę po 1 lipca 2014, jednak już dla pracowników młodszych granica ta będzie przesuwana rocznie o dwa miesiące.

Niemiecka minister pracy Andrea Nahles nie kryła radości z wyników głosowania i uznała je za „wyraz sprawiedliwości społecznej”, zaś działaczka związkowa z IG Metall, Gabriele Ibrom, określiła nowe przepisy jako krok w dobrym kierunku, jednak niewystarczający. „Związki zawodowe nadal będą walczyć o obniżenie wieku emerytalnego, a przynajmniej o elastyczne możliwości przechodzenia na emeryturę dla grup zawodowych szczególnie obciążonych czy też dla osób pracujących na zmiany. Podczas negocjacji zbiorowych będziemy żądać wprowadzenia różnych form wcześniejszego zaprzestania pracy finansowanych przez pracodawców.” – powiedziała.

Debata dotycząca podwyższenia wieku emerytalnego toczy się w Niemczech od 2007 roku, a związkowcy już od dawna podkreślają, że nie może być mowy o sztywnej granicy emerytalnej, wynoszącej 67 lat, zwłaszcza w takich branżach jak budownictwo czy przemysł ciężki. Sztywny wiek emerytalny musiałby bowiem oznaczać, że ludzie starsi i schorowani nadal wykonywaliby ciężkie prace fizyczne, bądź, z powodu schorzeń, przechodziliby na wcześniejsze renty zdrowotne.

Jak wygląda sytuacja w Polsce? Przede wszystkim podwyższeniu wieku emerytalnego nie towarzyszyła wielka publiczna debata, w której strona społeczna byłaby realnym partnerem dla decydujących o zmianach. Wiek emerytalny, który wcześniej wynosił 65 lat dla mężczyzn i 60 dla kobiet, został 1 stycznia 2013r. podniesiony dla obu płci do 67 roku życia, co oznacza dla tych drugich bezprecedensowe na skalę europejską wydłużenie pracy – aż o 7 lat. Obecnie Polska znajduje się w gronie krajów pracujących najdłużej. Nie podjęto jednak żadnej dyskusji publicznej o wpływie pracy w tym wieku na zdrowie pracowników oraz na sytuację na rynku pracy.

Jak twierdzi prof. Marcin Zieleniecki z Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, istnieje wyraźna potrzeba zróżnicowania wieku emerytalnego w zależności od rodzaju wykonywanej pracy i jej stażu. Ekspert dodaje, że polska reforma była wzorowana na rozwiązaniach przyjętych w innych krajach europejskich, jednak przy jej wprowadzaniu zabrakło wielu elementów, które w innych krajach są standardem, choćby właśnie publicznej debaty dotyczącej skutków tak radykalnego posunięcia.