Polska – (k)raj dla pacjentów?

Polska – (k)raj dla pacjentów?

Według danych OECD, na 1000 mieszkańców Polski przypada zaledwie 2,2 lekarza. To najniższy współczynnik w całej Unii Europejskiej. Brakuje zwłaszcza specjalistów.

Jak podaje portal rynekzdrowia.pl, zdaniem ekspertów główną przyczyną tego stanu rzeczy jest koncepcja obowiązująca w latach 90., w myśl której najlepszą metodą na zmniejszenie popytu na usługi medyczne miało być obniżenie podaży specjalistów. Ograniczono wówczas m.in. liczbę przyjęć na studia medyczne. Dodatkowo blisko 30 proc. lekarzy nie podejmowało po dyplomie pracy w zawodzie.

Nie dostrzegano też wówczas oczywistego faktu, że Europa będzie się starzeć. Skutki tych rozwiązań odczuwamy dotkliwie po dziś dzień, gdyż dzisiejsi 60 i 70-latkowie potrzebują większej liczby usług medycznych niż 30-latkowie. Braki kadrowe są obecnie tak duże, że nie potrafi im zaradzić niemal dwukrotny wzrost liczby studentów kierunków lekarskich, jaki miał miejsce w ciągu ostatnich 10 lat.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, Maciej Hamankiewicz, proponuje rozwiązanie sprawdzone w Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów każdego roku studia medyczne podejmuje ok. 10,5 osób, kończy zaś 8000, a pracę w zawodzie podejmuje już tylko, w zależności od roku, pomiędzy 4,5 a 6 tys. absolwentów. Zachowując odpowiednie proporcje, optymalnych rozwiązaniem byłoby zwiększenie liczby przyjęć na analogiczne kierunki w naszym kraju do ok. 5 tys studentów rocznie. Każdego roku pracę w zawodzie podjęłoby wtedy ok. 2,5 tys. absolwentów.

Sytuację pogarsza fakt, że blisko 10 proc. specjalistów decyduje się na wyjazd zagranicę. Dodatkowym problemem jest również niewystarczająca liczba rezydentur (w Wielkopolsce w ciągu najbliższych czterech lat do pracy w POZ trafi 90 lekarzy, podczas gdy znajduje się tam blisko 600 placówek). Zdaniem Bożeny Janickiej, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia, może to doprowadzić do masowych likwidacji przychodni.

Wykształcenie lekarza specjalisty trwa dziesięć lat, kadencja parlamentu i związane z nią zmiany personalne w ministerstwach – tylko cztery lata. Problem można rozwiązać wyłącznie długofalowymi procesami, których plon może stać się udziałem zupełnie innej formacji politycznej. Dlatego do zmian ma przyczynić się Najwyższa Izba Kontroli. Urzędnicy chcą sprawdzić m.in. czy system kształcenia i szkolenia zawodowego kadr medycznych zapewnia przygotowanie odpowiedniej liczby specjalistów, stosownie do zmieniających się potrzeb zdrowotnych społeczeństwa. Jak informuje Paweł Biedziak, prezes NIK: „Badając co roku sprawę kolejek do lekarzy, stwierdzamy, że realną przyczyną ich wydłużania się jest fizyczny brak lekarzy określonych specjalności, zwłaszcza w szpitalach w mniejszych miejscowościach, np. w dawnych miastach wojewódzkich. Specjaliści przyjeżdżają do tych miast z ośrodków akademickich 2-3 razy w tygodniu, nie chcą się jednak w nich osiedlać”.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Nieuczciwy jak biznesmen

Nieuczciwy jak biznesmen

Praktyki korupcyjne, takie jak oferowanie gotówki, upominków czy rozrywki w celu zapewnienia sobie przychylności partnerów biznesowych, są uznawane za uzasadnione przez prawie połowę badanej kadry kierowniczej. Według badanych, powodem ich stosowania jest chęć zapewnienia firmie przetrwania na rynku.

Jak informuje PAP, firma EY przeprowadziła wśród pracowników wyższego szczebla w firmach polskich badania ankietowe, których wyniki kilka dni temu przedstawiła w formie raportu podczas konferencji pt. „Nadużycia i korupcja – na skróty do sukcesu?”. Wyłaniają się z nich dość alarmujące wnioski – coraz większa presja na szybkie poprawianie wyników osiąganych przez firmę i podnoszenie jej pozycji rynkowej, w połączeniu z brakiem stabilności gospodarczej, doprowadzają w prostej linii do wzrostu poziomu korupcji i nadużyć w polskim biznesie. 61 proc. badanych uznało korupcję za „częste zjawisko”, 43 proc. zaś za „praktyki rozpowszechnione”.

Wykazany w raporcie wzrost tendencji korupcyjnych spowodowany jest, jak poinformował prezentujący wyniki raportu przedstawiciel firmy EY, głównie zwiększoną presją na poszukiwanie nowych możliwości polepszenia wyników firm. Z raportu wynika, że 46 proc. polskich respondentów uznała, że praktyki korupcyjne w celu ratowania firmy są dopuszczalne (średnia dla wszystkich krajów objętych badaniem to 34 proc).

20 proc. menadżerów byłoby skłonnych wręczyć upominek, 25 proc. – gotówkę, a 23 proc. zaoferowałoby rozrywkę (wyjazdy na narty, egzotyczne wycieczki itp.). Gdy od zdobycia wielkiego kontraktu zależało przetrwanie firmy, wówczas gotowość do użycia argumentu korupcyjnego była duża. Jeśli chodzi o oferowanie gotówki, to w obecnych czasach nie są to już klasyczne „koperty”– to na ogół skomplikowane operacje finansowe z udziałem podstawionych osób, płatności za fikcyjne usługi itd.

37 proc. badanych wspomniało o fałszowaniu wyników finansowych jako o częstym zjawisku, stosowanym, by przedstawić jak najlepsze rezultaty osiągane przez firmę. Jedna trzecia badanych uznaje takie praktyki za dopuszczalne i pomocne w sytuacji spowolnienia gospodarczego. 61 proc. badanych czuło presję zwierzchników, by prezentować dobre wyniki za wszelką cenę – a więc nawet za cenę ich prawdziwości.

22 proc. ankietowanych przyznała, że ich zdaniem postępowanie zgodnie z prawem i procedurami może zaszkodzić konkurencyjności firmy. Polska szczególnie źle wypadła w badaniu pod względem przestrzegania przez same firmy praktyk antykorupcyjnych i karania pracowników za ich łamanie itp. (tylko 26 proc. badanych przyznało, że zarządy robią cokolwiek w tym kierunku), a także pod względem komunikowania pracownikom prewencji antykorupcyjnej. „Często firmy boją się karać swoich najlepszych sprzedawców, nawet, gdy mają świadomość, że naginają oni przepisy” – mówił Mariusz Witalis z firmy EY.

Według zastępcy komendanta głównego policji, Adama Rapackiego, największą patologią są obecnie wyłudzenia podatku VAT. Według niego, skuteczność poboru VAT w Polsce jest szczególnie mała i niższa niż w pozostałych nowych krajach Unii. Z cytowanych przez niego danych wynika, że procent unikających płacenia tego podatku wynosił 25 proc. w 2012 roku, zaś cała „szara strefa” szacowana jest na od kilkunastu do 25 proc. PKB.

Koszmar szkolnych świetlic

Koszmar szkolnych świetlic

Kontrole NIK wykazują, że świetlice to często pierwsze placówki na liście miejsc do szukania oszczędności. W jednym pomieszczeniu przebywa średnio 65 uczniów, a na jednego nauczyciela przypada ich aż 39, czyli o kilkanaścioro więcej, niż pozwalają przepisy.

Jak donosi portal forsal.pl, brak odpowiednich standardów sprawia, że to właśnie świetlice są traktowane jak piąte koło u wozu – a przyczyną takiego stanu rzeczy jest fakt, że na opiekę świetlicową nie ma przeznaczonych specjalnych środków z budżetu państwa, pieniądze muszą znaleźć samorządy, dla których świetlica to jedno z pierwszych miejsc, gdzie szuka się cięć. „To dla samorządowców stosunkowo łatwe, bo nie ma żadnych standardów, które regulowałyby na przykład minimalną powierzchnię świetlicy na dziecko” – mówi Karolina Elbanowska z fundacji Rzecznik Praw Rodziców.

Wiele świetlic wprowadza dla rodziców opłaty lub ograniczenia, np. żąda oświadczeń, że oboje pracują, albo nie zgadza się, by zostawały w nich pięciolatki z zerówek. Zdaniem Elbanowskiej, świetlica to poważna luka między przedszkolem a szkołą. „Przed reformą dzieci zostawały w przedszkolach, gdzie były przypisane do konkretnego nauczyciela, były pod opieką, dostawały obiad. W świetlicach nie ma co do tego pewności. Nic więc dziwnego, że rodzice często piszą do nas o przypadkach, kiedy dziecko wyszło ze świetlicy niezauważone” – mówi pracownica fundacji.

„Mieliśmy sygnały, że w funkcjonowaniu świetlic zdarza się wiele nieprawidłowości. Chcieliśmy sprawdzić, czy to miejsca wychowania i opieki, czy raczej przechowalnie” – opowiada Wojciech Książek, przewodniczący sekcji oświaty i wychowania gdańskiej „Solidarności”. Związkowcy wysłali do szkół w regionie ankietę i otrzymali 100 odpowiedzi. Obraz, który się z nich wyłania, jest zatrważający.

Jak wynika z przygotowanego przez Solidarność raportu, w jednym pomieszczeniu szkolnej świetlicy przebywa średnio 65 uczniów. Na jeden etat wychowawcy przypada ich 39, czyli o 14 więcej, niż wynika z przepisów oświatowych. Bywają urządzane na korytarzach, a w porze obiadu czasem zmieniają się w stołówkę. Z powodu przepełnienia placówki te nie prowadzą pracy wychowawczej, a dyrektorzy nie próbują zmieniać sytuacji, traktując je jako przechowalnie na czas, gdy nie ma w szkole nauczyciela – to tylko niektóre z wniosków z raportu. „W szkołach zwalnia się wychowawców świetlic, a ich etaty załatwia „karcianymi” godzinami nauczycieli przedmiotów. Dochodzi do tego, że w świetlicy nauczyciele dyżurują na dwugodzinnych zmianach, pilnując tylko, by dzieci się nie pozabijały. Jak wynika z naszych ankiet, takie praktyki stosuje jedna czwarta szkół”– relacjonuje Książek i dodaje, że w wielu placówkach jest to temat tabu; do tego stopnia, że wiele ankiet spłynęło do „Solidarności” z zastrzeżeniem zachowania anonimowości.

Od nowego roku szkolnego może być jeszcze gorzej, bo, z powodu reformy obniżającej wiek szkolny, w świetlicach znajdą się dzieci z jednego rocznika więcej niż zazwyczaj.

To nie pierwszy raz, kiedy świetlicom wystawiana jest negatywna ocena. Jeszcze przed reformą kontrolowała je NIK. Na 48 placówek, które sprawdzili urzędnicy, w 12 wychowawca opiekował się więcej niż 25 dzieci. Cztery szkoły w ogóle nie dysponowały świetlicami, a zajęcia prowadzono w organizowanych ad hoc pomieszczeniach. Niestety, pomimo zaleceń i rekomendacji NIK niewiele się zmieniło, a powodem jest brak środków, jak również brak chęci przeznaczania ich akurat na świetlice, które traktuje się zwykle jako problem z szarego końca listy potrzeb.

Marsz Prekariatu już w sobotę w Warszawie

Marsz Prekariatu już w sobotę w Warszawie

Marsz Prekariatu: Zero ŚMIECIÓWEK, Zero BEZROBOCIA, Zero NISKICH PŁAC

„Umowy śmieciowe – 1,6 mln z nas tak pracuje. Niskie płace, łamanie praw pracowniczych, 1/4 – 3/4 etatu, mobbing – tak pracuje cały kraj. Wysokie bezrobocie – wielu naszych bliskich i przyjaciół musiało wyemigrować. Nie godzimy się na to, chcemy stabilnej i godnej pracy, państwa, w którym da się normalnie żyć!” – mówią prekariusze i już w sobotę 16 maja o 13:00 zapraszają pod Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przy ul. Nowogrodzkiej 1/3/5 w Warszawie na swój pierwszy Marsz: www.MarszPrekariatu.pl.

Prekariusze, czyli osoby zatrudnione na niestabilnych umowach, zarówno „śmieciowych”, jak i niskopłatnych umowach o pracę lub szukające pracy, pierwszy raz spotkały się 28 marca na Kongresie Prekariatu, gdzie omówiono postulaty i strategię działania. Podobne spotkania i działania odbyły się później w Krakowie, Łodzi, Nowym Tomyślu i Radomiu.

MarszPrekariatuPlakat

Polska gospodarka = rezerwuar „taniej siły roboczej” dla zachodnich korporacji. Nie nowoczesnymi technologiami, ale wyzyskiem – tym nasz kraj konkuruje na europejskich rynkach – nie godzimy się na to! „Mamy dwie alternatywy: albo zaczniemy działać, albo będziemy musieli opuścić Polskę, a tego drugiego robić nie zamierzamy, bo to nasz kraj i nasze miejsce” – mówi Maciej Łapski, przewodniczący Polski Społecznej, organizującej działania prekariuszy i pierwszy Marsz Prekariatu.

Stowarzyszenie do współpracy zaprosiło związki zawodowe: OPZZ „Konfederację Pracy”Komisję Młodych Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych, które zostały oficjalnymi partnerami wydarzenia. „To początek dłuższej współpracy. Chcemy bezpośrednio bronić naszych praw w zakładach pracy, a także stworzyć obywatelski projekt ustawy – naszym celem jest likwidacja „umów śmieciowych”, naszymi celami są godne warunki zatrudnienia i nowe miejsca pracy oraz państwo, które stoi po naszej stronie – stronie obywateli! Związki zawodowe są w tych sprawach dla nas naturalnym partnerem” – kontynuuje Łapski.

Prekariusze w sobotę o 13:00 spotkają się przed Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej przy Nowogrodzkiej 1/3/5, a następnie przemaszerują pod Ministerstwo Gospodarki, pod którym będą się domagać przeprowadzenia reindustrializacji kraju i tworzenia nowych miejsc pracy. Następnie o realizację swoich postulatów zaapelują do posłów pod Sejmem RP, a Marsz zakończą złożeniem postulatów i przekazaniem prezentu Pani Premier Ewie Kopacz. Postulaty Marszu umieścili na stronie www.MarszPrekariatu.pl.

Kontakt: Maciej Łapski, Przewodniczący Polski Społecznej, tel. 797 233 451