Ucieczka przed odpowiedzialnością

Ucieczka przed odpowiedzialnością

Mc Donald’s, Fiat i Google nie stawiły się przed podatkową komisją Parlamentu Europejskiego. Celem posiedzenia miało być badanie praktyk podatkowych w Unii Europejskiej. Europosłowie nazywają taką decyzję „skandaliczną”.

Parlament Europejski powołał specjalną komisję, która bada, czy praktyki podatkowe państw UE ułatwiają międzynarodowym firmom unikanie opodatkowania lub prowadzą do dumpingu podatkowego. Komisja została powołana początkowo na okres sześciu miesięcy, jednak zadecydowano o przedłużeniu jej prac do października.

Jak informuje portal wyborcza.biz, jest to konsekwencja tzw. afery Luxembourg Leaks, w ramach której ujawniono, że decyzje podatkowe władz Luksemburga umożliwiały ponad 300 koncernom płacenie przez wiele lat bardzo niskich podatków. Ujawnione w listopadzie 2011 roku dziennikarskie śledztwo wykazało, że w latach 2003-12 ponad trzysta firm, w tym Pepsi, Apple, Amazon czy Ikea, zawarło z władzami Luksemburga tajne umowy podatkowe. Straty innych państw z powodu tego procederu szacowane są na miliardy euro.

„To skandal, że międzynarodowe korporacje nie pojawiły się na posiedzeniu naszej komisji” – mówi niemiecki europoseł Michael Theurer z grupy Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy. „To utrudnianie pracy Parlamentu Europejskiego, tłumaczenie się brakiem czasu jest śmieszne” – ocenił zasiadający w komisji europoseł Europejskiej Partii Ludowej Bukhard Balz. „Gdy te firmy chcą czegoś od PE, nigdy nie wahają się, by zapukać do naszych drzwi. Jeśli chcemy zadać im pytania o ich praktyki podatkowe, odpowiadają, że nie mają czasu”.

Listy, w których korporacje informują, że ich szefowie nie stawią się przed PE, nie zostały ujawnione. Niektóre z firm zasłaniają się toczącymi się postępowaniami, w których biorą udział. Niektórzy europosłowie chcą, by pisma w tej sprawie mogły być pokazane opinii publicznej. Parlament rozważa również konsekwencje dla firm odmawiających współpracy z komisją. Mogą one stracić dostęp do instytucji unijnych.

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Londyński wyzysk

Londyński wyzysk

Sprzątanie na akord, pensja wypłacana tylko, gdy wyrobi się normę, niskie wynagrodzenie, przepracowanie – oto realia pracy polskich pokojówek w Londynie. Kobiety sprzątają luksusowe hotele za psie pieniądze, często bez umów. Mają dość takiego wyzysku i planują protest.

Według informacji portalu londynek.net, pokojówka dostaje za posprzątanie jednego pokoju 2,30 do 3,75 funta. Nie wypłaca się jej kwoty godzinowej, a więc sprząta na akord. Jak mówią Polki zatrudnione na takich warunkach, jednego dnia powinno się sprzątnąć ok. 25 pokoi. Łatwo wyliczyć, że kobiety muszą sprzątać bardzo szybko i pod presją czasu, za cenę ogromnego wysiłku fizycznego, by cokolwiek zarobić. „Zdarza się, że pracodawca nie płaci pokojówkom za posprzątane pokoje, jeśli nie zmieściły się w wyznaczonym czasie” – żali się jedna z kobiet.

Jeśli polskie pokojówki zdecydują się na strajk, będzie to pierwszy od 15 lat protest tego sektora w Wielkiej Brytanii. – „Tu nie chodzi o to, czy będziemy strajkować, tylko kiedy” – oznajmia jedna z Polek. – „Mamy naprawdę dość”.

Brytyjska branża hotelowa zatrudnia głównie imigrantów. Pracuje w niej 100 tysięcy osób, nie tylko Polaków, ale i obywateli innych krajów Europy Wschodniej. Są oni łatwym celem dla niegodziwych szefów i oszustów, ponieważ nie zawsze wiedzą, gdzie zwrócić się po pomoc.

Problem niewłaściwego traktowania obsługi hotelowej w Wielkiej Brytanii nie jest niczym nowym. Pokojówki od lat wspierane są w walce o prawa i przeciwko dyskryminacji w pracy przez związek zawodowy Unite oraz organizację London Citizens. Strajk polskiego personelu hotelowego jest z pewnością krokiem w dobrym kierunku.

Polityka oszczędności (nie dotyczy dyrektora)

Polityka oszczędności (nie dotyczy dyrektora)

Pracownicy szpitala w Białymstoku od 2009 roku nie dostają podwyżek, a wszystkie związki zawodowe oprócz lekarskich są w sporze zbiorowym z jego dyrektorem. Najprawdopodobniej nie przeszkodzi to jednak w przyznaniu mu ok. 30 tys. zł nagrody.

Według informacji „Kuriera Porannego”, o przyznanie Januszowi Pomaskiemu, dyrektorowi Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku nagrody „za dodatni wynik finansowy” wystąpiła Rada Społeczna placówki. Decyzję ma podjąć rektor białostockiego Uniwersytetu Medycznego, któremu podlega szpital.

Związki zawodowe w szpitalu domagają się podniesienia wynagrodzeń o 20%. Odbył się już strajk ostrzegawczy. Dyrektor odmawia podwyżek, tłumacząc to złą sytuacją finansową. Pracownicy odpowiadają, że w trudnej sytuacji finansowej tym bardziej nieprzyzwoite jest przyznanie dyrektorowi nagrody o maksymalnej wysokości, równej rocznej pensji pielęgniarki. Dodatkowo, jak zauważają związkowcy, Janusz Pomaski „zatrudniony jest na całym etacie na stanowisku dyrektora i dodatkowo na 0,1 etatu jako lekarz, korzysta z funduszu socjalnego, dostaje premie jako lekarz i nagrody jako dyrektor”.

Białostockiemu szpitalowi przydałaby się bardziej egalitarna redystrybucja środków finansowych.

Ksiądz bez zasad

Ksiądz bez zasad

Stowarzyszenie pracowników i mieszkańców „Polska Społeczna” postanowiło złożyć skargę do Okręgowego Inspektoratu Pracy w Krakowie. Dotyczy ona skandalicznej działalności znanego z mediów księdza Jacka Stryczka, który w swym stowarzyszeniu zatrudnia na umowach śmieciowych ponad 100 osób, pomimo że wykonywane przez nich obowiązki powinny być objęte umowami o pracę.

W ostatnio udzielonym „Gazecie Wyborczej” wywiadzie ksiądz opowiada o działaniu prowadzonego przez siebie Stowarzyszenia Wiosna. Indagowany przez dziennikarza przyznaje, iż zatrudnia swoich pracowników „na innych zasadach” niż umowa o pracę. W dalszej części rozmowy zdradza swe antypracownicze poglądy: „bezpieczeństwo nie jest najważniejszym warunkiem pracy. Ponieważ jak ktoś zatrudnia pracownika, to nie po to, żeby on się czuł bezpieczny, tylko żeby realizował cele organizacji, do której został przyjęty. I ile razy ta zasada zostaje przekroczona, tyle razy są problemy”.

Jak pisze w skardze Maciej Łapski z „Polski Społecznej”, słowa księdza Stryczka dają podstawy do wysnucia wniosku, iż zatrudnia on pracowników na umowy śmieciowe (z którymi, jak sam przyznaje, „nie ma problemu”), pomimo że zachodzi stosunek pracy. Umowy o pracę są więc nielegalnie zastępowane umowami śmieciowymi. Takich praktyk zakazuje prawo pracy. Art. 22 §12 Kodeksu Pracy stanowi: „Nie jest dopuszczalne zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu warunków wykonywania pracy, określonych w § 1.” tzn. wtedy, gdy mamy do czynienia ze stosunkiem pracy.

„Sprawa leży w interesie publicznym, ponieważ nie wyobrażam sobie sytuacji,
w której ktokolwiek, a tym bardziej osoba wykonująca zawód zaufania publicznego, łamie prawa pracownicze, chwali się tym i promuje pozbawianie pracowników należnych im praw” – mówi Łapski. Pozostaje wierzyć, że Inspektorat Pracy również uzna sprawę za istotną.

„Polska Społeczna” wystosowała również list do papieża Franciszka. Prosi w nim o interwencję, powołując się na wielokrotnie wyrażane przez Papieża poglądy dotyczące odrzucenia kultu pieniądza, pomocy najuboższym oraz życia skromnego i uduchowionego. „Nie chcielibyśmy, aby twarz polskiego kościoła była twarzą księdza, który źle czyni”– kończą list działacze społeczni.