Koniec kasowania biletów

Koniec kasowania biletów

Bełchatów wprowadza darmowe przejazdy komunikacją miejską. Od 1 lipca nikt nie będzie musiał kasować biletów w autobusach MZK. Miasto wydana rocznie na bezpłatne kursy 860 tys. złotych.

Jak informuje „Dziennik Łódzki”, za trzy tygodnie z autobusów MZK w Bełchatowie znikną kasowniki. Od 1 lipca miejską komunikacją każdy będzie mógł jechać bez biletu. Radni przegłosowali sztandarowy pomysł bełchatowskiego PiS z jesiennych wyborów samorządowych.

„Kasy fiskalne u kierowców zdejmiemy od razu, kasowniki będą znikać sukcesywnie, pojawią się też w autobusach informacje, że kursy są darmowe” – mówi Jacek Krata, prezes MZK. „Musimy opracować nowy regulamin przejazdów. Ponieważ 1 lipca zaczyna obowiązywać wakacyjny rozkład jazdy, nie przewiduję żadnych komplikacji. Większą liczbę pasażerów powinniśmy mieć od września”.

W 2014 r. MZK uzyskało ze sprzedaży wszystkich rodzajów biletów 860 tys. zł. Tyle więc miasto będzie dopłacać rocznie spółce. Na sesji miejscy radni zmienili zatem tegoroczny budżet, zabezpieczając w nim 430 tys. zł na pół roku darmowych kursów.

Zdaniem władz miasta, darmowe autobusy mają pomóc odkorkować Bełchatów. „To, co dziś dzieje się w godzinach szczytu, to poważne utrudnienie dla mieszkańców” – mówi prezydent Mariola Czechowska. „Jeśli uda nam się choć w nieznacznym stopniu odkorkować miasto i sprawić, że część uczniów starszych roczników będzie dojeżdżać do szkół autobusami, to będzie to duży sukces. Myślę, że jeśli będzie można wskoczyć do MZK nie martwiąc się o zakup biletu w kiosku, to więcej osób to zachęci” – podkreśla.

Z darmowych przejazdów będą mogli korzystać wszyscy, nie tylko mieszkańcy miasta. Nie będzie kart bezpłatnego przejazdu, bo to tylko zwiększyłoby koszty. „Mieszkańcy okolicznych miejscowości, którzy przyjeżdżają do Bełchatowa np. na zakupy, przynoszą korzyść miastu, więc też powinni korzystać z MZK za darmo” – mówi prezydent Czechowska.

Przypomnijmy, że niedawno na podobny krok zdecydowała się Kościerzyna: http://nowyobywatel.pl/2015/03/28/koscierzyna-wprowadza-bezplatna-komunikacje-miejska/

Dział
Aktualności
Wcześniej informowaliśmy o…

Ucieczka przed odpowiedzialnością

Ucieczka przed odpowiedzialnością

Mc Donald’s, Fiat i Google nie stawiły się przed podatkową komisją Parlamentu Europejskiego. Celem posiedzenia miało być badanie praktyk podatkowych w Unii Europejskiej. Europosłowie nazywają taką decyzję „skandaliczną”.

Parlament Europejski powołał specjalną komisję, która bada, czy praktyki podatkowe państw UE ułatwiają międzynarodowym firmom unikanie opodatkowania lub prowadzą do dumpingu podatkowego. Komisja została powołana początkowo na okres sześciu miesięcy, jednak zadecydowano o przedłużeniu jej prac do października.

Jak informuje portal wyborcza.biz, jest to konsekwencja tzw. afery Luxembourg Leaks, w ramach której ujawniono, że decyzje podatkowe władz Luksemburga umożliwiały ponad 300 koncernom płacenie przez wiele lat bardzo niskich podatków. Ujawnione w listopadzie 2011 roku dziennikarskie śledztwo wykazało, że w latach 2003-12 ponad trzysta firm, w tym Pepsi, Apple, Amazon czy Ikea, zawarło z władzami Luksemburga tajne umowy podatkowe. Straty innych państw z powodu tego procederu szacowane są na miliardy euro.

„To skandal, że międzynarodowe korporacje nie pojawiły się na posiedzeniu naszej komisji” – mówi niemiecki europoseł Michael Theurer z grupy Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy. „To utrudnianie pracy Parlamentu Europejskiego, tłumaczenie się brakiem czasu jest śmieszne” – ocenił zasiadający w komisji europoseł Europejskiej Partii Ludowej Bukhard Balz. „Gdy te firmy chcą czegoś od PE, nigdy nie wahają się, by zapukać do naszych drzwi. Jeśli chcemy zadać im pytania o ich praktyki podatkowe, odpowiadają, że nie mają czasu”.

Listy, w których korporacje informują, że ich szefowie nie stawią się przed PE, nie zostały ujawnione. Niektóre z firm zasłaniają się toczącymi się postępowaniami, w których biorą udział. Niektórzy europosłowie chcą, by pisma w tej sprawie mogły być pokazane opinii publicznej. Parlament rozważa również konsekwencje dla firm odmawiających współpracy z komisją. Mogą one stracić dostęp do instytucji unijnych.

Londyński wyzysk

Londyński wyzysk

Sprzątanie na akord, pensja wypłacana tylko, gdy wyrobi się normę, niskie wynagrodzenie, przepracowanie – oto realia pracy polskich pokojówek w Londynie. Kobiety sprzątają luksusowe hotele za psie pieniądze, często bez umów. Mają dość takiego wyzysku i planują protest.

Według informacji portalu londynek.net, pokojówka dostaje za posprzątanie jednego pokoju 2,30 do 3,75 funta. Nie wypłaca się jej kwoty godzinowej, a więc sprząta na akord. Jak mówią Polki zatrudnione na takich warunkach, jednego dnia powinno się sprzątnąć ok. 25 pokoi. Łatwo wyliczyć, że kobiety muszą sprzątać bardzo szybko i pod presją czasu, za cenę ogromnego wysiłku fizycznego, by cokolwiek zarobić. „Zdarza się, że pracodawca nie płaci pokojówkom za posprzątane pokoje, jeśli nie zmieściły się w wyznaczonym czasie” – żali się jedna z kobiet.

Jeśli polskie pokojówki zdecydują się na strajk, będzie to pierwszy od 15 lat protest tego sektora w Wielkiej Brytanii. – „Tu nie chodzi o to, czy będziemy strajkować, tylko kiedy” – oznajmia jedna z Polek. – „Mamy naprawdę dość”.

Brytyjska branża hotelowa zatrudnia głównie imigrantów. Pracuje w niej 100 tysięcy osób, nie tylko Polaków, ale i obywateli innych krajów Europy Wschodniej. Są oni łatwym celem dla niegodziwych szefów i oszustów, ponieważ nie zawsze wiedzą, gdzie zwrócić się po pomoc.

Problem niewłaściwego traktowania obsługi hotelowej w Wielkiej Brytanii nie jest niczym nowym. Pokojówki od lat wspierane są w walce o prawa i przeciwko dyskryminacji w pracy przez związek zawodowy Unite oraz organizację London Citizens. Strajk polskiego personelu hotelowego jest z pewnością krokiem w dobrym kierunku.

Polityka oszczędności (nie dotyczy dyrektora)

Polityka oszczędności (nie dotyczy dyrektora)

Pracownicy szpitala w Białymstoku od 2009 roku nie dostają podwyżek, a wszystkie związki zawodowe oprócz lekarskich są w sporze zbiorowym z jego dyrektorem. Najprawdopodobniej nie przeszkodzi to jednak w przyznaniu mu ok. 30 tys. zł nagrody.

Według informacji „Kuriera Porannego”, o przyznanie Januszowi Pomaskiemu, dyrektorowi Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku nagrody „za dodatni wynik finansowy” wystąpiła Rada Społeczna placówki. Decyzję ma podjąć rektor białostockiego Uniwersytetu Medycznego, któremu podlega szpital.

Związki zawodowe w szpitalu domagają się podniesienia wynagrodzeń o 20%. Odbył się już strajk ostrzegawczy. Dyrektor odmawia podwyżek, tłumacząc to złą sytuacją finansową. Pracownicy odpowiadają, że w trudnej sytuacji finansowej tym bardziej nieprzyzwoite jest przyznanie dyrektorowi nagrody o maksymalnej wysokości, równej rocznej pensji pielęgniarki. Dodatkowo, jak zauważają związkowcy, Janusz Pomaski „zatrudniony jest na całym etacie na stanowisku dyrektora i dodatkowo na 0,1 etatu jako lekarz, korzysta z funduszu socjalnego, dostaje premie jako lekarz i nagrody jako dyrektor”.

Białostockiemu szpitalowi przydałaby się bardziej egalitarna redystrybucja środków finansowych.